Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

19.09.2017
wtorek

Tego nie usłyszycie w radiu (zawiera słowa na „z”)

19 września 2017, wtorek,

Tydzień temu wpis o tym, co moglibyśmy z red. JH zagrać w HCH wzbudził niejakie zainteresowanie. Tak ze 3 w dziesięciostopniowej skali Maryli i 1,5 w skali Martyniuka. I pewnie 0,5 w skali wczorajszego wpisu o Opolu. Postanowiłem jednak temat pociągnąć, bo to wygodna formuła prezentacji nowej muzyki po wybranych fragmentach. Bez dalszych odniesień do Opola. Bo trudno mi powiedzieć, kogo my moglibyśmy stamtąd wyciągnąć – wyciągnąć należałoby niewątpliwie zespół Świt śpiewający na benefisie Pietrzaka, ale to już raczej robota dla Rzecznika Praw Dziecka. Poza festiwalem opolskim jest sporo życia. Dla mnie najbardziej zaskakujące jest to, że w HCH zagrałbym może nawet, trochę przewrotnie – właściwie dla opowiedzenia o pewnym niemałym problemie – ten zespół: Czytaj całość »

18.09.2017
poniedziałek

Niezwyciężone Opole: wieczna Maryla, bohaterski Pietrzak i dobry Omen

18 września 2017, poniedziałek,

Nową nadzieją weekendu był niewątpliwie Tomasz Siwak, wokalista i lider radomskiej grupy Omen, niesprawiedliwie ukrywanej przed światem przez jakieś ćwierć wieku. Na festiwalu w Opolu wystąpili od razu w gwiazdorskim koncercie Premiery i fakt, że ich piosenka Wiem tylko ty nie dostała głównej nagrody, jest tylko potwierdzeniem nowych, czystych i przejrzystych zasad, jakimi kieruje się telewizja publiczna. Bo przecież na co dzień pan Siwak jest prezesem zarządu PGE Energia Odnawialna S.A., spółki zależnej PGE (kontrolowanej przez Skarb Państwa)*, która z kolei była sponsorem głównym opolskiego festiwalu. Można więc powiedzieć, że sponsor główny wysłał swego najbardziej energetycznego przedstawiciela do konkursu, który na trybunach oklaskiwała mocna reprezentacja fanów przebranych – tu godna podziwu identyfikacja – w przeciwdeszczowe płaszcze i kapelusze PGE. Płytę zespołu wydała właśnie agencja nagraniowa publicznego radia. A cała opolska operacja przyniosła błyskawiczny efekt w postaci niemal 10-procentowego wzrostu liczby fanów grupy na Facebooku – z soboty na niedzielę zwiększyła się ona z 325 do 347 osób, co jednoznacznie pokazuje siłę sprawczą tegorocznej imprezy. Czytaj całość »

15.09.2017
piątek

Są faceci, którym wszystko leci

15 września 2017, piątek,

To hasło wymyślił bodaj Marek Niedźwiecki przy okazji zapowiadania piosenki Some Guys Have All the Luck podczas „Listy Przebojów”. A jeśli mówimy o Arielu Pinku, to w ostatnich latach wszystko szło, częściowo zresztą w oparciu o podobne czasy. Nie inaczej jest na płycie Dedicated to Bobby Jameson, która ma dziś premierę. Najlepszym wprowadzeniem do wszystkiego jest pełen uroku utwór Feels Like Heaven, który płytę promował. Rodzaj fałszywego coveru, bo oczywiście to autorski utwór: stylistycznie niby bliżej Just Like Heaven The Cure, ale w melodii już odnoszące się do ejtisowego Feels Like Heaven grupy Fiction Factory z okresu tamtego przeboju o facetach, którym wszystko leci. Tu wszystko się klei. Choć oczywiście na całej płycie takich momentów do rozszyfrowywania będzie o wiele więcej. Coś jak rewers płyty LCD Soundsystem – bo znów mamy jeżdżenie uchem po historii muzyki, tyle że nie w wypolerowanych akustycznie realiach Jamesa Murphy’ego, tylko w charakterystycznym dla Ariela Pinka świecie lo-fi. Czytaj całość »

15.09.2017
piątek

Opole (dalej) minowe

15 września 2017, piątek,

Efekt KFPP Opole 2017 jeszcze się nie skończył. Wiosenny bojkot festiwalu – swoisty efekt kuli śnieżnej i rzadki pokaz solidarności w branży rozrywkowej – opisywałem tutaj. Praktycznie wszystkie przypuszczenia dotyczące tamtego rozwoju wypadków się potwierdziły. Dziś – o czym też piszę w „Polityce” – rozpoczyna się impreza w przesuniętym terminie, zorganizowana dzięki niezłej kryzysowej pracy TVP i kompletnej demolce w obozie PR Maryli Rodowicz. Najpierw spotkała ją krótka, ale dość intensywna kampania hejtu, głównie ze strony mediów prawicowych, na którą odpowiadała na swoim forum w sposób PR-owo niekontrolowany. Później deklaratywnie przyjęła, a faktycznie odrzuciła zaproszenie na Przystanek Woodstock, którego w ostatecznej postaci miał – według relacji – nie przekazać artystce osobiście jej menedżer (sic!). W co niestety trudno uwierzyć – do tego stopnia, że już na zawsze zostanie cień kalkulacji. Maryla Rodowicz – artystka o dużym scenicznym dorobku, która powinna dziś promować nową płytę, ewentualnie spokojnie koncertować jak Irena Santor (widziałem tę ostatnią przed paroma tygodniami, świetna forma) – wplątała się w sytuację, gdy staje się piorunochronem dla organizowanej przez TVP imprezy. Wszystko, co pójdzie źle, spływa na jej konto. Czytaj całość »

14.09.2017
czwartek

Człowiek, który zniósł różnicę czasów

14 września 2017, czwartek,

Ukradnę komuś myśl o tym, że Neil Young miał w dyskografii więcej genialnych niewydanych albumów (czasem dostępnych jako bootlegi) niż większość konkurencji ma tych dostępnych oficjalnie. 10 lat temu wydane po raz pierwszy na „legalu” Live at the Massey Hall było moją płytą roku i dotąd pozostaje dla mnie jedną z najlepszych koncertowych płyt w historii. Później przyszło jeszcze kilka kolejnych archiwalnych koncertów o legendarnym statusie i pierwsze wznowienie Time Fades Away. Teraz dostajemy niepublikowaną płytę studyjną – nagrany za jednym podejściem, w ciągu sierpniowej nocy 11 sierpnia 1976. Czyli 41 lat temu. Szefów wytwórni Reprise efekt wtedy nie wzruszył, więc nie wydali. Dziś zamieniłbym na ten album prawie dowolną wydaną w tym roku płytę. Choć nie powiedzą wam o nim w telewizji, krytykom nikt nie wyśle kopii, a na listy bestsellerów pewnie nie trafi. Czytaj całość »

13.09.2017
środa

Zola Amos kontra Tori Jesus

13 września 2017, środa,

Jeśli ruch protestu przeciwko cynicznej i chamskiej grze, którą uprawia alt-right, będzie wyglądał jak płyta Tori Amos, to możemy pakować manatki. Bo jeśli np. negacjonistom danych o zmianie klimatu nie przeszkadza kolejny huragan zmiatający im czapki i domy znad głów, to co też takiego im zrobi Up the Creek, klimatyczny protest-song z najnowszej płyty Amerykanki? Wprawdzie piosenka jest jednym z mocniejszych – pod każdym względem – fragmentów albumu Native Invader (który Trumpa ma sprytnie zakamuflowanego w tytule), wprawdzie Amos zgrabnie apeluje, by zbroić „milicję umysłu” przeciwko „ślepym na klimat”, to jednak te wydelikacone, kulturalne apele śpiewane manierą tyleż piękną, co archaiczną, mówią jedno: XX wiek zaczyna czasami brzmieć jak XIX wiek musiał pobrzmiewać o tej porze sto lat temu. Estetyka i przekaz rozmijają się na płycie Tori Amos tak wzorcowo, że aż musiałem o tym napisać, konfrontując przy okazji dwie wokalistki z dwóch różnych stron muzycznego spektrum, mające jednak sporo wspólnego. Stąd (zakamuflowana w tytule, nie wiem, czy tak sprytnie) Zola Jesus. Czytaj całość »

12.09.2017
wtorek

Przegląd (zjawiskowych) nowości winylowych

12 września 2017, wtorek,

Sytuacja w stale opisywanej na Polifonii sferze winylowej jest świetna, choć z elementami tragedii. Stare longplaye mają ceny z kosmosu, nowe longplaye też miewają absurdalnie wysokie ceny, a wizja stopniowego wypadnięcia z obiegu płyt kompaktowych wydaje się coraz bardziej realna. W ciągu wakacji nadeszła wiadomość o ponownym uruchomieniu tłoczni firmy Sony w Tokio – nieczynnej od 28 lat. Przy czym od razu warto przypomnieć, że rynek japoński jest najmocniej przywiązany do nośnika kompaktowego, zatem coś to znaczy. Na początek – powrót na rynek kosmicznie drogich japońskich wydań winyli. A ponieważ artyści (wg choćby brytyjskich wyliczeń) na sprzedaży winylowego nośnika zarabiają już lepiej niż na bezpłatnym, obłożonym reklamami (YouTube) streamingu, winyl stał się elementem bardzo poważnej koncernowej gry. W tym roku osiągnie ona swoje apogeum pewnie w okolicach 13 października, gdy ukażą się te oto dwa całkiem wysokonakładowe wydawnictwa (klikacie na własną odpowiedzialność): Czytaj całość »

11.09.2017
poniedziałek

Co zagrałbym w HCH, gdybym miał zagrać

11 września 2017, poniedziałek,

Współpracując z radiową Trójką przez 10 lat, przyzwyczaiłem się w żaden sposób nie komentować tego, co się z tą ważną dla mnie stacją dzieje. Ważną, bo zaczynałem – jak każdy – od Listy Przebojów, a lekcje odrabiałem przy popołudniowym Zapraszamy…, jeszcze z nieodżałowanym Grzegorzem Miecugowem w składzie. Na początku lat 90., zaraz po maturze, próbowałem nawet zdać egzamin na serwisanta (bez sukcesu, egzamin był trudniejszy niż test na studia dziennikarskie), a wiele lat później trafiłem na antenę wspólnie z Jackiem Hawrylukiem. Teraz postanowiłem wykorzystać, że nie ma mnie na antenie, by pokomentować to, co się na niej dzieje. Nie będzie to komentarz tak bezkompromisowy, jak to się zdarza na facebookowym profilu Wychowany na Trójce, ale teraz wreszcie wypada mi powiedzieć kilka słów, skoro z wtorku na środę znów audycji HCH nie będzie. Dodam tylko, gdyby komuś winietka blogowa nie wystarczyła, że to moje prywatne opinie. Czytaj całość »

8.09.2017
piątek

Narodowcy, których nauczyłem się lubić

8 września 2017, piątek,

Spokojnie, to nie będzie list miłosny do Mariana Kowalskiego. Chodzi o to, że temat nowego The National sprzedałem już po części w wydaniu papierowym „Polityki”, więc uczciwość blogerska nakazuje dodać trochę pieprzu na początek. A kogo miałbym wysłać po ten pieprz, jeśli nie pana Mariana? Nie żałowałbym jakoś szczególnie, gdyby się zgubił gdzieś po drodze, bo dystans między nami i tak jest duży. A pozwolę sobie zauważyć, że hasła narodowe są w temacie, bo po pierwsze The National znaczy to, co znaczy, po drugie – grupa coraz częściej ostatnio skraca tę nazwę do Ntl. I nie zdziwiłbym się, gdyby chodziło o zdystansowanie się do problemu skrajnych frakcji narodowych w czasach, gdy w USA staje się nagle dość palący. Po polsku byłoby z tego Nrdw (niebezpiecznie blisko Ndrw). The National – to są tak naprawdę ci panowie, których nauczyłem się lubić. Czytaj całość »

6.09.2017
środa

Holger Czukay: Rewolucjonista z Gdańska

6 września 2017, środa,

Niestety, tu znów prasowa spółdzielnia pogrzebowa. Bo z trzech różnych źródeł przyszła do mnie rano wiadomość o śmierci Holgera Czukaya, jednego z ostatnich żyjących członków niemieckiej grupy Can (pozostali jeszcze współzałożyciel tej formacji Irmin Schmidt i dwóch byłych wokalistów). Czukay był świetnym, charakterystycznym basistą (grał też na waltorni, czasem na innych instrumentach), otwartym na eksperymenty dzieckiem rewolucji 1968 roku, lekko ekscentrycznym, ale przemiłym człowiekiem i tą spośród wielkich postaci muzyki rozrywkowej przełomu lat 60. i 70., która miała naprawdę duży związek z Polską. Urodził się tutaj w 1938 roku i trafił jako siedmiolatek, wysiedlony z Gdańska wraz z rodziną, do Niemiec, najpierw do Hanoweru, później do Berlina. Był więc poniekąd uchodźcą (w Niemczech problem dzisiejszych uchodźców bywa porównywany z sytuacją powojennych wysiedlonych).

Wraz z Irminem Schmidtem studiował kompozycję u Karlheinza Stockhausena, próbując zarazem przetwarzać na swoją modłę amerykańską muzykę rockandrollową. Byli pionierami samplingu – wykorzystywali w swojej muzyce odgłosy zamieszek studenckich w Paryżu. Wraz ze zmarłym niedawno Jakim Liebezeitem Czukay wprowadzał do zachodniej muzyki rozrywkowej elementy afrykańskiej rytmiki. Jego nagrania poza Can (kapitalne Canaxis nagrane z Rolfem Dammersem) pozwalają go też uznać za prekursora ambientu. Należał do tych muzyków, którzy zarażali swoimi pomysłami innych, łatwo wchodząc w różnego typu kooperacje – choćby z Davidem Sylvianem czy Jah Wobble’em. Czukay uważał się też za muzyka punkowego. Nie wspominać go dzisiaj byłoby niegodziwością. Dlatego raz jeszcze w całości przypomnę moją rozmowę z Czukayem sprzed 18 lat. Dla mnie niezapomnianą i na pewno jedną z ważniejszych w życiu. Czytaj całość »

css.php