Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

22.05.2017
poniedziałek

wodecki

Umarł jako Mitch i mistrz

22 maja 2017, poniedziałek,

Dyskografia Zbigniewa Wodeckiego nie oddaje jego pozycji w polskiej muzyce rozrywkowej. Urodzony w 1950 roku, trafił na scenę festiwalu opolskiego jako 18-latek – grał w zespole towarzyszącym Markowi Grechucie. Później też rzadko zajmował sobą cały kadr, będąc niezwykle towarzyską postacią sceniczną – śpiewał z Ewą Bem, ze Zdzisławą Sośnicką (Z tobą chcę oglądać świat), występował z Zenonem Laskowikiem, grał z Ewą Demarczyk i w Orkiestrze Symfonicznej PRiTV. Solowo błyszczał w pojedynczych piosenkach, które zdobywały olbrzymią popularność, choć bywały kontrastowo odmienne: od Zacznij od Bacha i Znajdziesz mnie znowu, przez Lubię wracać tam, gdzie byłem, po Chałupy Welcome To i Pszczółkę Maję. Kariera szansonisty porwała go i zaniedbywał inne – kompozytora, aranżera, świetnego instrumentalisty, człowieka doskonale potrafiącego łączyć muzyczne środowiska (wykonywał jazz, easy listening, klasykę). Chyba nie miał szczęścia do przemysłu nagraniowego, ale sam twierdził, że to wszystko przez to, że jest w ciągłym biegu. A ten bieg – jak już wiemy – dziś się skończył. Z ogromną stratą dla polskiej piosenki. Czytaj całość »

22.05.2017
poniedziałek

bottle_tree

Jak przesunąć środek na swoje miejsce?

22 maja 2017, poniedziałek,

Kiedy tak patrzyłem sobie na tych wszystkich wykonawców wycofujących się masowo z koncertów tegorocznego festiwalu w Opolu (zatrzymałem się na Tatianie Okupnik, Annie Wyszkoni i grupie Kombii), pomyślałem, że kultura dawno nie była tak bardzo masowa. Iluż to trzeba pozamuzycznych wątków i podtekstów, żeby muzyka trafiła na pierwsze strony gazet. Pod tym względem trochę żal by nawet było odwoływać tegoroczny festiwal (rozmowy trwają – werdykt poznamy pewnie jeszcze dziś) – mógłby liczyć nie tylko na sporą widownię, ale i na swoisty restart zainteresowania tym, co też polscy piosenkarze i piosenkarki mają ciekawego do powiedzenia. Byle nie na antenie TVP, bo tu nie chodzi tylko o polityczny stosunek prezesa Kurskiego do kultury, ale również o coraz mniejszą obecność na głównych antenach muzyki – oczywiście poza talent showami, programem „Jaka to melodia” i serialem o disco polo. Krytyczne głosy, które tu i ówdzie się pojawiają, zachęcające do ostatecznego rozwiązania kwestii festiwalu w Opolu, chciałbym spacyfikować jednym pytaniem: A co byśmy wtedy mieli krytykować? Na co narzekać? Czyją nieobecność wytykać? Wyrżniemy środek, to z popularnych polskich piosenek do recenzowania zostanie disco polo. A jeśli ktoś chce sobie wyobrazić różnicę, proponuję się zastanowić, ile ciekawych spostrzeżeń można wyłuskać przy okazji opisu discopolowych szlagierów. Czytaj całość »

19.05.2017
piątek

bonnie

Nawet na szczycie można przyzwoicie

19 maja 2017, piątek,

[EDIT: Nie chciałbym, by ktokolwiek czytał ten tekst bez wiedzy, że Maryla Rodowicz ostatecznie zrezygnowała z występu, co wydarzyło się już wiele godzin po publikacji wpisu – to będzie jeszcze dziwniejsze Opole niż się zapowiadało, czuję, że Ryszard „Bo tak się tu złożyło, że mamy dobry rząd” Makowski pakuje walizki]
Myślałem, że w tym roku już nie będzie gorąco przed lipcem, tymczasem nadchodzący festiwal w Opolu (czerwiec, jak zwykle) podniósł i temperaturę, i ciśnienie. Bo na przykład: nie spodziewałem się sensacji po jubileuszu Maryli Rodowicz, tymczasem może to być najbardziej sensacyjny benefis w historii Opola, podczas którego jubilatka sama sobie zagra, zaśpiewa bez towarzystwa innych gwiazd (które się wykruszają), sama wręczy kwiaty (chyba że gdzieś w pobliżu będzie prezes Kurski, bo są dowody, że się lubią – zdjęcia), a być może nawet – sądząc po przyjęciu w internecie rozgrywającej się właśnie Maryla Gate – sama na koniec zaklaszcze. Atmosfera w stolicy polskiej piosenki też nie wydaje się prosta, o czym świadczy fakt przedrukowania mojego wpisu o discopolonizacji Polski w tamtejszym „Muzycznym Informatorze Culturalnym”. Linkuję nie dlatego, że nie znacie mojego tekstu o wchodzącym na telewizyjne salony disco polo, tylko dlatego, że to ciekawa gazeta tak poza tym. Samą sytuację z Marylą, która poszła zrobić sobie słit focię z prezesem TVP i zapytać go, czy aby na pewno wpisał Kayah na listę (miała występować na jej jubileuszu, ostatecznie zrezygnowała po doniesieniach o medialnym zapisie na nią związanym z zaangażowaniem w KOD i Czarny Protest), czy jednak na czarną listę, warto jednak krótko skomentować. Właściwie najlepiej zrobiła to Katarzyna Nosowska, która po całej aferze też zrezygnowała z występu: Czytaj całość »

18.05.2017
czwartek

komeda_repetitions

Komeda, jakiego jeszcze nie było

18 maja 2017, czwartek,

Powiedzmy od razu: zieleń okładki nie sygnalizuje tu stopnia wtajemniczenia. Przeciwnie. Repetitions to – jeśli pominąć reedycje – najlepsze, co w tym kraju spotkało dorobek Krzysztofa Komedy od czasu Litanii Tomasza Stańki. A przy tym zupełnie inne od tamtego hołdu. Na płycie firmowanej przez wrocławski EABS, czyli Electro Acoustic Beat Sessions, słyszymy Komedę mniej znanego, mniej oczywistego, wykonywanego żywiołowo i momentami bezczelnie przekonstruowanego przez grupę młodych muzyków z Markiem Pędziwiatrem na czele. Znałem ich wcześniejsze nagrania, obiecującą kasetę Puzzle Mixtape, ale muszę powiedzieć, że kilka dni z Repetitions potwierdziło wszystkie superlatywy, które miałem już okazję o tych muzykach usłyszeć od różnych osób. Czytaj całość »

17.05.2017
środa

various-artists-spiritual-jazz-7-islam

To nie jest tekst o Eurowizji

17 maja 2017, środa,

I pytanie: czy wciąż jest tak samo atrakcyjny? Co roku robię ten eksperyment z Eurowizją i skutkuje on – niezmiennie – najchętniej czytanymi tekstami, co wyraźnie widać w statystykach bloga. Czy to źle? I tak, i nie. Oczywiście jest pewnym absurdem, że spotykamy się w szerszym gronie, by czytać/mówić/rozmawiać o czymś tak mało świeżym i kreatywnym muzycznie jak Eurowizja. Bo że konkurs słabnie od strony muzycznej, widać nie tylko na scenie finału, ale też w krajowych eliminacjach, do których mało kto z liczących się autorów i wykonawców w ogóle się garnie. Konkurencja nie jest więc mocna. Ale z drugiej strony – przy tej okazji załapujemy się jednak na tę wspólną dyskusję, co jest pewnie nie najgorszą informacją w czasach muzycznego nadmiaru i rozdrobnienia jednocześnie, kiedy na co dzień rzadko się ruszamy ze swojej niszy, żeby zajrzeć do innych. Ja wczoraj w ramach pokuty zajrzałem na scenę tzw. mainstreamu jazzowego, a właściwie na koncert gigantów polskiego jazzu na symboliczne 60-lecie gatunku w Polsce, zorganizowany w Teatrze Roma i zapowiadający kolejne imprezy cyklu w innych miastach. I pomyślałem, że właściwie to jest miejsce, wokół którego można by się spokojnie zgromadzić i pogawędzić, ignorując tę czasem lekko już muzealną atmosferę wokół środowiska. O ileż byłoby to lepsze niż Eurowizja. I o ileż trudniej byłoby hasłem „giganci polskiego jazzu” (znam takich, którzy na sam dźwięk słowa „jazz” biją rekord życiowy na setkę) ściągnąć tu szersze grono czytelników, nieprawdaż? A rzecz zasługuje na dłuższą wzmiankę. Czytaj całość »

15.05.2017
poniedziałek

chantal_acda

Eurowizja: Jak brak sensacji stał się sensacją

15 maja 2017, poniedziałek,

Konkurs piosenki Eurowizji jest – jak wiadomo – galaktycznym festiwalem wschodniego turbofolku, archiwum przechodzonego italo disco, a czasem jeszcze festynem symboliki LGBT. W tej jarmarczności jest może jakiś sens, skoro na tej scenie każdy kraj, nawet uboższy i mniejszy, dostaje tyle samo czasu. Bywa więc Eurowizja czymś na kształt tolerancyjnego i kolorowego, ale jednak gabinetu osobliwości. Wygrywali już i ludzie-potwory, i kobieta z brodą. Ale rzadko bywa konkursem stricte muzycznym. W tym roku brody miała chyba większość wykonawców, podobnie jak tatuaże, były też maski różnego rodzaju, niemało italo disco i dużo tęczowych akcentów. Tymczasem wygrał Salvador Sobral, młody wokalista z Portugalii z cichutką, kameralną piosenką, całkiem już głośną wrażliwością społeczną (poza sceną paradował w koszulce „SOS dla uchodźców”) i sceniczną postawą, jak gdyby przepraszał, że stoi w tym miejscu. Tabloidy z braku innych sensacji eksponują jego chorobę serca, tuż obok haseł o megaszczupłej sylwetce Anny Lewandowskiej po porodzie. Ja tymczasem chciałbym odnotować pięć dobrych wieści, które przyniosła ta zadziwiająca Eurowizja: Czytaj całość »

12.05.2017
piątek

slowdive

Po sensacjach miesiąca oprowadza grupa The Cure

12 maja 2017, piątek,

Wciąż lubię The Cure. Może dlatego, że nie słucham ich za często i pozostają w bezpiecznej sferze wspomnień? Nie konfrontuję z rzeczywistością ich umiejętności z wczesnego okresu, kiedy, jak dość powszechnie wiadomo, grać nie potrafili. A pomysły pamiętam. Zresztą po co słuchać The Cure, skoro – mimo że nie wydają się najprostszym punktem odniesienia w muzyce – ciągle wracają na zasadzie skojarzeń. W tym roku już tyle razy, że zaczynam się niepokoić. Priests? Mocno pachnie The Cure. Alison Crutchfield? Też. A teraz posłuchajcie jednej z głośniejszych premier, płyty No Shape Perfume Genius, a właściwie posłuchajcie tego mocnego wejścia w Otherside, które jest nową odpowiedzią na Plainsong* sprzed prawie 30 lat. Cała piosenka kojarzy się raczej z Sufjanem Stevensem – momentami nawet dość natrętnie – ale ten jeden fragment katapultuje nas na Disintegration, którego kiedyś słuchałem tak dużo i często, że aż sprzedałem kompakt (na początku lat 90. było drogo, potrzebowałem kasy na kolejne) i do dziś posiadam tylko jugosłowiański winyl, co do wracania do The Cure jakoś nie motywuje. Ale to otwarcie pamiętam. Czytaj całość »

11.05.2017
czwartek

sun_kli_moon

Dobra kiełbasa, zły Michael Jackson i ważna potrzeba kończenia

11 maja 2017, czwartek,

Ten utwór nosi tytuł Bombs i ma podkład niebezpiecznie przypominający Day Tripper Beatlesów. Mark Kozelek opowiada w nim (tak, zgadliście) o bombach. Ale tylko na początku, dale okazuje się, że pisze tekst do zaśpiewania na scenie w Amsterdamie, jak zwykle trochę autotematyczny – o pisaniu tekstu do zaśpiewania na scenie w Amsterdamie. A potem pisze dalej, dostał już te oklaski i opowiada, że będzie tęsknił za rowerami. I leci do Polski. Tak, to ten tekst, który ludzie sobie polecali jeszcze gdy nowa płyta pojawiła się w formacie cyfrowym. O tym, jak przyjeżdża do Wrocławia, wyznaje (nie pierwszy raz, bądźmy tego świadomi), że ma polskie korzenie. Choć wiemy, że jego nazwisko w tej formie skojarzenia w Polsce budzi raczej czeskie. Nieświadomy tego Kozelek śpiewa jednak dalej: że pewnie dlatego jest taki silny i uwielbia polską kuchnię. Mało było zwrotek zagranicznych piosenek o polskiej kuchni, więc słucham z zainteresowaniem: wymienione zostają barszcz biały, kiełbasa, pierogi i placki ziemniaczane z kwaśną śmietanką, no i więcej kiełbasy, a nawet kiełbasa z kapustą. A potem autor opowiada o Andrzeju Gołocie – zdyskwalifikowanym w walce, ale przecież, jak dodaje Kozalek, wiele osób powinno zostać zdyskwalifikowanych w walce. Na przykład oboje kandydatów do amerykańskiej prezydentury w ostatnich wyborach. No nic, wrócę do was na Off Festival w przyszłym roku, o ile tylko mnie zaproszą. Kozelek pisze więc nie tylko o tym, co było, ale i o tym, co będzie. Mam zresztą wrażenie, że wcześniej już jakąś wersję tego tekstu zaśpiewał w Katowicach podczas poprzedniego koncertu na Offie. Czytaj całość »

10.05.2017
środa

cassette_a_documentary_mixtape

Trzy nowe filmy o muzyce, które trzeba zobaczyć

10 maja 2017, środa,

Jak co roku sygnalizuję rozpoczynający się właśnie festiwal Millennium Docs Against Gravity wpisem o muzycznych dokumentach. Jest ich i tym razem niemało, głównie w sekcji tradycyjnie nazwanej „Muza i wena”. Łącznie wszystkich dokumentów na różne tematy jest w tym roku ponad 140, a miast festiwalowych pięć (szczegóły tutaj). Z doświadczenia wiem, że filmy o muzyce (trzecia najważniejsza forma kontaktu z muzyką), które wam tu przepadną, nie zawsze będziecie mieli okazję obejrzeć gdziekolwiek indziej. A ponieważ sam miałem już okazję obejrzeć część programu DAG, na początek polecam trzy bardzo ważne tytuły: Czytaj całość »

9.05.2017
wtorek

feist_pleasure

Najlepsza w tym roku płyta PJ Harvey, której nie nagrała PJ Harvey

9 maja 2017, wtorek,

Takie wrażenie można mieć od początku utworu tytułowego Pleasure na nowej płycie Feist. I tak z pewnością brzmi najlepszy na tej płycie Century, który naprawdę mógłby być najlepszym fragmentem na ostatniej płycie PJ Harvey. Owszem, złośliwością byłoby patrzeć na nowy album kanadyjskiej wokalistki i autorki TYLKO przez pryzmat tej bliskości stylistycznej. Pleasure staje się przyjemnością zupełnie naturalną i autonomiczną w okolicach Lost Dreams, a później znakomitego Any Party. Pisanie o głębi emocjonalnej w czwartym zdaniu może sygnalizować recenzencką bezradność, ale repertuar Kanadyjki, wcześniej raczej lekki, zyskał tu sporo głębi, którą doceniam, choćby budziła tak jasne stylistyczne skojarzenia. Powiedzmy, że jestem szalony. Ale dotąd – i to proszę traktować jako usprawiedliwienie (proszę sprawdzić) – raczej nie przechwalałem Feist. Czytaj całość »

css.php