27.02.2015
piątek

father_john_misty

Gdyby RMF wymyślił disco polo

27 lutego 2015, piątek,

“Disco polo” to słaby film. Piszę to od razu, na wypadek gdyby ktoś potem twierdził, że nie rozumie komunikatu, albo gdyby mu się dalej znudziło. Nie jest to film zły, bo te bywają niezamierzenie śmieszne. Nie jest też słabym filmem dlatego, że kultura disco polo była mało interesująca. Ani dlatego, że mit disco polo był niestotny. Jest filmem, który marnuje szanse na bystrą opowieść, jaka się temu zjawisku należała – tak jak nie przymierzając “Jesteś bogiem” należało się hip hopowi końca lat 90. “Disco polo” nie ma tej siły wspomnienia, skrótu kulturowego, właściwie to niewiele w ogóle ma poza kolorowym plakatem z bardzo dobrymi i głośnymi aktorami. W tym filmie oglądamy bowiem fantazję na temat gatunku – wyglądałby w ten sposób, gdyby wymyśliły go w latach 90. komercyjne stacje radiowe. Obecność Stanisława Tyczyńskiego jako jednego ze współtwórców “Disco polo” (jego Alvernia jet koproducentem i odpowiada za ładne poniekąd zdjęcia – niezła reklamówka wytwórni) uświadomiła mi, że gdyby Zetka i RMF postanowiły ten gatunek wylansować, wyglądałby tak właśnie: zamiast obornikiem pachniałby plastikiem. Zamiast wyrażać proste i romantyczne ludowe marzenia żyłby kapitalistycznymi rojeniami. Nic zresztą osobistego wobec RMF-u – równie dobrze mógłby w tę stronę iść właśnie Kozyra z Zetką albo jakieś pomniejsze i odpowiednio wymuskane komercyjne radio. Dziś będę wyjątkowo bronił disco polo – przed takim spojrzeniem. Czytaj całość →

23.02.2015
poniedziałek

susanne_ten

Wszyscy jesteśmy postpunkowcami

23 lutego 2015, poniedziałek,

Czuję dziś dumę. Nie tylko ze względu na Oscary, ale dlatego, że uświadomiłem sobie, że nasi dziennikarze mogą być lepsi od ich dziennikarzy. I nie polscy od światowych, tylko muzyczni od wszystkich innych. Publicystów politycznych komentujących dokonania innych publicystów politycznych, grzebiących w śmieciach śledczych i mistrzów wywiadu robiących wzajemnie ze sobą wywiady. Moim powodem do dumy jest Simon Reynolds. Jego flagowa książka, którą właśnie od nowa przeczytałem – już po polsku, jako “Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984″ (Wydawnictwo Krytyki Politycznej) – to książka dziennikarza idealnego. Gdyby nie to, że znam parę osób, które z nim rozmawiały lub przynajmniej wymieniały się mailami, pomyślałbym, że nie ma prawa istnieć. Czytaj całość →

20.02.2015
piątek

ida_muzyka

Ida do radości, czyli efekt wow

20 lutego 2015, piątek,

W weekend będzie się mówić raczej o filmach. I dam się ponieść tematowi, bo odkąd pracuję w dziennikarstwie, nie było takiego wzlotu związanego z międzynarodowymi nagrodami dla polskiego filmu, a tym bardziej takich szans na Oscara, więc bez względu na nasz artystyczny stosunek do sprawy – sytuacja jest co najmniej ciekawa. Muzyki jest za to w “Idzie” stosunkowo niewiele, ale pojawia się Coltrane – dokładniej temat “Naima”. Niektórzy się w tym dopatrują anachronizmu – ale akcja toczyć się ma wg reżysera na początku lat 60., a słynny utwór pochodzi z roku 1959. Więc rzecz jest zrozumiała. I znalazła się na wydanej właśnie płycie “Ida. Music From & Inspired by the Film” (Solopan). Reszta to sentymentalny zbiór popowych szlagierów, czy to włoskich, czy amerykańskich, będących świadectwem tęsknoty za zabawą, Zachodem, poniekąd też – biorąc pod uwagę tematykę filmu – za jakąś beztroską. Do tego oczywiście są polskie przeboje z tamtych czasów, już bardzo luźno inspirowane nie tyle samym filmem, co bardziej klimatem czasów. Towarzyszące im tu i ówdzie trzaski starej płyty mają najwyraźniej zastępować filmową czerń i biel, w której zakochali się (co widać po karierze “Idy”) bardziej widzowie za granicą niż w kraju. Może ci krajowi płytę z muzyką kupią chętniej po zagranicznych sukcesach filmu? A co jeszcze powinni kupić? Może prześledzić, co naprawdę grali Dawidowie Ogrodnikowie epoki? Czytaj całość →

17.02.2015
wtorek

rss_hddn

Moje upodobania są dość… osobliwe

17 lutego 2015, wtorek,

Nie należałem wprawdzie do 834 tysięcy Polaków, którzy zobaczyli film “50 twarzy Greya” w pierwszy weekend, ale też nieźle się bawiłem. Być może nawet lepiej. Bo moje upodobania są, jak by to określić, osobliwe. A scena z filmu, o której donieśli mi znajomi – gdy pan mówi do pani “moje upodobania są dość… osobliwe”, a pani na to “pokaż mi” czy coś w tym stylu – okazała się świetną pożywką memów, które w Polsce wychodzą jak zwykle nieco lepiej niż gdzie indziej. My jesteśmy po prostu narodowo mocni w osobliwych upodobaniach. Stąd zresztą na przedstawienie “Ciemnej strony Kamila Durczoka” we “Wproście”, idealnie zgrane z premierą filmu, trudno mi patrzeć inaczej niż tylko część kampanii promocyjnej “50 twarzy Greya” (bo jeśli na dziennikarstwo śledcze, to bardzo osobliwe). Dziś będzie o tym, że i ja mam osobliwe upodobania. Mam nadzieję, że gdy o nich opowiem, staną się nieco mniej dziwne. Czytaj całość →

13.02.2015
piątek

Visage_Fade_To_Grey_500

Jedna z tych dziwnych postaci

13 lutego 2015, piątek,

Wczoraj zmarł na serce Steve Strange, całkiem jeszcze młody (55 lat) i nie całkiem na szczęście zapomniany lider formacji, która wraca co pewien czas głównie dzięki jednej piosence – tej powyżej. Będzie łatwo dziś wprowadzić ustawienia do Spotify i pochodnych: Visage, “Fade to Grey”. Dowiedziałem się o śmierci Strange’a po drodze do pracy. Płyty przy sobie nie miałem, wiozłem jednak książkę – “Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984″ Simona Reynoldsa, która za tydzień wyjdzie wreszcie w polskim przekładzie. Wykorzystam więc teraz jedną z najlepiej napisanych i najbardziej przenikliwych opowieści w historii krytyki muzyki popularnej, żeby udowodnić, że ten Strange – tak naprawdę Steven John Harrington – to była bardzo ważna, symboliczna wręcz postać, nie tylko dla sceny lat 80. Czytaj całość →

11.02.2015
środa

jake_xerxes_fussell

Dziś tylko wiejska muzyka

11 lutego 2015, środa,

Będzie – stosownie do nastroju, jaki panuje w oblężonej Warszawie – o petardach wiejskości: country, folku i bluesa. Nazwisko Jake Xerxes Fussell nie każdemu coś powie, muszę więc zacząć od tego, że w tym roku rozłożył na łopatki Boba Dylana. Tego samego, któremu moi koledzy przyznali maksymalne noty i tego samego, który – przyznaję – strzelił ostatnio piękną mowę, przyjmując kolejną honorową nagrodę. W mowie tej Dylan zresztą stara się wytrącić argumenty z ręki krytykom. Co opowiada i dlaczego jednak nie ma racji? I skąd ten Fussell? Czytaj całość →

9.02.2015
poniedziałek

patti-smith-horses

Patti Smith na Offie

9 lutego 2015, poniedziałek,

Tak jak przed rokiem, pozwolę sobie tu od czasu do czasu informować o kolejnych zapowiedziach związanych z Off Festivalem. Szczególnie jeśli będą miały charakter wydarzenia tej miary, co odegranie w całości albumu “Horses” przez Patti Smith. A to najświeższa propozycja, która przyszła z Katowic. Najwyraźniej moda na budowanie koncertów w całości w oparciu o repertuar poszczególnych płyt dotarła do nieco starszego pokolenia artystów, co wydaje się zjawiskiem dość pozytywnym, biorąc pod uwagę, że gwiazdy lat 80. i 90. mocno już wyeksploatowały własne dyskografie. Czytaj całość →

9.02.2015
poniedziałek

detail_rune

Każde dziecko wie, dorosły już nie

9 lutego 2015, poniedziałek,

Wczoraj rano siedziałem z dziećmi w filharmonii na dość szalonym, ale bardzo sympatycznym koncercie: grał zespół Kwartludium z beatbokserem Tik Takiem (“Eksperymenty na głosy i instrumenty”). Repertuar współczesny dla najmłodszych, warsztaty z wydawania odgłosów paszczą i jeszcze z machania, gniecenia kartek papieru itp. Młoda matka z fotela obok, lekko chyba przestraszona, w przerwie czytała swojemu synowi – chyba dla zrównoważenia tego, co się działo na scenie – kodeks zasad melomana: że nie spóźniamy się na koncerty, ubieramy ładnie i pod żadnym pozorem nie klaszczemy po częściach utworów, tylko po całości. Znam dalszy ciąg takich kodeksów: “Jeżeli nie jesteś pewny, kiedy klaskać, klaszcz wtedy, kiedy klaszczą inni”. To wstęp do tresury robiącej z muzyki wiedzę tajemną, którą zawsze lepiej są w stanie poznać ci inni. W tych samych kodeksach stoi często: “…ale muzyków jazzowych nagradzaj brawami po każdej improwizacji”. To ciąg dalszy wychowania w konformizmie: improwizacja jest święta, pod warunkiem, że zamknięta w pewnych ramach i “jazzowa” – cokolwiek by to jeszcze w dzisiejszych czasach gatunkowych mutacji znaczyło. Kodeksy tego typu piszą (zgaduję) drętwi oportuniści, którzy zauważyli, że można zarobić na rozwałkowywaniu w nieskończoność jedynej prawdziwej zasady melomanów, czyli “nie przeszkadzaj innym”. Dlatego dziś słowo o tym, jak repertuar koncertów, w szczególności filharmonicznych, zmienia się szybciej niż repertuar ich publiczności. Czytaj całość →

6.02.2015
piątek

jessica_pratt

Grammy, Grammy, ale posłuchajmy lepiej czegoś innego

6 lutego 2015, piątek,

grammy

Politycznie było się z tym wstrzymać w zeszłym roku, roku historycznego – i zaskakującego – zwycięstwa Polaka nad amerykańskim jazzem, żeby nikomu z naszych nie zrobiło się przykro. Przy okazji kolejnej edycji nagród Grammy, gdy Polaków ani widu, ani słychu (w tym roku nadzieje przerzucamy na Oscary), można już bezpiecznie poklepać się po ramieniu i powiedzieć sobie, że dziś ta nagroda nie znaczy wiele. Odkleja się od rzeczywistości, nie nadąża za wydarzeniami i nawet machanie zawrotną liczbą sześciu nominacji (Beyoncé, Sam Smith, Pharrell Williams) nie robi wielkiego wrażenia w czasach szybkiej i globalnej konsumpcji hitów. Po co jest dziś ta nagroda, postaram się wyjaśnić w wielkim skrócie, rozkładając rzecz na czynniki pierwsze. Czytaj całość →

4.02.2015
środa

sleater-kinney

Gdy rock płynie wolniej… 10 płyt ze stycznia 2015

4 lutego 2015, środa,

Dziś remanent różnych nieopisywanych tu płyt styczniowych. Ale oczywiście z dość osobistym kluczem. Prawdopodobnie każdy, kto przekracza smugę cienia, zaczyna odnosić wrażenie, że muzyka lekko zwalnia. Albo nawet zatrzymała się w rozwoju. Ale w niedzielę odwiedziłem mojego nastoletniego siostrzeńca na urodzinach i odniosłem wrażenie, że coś w tym jest – pod warunkiem, że weźmiemy pod uwagę tylko muzykę rockową. Jubilat, rocznik 2000, grał utwory z własnej playlisty (w sposób pokoleniowy – nadawane przez bluetooth z kieszeni prosto do wzmacniacza), ale wszystko do tego stopnia obracało się wokół lat 90., ewentualnie różnych nawiązań do lat 90. (typu Royal Blood na przykład), że aż poczułem się kompetentny i zacząłem dorzucać własne propozycje. Było miło. Ale jeszcze milej by było, gdybym zabrał nową płytę grupy SLEATER-KINNEY, której słucham od jakiegoś czasu z rosnącą przyjemnością. Czytaj całość →

css.php