Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

23.08.2017
środa

Stare jest chytre

23 sierpnia 2017, środa,

W dzisiejszej „Polityce” parę słów o nowej płycie grupy Hańba!, którą to formację traktowałem – przyznaję – jako świetny pomysł stylizacji na parę sezonów, ale dziś zaczynam odbierać jako coś na dłużej, całkiem już porządnie zbudowanego, a przede wszystkim żywiącego się nastrojami panującymi dookoła. Układa się to w jedną całość z muzyką formacji R.U.T.A., co w miarę oczywiste, bo punkowo-ludowa banda Szajkowskiego nawet koncertowała wspólnie z podwórkową Hańbą. Teraz do tego zbioru z wielką przyjemnością dopisuję jeszcze grupę TeChytrze. Nie dlatego, żeby była tak mocno zaangażowana politycznie, ale bardzo bliski jest tu naturalny sposób, w jaki wiąże ludową tradycję z garażowością punka i surowością bluesa. Taka demonstracyjnie stara fala – w przeciwieństwie do nowej – ale brzmiąca bardzo młodo. Czytaj całość »

22.08.2017
wtorek

Zarabianie przez powtarzanie

22 sierpnia 2017, wtorek,

Seria filmowa na Polifonii w zeszłym tygodniu cieszyła się zainteresowaniem, więc jeszcze jeden odcinek – ostatni na pewien czas. O elektronicznych ścieżkach dźwiękowych, które przeżyły swój rozkwit na przełomie lat 70. i 80., po czym wyszły z mody. Jeszcze 20 lat temu (był taki moment) należały do rzadkości, a 10 lat temu ciągle wydawały się drugorzędne. Zmienili to moim zdaniem najpierw Clint Mansell, a później Cliff Martinez za sprawą Drive, ten ostatni w typowym w tych czasach geście muzyki, która ciągnie cały film. I skłania studia filmowe do nieustannych powtórek. Bo studia filmowe lubią powtórki bardziej niż kompozytorzy muzyki repetycyjnej. I efektem ubocznym tej fali są także dwie ścieżki, o których dzisiaj. Czytaj całość »

21.08.2017
poniedziałek

Co się stało naszym pupilom?

21 sierpnia 2017, poniedziałek,

To nie jest dobre lato dla starzejących się młodych pupili prasy muzycznej. Więcej nawet – to lato mocno podtopiło niezatapialnych milenialsów chwalonych przez fachowców z Pitchforka i opinię publiczną Rate Your Music. Artystów, których komfort polega na tym, że wcześnie osiągnęli taki status, by spokojnie, latami pracować nad nową muzyką. Na sam początek uderzyło to w Fleet Foxes, później w Arcade Fire, a teraz w chyba równie lubianą przez krytyków w ostatniej dekadzie amerykańską grupę Grizzly Bear. Wygląda to jak jakaś zaraza, bo generalnie żaden z tych zespołów (w sumie nawet Arcade Fire, choć tej dyskotekowości fani im nie chcą darować) nie skompromitował się, nie podłożył się jakąś ośmieszającą przemianą. W sumie robili to, co dotąd, czasem nawet bardziej. Co z tego, gdy miało zachwycać, a nie zachwyca. W pewnym sensie w wypadku Grizzly Bear smutek jest o tyle większy, że tu nie potańczycie, ani nawet nie zanucicie refrenu. Czytaj całość »

18.08.2017
piątek

Kogo słuchałby rząd, gdyby nie słuchał tego, kogo słucha?

18 sierpnia 2017, piątek,

Zauważyłem, że hasło „rząd” – poza nazwiskami Kaczyński, Szydło i Macierewicz – klika się na blogach „Polityki” ponadprzeciętnie. Zauważyłem również, że moja macierzysta redakcja też przywiązuje do nich wszystkich całkiem dużą wagę. Nie wiem, czego tam sobie słuchają ci nasi ludzie władzy, ale jest to na swój sposób fascynujące (sam się zastanawiałem tutaj), bo władza w Polsce w ciągu ostatnich 30 lat nie była jeszcze tak zainteresowana władzą samą w sobie. I jest w tym coś hipnotyzującego. Ale mam dla nich coś, co nadaje się na ścieżkę dźwiękową ich ulubionego zajęcia – tak jak taksówkarze mają swoją, albo bankierzy, albo gangi. Płyta wakacji dla naszej władzy – tak mocno ostatnio zainteresowanej kulturą niemiecką, a zarazem tak mocno zanurzonej w polityce historycznej – to Also Sprach Zarathustra grupy Laibach. Czytaj całość »

18.08.2017
piątek

1+1+1, czyli ostatni krzyk wakacji

18 sierpnia 2017, piątek,

Ostatni krzyk, albo raczej ostatnie westchnienie wakacji, czyli przyjemna płyta duetu Bluszcz. Piszę „duetu” nie tylko ze względu na informację o tym, że założyli tę grupę bracia (Jarek Zagrodny i Romek Zagrodny), ale też dlatego, że nie bardzo słyszę tu zajęcie dla więcej niż dwóch osób. Nie ma w tym oczywiście nic zdrożnego – przeciwnie, elektronika to rzadko zajęcie dla większej grupy. Nie łudźcie się, że ci nadmiarowi członkowie Kraftwerk zawsze mieli ręce pełne roboty. Nie na darmo historia nie zna wielu laptopowych czy syntezatorowych kolektywów, a jeśli już się pojawiają, ich członkowie często po prostu wzajemnie wchodzą sobie w paradę. I nic nie zmienia fakt pojawienia się gitary w składzie, a momentami nawet dwóch gitar. Resztę instrumentarium stanowią syntezatory, automaty i głos, który naprowadza na pewien trop. Tym tropem (i znów: nie tylko ze względu na tę okładkową stylizację) jest zwalnianie PRL, a raczej próba stworzenia „wychilloutowanej” wersji takiego Papa Dance na przykład – wpisanie się w starą polską falę syntezatorową, ale z misją zwalniania tempa i robienia z tego lounge’u. Tyle że tutaj znów sami muzycy pomagają, pisząc o sobie „PRL synth-wave”. Czyli – jak by to opisała Olga Drenda – mamy wakacje w bursztynowym świetle wspomnień. Z tak świadomymi twórcami recenzent dużo się zatem nie napracuje, za to czeka go na albumie Junior sporo przyjemności. Czytaj całość »

17.08.2017
czwartek

Polska prasa ocala dobre imię Presleya

17 sierpnia 2017, czwartek,

Wczorajszą rocznicę śmierci Elvisa Presleya najgłośniej chyba – w kategoriach światowych – celebrował tygodnik „Do Rzeczy”. Autor wspomnieniowego tekstu, Waldemar Łysiak, był – jak sam pisze –
w USA, gdy Król umierał, po czym napisał prosto z Memphis tekst o piosenkarzu, który wydrukowały „Literatura” i „Na Przełaj”. Poświęca samemu sobie zresztą znaczną część siedmiostronicowej opowieści, przy pisaniu której najwyraźniej pozostał przy subiektywnej optyce, definiując Presleya jako antylewaka i niesłuszny obiekt oskarżeń lewicy, która miała go z kolei niesprawiedliwie opisywać jako narkomana i miłośnika orgii seksualnych. Ofiarę biografów kalumniarzy i jeszcze cudzołożnej połowicy (cytaty z tekstu), która rozpowiadała straszne historie po śmierci Elvisa 16 sierpnia 1977 roku. Podczas gdy autor artykułu wie, jak było. Jest to dość konsekwentne, tekst zawiera bowiem sporą dozę niewiary w autorytety, słowo pisane czy zeznania zebrane w procesach. Dla mnie to spojrzenie było jednak tak zaskakujące, że przeczytałem dwa razy. Czytaj całość »

17.08.2017
czwartek

A znacie ten o wielkiej bryle haszyszu?

17 sierpnia 2017, czwartek,

Obiecywałem cykl filmowy, a nie tylko dwie notki. A nowa książka Wojtka Orlińskiego nie tylko zajmująco opowiedziała mi, jak życie Stanisława Lema wpływało na jego książki, ale przy okazji przypomniała paranoje Philipa K. Dicka (słynna sprawa z donosem do FBI na Lema). Ten z kolei wątek przypomniał mi historię o paranoi prowadzącej do donoszenia na samego siebie, którą Dick opisał w książce Przez ciemne zwierciadło – niefantastycznej, a właściwie na poły autobiograficznej. I którą sfilmował (świetnie, choć zadanie wydawało się niemożliwe do realizacji) Richard Linklater – w charakterystyczny sposób, z wykorzystaniem rotoskopii, zamieniając film aktorski w animowany. Nie pamiętam już nawet, czy do filmu trafił mój ulubiony dialog Boba Arctora (w filmie Keanu Reeves) z Luckmanem (w filmie Woody Harrelson) o pomysłach na przemyt narkotyków: Czytaj całość »

16.08.2017
środa

Gdy jedynym Niemcem jest Hans Zimmer

16 sierpnia 2017, środa,

Konsekwencja, której zabrakło mi w Baby Driverze, jest w dużych ilościach w Dunkierce Christophera Nolana. Z tym filmem wiąże się jedna z najzabawniejszych dyskusji polityczno-historycznych bieżących wakacji – o tym, że „jak on mógł, ten Nolan, nie wspomnieć o Niemcach”, że „jak on mógł Niemców nie pokazać”, że wreszcie „tam równie dobrze można by wstawić UFO”. Do tego oskarżenia o poprawność polityczną itd. Zdziwiło mnie, że nikt z dyskutantów nie zna dość podstawowego narracyjnego zabiegu, który służy spotęgowaniu zła, a polega na tym, by tego zła w ogóle nie pokazywać, żeby budować suspens na trzymaniu go z daleka od widza. Poznałem nawet takich, którzy uważali, że słabość jedynki Obcego Ridleya Scotta – jednego z najlepszych filmów grozy w dziejach – polega na tym, że nie wytrzymał i jednak na chwilę pokazał. Otóż w Dunkierce Nolana konsekwentnie nazistów nie ma na ekranie, przez co są mocniejsi i doskonalsi niż kiedykolwiek. Ich zwycięstwo w tej bitwie jest nieuchronne, można tylko na lądzie, morzu i w powietrzu wykorzystać czas – ulubiony element filmowy Nolana – żeby zmniejszyć straty. Jak w oryginalnych wydarzeniach z roku 1940, które w POLITYCE kapitalnie opisał Łukasz Wójcik, uświadamiając mi przy okazji, że nie ma ważnego historycznego motywu, którego by u Nolana zabrakło. Jak zwykle ten filmowy czas – a mamy tu właściwie jedną poszatkowaną nieco czasowo (ogarnięcie tego wbrew pozorom zajmuje trochę czasu) sekwencję na trzech planach, z pięknym, ale mało urozmaiconym tłem i ledwie zarysowanymi postaciami – pomaga Nolanowi układać muzyka. Czytaj całość »

16.08.2017
środa

Baby Driver, czyli człowiek z playlisty

16 sierpnia 2017, środa,

Jak pewnie wiedzą stali czytelnicy tego bloga, dla kina bywam surowy. Tym bardziej, że filmy oglądam zwykle na normalnych pokazach, po uiszczeniu irracjonalnie wysokiej opłaty za bilet, za którą (jest rok 2017, czy nie?) można mieć Netflixa przez miesiąc. Ale Baby Driver był takim tytułem, który – mimo chaosu w wakacyjnym terminarzu – musiałem w końcu zobaczyć, bo znajomi polecali jako TEN film, jako nową formułę i odpowiedź na musical w czasach playlisty. Zrzucam to na karb wakacyjnego postu serialowo-filmowego, bo BD jest porządnie zrealizowany, ale zapału na pełną synchronizację akcji z muzyką (co jest właśnie tą nowością) starcza na pierwszych kilkanaście minut. Scenariusz jest krótki jak droga hamowania auta, które prowadzi główny bohater. Bo po pierwsze wszyscy już pewnie widzieli, po drugie nie zaspoiluję bardzo tym, którzy nie widzieli, jeśli napiszę, że bohater filmu z finezją i precyzją kieruje pojazdami mechanicznymi grup napadających na banki, prowadząc auto w rytm muzyki. A film jest kolejnym tytułem nowego gatunku (wspominanego już przeze mnie) fabuł doklejanych do playlisty. Dodam więc od razu – żeby za bardzo nie denerwować znawców kina – że dziś oceniam muzykę filmową. Czytaj całość »

11.08.2017
piątek

♬ Tsvey: Superfury animals 4/4

11 sierpnia 2017, piątek,

Chciałbym odpowiednio obrazowo ująć doświadczenie słuchania muzyki Bartka Kujawskiego i Piotra Połoza nagranej pod szyldem Tsvey. A nie jest to – jak przystało na wspólną produkcję wytwórni Mik.Musik i BDTA – rzecz prosta. Choć już zastosowanie tej kwaśnej i rytmicznej muzyki z gruzów i chaszczy wypuszczonej na żywioł spod małego palca jest tak jasne jak podtytuł wystawy zainstalowanej ostatnio w warszawskim pawilonie Muzeum Sztuki Nowoczesnej nad Wisłą: rave. Prawdę mówiąc, jest to nawet gotowy najświeższy eksponat na tę wystawę (piękne zdjęcia), bo po rozgrzewce – zbyt długiej jak dla mnie, ale każdy set ma swoją dramaturgię – nadchodzi Ukufa o wdzięku walca (choć drogowego, bo na 4/4) z trasy wojewódzkiej 835 na odcinku między Biłgorajem a Lublinem (aktualnie w remoncie), a po dwóch minutach przesterowanych wrzasków (przerywnik Cinquencento2005) wpadamy w niebezpieczne turbulencje utworu Oysbrekhn, który skojarzył mi się z drogą wojewódzką 836 na Piaski. Można dzięki niej ominąć część remontów na 835, choć jeśli macie słabe zawieszenie, to tego nie próbujcie, bo to zasadniczo odcinek specjalny dla 4/4. Ogólnie w tych dwóch, a może w sumie nawet trzech fragmentach album ten osiąga swój pułap, prędkość maksymalną i najwyższy udźwig. Jak więc objąć jednym zdaniem ten rodzaj doświadczenia? Czytaj całość »

css.php