Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

7.05.2021
piątek

Jeśli dziś piątek, to jesteśmy w Portugalii

7 maja 2021, piątek,

Ja wiem, że nowe Iceage. I mam świadomość, że jest świetnie zapowiadająca się płyta Squid. I jeszcze Sanah, która zaraz wejdzie na szczyt OLiSu. I zdaję sobie sprawę, że wyszło też sporo przekładanych albumów, że lekkie odmrożenie koncertowe na horyzoncie, więc artyści się spieszą, a ci z Bandcampa spieszą się w dwójnasób, bo dziś sprzedaż bez prowizji. Ale z mojego punktu widzenia w ostatnich dniach najważniejsze były wątki portugalskie. Za sprawą Bastardy i João de Sousy, ale też opisywanych dziś z pewnym poślizgiem fantastycznych płyt Bruno Pernadasa i Susany Santos Silvy. Sami zresztą posłuchajcie. I zobaczcie, bo Portugalię w tym wypadku można kojarzyć z zestawem najładniejszych okładek z ostatnich tygodni. 

Czytaj całość »

6.05.2021
czwartek

Dziewczyny (i chłopaki) szamanów

6 maja 2021, czwartek,

Wśród wielu fatalnych następstw, jakie miała pandemia dla środowiska muzycznego, tego się nie spodziewałem. Ale obraz zostanie mi w pamięci na długo. Oto Justyna Steczkowska, bujając się w fotelu na tle kominka, poleca na Facebooku co rusz nowe lektury. Na przykład z okazji Międzynarodowego Dnia Książki opowiada o Pandemii kłamstw Judy Mikovits. Książce wirusolożki wyklętej, która niedawno w pseudodokumencie Plandemia utrzymywała, że światowy spisek zawyża liczbę ofiar śmiertelnych covid-19, żeby nas zastraszyć, a wirus ma uderzyć w konkretne grupy społeczne i trzeba się bronić – najlepiej przez zdjęcie maseczki. Wcześniej zapowiadała, że 50 mln Amerykanów umrze od pierwszej dawki szczepionki. Niewiedza jest ignorancją – tłumaczy Steczkowska. – Jeśli czegoś nie wiemy, to potem nie powinniśmy mieć pretensji do świata, że czegoś się nie nauczyliśmy. Więc ja wam polecam tę książkę. I radzi – za Einsteinem – iść własną drogą, a nie tam, gdzie tłum. Dla mnie rzecz jest raczej potwierdzeniem tezy, do której często wracam – że w czytelnictwie ważniejszy jest dobór lektur niż ich liczba. Zupełnie odwrotnie niż przy influencerach, gdzie ważna jest liczba obserwujących, a coraz mniej istotny staje się kaliber promowanych bredni. 

Czytaj całość »

5.05.2021
środa

Brzmienia na skraju załamania

5 maja 2021, środa,

Raz się pożycza słowa, innym razem oceny. Dzisiaj pożyczę od Pitchforka tę ósemkę dla Bonniego ‚Prince’a’ Billy’ego i Matta Sweeneya, ale postaram się zrobić z niej lepszy, a przynajmniej autorski użytek. Bo płyta Superwolves, następczyni znakomitego Superwolf sprzed szesnastu lat – jednego z najlepszych albumów Billy’ego w ogóle – godna jest osobistego, szczerego wyznania. Jej poprzedniczka wylądowała w rocznej dziesiątce najlepszych płyt „Przekroju”, a sami autorzy przyjechali wtedy na koncert do ciasnej piwnicznej salki warszawskiego Punktu. Podobało mi się, ale z perspektywy zrozumiałem dużo więcej z tego, dlaczego mi się podobało. Chodzi o to, że Sweeney i Billy to idealne połączenie brzmień na skraju całkowitej zmiany, transformacji, przełamania. Jeden ma łamiący się, lekko schrypnięty, błyskawicznie rozpoznawalny głos. Drugi wybrał głównie gitarę elektryczną do akompaniamentu w utworach, w których naturalnym wyborem byłby akustyczny instrument. I operuje w sferze pomiędzy czystym a przesterowanym brzmieniem, które nie dość, że najbardziej pasuje w tej konwencji, to jeszcze w ogóle wydaje się dziś najciekawsze. 

Czytaj całość »

4.05.2021
wtorek

Poezja na ustawieniach fabrycznych

4 maja 2021, wtorek,

To akurat każdy Polak sobie potrafi wyobrazić. Na przykład Halina Frąckowiak czyta wiersze Słowackiego i Mickiewicza (może lepszą analogią byłaby Karin Stanek albo Helena Majdaniec, ale nie żyją), a Józef Skrzek gra na syntezatorach. Niemożliwe? Przeciwnie. Podczas gdy świat wydaje się odkrywać muzyczny potencjał poezji romantycznej przy okazji albumu Marianne Faithfull i Warrena Ellisa, my, Polacy, mamy coś takiego w każdym pokoleniu. I to kilka razy. Żeby nie być gołosłownym – pomysł dopisania muzyki do wierszy poetów romantycznych jest dla nas mniej więcej tak oryginalny:

Czytaj całość »

3.05.2021
poniedziałek

191 premier płytowych maja

3 maja 2021, poniedziałek,

Już po 1 maja, ale to i tak 120 proc. normy, biorąc pod uwagę liczbę pozycji. Już 7 maja kolejny piątek bez prowizji na Bandcampie, więc jeszcze sypnie nowościami i poniższa bardzo długa lista doczeka się kolejnych uzupełnień. Tak, Moby w Deutsche Grammophon. Tak, Bastarda gra fado. Tak, Kult nagrał Ostatnią płytę, która podobno wcale nie jest ostatnia. I inne ekscesy. 

Czytaj całość »

1.05.2021
sobota

Taśma tygodnia #10

1 maja 2021, sobota,

Długoweekendowa playlista jest nieco dłuższa. Spośród albumów warto się rozejrzeć w pierwszej kolejności za duetem Bonniego „Prince’a” Billy’ego i Matta Sweeneya Superwolves. Wśród piosenek warto się wsłuchać w tekst najnowszego utworu Ceramic Dog Marca Ribota. Może trochę boomerstwo, ale dawno nikt tak ładnie nie spuentował dyskusji wokół wyścigu na wirusowe treści w sieci. Z wynalazków polecałbym Unknown Me. Z debiutów – Molly Burman, która na każdej weekendowej playliście z powodzeniem zastąpi Billie Eilish, która porzuciła własną estetykę, żeby się ścigać z Phoebe Bridgers. Linki do wszystkich utworów na Bandcampie lub YouTube poniżej. Miłego słuchania. 

Czytaj całość »

30.04.2021
piątek

Ślina i Błoto polskiego jazzu

30 kwietnia 2021, piątek,

Po  wczorajszym sukcesie frekwencyjnym dziś na Polifonii unpacking i test lodów Ekipy.
Żartuję. Dziś lista premier tygodnia i przegląd twórczości młodej polskiej sceny jazzowej. Bo dziś również Międzynarodowy Dzień Jazzu. Pora więc przetracić całe te wczorajsze zasięgi. Problem w tym, że – paradoksalnie – trudno znaleźć bardziej godną promocji i ciekawszą grupę młodych ludzi niż środowisko nowego jazzu. Gdyby dali się zamknąć w domu pod okiem kamer i nagrywali swoje pozamuzyczne dialogi, demonstrowali fryzury i outfity, rzucali żarty, to zapewne Friz z Ekipą nie mieliby czego szukać w internecie. A na lodach Koral byłyby – wtedy bym je kupował – wizerunki Chęckiego, Miszka, Piotrowicza czy Więcka. Kiedyś jazzmani byli w centrum uwagi i przy rocznicach związanych z Komedą pojawiają się nawet próby nawiązania do tamtych czasów – ostatnio gdy ekipa Radia Jazz.FM zrobiła sobie zdjęcie na skuterze lambretta w stylu Niewinnych czarodziejów. Ale jazzmani raczej demonstracyjnie dystansują się od social mediów. Na świetnym radiowym koncercie sekstetu Kamila Piotrowicza w środę próby nawiązania do stylu mediów społecznościowych były pewnie akurat najsłabszym ogniwem – a momenty pełnego skupienia lidera (który opowiadał ostatnio w Dwójce o odcinaniu się od smartfona) należały do najlepszych. Podobnie trudny do spieniężenia w sieci był wczorajszy znakomity skądinąd koncert Emila Miszka z muzykami wywodzącymi się częściowo z tego samego środowiska, później swoje dorzucił superband Piotra Damasiewicza (pod tym samym linkiem). Uwaga tzw. odbiorcy statystycznego, który wprawdzie nie istnieje, ale rządzi światem, dziś jest pewnie przy czymś innym niż granie na saksofonie i trąbce. Ale jako boomer potrafię sobie jeszcze wyobrazić alternatywną rzeczywistość, w której byłoby inaczej. Z gracją więc roztrwonię te zgromadzone wczoraj zasięgi, by opisać kilka płyt (już tu wychodzi większość z tych, którzy jeszcze przy notce zostali), na których nawet nie wszystko mi się podoba (tu być może wychodzi reszta, zostaje paru jazzmanów i ktoś z szeroko rozumianej branży). Ale będą wspaniałe i mocne wrażenia (by tak utwierdzić w przekonaniu tych, którzy się uparli, żeby czytać dalej).

Czytaj całość »

29.04.2021
czwartek

Adu

Niczego gorszego już w tym roku nie usłyszycie

29 kwietnia 2021, czwartek,

To krzepiące zapewnienie opieram na doświadczeniu z klipem Adu Lecimy ze Smoleńska z powrotem. Tak bezczelnie nieutalentowanej wokalnie osoby z podobnymi zasięgami nie było od czasu odkrycia sióstr Godlewskich. Ale sama autorka ma tego świadomość – prosi o określanie jej jako artystki, a nie wokalistki. Tak grafomańskie teksty i tak prymitywne produkcje też rzadko się widzi na rynku, który mocno jednak śrubuje średnią wykonawczą i uznaje prymat good enough. Artystka wizualna Ada Karczmarczyk jest odwrotnością tej tendencji: jest bad enough. Nie wykorzystała pandemii, żeby nauczyć się grać czy śpiewać, co jest doświadczeniem wielu osób – postanowiła, chyba na prawach prowokacji artystycznej, wyróżnić się na gorsze. Być może nawet specjalnie stać się gorszą wersją siebie – słucham wielu amatorskich taśm demo nadsyłanych do POLITYKI i takiej piosenkowej nieporadności nie odnotowałem. Wyszło wystarczająco źle, żeby ją wytykać palcami i żeby jej prowokacyjny klip – nakręcony w kusej sukience komunijnej, wianku i z gitarą-samolotem (to ewidentnie podpatrzone u BNNT skądinąd) w rękach – rozchodził się wirusowo z przewagą kciuków w dół nad tymi uniesionymi w górę. Jeśli jest to sztuka, to trzeba by ją czytać jako estetyczną bekę ze Smoleńska i szyderę z pamięci porównywalną tylko z filmem Smoleńsk. Co dowodzi, że ten temat, raczej dyskretnie omijany przez artystów – także dlatego, że po podobnym klipie każda głośniejsza postać na lewicy miałaby prokuraturę i zarzuty o obrazę uczuć na karku – mogą naprawdę ostro traktować tylko licencjonowani prawicowcy. A Adu, wylansowana na okładce przez „Frondę Lux” (magazyn hojnie dotowany przez ministra kultury, do sprawdzenia w dotacjach dla czasopism AD 2021) i strzelająca sobie słit focie z krzyżem lub z Mickiewiczem na mało obleganym profilu na Instagramie w ramach programu stypendialnego MKDNiS (stypendium na 2020 rok), licencję na obrażanie uczuć ma w kieszeni.    

Czytaj całość »

28.04.2021
środa

Już przyjemne, jeszcze nie łatwe

28 kwietnia 2021, środa,

Słucham nowej płyty Arooj Aftab, jednej z bohaterek weekendowej playlisty, i ciągle najbardziej podoba mi się promujący ją utwór Mohabbat. Amerykanka pakistańskiego pochodzenia błysnęła dwa lata świetnie przyjętą kompozycją – bo należałoby na to patrzeć jako na jedną całość – Siren Islands. Zafascynowana minimalizmem, grała na syntezatorze, gitarze elektrycznej, przetwarzała głos – z efektem tyleż zaskakującym, co bardzo surowym, właściwie monochromatycznym, bo jej utwór brzmi jak kserokopia rozbuchanych brzmieniowo improwizacji. I teraz, trochę bocznym wejściem – bo ciągle w katalogu wydawcy specjalizującego się w muzyce współczesnej – wchodzi w sferę artystycznego popu, kulturowo wymieszanego folku i smooth jazzu podszytego poetycką tradycją gazel. Pierwsze takty albumu Vulture Prince z partią harfy (na której gra Maeve Gilchrist – wróci jeszcze dwukrotnie) podpowiadają więc szybko, że mamy do czynienia z jakąś nową odpowiedzią na Joannę Newsom. Ale nie cały album to potwierdza.    

Czytaj całość »

27.04.2021
wtorek

Znamy się z kina i z telewizora

27 kwietnia 2021, wtorek,

Część filmów nominowanych do Oscarów w głównych kategoriach gładko przegrywa rywalizację z co lepszymi serialami. Nie po raz pierwszy i nie ostatni. Zdolni autorzy idą do dziedziny, która rozwija się najdynamiczniej. I może dlatego nawet serialowe średniaki – o wybitne produkcje ostatnio trochę trudniej – osiągają bez większego trudu poziom, a czasem i rozmach komercyjnego hollywoodzkiego kina. W dodatku w wielogodzinnym serialu można zmieścić o wiele więcej ciekawych odniesień muzycznych. A w czasach niepewnej sprzedaży nośnikowej/plikowej rozwija się sfera tzw. synchronizacji, czyli sprzedaży muzyki do filmów, seriali i reklamy.  To zjawisko ma swoich bohaterów, często bardzo cichych. Bo kiedy na przykład ostatnio czytaliście w prasie wielki tekst o Harrym Nilssonie?  Obstawiam, że dawno temu. A kiedy słyszeliście jego muzykę na ekranie? Obstawiam, że… 

Czytaj całość »

css.php