Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

8.06.2022
środa

Gdzie ja się podziewałem?

8 czerwca 2022, środa,

Gdzie się podziewałem wczoraj? Na Nagrodzie Architektonicznej Polityki, gdzie jedno z głównych trofeów (laur publiczności) odebrali projektanci budynku szkoły muzycznej w Jastrzębiu-Zdroju. A to bardzo miły fakt, że szkoła muzyczna ma tak okazałą salę koncertową i może tego typu nagrodę dostać. Byłem też wieczorem w warszawskim Norblinie na koncertach trójki utalentowanych wokalistów w różnym wieku i z różnym stażem, których przygotowuje stołeczny inkubator muzyczny. Z jedną postacią (Karolina Jop), która chyba już ten okres inkubacji ma za sobą i zebrała dość repertuaru, żeby spróbować zawalczyć w krajowym popie w warunkach nadpodaży talentów i równej konkurencji.  
Ale gdzie się podziewał 43-letni Francuz Florent Ghys, kiedy go nie znałem? To jest to właściwe pytanie na dziś.

Czytaj całość »

6.06.2022
poniedziałek

11 najciekawszych płyt maja, czyli co nadrobić

6 czerwca 2022, poniedziałek,

Maj był dla mnie miesiącem dość oczywistych wyborów: Kendrick Lamar, The Smile, Arcade Fire, EABS, Bastarda… Nikt z nich mnie nie zawiódł, choć najbardziej spodobała mi się jeszcze inna płyta (a właściwie dwie płyty, ale liczę je pojedynczo). Za to albumów nieopisywanych szerzej na Polifonii nie znajdziecie w poniższym zestawieniu dużo. Dokładnie trzy.   

Czytaj całość »

3.06.2022
piątek

Wsiadaj do śpiulkociągu

3 czerwca 2022, piątek,

Wybaczcie skojarzenia ze snem, ale te piątkowe notki zawsze kończę rano po krótkiej nocy, którą częściowo spędzam w radiu. I wybaczcie skojarzenia z sobotnim jubileuszem HCH w Pardon, To Tu, ale żyłem tym na tyle długo, że trudno to wszystko zostawić za sobą z dnia na dzień. A był to dla mnie ciekawy wieczór także dlatego, że słuchałem muzyki w nieco innych warunkach. I mogłem się na przykład przekonać, że od słuchania Huberta Zemlera lepsze jest tylko granie u boku Zemlera. Ta myśl wróciła do mnie podczas przesłuchiwania nowej serii kaset Pawlacza Perskiego, w ramach której ukazał się i Zemler – ponownie jako Melatony. Zemler senny, wręcz otwarcie zapraszający do snu, szczególnie fantastycznym finałowym utworem Droga do REM. Nagranym swoją drogą z udziałem Antoniny Nowackiej (śpiewała też w sobotę, ale solo). Przed tym wpadającym w kolejowy rytm utworem mamy nagrania nieco przyczajone w lekkim suspensie, wykorzystujące z kolei obecność Todda Bartona grającego na Buchli (Zemler i Barton współpracowali – jak pamiętamy – przy polskim wykonaniu Music and Poetry of the Kesh stworzonego przez Bartona z Ursulą Le Guin), a także z gościnnym udziałem Emitera. Jest jeszcze dzięcioł w Siskiyou, ale to stworzenie elektroniczne. Melatonina, hormon regulujący dobowy rytm, jest tu pewnym kluczem. Corriendo Galarreta to jedyny moment, w którym Zemler buduje mocniejszy perkusyjny groove. Tutaj spotykamy tych krautrockowców w haremie, o których pisze wydawca (a może sam autor?). No i autora płyty wykorzystującego gitarę elektryczną.  

Czytaj całość »

31.05.2022
wtorek

Żyjemy w roku 1986

31 maja 2022, wtorek,

W wyświetlanym właśnie sequelu Top Gun Kenny Loggins z dużą łatwością przyćmił Lady Gagę. A motyw syntezatorowy Harolda Faltermeyera – smyczkowe dopiski Hansa Zimmera. Sam film ma zresztą charakter imprezy odtwarzającej w dużej mierze realia z 1986 r. (kiedy wszedł do kin oryginał), włącznie ze strojami i muzealnym myśliwcem F-14A, który – to niewielki spoiler – pojawia się w pewnym momencie, by okazać swoją wyższość nad maszynami nowszego typu. Kto był (jak Cruise) popularny w latach 80., zawsze już będzie, a kto był dobrym pilotem wtedy (jak Maverick), na wieki pozostanie profesorem dla dzisiejszych pilotów. I co prawda w ryku silników gubią się niuanse, to nawet rzeczywistość – jak niestety obserwujemy – próbuje dziś najwyraźniej nadążyć za tą zimnowojenną. Podobnie z szeroko komentowanym Stranger Things 4 – serial Netflixa od początku jest pocztówkową rewizją lat 80., z pieczołowicie odtworzoną scenerią, strojami, galopadą posklejanych w scenariuszu motywów z filmów tamtych czasów, no i wreszcie ówczesną muzyką w tle. Włącznie z Running Up That Hill Kate Bush, którego dziś słucha znowu pół świata. Wprawdzie piosenka nigdy nie przestała być dobra, to jednak serial daje jej nową kampanię promocyjną i nową aktualność. No bo przecież akcja czwartego sezonu Stranger Things toczy się… w roku 1986. Płyta Kate Bush Hounds of Love ukazała się kilka miesięcy wcześniej. Ba, zdążył się rozpaść w locie prom Challenger, a do Układu Słonecznego – przylecieć kometa Halleya. Co – jak przypominają członkowie polskiego kwintetu EABS – zaowocowało wkrótce kolejną częścią słynnej serii powieściowej Arthura C. Clarke’a – 2061: Odyseja kosmiczna. Zatytułowanej tak od roku, gdy wróci do nas wspomniana kometa.          

Czytaj całość »

29.05.2022
niedziela

Taśma tygodnia #63

29 maja 2022, niedziela,

Dziś playlista spóźniona o ponad 24 godziny. Ale – jak to się mówi – było warto. Impreza na 100-lecie HCH okazała się miłą przeszkodą, a set słynnego DJ-a Huja – bardzo inspirującym zestawem. Kto wie, czy nie wywarł lekkiego wpływu na tę tygodniową listę nagrań, chyba bardziej jeszcze różnorodną niż zwykle. Wyjątkowo dużo jest tu rzeczy, które mogłem wkleić tylko w wersji blogowej: w streamingu nie ma Emmy-Jean Thackray, Remiksów Wielkiej Płyty, Morusque, Cat.Finch & Pstyk, nieobecni są też Nat Birchall, Tony Lavorgna, Kate NV, Kadef Abgi, Onom Agemo, M, Gadi Sassoon, Plastelina i Warmth. Z kolei w Deezerze zabrakło dodatkowo Maga Bo, ale liczyłbym na szybkie uzupełnienie, bo cała płyta znalazła się w streamingu dopiero dziś. Posłuchać warto. A czy DJ Huj grałby to – proszę się zorientować podczas jego kolejnego setu. Miłego słuchania.    

Czytaj całość »

27.05.2022
piątek

Złe depesze

27 maja 2022, piątek,

Zmarł muzyk, którego miałem na plakacie w wieku 11 lat, więc sprawa jest dość osobista. Do dziś nie do końca wiem, co robił Andy Fletcher w Depeche Mode – zdaje się, że sam bagatelizował swoją rolę, prezentując się jako kumpla reszty. Przez chwilę grał na basie, potem oczywiście na klawiszach, ale – jak wiadomo – od pewnego momentu i przez dłuższy czas był to jedyny rodzaj aktywności dostępny w tym zespole, jeśli się nie było Dave’em Gahanem. Od lat tłumaczę sobie to tak, że „Fletch” musiał był ucieleśnieniem tego, że zespoły są po coś i trzymają się z jakiegoś powodu. I że być może on – bodaj najgrzeczniejszy i najspokojniejszy w grupie, a przy tym też najsympatyczniejszy – był rodzajem tego lepika, który całość trzyma w najgorszych momentach. Dlatego z fascynacją (i pewną dozą triumfalizmu – nie każde wcielenie DM jest moim ulubionym, ale jednak zespół dzieciństwa) oglądałem jakoś w początkach pandemii zdalną ceremonię przyjmowania Depeszy do Rock’n’Roll Hall of Fame. Fletcher i cała reszta w świetnej formie, wyluzowani, okazy zdrowia. W życiu bym nie powiedział, że z jednym z nich za kilkanaście miesięcy będziemy się żegnać. Przy okazji śmierci Vangelisa pozwoliłem sobie stwierdzić, że udał się prosto na wieczne elektroniczne jam session ze zmarłym nieco wcześniej Klausem Schulze. Biorąc pod uwagę odejście Fletchera, nie można wykluczać tego, że jam session elektroników zmieni się w stałą formację.   

Poza tym dziś tylko lista premier tygodnia.

Czytaj całość »

26.05.2022
czwartek

Siekane bity

26 maja 2022, czwartek,

Spoglądam na te wszystkie komentarze i widzę, że w sprawie klipu Masłowskiej nie wypowiedział się jeszcze chyba tylko papież Franciszek. Niestety, bit utworu Motyle nie stał się od całego tego gadania lepszy – tu jest mi niedaleko do komentarza, który opublikował Sugadaddy pod wczorajszym wpisem. Za to tekst cieszy mnie coraz bardziej. Wyobraźcie sobie: wiele polski rap wytrzymał, ale nie miniaturkę z prostym i tylko deklamowanym obrazkiem o tym, co przez chwilę myśli dziewczyna, która miała większe oczekiwania w stosunku do chłopaka, który wiezie ją nad morze. A ponieważ nie jestem – jak niektórzy komentujący tę sprawę – więźniem publiczności rapowej, nie muszę jej schlebiać. Podtrzymuję opinię, że tekst utworu, z wpisanym weń zawieszeniem, pozostał dla większości niezrozumiały. Może dlatego, że w męskiej liryce rapowej dominuje dziś narzekanie na nadmiar seksu niż niedobór. Klip został uznany za „artystyczny”, choć stylem w pierwszej kolejności może się kojarzyć z Sin City niż z kinem festiwalowym. A sama autorka została opisana przez dukającego hasło z Wiki Young Multiego jako laureatka nagrody literackiej Najk. Multi ocenia całość jako numer typu recytacja wierszu jakiegoś. I krytykuje – uwaga, pilni czytelnicy Polifonii, bo o tym trochę pisałem w kontekście młodo-rapu – dykcję! I to zaczyna być naprawdę interesujące. A przy tym, bardzo mi przykro, niemal w całości potwierdza moją ocenę sytuacji z poprzedniego wpisu. Szanuję głosy literackich krytyków rapu (Piotr Szwed) słusznie wytykających Masłowskiej powtarzanie się (prawdę mówiąc, można by ten mikroobrazek wkleić gdzieś we wspominanych wczoraj Innych ludzi), rozumiem też głosy raperów (Sokół), że na tym przykładzie widać, pod jaką presją jest składający rymy raper. Sam zbieram popcorn, bo obserwacja zjawiska przypomina podglądanie jakiegoś młodego człowieka, który w myślach już odbierał doktorat honoris causa uniwersytetu rapowego w dziedzinie rymopisarstwa, ale oblał analizę lektury szkolnej na maturze. Swoją drogą – Masłowska mogłaby o tym napisać kolejny tekst, jeśli chce dalej trollować.  

Czytaj całość »

25.05.2022
środa

Kamyk w bucie

25 maja 2022, środa,

Dla takich sytuacji YouTube usunął licznik łapek w dół. Powiedzieć, że premiera nowego klipu Doroty Masłowskiej (występującej jako Dorota) do beatu Solara i w reżyserii Aleksandry Terpińskiej nie została przyjęta owacyjnie przez młodą publiczność SBM Label, to mało. W komentarzach doszło do zbiorowego linczu, co summa summarum może mieć jakiś wymiar promocyjny, ale jednak nie nastraja optymistycznie. Młodzież – głównie męska – wychowana na utworach Białasa, Maty albo Kinny’ego Zimmera jest może otwarta na rap, który się oddala od hiphopowych standardów, ale nie aż tak, żeby przyjąć, że pisarka napisała jakąś formę, która jest literacka miniaturą, próbką języka znanego z jej książek, i że śmiała tę historię do beatu opowiedzieć. Wysoko cenię Masłowską jako pisarkę, jej współpraca z Terpińską wróży kapitalnie (w świetnych Innych ludziach najgorzej, prawdę mówiąc, wypadł zawodowy raper w jednej z głównych ról) i mam zarazem duży dystans do Masłowskiej jako wykonawczyni utworów muzycznych (i mam na to papiery). Ale i jej styl, i jej ekspresja powinny być znane komuś średnio zorientowanemu we współczesnej kulturze. I jeśli o kimś ta sytuacja źle świadczy, to niestety o odbiorcach SBM – a to subskrybenci kanału wytwórni bez wątpienia nadali ton komentarzom. Po latach ewolucji gatunku okazuje się, że edukacja literacka na kolejnych hitach rapowych wytwórni nie przygotowała ich nawet do odbioru tekstu czołowej pisarki z pokolenia ogarniającego hip-hop.     

Czytaj całość »

css.php