27.07.2016
środa

pekala-kordylasinska

Elektronika bardzo analogowa

27 lipca 2016, środa,

Elektroniczny zestaw pięciu mniej lub bardziej elektronicznych wieści, które mogą was zelektryzować. Festiwal Unsound, legendy, popularny serial, który warto obejrzeć (serio), i polscy artyści, których warto poznać (a zresztą pewnie ich już dobrze znacie, tylko z innych nagrań). Czytaj całość »

25.07.2016
poniedziałek

case-lang-veirs

Unikanie kłopotów prowadzi do kłopotów

25 lipca 2016, poniedziałek,

Koniec wakacji jest z natury zdarzeniem niemiłym. Tym bardziej, jeśli wakacje (spędzone jak zwykle u mnie na przemierzaniu tysięcy kilometrów – w tym roku więcej nawet niż poprzednio) wydawały się udane i w miarę wolne od niemiłych niespodzianek. W miarę – bo trudno dziś tak zupełnie bez niemiłych niespodzianek objechać Europę. Dokładnie w tym samym czasie, gdy uczestniczyłem w wiejskim festynie na 14 lipca w gościnnym francuskim departamencie Charente Maritime, w departamencie Alpes-Maritimes ktoś wjechał ciężarówką w tłum. A dokładnie tego dnia, gdy jadłem kolację w Niemczech, w Monachium ktoś otworzył ogień do ludzi. Francuzi i Niemcy powtarzają, że trzeba żyć. Trudno się zresztą jakkolwiek zabezpieczyć na wypadek takich wydarzeń. Dziś krótka opowieść o tym, że próby zabezpieczenia się przed wszystkim często nie tylko nie działają, ale same doprowadzają do kłopotów. Czytaj całość »

14.07.2016
czwartek

le_mariage_collectif

Tylko dla dorosłych (Les Bleus vol. 3)

14 lipca 2016, czwartek,

W ostatniej odsłonie francuskiego wakacyjnego minicyklu – ścieżka dźwiękowa. Zaczyna się jak King Crimson, ale towarzyszy francusko-duńskiemu filmowi od 18 lat, dość dalekiego od wizji z tekstów KC – Le Mariage Collectif (1971 r.) to mianowicie hipisowska komedia erotyczna, opowieść o seksualnej komunie, związku kilku panów i pań. Zaryzykuję twierdzenie, że dziś bardziej znana jest mimo wszystko muzyka z tego filmu, skomponowana przez Jean-Pierre’a Mirouze’a, a szczególnie oparty na niezłej partii organów Hammonda (gra na nich Jean-Pierre Sabar) i funkowym rytmie utwór Sexopolis, odkrywany na nowo od początku XXI wieku. Czytaj całość »

12.07.2016
wtorek

fontaine_comme

Demarczyk, wersja poprawiona (Les Bleus vol. 2)

12 lipca 2016, wtorek,

Lubię myśleć o Brigitte Fontaine jako o alternatywnej wersji Ewy Demarczyk. Tak moglibyśmy na wielką polską gwiazdę patrzeć, gdyby rozwijała się artystycznie dłużej i gdyby wypracowała większy dorobek niż mit. Podobieństwa dość oczywiste: niemal rówieśniczki, wchodziły na scenę w latach 60., gdzieś na przecięciu estrady i aktorstwa, wyraziste, oryginalne i zainteresowane poezją. Tyle że Fontaine przy okazji była bardziej zainteresowana zmienianiem konwencji muzycznych, nawiązywaniem coraz to nowych kontaktów, no i po latach jest też znacznie ważniejszym punktem odniesienia dla młodych artystów, choćby dlatego, że dłużej utrzymywała z nimi kontakt. Dzięki temu przed laty poznawałem Fontaine jako inspirację i gwiazdę zapraszaną przez Stereolab, Sonic Youth czy Noir Desir. Odkryłem, że jest muzą francuskiego środowiska komiksowego, kilkakrotnie zapraszana na festiwal do Angoulême. W Polsce jej bogata twórczość pozostaje stosunkowo słabo znana, jak to dyskografie nieanglosaskich artystów, ale zwrócił mi ktoś uwagę, że skoro pisuję tu czasem o jazzowych big bandach z awangardowym zacięciem i jeśli podoba mi się Fire! Orchestra, to powinienem odnotować album Comme à la radio. Powinienem. I wy też powinniście. Czytaj całość »

11.07.2016
poniedziałek

finders_keepers_vannier

Niepohamowane dziecko zabójca (Les Bleus vol. 1)

11 lipca 2016, poniedziałek,

Kiedy piszę te słowa, nie wiem jeszcze, czy Francuzi wygrali mistrzostwa. Ale nie ma piłki bez ryzyk, a seria płyt na Polifonii dawno im się należała. Proponuję tydzień z artystami z kraju, o którym przez ostatni miesiąc napisano już wszystko, co najlepsze, i wszystko, co najgorsze. To ostatnie między innymi dlatego, że Francja nie musi się obsesyjnie koncentrować na piłce, znają tam również inne przyjemności. Nie będę udawał, że nadążam za nową muzyką z Francji, tę prezentuje stale na antenie radiowej red. Hawryluk, a serwis beehy.pe też proponuje stosowny kącik, dość multikulturowy, jak dzisiejsza Francja. Ja wybiorę na wyrywki to, co dość mało znane, a fascynujące. Na początek wrócę do człowieka, który współtworzył karierę Serge’a Gainsbourga i wielu innych artystów lat 60. i 70. Czytaj całość »

8.07.2016
piątek

day-to-day-main

Łuki wracają triumfalnie

8 lipca 2016, piątek,

Już sobie wyobrażam te fale uchodźców. W średniowieczu – najemnicy z armii arabskiej, później niewolnicy przywiezieni przez Portugalczyków, wreszcie – żeglarze i kupcy, którym z jakichś względów spodobało się w Indiach, może postanowili pojeść trochę curry i przeżyć duchowe odnowienie. W każdym razie nazbierało się tu trochę mniejszości etnicznej opisywanej jako Siddi, czyli ludności pochodzenia afrykańskiego. I teraz młody muzyk urodzony w Stanach Zjednoczonych, przyuczony do gry na tabli w Indiach, a potem przygotowany do fachu perkusisty i produkcji w Wielkiej Brytanii, wraca do Indii, żeby badać muzykę tej niewielkiej, lecz stale obecnej grupy etnicznej i stworzyć płytę na bazie zarejestrowanych tam nagrań. Nazywa się Sarathy Korwar i całą tę jego historię z pewnością warto poznać. W ciągu całego roku znajdzie się może parę lepszych płyt, ale nie usłyszymy wielu ciekawszych historii. Czytaj całość »

7.07.2016
czwartek

avalanches_wildflower

Impreza na 5703 dni

7 lipca 2016, czwartek,

Grupa The Avalanches była sensacją i bez niej dość sensacyjnego w muzyce roku 2000. Sensacją bonusową, niespodziewaną, bo debiutancką i pochodzącą z Australii, o której wieść rozchodziła się bez większego wsparcia promocyjnego. I pewnie jedną z formacji najzgodniej uwielbianych, bo na płycie Since I Left You połączyła w jednym czystą zabawę z całkiem jeszcze świeżymi w muzyce rozrywkowej (choć długo po awangardowych Oswaldzie i Marclayu) poszukiwaniami plądrofonicznymi – słynne 3500 wykorzystanych sampli z najróżniejszych już znanych (ale zapomnianych) nagrań wykopanych w australijskich komisach z płytami robiło kolosalne wrażenie, podobnie jak odtwarzający tę kolażowość wizualnie klip utworu Frontier Psychiatrist, który warto – choćby ze względów sentymentalnych – przypomnieć od razu na wstępie:

Czytaj całość »

5.07.2016
wtorek

sienkiewicz_hideland

Zmarł ojciec chrzestny techno

5 lipca 2016, wtorek,

Wśród wielu muzycznych śmierci, do jakich doszło w tym roku, ta była – teoretycznie – chyba najmniej muzyczna. Ale jednak dotknęła postaci z muzyką związanej niezwykle mocno, choć teoretycznie. Wybrzmi więc całkiem szeroko i w tym świecie. W ostatnią środę ogłoszono mianowicie, że zmarł Alvin Toffler, futurolog, autor m.in. bestsellerowych książek Szok przyszłości i Trzecia Fala. Ci, którzy nie załapali się na czasy popularności Tofflera, mogą się dziś dziwić: Dlaczego tytuł Future Shock wziął sobie cztery lata temu za hasło główne krakowski Unsound? Dlaczego Jacek Sienkiewicz na facebookowym profilu cytował w środę słowa Tofflera o konieczności powstrzymania niektórych technologicznych zmian? Wszystko zapewne jest skutkiem talentu Tofflera do wskazywania i nazywania zmian. To dzięki nim stał się de facto ideologiem gatunku teoretycznie pozbawionego ideologii. Czytaj całość »

4.07.2016
poniedziałek

the-claypool-lennon-delirium

Streamujcie, nie kupujcie

4 lipca 2016, poniedziałek,

To jest ten moment, który w muzycznym streamingu uwielbiam i którego zarazem nie lubię. Chciałem mianowicie ładnych parę tygodni temu poznać płytę The Claypool Lennon Delirium. Z czystej ciekawości. No bo co, słuchało się kiedyś Primusa, początkowo nawet z wielką uwagą. Do dziś zresztą Les Claypool dysponuje najbardziej oryginalnym basem (gitarą) i tenorem (głosem), a zarazem najbardziej męczącym głosem (tenorem) i gitarą (basem). W każdym razie zawsze go zauważycie. Sean Lennon (syn Johna, brat przyrodni Juliana) z kolei po obiecującym Cibo Matto nie zrobił wiele, żeby dało się go zauważyć. Zestaw idealny – jeden może się podzielić z drugim tym, czego ma w nadmiarze. W dodatku zajrzałem na Tidala – tego samego, którego usilnie próbuje kupić Apple (powaga!), odkąd dowiedział się, że udostępniamy Tidala z naszą prenumeratą cyfrową (niby żart, ale po części prawda, bo oferta ciągle aktualna). No i w Tidalu jako pierwsza piosenka zestawu odpaliła mi Mr. Wright. Gdy tylko usłyszałem, natychmiast zamówiłem na Amazonie. Po tygodniu przyszło i… Czytaj całość »

30.06.2016
czwartek

zappa_freak_out

Rockowy alfabet zaczyna się od Z

30 czerwca 2016, czwartek,

Słuchacze debiutu Franka Zappy zbyt często zapominają jego datę wydania. Dziś będę ją więc przypominał. Głośno i wyraźnie: 27 czerwca 1966 roku, niemal dokładnie 50 lat temu. Niedługo po przełomowym, bogatym aranżacyjnie Pet Sounds The Beach Boys, krótko przed równie przełomowym Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band grupy The Beatles, która podobno inspirowała się Zappą. Do listopadowych sesji w roku 1966 zdołali już pewnie usłyszeć debiutancki album Zappy & The Mothers of Invention Freak Out!, który przecież ani na listach bestsellerów, ani na kolumnach krytyków wielkiej kariery nie zrobił. Możecie więc zostać przy naiwnym dogmacie pionierskiego charakteru ówczesnych działań Lennona, albo kliknąć dalej i posłuchać albumu jego rówieśnika, który może jest tylko „dziewiątką”, ale wyprzedził w cuglach wiele „dziesiątek”. Czytaj całość »

css.php