Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

24.04.2017
poniedziałek

TMR036CD_D02_final

Off Festival: Dochodzą nowi artyści [zdjęcia nóg]

24 kwietnia 2017, poniedziałek,

Ledwie zdążyłem w recenzji nowej płyty Nagrobków (w druku w najbliższą środę) odnotować desant na tę formację muzyków grupy Łoskot, a tu – już, proszę. Łoskot się z wielkim hukiem reaktywuje. Mikołaj Trzaska, Olo Walicki i Piotr Pawlak zagrają wraz z Maciem Morettim na Off Festivalu. Wracają w momencie, gdy ich przyjęcie – jako zjawiska w pierwszej kolejności koncertowego, bo to był rewelacyjny zespół na żywo – może być nawet lepsze niż kilkanaście lat temu. To jedno z dzisiejszych ogłoszeń katowickiej imprezy. Poza Łoskotem do bogatego już składu artystów dołącza 9 nazw i nazwisk, a odpada jedno. Szczegóły poniżej. Czytaj całość »

24.04.2017
poniedziałek

gas

Lepszej imprezy w tym roku nie będzie

24 kwietnia 2017, poniedziałek,

W sobotę odbyłem symboliczną procesję do czterech ołtarzy polskiego tradycyjnego stylu zabawy, podczas jednego wieczoru słuchając na weselu (jeszcze przed północą!) Przez twe oczy zielone, Ona tańczy dla mnie, Będzie zabawa i Jesteś szalona. I tak, jak oczyszczająco robi po takich doświadczeniach muzyka Swans, tak nieprawdopodobną siłę zyskały w tym kontekście – lepsze trochę jako „nagrania na niedzielę”, bo jak wiadomo w kulturze pop mamy fenomen sunday morning record – utwory z nowej płyty Wolfganga Voigta, znów nagrywającego jako GAS. Po 17 latach wydał płytę Narkopop: długą, dużą i wielką.  Czytaj całość »

21.04.2017
piątek

bental

Po co nam jeszcze Record Store Day?

21 kwietnia 2017, piątek,

Jako jeden z cichych prowodyrów promocji Record Store Day w Polsce mam parę przemyśleń związanych z jutrzejszym świętem. Przyniosło ono dwa rodzaje skutków:
(1) zaskakujące, bo rozpędziło cały przemysł związany z płytami winylowymi w stopniu, jakiego dekadę temu nikt by się nie spodziewał,
(2) przewrotne, bo zamiast dniem sklepów stało się świętem samego nośnika i jego wytwórców. Tu przypomnę, jakie pytanie zadawałem w moim tekście sprzed sześciu lat: Czy Record Store ocali małe sklepy płytowe?
To pytanie dziś wydaje się trochę naiwne. Owszem, stare sklepy zachowały pozycję, otwarto kilka nowych, ale RSD napędził – paradoksalnie – duże sieci, niektóre z nich w konsekwencji, dzięki rozgrzaniu popytu na winyle, nawet uratował (przypadek HMV). Wprowadził także akcje promocji winyli w dyskontach (komentowałem je tutaj, więc już nie rozwijam tematu). Nakręcił wreszcie koniunkturę dla dużych wydawców i ich dużych gwiazd, przypominając, że tantiemy od drogich winyli są nieporównywalnie wyższe niż śmieciowe, końcówkowe tantiemy od odsłuchów w streamingu na smartfonach. A mimo rosnącej lawinowo sprzedaży (w Polsce ostatnio ponad 50 proc. rok do roku!) winyli nie wrócił jasny system cenowy typu Nice Price, jaki kiedyś odróżniał cenowo tańsze starocie – które dawno już spłaciły bazowe koszty – od nowości. Te dyskontowe winyle nie są bynajmniej sprzedawane po kosztach! RSD nakręcił koniunkturę w niszczejących tłoczniach, powodując, że tempo produkcji zaczęły dyktować kolejki i duże zamówienia, które składają – tak, zgadliście – duzi. I jeszcze jeden skutek RSD: dodatkowe nakręcenie rynku kolekcjonerskiego i wyśrubowanie cen mitycznych starych wydań hitów z przeszłości, które bez trudu da się kupić w beznadziejnym stanie za katastrofalnie duże pieniądze. Co w takim razie o RSD myśleć i po co nam jeszcze impreza w ten trzeci kwietniowy weekend? Czytaj całość »

20.04.2017
czwartek

simultonality

Złe wiadomości i dobre płyty

20 kwietnia 2017, czwartek,

Złe wiadomości są takie, że zmarnowałem dziś rano 4’24, słuchając nowej piosenki Lany Del Rey. I że nie dojadę na rozpoczynający się dziś Spring Break ze względów obiektywnych (nie chodzi o ten odsłuch Lany). Wszystkim śledzącym tę imprezę życzę jednak, żeby jak najlepiej się bawili na koncercie wykonawcy, którego jak najgorzej znają. Równie niedobre są wieści, że z tych samych powodów (czyli, jak już ustaliłem, bez związku z Laną) prawdopodobnie nie trafię również na rozpoczynający się dziś Lublin Jazz Festival ze świetną obsadą zagraniczną (Louis Moholo-Moholo, do tego David Virelles w kwartecie Chrisa Pottera i jeszcze grupa Melt Yourself Down) i obiecującymi projektami polsko-skandynawskimi. Ale chętnie posłucham, jak było. Za to będę mógł dziś współprowadzić audycję w radiowej Dwójce (godz. 23.05), której bohaterem będzie zmarły niedawno Mika Vainio, połowa duetu Pan Sonic. Choć oczywiście fakt, że zmarł Vainio – podobnie jak dwaj inni bardzo ważni muzycy, Bruce Langhorne i Allan Holdsworth – też jest złą wiadomością. Dobrego newsa, który dziś się pojawił, zapewne już znacie: Gorillaz dwukrotnie wystąpią w Polsce. Poza tym dziś dwie zdecydowanie dobre płyty, których ukrytym bohaterem będzie inny nieżyjący już muzyk – Jaki Liebezeit. Czytaj całość »

19.04.2017
środa

actress_azd

Beznadziejna muzyka na beznadziejne czasy

19 kwietnia 2017, środa,

Takie hasło marketingowe ukułem dla dużej części nowej muzyki elektronicznej – nawet nie dlatego, że tak do końca zła, tylko dlatego, że mętna – zupełnie jak czasy, w których przyszło nam żyć. Pozostawia niewiele optymizmu, raczej nie robi nadziei, jeśli chodzi o rozwój, w transie widzi już nie hedonizm – mam wrażenie – tylko sposób na przeczekanie. Najbardziej chwaleni przez prasę twórcy techno grają dziś głównie muzykę retro, co jest w pewnym sensie zaprzeczeniem istoty gatunku. I było fajne, a nawet ożywcze – przez pewien czas. Ale gdy brytyjski Actress po raz kolejny pracuje według z góry ustalonej formuły – zapętla proste rytmy automatu perkusyjnego, topi je w szumach i uzupełnia o arpeggia o lekko losowym przebiegu, tak rozsynchronizowane z rytmem, żeby sprawiać wrażenie polirytmii, dorzucając czasem kilka niezrozumiałych słów (włącznie z denerwującym w tym kontekście: Future! Future!) – to mam wrażenie, że chleb mi odbiera, bo ileż można pisać o płycie AZD bez powtarzania się bez powtarzania się bez powtarzania… Czytaj całość »

18.04.2017
wtorek

arca

Beaty, baty i kwiaty

18 kwietnia 2017, wtorek,

1. Festiwal Unsound ogłosił właśnie tegoroczny motyw przewodni: Flower Power. Nie znam jeszcze oczywiście dokładnego programu, ale wiadomo, że w ramach kontynuowanego Unsound Dislocation kuratorzy przywiozą artystów z Rosji, Ukrainy, Białorusi i Kazachstanu, stroną graficzną zajęła się Aleksandra Grünholz (We Will Fail), a swoje pomysły tematyczne w ramach programu dyskusyjno-filmowego można zgłaszać do 15 maja. Można też wesprzeć ten ważny festiwal w niezbyt łatwych czasach. Będzie w każdym razie o lecie miłości 1967 roku, więc kwiaty, opór i psychodelia, ale z nawiązaniami do Kwiatów zła Baudelaire’a, co otwiera drogę do bad tripów, które do tej pory były specjalnością zakładu w większym stopniu niż miłe hedonistyczne historie. A biorąc pod uwagę nie bardzo idylliczne warunki świata 50 lat po lecie miłości i typowo dla Unsoundu apokaliptyczne spojrzenie (To odpowiedź na poczucie życia w cieniu pędzącego naprzód zegara zagłady – tłumaczą organizatorzy hasło), wersja polska tematu mogłaby brzmieć „Armaty w kwiatach”. Grafika wygląda w każdym razie tak: Czytaj całość »

15.04.2017
sobota

kendrick_damn

Wielki moment Kendricka (i jak go zepsuć)

15 kwietnia 2017, sobota,

Życzenia już niby złożone, ale wczorajszy wpis o tym, czego słuchać w Wielki Piątek, doczekał się błyskawicznej puenty w postaci nowej płyty Kendricka Lamara, więc muszę teraz pracować w Wielką Sobotę. Rzeczywiście, wczoraj było słychać nie ambienty czy Lorenca, tylko w pierwszej kolejności rapera i producenta z Compton, artystę znanego z jednej z płyt roku 2015, czyli To Pimp a Butterfly. Ta nowa, Damn, wydana wczoraj w wersji cyfrowej i podgrzewająca równo całą popkulturę – przynajmniej do momentu pojawienia się po południu trailera nowych Gwiezdnych wojen – jest ciekawa, ale zgodnie z przewidywaniami gorsza od poprzedniczki. Trudno przewidywać lepszą w takim przypadku. Poza tym gdyby takie TPAB zdarzało się częściej niż raz w życiu jednemu raperowi, byłaby to głęboka niesprawiedliwość (i zapewne częściej byłbym oskarżany w komentarzach o dziury w mózgu wielkości monet pięciozłotowych). A Kendricka byśmy nie słuchali, tylko się do niego modlili, jak proponował jakiś komentator jego nowego teledysku. Choć w sumie z tym ostatnim jest coś na rzeczy, bo Lamar pisze co i rusz teksty wchodzące w tematy biblijne: Czytaj całość »

14.04.2017
piątek

bing_ruth

Kolejny dzień w trumnie / Nie pytaj, co u mnie

14 kwietnia 2017, piątek,

Czyli odwieczne pytanie, które pojawia się, gdy nagle piąteczek zamienia się w Wielki Piątek: jakiej muzyki wypada słuchać? Niezależnie od tego, czy ktoś jest dobrym katolikiem, czy trochę gorszym, ale wciąż chce uszanować fakt, że sąsiedzi, którzy na co dzień łoili EDM, teraz poszczą, słuchając soundtracku do Różyczki. Jasne, niektórzy takiego dylematu nigdy nie poczuli, ale lata pracy w radiu i liczne żałoby narodowe pokazują, że problem jest realny. Wy puszczacie muzykę, ktoś to słyszy i choćby mimowolnie psuje sobie Wielki Piątek myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. I nie mówcie, że nie można słuchać czegoś fajnego, bo zacznę przypominać liczne momenty z własnego nastoletniego życia, kiedy z kolei w Wielkie Piątki nastawiałem Closer Joy Division, z powodzeniem mogąc się zasłaniać jeśli nie muzyką, to nawet samą okładką. Kiedyś będzie z tego powszechnie aprobowany styl świętowania – taki na przykład jazz musiał czekać około pół wieku na akceptację jako gatunek niedrażniący uczuć religijnych. Swoją drogą – komu by to jeszcze przyszło do głowy po wysłuchaniu najnowszego nagrania Kamasiego Washingtona? Dwie, a właściwie nawet trzy nowe premiery (jako człowiek, który posiadł chyba wszystkie ważniejsze punkty katolickiego wtajemniczenia poza stanem duchownym i ostatnim namaszczeniem) ostatnich tygodni spróbuję więc ocenić pod względem przydatności do słuchania w ciągu najbliższych 24 godzin: Czytaj całość »

13.04.2017
czwartek

tango_in_the_night

Ostatnie takie tango, czyli co było nie tak z latami 80.

13 kwietnia 2017, czwartek,

13 kwietnia 1987. Oscary zgarnęły właśnie Pluton Stone’a i Hannah i jej siostry Allena, do telewizji wchodzi Świat według Bundych, na listach rządzi Bon Jovi, za tydzień Modern Talking zagrają pierwszy koncert w Polsce, a zachodni rynek podbijają pierwsze single na kasetach (cassingles) – Bryan Adams, za chwilę także With Or Without You U2, którego do dziś jestem szczęśliwym posiadaczem. Na co dzień jednak kasety służą do nagrywania: Dwójka i Trójka nadają płyty na wyścigi, w ciągu tygodnia można nagrać do kilkanastu płyt. Te publikowane przez „współczesne” zespoły (Electric, The Joshua Tree, Among the Living, Sign o’ the Times) wydają się ok. Gorsze jest to, że zespoły słynne w latach 70. masowo wydają kit. Nie mogę więc zrozumieć, dlaczego taki fejm otacza Deep Purple (The House of Blue Light), Davida Bowiego (Never Let Me Down), słabsze płyty (trochę wcześniej lub później) mają też na koncie Neil Young czy Joni Mitchell. A każdorazowo te premiery z lat 80. to pierwsze albumy tych wykonawców, jakie wpadają mi w ręce. Bo są najłatwiej dostępne. Aż tu nagle ukazuje się album starej grupy, która kojarzy się ze starą ścierką i nie brzmi jak cokolwiek, co powinienem lubić. Ale pilnie notuję oceny po odsłuchu przy kolejnych kawałkach – co piosenka, to hit. Ta płyta uratowała mi w latach 80. mniemanie o tzw. dinozaurach. Czytaj całość »

11.04.2017
wtorek

hired_hands

Powrót człowieka zwanego Tamburynem

11 kwietnia 2017, wtorek,

Jest kompletnie zapomnianym autorem jednej właściwie płyty, w dodatku ścieżki dźwiękowej. A zarazem kluczową postacią, która niczym wiatr historii pojawiała się w ważnych momentach. Grał i śpiewał przed słynnym przemówieniem Martina Luthera Kinga, a Boba Dylana zachęcał do przesiadki na gitarę elektryczną, samemu podgrywając u niego w wielu utworach (m.in. na płycie Bringing It All Back Home), głównie na gitarze. A ponieważ wśród wielu instrumentów, jakimi się biegle posługiwał jako rozchwytywany sideman, był charakterystyczny, sporych rozmiarów bęben ramowy z Turcji, producent Dylana Tom Wilson miał go kiedyś poprosić o zabranie go do studia na sesje. Stąd wziął się tekst Mr. Tambourine Man Dylana – Pan Tamburyn to właśnie bohater niniejszego wpisu, Bruce Langhorne. Nie zajmowałbym się nim jednak, gdyby temat nie stał się nagle bardzo aktualny. Czytaj całość »

css.php