Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

16.08.2018
czwartek

Królowa, diwa i ciotka (1942-2018)

16 sierpnia 2018, czwartek,

W czasach eksplozji popularności Arethy Franklin każdy, kto się naprawdę liczył w amerykańskim show biznesie, miał jakiś przydomek. Elvis był więc Królem, James Brown był Soul Brother No 1, ona została Królową Soulu. W tej galerii superbohaterów Aretha była największą spośród „popowych diw lat 60.”, jak je wtedy opisywano – pod tym zbiorczym określeniem kryły się jeszcze Martha Reeves, Diana Ross, Dusty Springfield i Dionne Warwick. Była także tą postacią afroamerykańskiej kobiecej wokalistyki, która przetarła szlak kolejnym gwiazdom. Symbolicznie matkowała Whitney Houston, była jej „honorową ciotką”, jak mówiono. Ale podobnie mogłaby ją tytułować duża część dzisiejszych gwiazd soulu i R&B – choćby Beyonce, również kształcąca głos pod okiem ojca. Choć mało której uda się osiągnąć tyle co Franklin. Czytaj całość »

16.08.2018
czwartek

Pentimento od rana do wieczora

16 sierpnia 2018, czwartek,

Na początek propozycja pytania do quizu „Niezbędnika Inteligenta”. Pentimento to:

(1) Symbol włoskich satanistów.
(2) Pieszczoty seksualne, forma pettingu.
(3) Widoczne poprawki na gotowym już obrazie.
(4) Rodzaj przypominającego lambrusco wina musującego z Umbrii i Marche.

Nie jest to pytanie testowe przed przejściem do dalszej części wpisu, ale na pewno przydatna kwestia. A jeśli ktoś nie wie, to informuję, że skoro już tu jesteście, szybciej będzie kliknąć dalej niż szukać w Wikipedii. Czytaj całość »

15.08.2018
środa

Karki na głowie

15 sierpnia 2018, środa,

Święto państwowe, więc tylko jeden utwór. Za to 56-minutowy, z nowej płyty tria The Necks, które wprawdzie defilady raczej nie zagłuszy (a szkoda), ale uwielbiam je na tyle, że wydają mi się idealni na święto. Płyta Body z tym jednym utworem wyszła wczoraj. I proszę sobie wyobrazić, że w twórczości Australijczyków, którzy od trzech dekad w tym samym składzie robią mniej więcej to samo – ale nigdy nie to samo, a to różnica – ta niepozorna płyta jest całkiem dużym zaskoczeniem. Czytaj całość »

14.08.2018
wtorek

Gorkeulhzennh muzïk!

14 sierpnia 2018, wtorek,

Nic trudnego: muzyka silnych wstrząsów. Co wy, kobaïańskiego nie znacie? Trzeba było uważać gdzieś w pierwszej połowie lat 70. albo pożyczyć płytę od dziadka. Christian Vander, twórca zrębów tego języka – czegoś między esperanto a fantastycznymi językami Tolkiena – sam jest prawdopodobnie dziadkiem, choć ciągle czynnym jako perkusista, lider i jeden z wokalistów grupy Magma, o której wspominałem kiedyś na Polifonii, a później na pobocznym blogu Trzask recenzowałem jedną z ich ostatnich płyt. Grupy dość legendarnej, bo Vander jako wizjoner jazzrockowego pogranicza wymyślił nie tylko język. Nie tylko całą mitologię i historię planety Kobaïa, na którą ludzie trafiają, uciekając przed zagładą Ziemi. Vander wymyślił cały nowy nurt muzyczny, co – przyznać trzeba – mało któremu z muzyków ostatniego półwiecza (start działań Magmy to rok 1969) się udało. Wprawdzie zmiksował w nim elementy muzyki Strawińskiego, Orffa, Hendrixa i Coltrane’a, ale rzecz miała wszelkie cechy odrębnego zjawiska, znaczonego gęstością, rockową siłą, popisowymi zmianami metrum i charakterystycznymi wokalizami (tudzież wokalami po kobaiańsku). Nazwał ten nurt Zeuhl (po kobaïańsku „nieziemski, niebiański”). I rzecz, co ważne, nie zamknęła się na dorobku grupy Magma. Przez lata grało Zeuhl kilka, a może nawet kilkanaście francuskich grup, zwykle zakładanych przez uczniów Vandera (trochę jak z wychowankami Sun Ra), ale też pojedyncze zespoły na świecie. W tym japoński Kōenjihyakkei – ewentualnie Kōenji Hyakkei – kierowany przez (również) perkusistę Ruins Tatsuyę Yoshidę. Trochę długi wstęp, ale konieczny. Jeśli nie zasnęliście, to jest ten moment, kiedy już nie uśniecie. Czytaj całość »

13.08.2018
poniedziałek

Ed Sheeran kontra Carlos Hernandez

13 sierpnia 2018, poniedziałek,

Miałem dwie gotowe odpowiedzi na pytanie „Po co poszedłeś na koncert Eda Sheerana?”. Pierwsza: z dziennikarskiego obowiązku. Wyświechtane, ale działa. Bo mało kto pamięta, że koncertów w polskiej papierowej prasie dziennikarze od dawna nie relacjonują. Druga: żeby popatrzeć, jak się młodzież bawi. Idealna wymówka. Ale napiszę prawdę: bo miałem taką możliwość. Sheeran jest ciekawy jako waga ciężka rynku muzycznego – sprzedaje nie jeden, ale dwa Stadiony Narodowe dzień po dniu. I podejrzewam, że sprzedałby jeszcze trzeci (w Londynie sprzedał trzy razy salę O2, a potem czterokrotnie Wembley – na tej samej trasie). Więc chociaż nie cofam moich utyskiwań pod adresem ostatniej płyty, to jednak trochę zmienił mi się punkt widzenia. Czytaj całość »

11.08.2018
sobota

Płyta na weekend: Tirzah

11 sierpnia 2018, sobota,

Mam płytę, z którą nie warto czekać do poniedziałku. Debiut dla Domino, co dziś dużo mówi o komercyjnym potencjale debiutantki. Ale nie jest to album uszyty pod rynek. Nagrany z kompozytorskim/producenckim wsparciem Micachu (Mica Levi), której muzyka nie w każdej postaci mi odpowiada. Ale zaśpiewany został przez wokalistkę zasłuchaną w archiwalne utwory Arthura Russella, co już okazało się dla mnie dużo większym magnesem – przynajmniej od momentu, gdy trafiłem na utwór Holding On, jeden z najładniejszych przykładów reakcji na delikatną, balladową, ale wykorzystującą często dyskotekowy rytm piosenkową twórczość Russella. Stąd dziś ta krótka rekomendacja Tirzah. Czytaj całość »

10.08.2018
piątek

Słychać strzały! [przegląd premier]

10 sierpnia 2018, piątek,

Brawo, brawo. Od paru już lat chciałem napisać, że Hartman rządzi, ale jakoś nie miałem okazji. Odetta Hartman, rzecz jasna. Ale cóż, na realny rząd dusz zanosi się bardzo powoli. Gdy opisywałem jej poprzednie wydawnictwo 222, zauważyłem, że nie ma jeszcze nawet tysiąca lajków na Fejsie, ale to się z pewnością szybko zmieni. Teraz, po trzech latach, ma niespełna dwa tysiące i dalej gra miejskie country z gatunku mocno nieoczywistych na Old Rockhounds Never Die. Prosto śpiewane, oparte na brzmieniu banjo, strzępkach nagrań terenowych, zniekształconych brzmieniach perkusji czy skrzypiec. Ma to potężną siłę rażenia w takim na przykład Misery – balladzie kowbojskiej, jaką dzisiaj chcielibyście usłyszeć, chociaż jeszcze o tym nie wiecie. Przesadzonej, nieco przesuniętej w stronę spaghetti westernu (słychać strzały) i punka zarazem, ale zarazem pokazującej, kim ta nowojorska wokalista jest. A jest nadzieją na to, że jakiś Beck – w spódnicy w tym wypadku – może się jeszcze w okolicach Americany pojawić. I wanna run to the edge of the earth with you – śpiewa w, dla odmiany, niezwykle romantycznym You You. Nie wyobrażam sobie, żeby tego zestawu krótkich piosenek dzisiaj nie posłuchać. Czytaj całość »

9.08.2018
czwartek

Pomysł z kosmosu

9 sierpnia 2018, czwartek,

Obiecuję, że to już przedostatnia płyta przywieziona z wakacji. I nie, nie byłem w kosmosie, chociaż tytuł Space Quartet sugerowałby coś takiego. Poza oczywiście sugestią lekkiej bufonady, coś jak pisanie, że zespół piłkarski jest galaktyczny. Tyle że tu hasło Kwartet kosmiczny ma dość mocne uzasadnienie. Nie tylko w klasie nagrania i jego oryginalności. Ma też wymiar galaktycznie praktyczny: skutecznie pozwala uniknąć powtarzania za każdym razem zestawu portugalskich nazwisk: Rafael Toral, Hugo Antunes, João Pais Filipe i Ricardo Webbens. Czytaj całość »

8.08.2018
środa

Dopalacze z Iranu

8 sierpnia 2018, środa,

Jako dostawca świeżego towaru z Iranu (z certyfikatem ASZ Dziennika; uwaga, bo w USA aktualnie pod embargiem) muszę Państwa zainteresować wyrobem kolekcjonerskim pod nazwą Saint Abdullah. Silniejszy niż Mocarz*, bazuje na muzułmańskiej tradycji, a w najnowszej wersji odnosi się do ponurej historii najnowszej, czyli wojny iracko-irańskiej, której poza głęboką, zawiesistą i opartą na muzułmańskich tradycjach muzyką taneczną autorzy tej płyty poświęcili serię dziecięcych w stylistyce pocztówek. Nie mogę powiedzieć, że wchodzi to wszystko bez skutków ubocznych, bo uzależniłem się od duetu Saint Abdullah już po pierwszym materiale sprzed czterech miesięcy. Ostrzegam więc z góry, że kontakt z tą muzyką może mieć długie konsekwencje. Czytaj całość »

7.08.2018
wtorek

3 świetne, choć mało popularne płyty pop

7 sierpnia 2018, wtorek,

Natura nie znosi próżni. Chciałbym wyjść naprzeciw setkom słuchaczy wyrzucającym płyty Rogera Watersa, choćby wcześniej uznawali go za prawdziwego rockmana, który miał coś do powiedzenia. Mimo że nie rozumiem tego zjawiska, bo generalna zasada jest taka, że albo (1) słucha się tego, co mówią idole, albo (2) nie słucha się tego, co mówią idole. I w obu przypadkach można sobie z faktem wspierania polskiej demokracji przez Watersa (a przy tym z nakreśleniem posuniętego do absurdu krajobrazu neofaszyzmu – tak już ma Waters od dziesięcioleci, że przegina, chcąc powiedzieć coś ważnego) poradzić. Tym bardziej, że przez lata w tym, co mówi, był w miarę konsekwentny (odsyłam też do mojego letniego przewodnika Uwaga na lewaków). Okazuje się jednak, że w Polsce jest jeszcze trzecia postawa: (3) słucham tego, co mówią idole, pod warunkiem, że nie psuje mi to samopoczucia. A nawet czwarta: (4) kiedyś słuchałem, bo muzyka to, panie, zmieniała świat, ale teraz to już niech oni się skoncentrują na graniu. Dlatego dziś przygotowałem porcję muzyki lekkiej i łatwej, niepsującej samopoczucia. Przy tym naprawdę niezłej, a także mało popularnej – można uznać ją za swoją. I przez całe lata słuchać bez ryzyka, że wkroczy w polityczny komentarz. Czytaj całość »

css.php