23.03.2015
poniedziałek

steve_gunn_black

Nowy wzór gitarzysty, czyli Gunn na Off!

23 marca 2015, poniedziałek,

Nie potrzeba słuchać nowego Marka Knopflera, żeby się przekonać o tym, że pewne ścieżki gitarowego grania zostały zadeptane dawno temu. Ale warto posłuchać go na zmianę z nowym Steve’em Gunnem, żeby sobie uświadomić, jak wielka bywa przepaść między starym i nowym podejściem do tradycji. Na płycie “Tracker” (Virgin) Knopflera, poza uczuciowymi pieśniami o brytyjskiej przeszłości, usłyszymy smutek i niemoc. Muzyka, który próbuje stare chwyty dostosować do modnej konwencji country-folkowej. W niemal każdą z tych podszytych cepelią (wycyzelowane pogłosy itd.) impresji na temat tradycji udało mu się wszyć ścieg z “Brothers in Arms”. Gdybym był młodszy i kupował pierwszą gitarę, miałbym dziś innych bogów. Gunn, który w tym samym czasie publikuje nową płytę “Seasonal Hire” (Thrill Jockey) z odnawiającą tradycję muzyki z Appalachów grupą The Black Twig Pickers, to inna wiedza, inne techniki i zupełnie inny poziom inwencji. Gunn wraca do tego etapu kształtowania techniki folkowej gry gitarowej, który w latach 70. zagłuszyli giganci rocka. Ożywia instrument – w wersji akustycznej – dziesiątkami pomysłów wywodzących się z bluesa, folku i muzyki Wschodu. Jest się z czego cieszyć, bo Steve Gunn odwiedzi w tym roku katowicki Off Festival. A oprócz niego wystąpią… Czytaj całość →

19.03.2015
czwartek

IMG_20150319_173917_edit

Rośnie podziemie antydiscopolowe

19 marca 2015, czwartek,

Nowy wymiar mody na disco polo (700 tys. osób na filmie, który już tu krytykowałem) musiał wywołać nowy wymiar zjawiska przeciwnego. Dlatego jako weteran antydiscopolowego podziemia z radością przyjąłem kolejnego stronnika. Co prawda Grzegorz Sroczyński na łamach dzisiejszego “Dużego Formatu” nie dokłada filmowi, ale trzeźwo ustosunkowuje się do zjawiska bełkotu na temat rosnącej aprobaty dla disco polo po obejrzeniu programu “Hala odlotów” na TVP Kultura. W felietonie “Nie upiększajmy tej szmiry” przypomina, że o gustach się dyskutuje, a popularność szmiry to polska klęska, a nie zwycięstwo. Nie zawsze się zgadzam z bliskim mi pokoleniowo i środowiskowo Sroczyńskim, ale prawie zawsze go czytam. I czytając te słowa poczułem się, poważnie, właśnie jak w jakimś podziemiu. Czytaj całość →

18.03.2015
środa

kapital_chaos

Kim jest Kim, czyli 10 wspomnień wokalistki Sonic Youth

18 marca 2015, środa,

Jeśli w tym tygodniu trochę mniej się dzieje na Polifonii, to również dlatego, że zajmowałem się dłuższym tekstem, który będzie można przeczytać w następnej “Polityce” i kilka wieczorów spędziłem nad wspomnieniami Kim Gordon “Girl in a Band” (HarperCollins 2015). Prostą, emocjonującą, momentami dość dosadną i bardzo złośliwą książką na temat alternatywnego rocka w Ameryce i banalnego losu małżeństwa Gordon i Thurstona Moore’a, która na świecie ukazała się trzy tygodnie temu. Napisałem tego niemało, ale – jak widzę – wciąż nie dość, bo polskie media zaskakująco słabo się tą książką interesują. Warto więc może kilka słów dorzucić i tutaj. Na Polifonii skupię się na co ciekawszych i nierzadko przypadkowo wyjętych z tej bardzo ciekawej książki detalach: Czytaj całość →

16.03.2015
poniedziałek

wilhelm_bras

Prawie wszystko to robiłem 17 lat temu

16 marca 2015, poniedziałek,

17 lat temu robiłem na przykład wywiad z Terrym Pratchettem i przy bolesnej dla wielu miłośników tego pisarza okazji postanowiłem tę skromnych rozmiarów rozmowę opublikować w sieci. Dyskusja na temat śmieszności i powagi, którą wtedy prowadziliśmy, nie jest może dla odbioru Pratchetta kluczowa, ale z perspektywy rozmowę wspominam bardzo miło. Mimo że trwała krótko i udało mi się wpaść na nią do warszawskiego Holiday Inn (Pratchett promował wtedy u nas bodaj wydanie “Nomów księgi wyjścia”) w ostatniej chwili. Gazeta, która ów wywiad wówczas wydrukowała, czyli “Express Wieczorny”, już nie istnieje, więc niech przynajmniej komuś się przyda ta dykteryjka o smalcu, o ile Pratchett nie opowiedział później komuś tego samego: Czytaj całość →

13.03.2015
piątek

wovoka

Człowiek, bez którego by nie było…

13 marca 2015, piątek,

Wielu rzeczy by nie było, mówiąc najkrócej. Trudno powiedzieć o 77-latku, że jego śmierć była szokiem, ale szokiem może być uświadomienie sobie, jak wiele historii wzięło od niego początek. Daevid Allen, który właśnie zmarł, był kimś w rodzaju Williama Burroughsa z bardziej jasnej, pozytywnej strony życia. Specjalistą od zamieszania. Stał się na całe lata katalizatorem ciekawych zjawisk i dowodem na to, że niekoniecznie trzeba być wybitnym muzykiem, żeby wywołać jakiś przewrót w tej dziedzinie. Poza tym – że tak nawiążę do poprzedniego wpisu o Ambarchim – był wiecznym przybyszem, poznającym ze sobą miejscowych. Allen miał status aliena, obcego, który przyjechał do Europy z Australii, żeby rozsiewać beatnikowski, a potem hipisowski ferment. Nie oceniajmy go za śpiew, dadaistyczne teksty czy kosmiczną grę na gitarze. Allen miał bowiem coś ważniejszego: moc wpadania na właściwych ludzi we właściwym czasie. Czytaj całość →

12.03.2015
czwartek

quixotism

Najbardziej wydajny muzyk kwartału

12 marca 2015, czwartek,

Sztuka jest teoretycznie dobrą dyscypliną dla leniuchów, ale dlaczego by raz na jakiś czas na muzykę nie spojrzeć przez pryzmat wydajności pracy? Mam nawet kandydaturę: Oren Ambarchi. Mały przegląd jego ostatnich wydawnictw zająłby z powodzeniem nawet nadaktywnego recenzenta na okrągły tydzień, ale dziś (przed wieczorną prezentacją w Dwójce) pozwolę sobie omówić te płyty choćby skrótowo. I udowodnić, że o tym, co w nich ważne, decyduje nie tyle Ambarchi jako solista, co Ambarchi jako członek tworzonych z różnymi innymi muzykami formacji. Więc uwaga, będę rzucał nazwiskami! Czytaj całość →

11.03.2015
środa

soko

Można się przyjemnie zdziwić

11 marca 2015, środa,

Mnie przynajmniej potężnie zaskoczyła SoKo. Pierwsza Polka u Ariela Pinka – chciałoby się krzyknąć. No ale, jak to bywa, nie do końca Polka. 28-letnia Stephanie Sokolinski urodziła się w Bordeaux, polskie pochodzenie miał jej ojciec. Ona sama przez lata robiła głównie karierę filmową – ma nawet na koncie nominację do Cezara za rolę w filmie “Początek”, którego nie znam, więc się nie będę wymądrzał. Jak to bywa coraz częściej z aktorkami, SoKo nagrywa też piosenki. Śpiewała z Pete’em Dohertym, otwierała koncerty M.I.A., na poprzednim autorskim (śpiewa i pisze) albumie “I Thought I Was an Alien” szło to nieźle, na nowej płycie, która nosi tytuł “My Dreams Dictate My Reality” wychodzi jeszcze lepiej. Właściwie to nawet należy tego posłuchać, co w wypadku muzyki francuskiej ostatnio nie jest regułą. Tylko czy to jeszcze muzyka francuska? Czytaj całość →

10.03.2015
wtorek

songhoy

Najlepsze są zakazane piosenki

10 marca 2015, wtorek,

Wyobraźcie sobie teraz, jak bardzo rozgrzałaby środowisko muzyczne taka oto płyta: Brian Eno śpiewa, z tyłu gra Damon Albarn. Nick Zinner z Yeah Yeah Yeahs akompaniuje im jako gitarzysta. Na drugiego weźmy grywającego w Gorillaz i The Clash Jeffa Woottona. Andi Toma z Mouse on Mars niech to produkuje, a cały wielki zespół muzyków niech prowadzi Andre de Ridder, znany jako dyrygent choćby z wykonania “Czterech pór roku” Vivaldiego w wersji Maxa Richtera. Niech jeszcze zagrają wczesny szlagier minimalizmu “In C” Terry’ego Rileya. Sacrum Profanum? Nagłówki? Wysokie noty w gazetach? Hype? “Rzepa” i “Wyborcza”? Trójka? Nie całkiem, bo resztę składu stanowią muzycy z Mali, a całość w ramach akcji AFRICA EXPRESS została zarejestrowana w Bamako. No i utwór Rileya – choć i tak krótki w tej wersji – trwa ponad 40 minut ciurkiem. I cała płyta oczywiście jest. Mimo braku wielkich nagłówków warto się nią zainteresować, zresztą z Afryki znowu przychodzą najciekawsze płyty ostatnich tygodni. Czytaj całość →

9.03.2015
poniedziałek

madonna_rebel

Kto próbował ukryć Madonnę?

9 marca 2015, poniedziałek,

Około środy dostałem przedpremierowy materiał do odsłuchu od wytwórni Universal – cyfrowy dostęp do 9 utworów z nowej płyty Madonny “Rebel Heart”. Zaraz, dziewięciu? Mówicie: dziewięć? Przecież każdy wie, że Madonna – od czasu wycieku utworów z jej nowego albumu prezentująca się jako “ofiara artystycznego gwałtu” – proponuje dwie wersje nowej płyty: 14 albo 19 utworów. Do tego każde dziecko wie, że jako ofiara itd. postanowiła w grudniu oficjalnie udostępnić sześć nowych utworów. Ja dostałem sześć plus jeszcze trzy, co wydaje się jakimś elementem strategii zaciemniania: 6, 9, 14, 19… Może to się układa w jakiś magiczny, albo przynajmniej kabalistyczny ciąg? Może w tym wszystkim jest jakiś sens? Niecierpliwym odpowiadam: jeśli chodzi o sens najogólniejszy, to nie, mamy do czynienia po prostu z płytą Madonny. Niezawodną jak Majonez Kielecki albo serek Piątnica. Niezawodną, czyli nie szukajcie tu kawioru ani sosu bearneńskiego. Dlaczego więc ukrywać te pięć piosenek? Czytaj całość →

6.03.2015
piątek

matana

Kłę Kłę, czyli dzielę się

6 marca 2015, piątek,

Zauważyłem, że niechętnie dzielę się tu płytami Matany Roberts, saksofonistki, wokalistki, kompozytorki – i zaraz dopiszemy jej jeszcze kilka funkcji. O “Gens de couleur libres” pisałem wprawdzie dość szybko, ale krótko, kolejny album znalazł się już tylko w rocznym zestawieniu (choć wydawał mi się słabszy od tamtego). Są tak wyjątkowe i zarazem coraz bardziej intymne, że prawdopodobnie podświadomie boję się, że zostanie mniej dla mnie. Trzecia część serii “Coin Coin” – nazwanej tak na cześć Marie Thérèse Metoyer, wykupionej i oswobodzonej XVIII-wiecznej niewolnicy z amerykańskiego Południa, co każe tytuł czytać z francuska – zmusza mnie jednak do napisania w końcu kilku słów więcej, bo to wybitna płyta, na której środki wyrazu wzięte z muzyki eksperymentalnej służą zbudowaniu płynnej i niezwykle emocjonującej opowieści, w której nie o eksperyment chodzi. Czytaj całość →

css.php