Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

7.11.2019
czwartek

Złotsza era

7 listopada 2019, czwartek,

Mam kilka drobnych intuicji dotyczących muzyki przyszłości. Po pierwsze, z retromanii nie wyjdziemy już nigdy. Zmieniać się będą tylko obszary zainteresowań – kiedy już po 20 latach znudzą się trwające pięć dekad lata 80., czeka nas może w końcu zasłużony renesans calypso albo rock and rolla w starożytnej formie. Po drugie, z syntezatorów nie wyjdziemy, przynajmniej w dającej się przewidzieć perspektywie, tylko zmienić się może ich rola w naszym życiu. Wczoraj były maszynami obsługiwanymi przez najbardziej wtajemniczonych. Dziś są narzędziami dostępnymi dla każdego. Jutro (umowne oczywiście jest to jutro) będą czymś w rodzaju ogólnodostępnego generatora przestrzeni dźwiękowej, za pomocą którego będziemy bez wysiłku – i bezkosztowo – kształtować sobie soundtrack sami. Nie ma bowiem nic bardziej zajmującego niż kręcenie gałką filtra dolnoprzepustowego albo bawienie się generatorem szumów – i w końcu wymyślą dla tych czynności jakąś wersję Spotify. Ale jeśli skoncentrujemy się na chwilę na tym, co dzieje się dzisiaj, to jako ilustracja zjawiska wystarczą Enchanted Hunters. Czytaj całość »

7.11.2019
czwartek

LLubię LLubczyk

7 listopada 2019, czwartek,

LLiść dostałem. Nie z liścia, tylko prawdziwy liść – lubczyku, jeśli wierzyć nazwie na opakowaniu płyty (ang. llovage znaczy tyle co llubczyk), bo na ziołach się nie znam. Przynajmniej nie na wszystkich, a to zioło znam głównie z pomidorówki mamy. Poważnie – jeśli zastanawiacie się, skąd te wszystkie uczucia w rodzinie, sprawdźcie czasem, co wam kto wrzuca do pomidorówki. W każdym razie pomysł z lubczykiem w zupie jest dobry pod każdym względem, podobnie jak pomysł z liściem ukrytym w pudełku z płytą duetu LLovage, który – mam wrażenie – może się jakoś odnosić do Miłości, w którym to zespole na bardzo późnym etapie występował Olo Walicki, znany jako kontrabasista z wielu innych formacji, a jako lider z różnych przedsięwzięć o charakterze tyleż impresyjnym i uduchowionym, co często wariackim, a oba te aspekty łączy w sobie album Llovage. Czytaj całość »

5.11.2019
wtorek

W tym gulaszu było LSD

5 listopada 2019, wtorek,

Obiecałem dziś odwyk od mainstreamu, idźmy więc na całość. Najmocniejszą stroną Fenelli jest mit Scytów sprzed grubo ponad 2 tys. lat i kult wizjonerskiej animacji węgierskiej z roku 1981. Poważnie rzecz ujmując – twórców wyreżyserowanego przez Marcella Jankovicsa filmu Fehérlófia uznano by dziś za dziwaków albo w najlepszym razie wielbicieli LSD, tymczasem za żelazną kurtyną uchodziły różne nierynkowe fanaberie artystyczne. I za taką wypada chyba uznać ten film o synu bogów zrodzonym przez jakąś świętą klacz i wykarmionym jej mlekiem, podejmującym się jakiejś misji godnej miejscowego Heraklesa, realizowanej jednak w wygrzanych barwach świecących po oczach, narkotycznych plenerów, jak gdyby ktoś zapragnął animowanej wersji okładki Space Ritual Hawkwindu. A dodatkowo jeszcze uzupełniony eksponującą hałaśliwe syntezatorowe przestery muzyką bliżej mi nieznanego Istvana Vajdy, całkiem zgrabnie ilustrujące choćby finał filmu. Muzyka w tym momencie interesuje nas jednak trochę mniej, bo filmem zajęła się Jane Weaver, zajmująca się właśnie muzyką, a nie animacją. Czytaj całość »

4.11.2019
poniedziałek

Dzień polskiego popu: Natalia Przybysz

4 listopada 2019, poniedziałek,

W dzisiejszym przedsięwzięciu nie ma nic ekstremalnego ani rekordowego – przypomnę, że przy okazji świętowania pierwszego tysiąca wpisów na Polifonii było już siedem not jednego dnia. A kończyć trzeba przed 17.00, bo później podobno nikt już nie czyta. Został mi na dziś tylko jeden wpis o polskiej płycie mainstreamowej. Do tej pory (znów się czuję jak w Rzepce) było o Mary Komasie, Baranovskim, Anicie Lipnickiej, Muńku Staszczyku i Ani Rusowicz. Chyba najmocniej wypadł dotąd ten drugi, ale została jeszcze jedna mocna zawodniczka… Czytaj całość »

4.11.2019
poniedziałek

Dzień polskiego popu: Ania Rusowicz

4 listopada 2019, poniedziałek,

Wstęp powinienem sobie już darować, bo wiadomo, że dziś uprawiam tu rodzaj wariactwa. W każdym razie dawno nie było nowego wpisu, a mainstreamowych płyt, które obiecałem dziś opisać, jest jeszcze trochę. Ale ponieważ sporą część ostatniego tygodnia NAPRAWDĘ spędziłem na słuchaniu i robieniu notatek, to dzisiejszy zalew krótkich not o polskim popie na Polifonii będzie trwać, choć czuję się trochę, jak gdybym deklamował ten wiersz o rzepce. Byli już: Mary Komasa, Baranovski, Anita Lipnicka i Muniek Staszczyk. Pora na część piątą… Czytaj całość »

4.11.2019
poniedziałek

Dzień polskiego popu: Muniek Staszczyk

4 listopada 2019, poniedziałek,

Zacznę jak katarynka: duża część polskich płyt mainstreamowych wychodzi w ciągu tygodnia czy dwóch pod koniec października. Trudno więc zareagować na wszystkie premiery. Polska muzyka środka dawno przestała być atrakcyjnie żenująca, za to często bywa nużąco profesjonalna. Trzeba trochę czasu, by wypunktować lepsze i gorsze strony. Ale dość szybko przekonamy się co do jednego: w produkcji muzyki pop mamy wciąż krótką ławkę. A pod względem potencjału promocyjnego i dystrybucyjnego duże wytwórnie zostały już dawno doścignięte przez niezależnych. Ale ponieważ sporą część ostatniego tygodnia spędziłem na robieniu notatek, dziś zalałem Polifonię krótkimi notami o polskim popie. Nowa nota co mniej więcej dwie godziny. Była Mary Komasa, był Baranovski, potem Anita Lipnicka. Czwarta w kolejności to… Czytaj całość »

4.11.2019
poniedziałek

Anita Lipnicka

Dzień polskiego popu: Anita Lipnicka

4 listopada 2019, poniedziałek,

Mało kto pisze o mainstreamowych polskich płytach, tym bardziej że duża część z nich wychodzi w ciągu tygodnia czy dwóch pod koniec października. Trudno się dziwić. Polska muzyka środka dawno przestała być atrakcyjnie żenująca, za to często bywa nużąco profesjonalna. Trzeba trochę czasu, by wypunktować lepsze i gorsze strony. Ale dość szybko przekonamy się co do jednego: w produkcji muzyki pop mamy wciąż krótką ławkę. A pod względem potencjału promocyjnego i dystrybucyjnego duże wytwórnie zostały już dawno doścignięte przez niezależnych. Ale ponieważ sporą część ostatniego tygodnia spędziłem na robieniu notatek, dziś zalewam Polifonię krótkimi notami o polskim popie, które – jak Adam Słodowy – miałem już wcześniej przygotowane. Była Mary Komasa, był Baranovski. Pora na trzecią… Czytaj całość »

4.11.2019
poniedziałek

Dzień polskiego popu: Baranovski

4 listopada 2019, poniedziałek,

Mało kto pisze o mainstreamowych polskich płytach, tym bardziej że duża część z nich ukazuje się w ciągu tygodnia czy dwóch pod koniec października. Dużo tego. Trzeba trochę czasu, by wypunktować lepsze i gorsze strony. Ale dość szybko przekonamy się co do jednego: w produkcji muzyki pop mamy wciąż krótką ławkę. A pod względem potencjału promocyjnego i dystrybucyjnego duże wytwórnie zostały już dawno doścignięte przez niezależnych. Ale ponieważ sporą część ostatniego tygodnia spędziłem na robieniu notatek, dziś zalewam Polifonię krótkimi notami o polskim popie. Pierwsza była Mary Komasa. Pora na drugą… Czytaj całość »

4.11.2019
poniedziałek

Dzień polskiego popu: Mary Komasa

4 listopada 2019, poniedziałek,

Mało kto pisze o mainstreamowych polskich płytach, tym bardziej że większość wychodzi w jednym rzucie, w ciągu tygodnia czy dwóch pod koniec października. I w sumie to się nawet nie dziwię. Polska muzyka środka dawno przestała być atrakcyjnie żenująca, za to często bywa nużąco profesjonalna. Trzeba trochę czasu, by wypunktować lepsze i gorsze strony. Ale dość szybko przekonamy się co do jednego: w produkcji muzyki pop mamy wciąż krótką ławkę. A pod względem potencjału promocyjnego i dystrybucyjnego duże wytwórnie zostały już dawno doścignięte przez niezależnych. Ponieważ jednak sporą część ostatniego tygodnia spędziłem na robieniu notatek, dziś zamierzam zalać Polifonię krótkimi notami o polskim popie. Nowa co dwie-trzy godziny. Na początek… Czytaj całość »

2.11.2019
sobota

Kiwanuka

Kiwanuka, czyli piątek w sobotę [+lista premier tygodnia]

2 listopada 2019, sobota,

Odkąd zobaczyłem Michaela Kiwanukę na żywo, trudno mi uniknąć patrzenia na niego przez pryzmat muzyki lat 70. w całej szerokości – włącznie z Pink Floyd, bo koncert na Open’erze miał przecież mocne Floydowskie wątki. Trudno też nie usłyszeć jego ewolucji w stronę mięsistego instrumentalnego grania, a zarazem pewnej zrozumiałej fiksacji na punkcie Cold Little Heart, ogranej w serialu piosenki, która ustawiła mu karierę na jakiś czas. Zgodnie z przewidywaniami trzeci album przynosi więc sporo chórów w tle, niemało gitar na froncie i mocny groove tu i ówdzie. Nie powinien być zawodem dla żadnej z grup słuchaczy współczesnego Marvina Gaye’a i Billa Withersa. Zmieniła się trochę produkcja, wprowadzająca więcej sennego rozmycia, częściej też podbijająca ten groove basu do poziomu lekkiego przesteru. Wiecie już pewnie, kto był za nią odpowiedzialny? Czytaj całość »

css.php