22.12.2014
poniedziałek

fire_orchestra_enter

2×14 płyt, o których nie pisałem w 2014 roku, czyli remanent

22 grudnia 2014, poniedziałek,

Nietrudno mi sobie wypomnieć najmocniejsze zaniedbanie tego roku. To oczywiście brak recenzji albumu “Enter” grupy FIRE! ORCHESTRA, o którą parokrotnie pytali czytelnicy Polifonii. Problem był prozaiczny: wydana w maju płyta dotarła do mnie bodaj pod koniec wakacji, a w postaci fizycznej nawet później. A mieliśmy do czynienia z – bądź co bądź – jednym z bardziej oczekiwanych wydawnictw roku. Dramatyczne wokale Mariam Wallentin i mocne aranżacje na 28-osobowy zespół (prawdziwa jazzowa orkiestra symfoniczna) z potężnymi groove’ami oczywiście nie zawiodły, dostaliśmy z grubsza podwójną dawkę czegoś podobnego, tyle że jeszcze bardziej hałaśliwego i dysonansowego. Warto wspomnieć też jeszcze 27 innych przeoczonych tu z różnych powodów płyt (których oczywiście w sumie było znacznie więcej). W roku 2014 nie pisałem o…

…muzyce z serialu “The Knick” (HBO/Milan), którą CLIFF MARTINEZ szczęśliwie wydał również na płycie, choć oczywiście te oszczędne syntezatorowe tematy słuchane w oderwaniu od telewizyjnej historii sprzed stu lat nie pełnią tak kontrastowej i fascynującej roli.

…płycie z symfoniczną ścieżką dźwiękową wyraźnie szlifującego swoje rzemiosło JONNY’EGO GREENWOODA do filmu “Inherent Voice” (Nonesuch), którą uzupełnia zestaw piosenkowych klasyków-pewniaków (Minnie Riperton, Neil Young itd.).

…wspólnym albumie saksofonisty/wokalisty ORLANDO JULIUSA i grupy HELIOCENTRICS “Jaiyede Afro” (Strut), bo to kolejna z przyzwoicie zrealizowanych kooperacji tego zespołu (dla samej grupy może nawet najlepsza?) i kolejna z licznych ostatnio płyt odwołujących się do historii afrobeatu.

EAUX, choć nagrali ładną płytę “Plastics” (ATP) brzmiącą niczym New Order AD 2014, którą zresztą nawet graliśmy (“Movers and Shakers”) w HCH.

…albumie “Early Riser” TAYLORA MCFERRINA (Brainfeeder), syna Bobby’ego, choć to miła w słuchaniu płyta nujazzowa i tata jest na featuringu. Ale i tak najlepszy finał, instrumentalny “Pls Dnt Lstn”.

…płycie “Roam” (Anti-) duńskiej artystki Majke Voss Romme, nagrywającej jako BROKEN TWIN, choć po wysłuchaniu zestawu kameralnych ballad śpiewanych w dość charakterystyczny sposób trudno uwierzyć, że autorka jest debiutantką i ma 25 lat.

…”Squirrels and Butterflies” prowadzonym gitarowymi improwizacjami jazzowego power-tria MICHAŁ MILCZAREK TRIO, choć energii i zaangażowania w dynamicznym kolektywnym graniu tu nie brakuje, a są też tematy (szczególnie udane w utworach pierwszym i siódmym).

…amerykańskim folk-rockowym songwriterze RYANIE ADAMSIE, który na płycie zatytułowanej po prostu “Ryan Adams” (Paxamericana) ewidentnie – choć z godnością i talentem – ściga się pod względem przebojowości z tamtym drugim Adamsem.

…wokalistce JANE WEAVER, której “The Silver Globe” (Finders Keepers) nie jest już takim zaskoczeniem jak poprzednie nagrania Brytyjki, ale wydaje się ogrywać Laetitię Sadier na polu jej muzycznych specjalności, czyli mile ogrywać niemieckie Neu!

…skoro już o tym mowa, to nie opisałem też EP-ki “N” japońskiej grupy NISENNENMONDAI (Blast First Petite – w Japonii wyszła w poprzednim roku), bo sporo już na temat tej formacji było przy okazji Off Festivalu, a płyta jest tak repetytywna, surowa i uderza krautrockową motoryką, że nie ma co snuć wokół niej kolejnych interpretacji.

…reedycji albumu “Worlds Around the Sun” (Concord) z roku 1972, nagranego przez kapitalnego jazzowego pianistę Todda Cochrana jako BAYETE, eksplodującego funkiem i świetną grą sekcji dętej.

…”Wine Dark Sea” JOLIE HOLLAND (Anti-), może trochę niedowierzając, że amerykański rynek już jakiś czas temu znalazł mroczny i zgrzytliwy odpowiednik Nory Jones.

…płycie “Hot Dreams” (Full Time Hobby), chociaż ze trzy razy zbierałem się, żeby opisać płytę kanadyjskiej grupy TIMBER TIMBRE, grającej coś z przecięcia Tinderstics, Arcade Fire, Roya Orbisona i Nicka Cave’a.

…sprytnych naśladowcach Arcade Fire z grupy SAINTSENECA, których “Dark Arc” (Anti-) sam w sobie – gdyby nie natrętność tych skojarzeń – byłby nawet sympatyczny.

…albumie “Kaszebe 2″ (Mystic), na którym OLO WALICKI wykorzystuje teksty doborowych gości (od Tymona Tymańskiego po Dorotę Masłowską), pokazując, jak ważną jest postacią dla całej sceny muzycznej, z takim składem to już blisko “Polovirusa”.

…zestawie niepublikowanych wcześniej nagrań MARKA GRECHUTY z grupą WIEM (z Kazimierzem Jonkiszem na perkusji) zatytułowanym “Koncerty” (Polskie Radio), mimo że pokazywał fascynujące możliwości stojące przed krakowskim artystą.

…o intrygującej amerykańskiej etniczno-jazzowej grupie ALCHIMIA w barwach polskiego Instant Classic, bo po ukazaniu się płyty “Lucile” byłem przekonany, że napiszą o niej inni.

…o koncercie “For the Blue Notes” (Ogun) LOUIS MOHOLO-MOHOLO UNIT, składu fenomenalnego afro-jazzowego perkusisty, którego twórczość była dla mnie jednym z osobistych odkryć roku.

…reedycji ślicznej, wyrafinowanej muzyki filmowej jazzowego pogranicza skomponowanej przez KENNY’EGO GRAHAMA do filmu “The Small World of Sammy Lee” (Trunk), słabo załapującej się na jakiekolwiek podsumowania.

…bardzo ładnej płycie OLIVIERA HEIMA z tres.b i Anthony Chorale “A Different Life” (Lado ABC), chociaż ciągle lubię jego muzykę i dostrzegam przemianę, jaką sugeruje już nagranie płyty pod własnym nazwiskiem, no a poza tym wspominałem o albumie w “Polityce”.

…ciekawej i tętniącej życiem interpretacji “Tautologos III” Luca Ferrariego, której dokonała Komuna//Warszawa w ramach serii POPULISTA (Bołt), wykorzystując jako treść muzyczną pracę nad wykonaniem tria smyczkowego Alfreda Schnittkego.

…płycie “Plowing into the Field of Love” (Matador) grupy ICEAGE, bo choć zestaw piosenek robi wrażenie, to trudno dłużej słuchać czegoś o tak niskim poziomie dynamiki.

…albumie “Innhverfi” (Morr Music) Ólafura Bjorna Ólafssona, który grywa z różnymi islandzkimi wykonawcami, a tę płytę podpisał swoimi inicjałami: ÓBÓ, pozostając jednak propozycją dla fanów Sigur Rós i okolic.

MARKECIE IRGLOVEJ i jej tegorocznej płycie “Muna” (Anti-), może dlatego, że słuchanie Czeszki, która via Islandia podbija świat, śpiewając niczym młoda Joni Mitchell, to w czasach hossy polskiej muzyki doświadczenie przynoszące sporo zazdrości.

…płycie kolejnego z naszych młodych zdolnych pianistów, 23-letniego SEBASTIANA ZAWADZKIEGO, który na “Luminescence” (ForTune) bezbłędnie radzi sobie jako wykonawca i kompozytor tej serii utworów ukąszonych polskim romantyzmem fortepianowym.

…albumie będącego znacznie już dalej na polu pianistyki Piotra Orzechowskiego vel PIANOHOOLIGANA “15 Studies for the Oberek” (Decca), choć udał się bardzo i myślę, że ten zestaw prac nad pięcioma różnymi parametrami polskiej formy ludowej był jedną z lepszych okołoludowych rzeczy, jakie nas spotkały w Roku Kolberga.

…albumem “Big Music” (Simple Minds) reaktywowanego SIMPLE MINDS, bo ani taki wielki, jak by sugerował tytuł, ani tak słaby, jak można by się spodziewać. Chociaż w tej ostatniej płycie coś jednak jest – któż by mianowicie przewidział, że wiele lat od czasów, gdy SM wymieniano jednym tchem z U2, płyta grupy Jima Kerra będzie dystansowała pod każdym względem album Bono i kolegów?

W dalszej kolejności na Polifonii do końca roku:
Rok 2014 w muzyce: 10 uwag końcowych.
2×14 płyt roku 2014: świat.
2×14 płyt roku: Polska.
2×14 płyt roku: archiwalia, kompilacje, reedycje.

Od północy z 22 na 23 grudnia w HCH stosowny remanent radiowy.

18.12.2014
czwartek

dangelo_black_messiah

Jak oszukano roczne podsumowania

18 grudnia 2014, czwartek,

Właściwie to jeden człowiek je oszukał. Michael Eugene Archer, znany lepiej jako D’Angelo. Mistrz prokrastynacji: najpierw przez 14 lat zapowiadał nowy album (po “Voodoo”, uznawanej przez wiele gazet – w tym “Machinę”, wieki temu – za jedną z najlepszych płyt roku 2000), dziennikarze dostali nawet informację o styczniowej premierze w roku 2015, by nagle przyspieszyć publikację. Ściśle według najlepszych zasad: odwlekaj decyzję do ostatniej chwili, a potem podejmij ją błyskawicznie. “Black Messiah” ukazał się więc 15 grudnia – zupełnie nagle, niczym ostatni album Beyonce, jest jednak płytą bez porównania ważniejszą niż album czołowej gwiazdy popu. A sam D’Angelo przyspieszył wydanie pod wpływem doniesień o zamieszkach w amerykańskim Ferguson związanych ze sprawą czarnego nastolatka zabitego przez miejscowego policjanta. I jest to powrót do przeszłości w trzech ważnych muzycznie i społecznie sferach. Czytaj całość →

16.12.2014
wtorek

k_no_longer

Kończyta wurst przepala mózg

16 grudnia 2014, wtorek,

Dziś będą raczej złe wiadomości. Co roku przynosi je raport Google’a o najczęściej wyszukiwanych hasłach roku. Tegoroczny nosi tytuł “Rok w wyszukiwarce i na świecie” i zawiera wszystkie te informacje na temat emocji przeciętnego polskiego (rzecz dotyczy naszego kraju) internauty, o których na co dzień wolelibyśmy zapomnieć. Hasła roku? Proszę bardzo. Na miejscu pierwszym Anna Przybylska, na drugim Mundial 2014, na trzecim wreszcie – Conchita Wurst, jedyne związane z muzyką hasło w pierwszej dziesiątce. Są jednak oddzielne kategorie muzyczne i pozwolę sobie przytoczyć tę krajową w celach edukacyjno-poznawczych, bo statystyczny czytelnik Polifonii rozpozna tu pewnie mniej nazwisk niż w rocznym zestawieniu “The Wire”: Czytaj całość →

15.12.2014
poniedziałek

lotto_ask

LiveDonald kontra Lotto

15 grudnia 2014, poniedziałek,

Niespecjalnie płakałem po przerwanym koncercie Morrisseya. Chociaż schodząc ze sceny, porzucił w Stodole paru moich nieutulonych w żalu znajomych. Ale mocniej się zainteresowałem sprawą, kiedy dowiedziałem się, że firma Live Nation – koncertowy koncern, który ostatnio miał na pieńku z fanami w związku z biletami Golden Circle Early Entrance – zaproponowała innowacyjną metodę rekompensaty. Otóż według relacji fanów ofiarom nadmiernej wrażliwości Morrisseya (o tym, jakim jest wrażliwcem, świadczy fakt zerwania kolejnego koncertu w Essen – niedługo po warszawskim) firma proponuje kupon towarowy na 25 zł, który każdy poszkodowany może wydać na kolejne imprezy organizowane przez ulubiony koncern. Zawiązała się stosowna grupa na Facebooku i rozpoczął się konsumencki wzburz. To może jeszcze nie koniec świata, ale z pewnością sygnał tego, co nas czeka w najbliższej przyszłości. Czytaj całość →

11.12.2014
czwartek

black_to_comm

Wiadomości o śmierci undergroundu są mocno przesadzone (przegląd prasy)

11 grudnia 2014, czwartek,

David Keenan w nowym wydaniu “The Wire” twierdzi, że underground umarł. Dlaczego? Bo sieci społecznościowe zrobiły z niego kolejną gotową do sprzedania etykietkę, niszę. Jako wypowiedź człowieka, który opakował w etykietki inwazję nowego folku (New Weird America) i zjawisko hypnagogic popu, tekst brzmi mało przekonująco. Wydaje się przy tym równie mętny jak muzyka Jamesa Ferraro, choć w pewnym sensie zgodny ze zwrotem, jaki w “The Wire” nastąpił – i który widać na liście najlepszych płyt ubiegłego roku wg “The Wire”. Zwrotem – rzekłbym – na bezpieczne pozycje. Na pierwszym miejscu mamy aż nazbyt bezpiecznego Aphex Twina, na trzecim – będący raczej symbolem publicznej zgody album Swans. W pierwszej dziesiątce jeszcze Walkera z Sunn O))), Actress i Run The Jewels. Może po prostu redakcja w milczeniu odnotowała w ten sposób śmierć królującego ostatnio w zestawieniu hypnagogic popu? Może i underground, rozumiany jako mityczna kraina muzyków, którzy mają wszystko gdzieś i robią wszystkim wbrew, przeżywa kryzys. Ale za to underground rozumiany jako kraina niezależności muzycznej od lat nie miał się tak dobrze. Czytaj całość →

9.12.2014
wtorek

john_coltrane_a_love_supreme

Prawie cała chwała dla Boga

9 grudnia 2014, wtorek,

“Cała chwała dla Boga, któremu należna jest cała chwała”. Cała reszta zapisuje się na konto Johna Coltrane’a, który tymi słowami postanowił się przywitać z publicznością. Oraz jego drużynie, która wraz z nim zamknęła się 9 grudnia 1964 roku – dokładnie 50 lat temu – w studiu Rudy’ego Van Geldera i nagrała niedługi (33 minuty) zestaw czterech utworów tworzący rodzaj suity znanej później jako album “A Love Supreme”, uznawany w rankingach za jedną z najważniejszych jazzowych płyt wszech czasów. A czasem za jedną z najważniejszych płyt w ogóle. Jeśli są takie chwile, gdy nawet ateista byłby gotów pomodlić się przed i po, a może i w trakcie, to jest z pewnością jedna z nich. Uniwersalnie piękny album, sygnalizujący zarazem początek wielkiego awangardowego ruchu w jazzie. Zresztą “Bóg” w rozumieniu Coltrane’a wydaje się oznaczać uniwersalny byt, Absolut, albo po prostu tytułową Miłość. Czytaj całość →

8.12.2014
poniedziałek

run_the_jewels

10 płyt – listopad 2014

8 grudnia 2014, poniedziałek,

Kiedy nie mamy do powiedzenia nic wielkiego – a to zjawisko dość częste, co piszę na przykładzie własnej osoby – można zawsze powiedzieć coś mniejszego. Albo zgromadzić kilka mniejszych not o płytach niekoniecznie mniej istotnych. Z mówienia małych rzeczy pożytek nierzadko jest bowiem ten sam, a po zsumowaniu nawet większy. Czytaj całość →

6.12.2014
sobota

Hassell_Eno

Grammy? Nie bardzo. Prezenty? Są.

6 grudnia 2014, sobota,

Prezenty dziś dla tych, którzy przetrwają kilka zdań o nominacjach do Grammy, zapewne najnudniejszej nagrody świata. Tym razem organizatorzy postanowili ją nieco uatrakcyjnić, nominacje ogłaszając przez cały dzień – aż do wczorajszego wieczora, gdy oznajmili całemu światu, że w najważniejszej kategorii (Album roku) Beyonce zmierzy się z Samem Smithem (którego, mam wrażenie, w Polsce znamy też w nieco gorszej stylizacji jako Rafała Brzozowskiego), zapewne zostawiając w tyle Pharrella Williamsa, Eda Sheerana i Becka. Choć kto wie, przy takiej konkurencji może i ci trzej mają jakieś szanse. W każdym razie pod względem ogólnej liczby nominacji królują właśnie Beyonce i Sam Smith – oboje rywalizować będą w 6 kategoriach.
Nie widzę za to szans na polską Grammy znikąd, czyli żadnych Włodzimierzów Pawlików w zestawieniu, w zasadzie nie ma nawet typowych polskich akcentów w muzyce poważnej. Poza jednym: albumem z wytwórni ECM poświęconym twórczości Mieczysława Wajnberga w kategorii Best Classical Compendium. Ogólnie z Grammy wyziera ponury obraz roku, w którym niewiele się wydarzyło. Obraz jazzu, w którym rządzi wciąż Chick Corea Trio i rapu, w którym wciąż karty rozdaje Eminem, co w jednym i drugim wypadku wydaje mi się mocną przesadą. W elektronicznej muzyce tanecznej Amerykanie odkrywają Basement Jaxx (!), no i Aphex Twina, którego “Syro” przyniosło Brytyjczykowi bodaj pierwszą nominację do Grammy w życiu. Dobre i to. Ogłoszenie nagród w lutym. Najciekawiej zapowiada się paradoksalnie rywalizacja w kategorii Best Rock Performance: Ryan Adams, Arctic Monkeys, The Black Keys, Beck, Jack White. Bo już w kategorii Best Rock Album straszy U2 ze swoim “Songs of Innocence”. Zresztą nominowanie tego ostatniego tylko w jednej kategorii (w latach 2004-2005 U2 zebrali w sumie osiem statuetek) to i tak sensacja, no i przy okazji dowód wizerunkowej klęski irlandzkiego zespołu nawet na wielkim i komercyjnym rynku w Stanach. Czytaj całość →

4.12.2014
czwartek

IMG_20141123_000743_edit

Uderzająco normalny zespół

4 grudnia 2014, czwartek,

Część czytelników Polifonii, szczególnie tych z okolic Gdańska, Poznania i Warszawy, może w ostatnich dniach narzekać na objawy głuchoty, ale mam nadzieję, że choć z czytaniem ciągle w porządku – i chciałbym to wykorzystać. Wczoraj dobiegła końca krótka trasa Swans po Polsce, ale udało mi się choć przez chwilę popatrzeć i posłuchać. Choć “chwila” to – jak wiadomo – w wypadku tej grupy pojęcie względne. Przed wczorajszym koncertem Piotr Weltrowski na Facebooku podał dość esencjonalny opis tego, co Swans na koncertach robią – i to konsekwentnie od czasów reaktywacji grupy – “Otóż Swans to jest taki zespół, co to najpierw gra 20-minutowe intro na gongu, a później sadzi proste piosenki na dwóch akordach” i tak dalej. To sprawiło, że na wczorajszy koncert pojechałem, by popatrzeć na Swans właśnie przez pryzmat tego zmitologizowanego wizerunku, jaki grupa ma. A wracałem z przeświadczeniem, że w normalnym świecie byśmy się tym zjawiskiem aż tak bardzo nie ekscytowali. Czytaj całość →

1.12.2014
poniedziałek

andy_stott_faith_in_strangers

Do techno się, kurde… siedzi?

1 grudnia 2014, poniedziałek,

IMG_20141123_002238_edit1

Hasło ukute jakiś czas temu przez Wojtka Kucharczyka “Do techno się, kurde, nie siedzi” przetestował Andy Stott, robiąc z niego negatyw. Fakt, nie dość, że techno w ostatnich latach bardziej kojarzy się z kulturą gotycką niż dawnym rave’em, to jeszcze się do niego zaczyna siedzieć, bo potańczyć to u Stotta można ledwie parokrotnie, przy dubowo-bauhausowym “Science & Industry”, może jeszcze przy zdecydowanie mniej udanym “Damages”. Przy reszcie można co najwyżej siedzieć i wsłuchiwać się w głos Alison Skidmore przypominający chwilami głosy z epoki 4AD, chwaląc ciekawe zabiegi brzmieniowe. Można, ale nie trzeba. Czytaj całość →

css.php