Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

17.01.2019
czwartek

Apopkalipsa!

17 stycznia 2019, czwartek,

W światowych kategoriach to bodaj pierwsza naprawdę znacząca płyta w tym roku – że tak się powtórzę po recenzji opublikowanej w papierowej „Polityce”. Albo przynajmniej jedna z kilku (jutro wychodzi też nowy James Blake) i pewnie najważniejsza dla alternatywno-rockowej publiczności. A przy tym grupa Deerhunter wykonała klasyczny manewr okrążający – skrzydłami uderza w środek. Bo mimo że niesie mnóstwo dziwnych i bardzo różnorodnych zabiegów, no i jednak dość brudną, alternatywną z ducha produkcję, na koniec jest to płyta komunikatywna jak rzadko i otwarta na szeroką publiczność jak chyba nigdy w wypadku tej grupy. Nawet na Halcyon Digest, gdzie czytelne atrakcje były. Już w singlowym Plains jest taki moment, gdy przed śpiewaną frazą refrenu wchodzi silnie akcentowany rytm werbla i charakterystyczny fortepianowy motyw, po którym za każdym razem czekam na Chrisa Martina i Coldplay. To naprawdę moment wprawiający w lekkie zakłopotanie. Bo daleko tu zawędrowali jak na zespół, który zaczynał od nowej, amerykańskiej wersji krautrocka. Na drugim biegunie tej nowej płyty jest jednak Tarnung (niem. kamuflaż) – zaskakująca, a to zawsze lubiłem u Deerhuntera, impresyjna pieśń inspirowana matematycznymi figurami perkusyjnymi minimalistów.

Jeśli nie jest to płyta oczekiwana przez wszystkich – a jutro, gdy wychodzi, jest w planach kilka głośniejszych nowości (choćby James Blake) – to pewnie najważniejsza w tych pierwszych tygodniach roku dla publiczności rocka alternatywnego i psychodelicznego, z którego zespół Deerhunter (geograficznie z Atlanty) się wywodzi. Tyle tylko, że kryje w sobie pewne zaskoczenie i paradoks. Otóż zespół, kierowany przez wokalistę i gitarzystę Bradforda Coxa, napisał naprawdę lekkie utwory, z drugiej – zadał sobie dużo trudu, żeby całość opakować w pesymistyczny koncept końca wszystkiego. Ludzkość wygasa, przyroda ginie, apokalipsa jest oczywista – tak bardzo, że można wreszcie śpiewać o niej w niemal popowym nastroju. Najbliżej esencji tego wszystkiego był moim zdaniem recenzent angielskiego „Q”, który w jednym zdaniu rzucił nazwiska Cormaca McCarthy’ego i Paula McCartneya, tyle tylko, że nie pokusił się o tezę, że Why Hasn’t Everything Already Disappeared? jest mieszaniną jednego z drugim.

Sam Cox twierdzi, że te obrazy inspirowane są filmową twórczością Nicolasa Roega. Melodyjne utwory w tej atmosferze odbiera się w sposób nieco przewrotny, paradoksalny i już nie tak łatwy. Owszem, jest tego wszystkiego więcej ponad proste skojarzenie z McCarthym/McCartneyem – w takiej rozpiętości, jaką próbowałem zarysować na samym początku. A to partie gitary dubluje syntezator rodem z nagrań Gary’ego Numana (Greenpoint Gothic), a to zespół ucieka w zręczne retro jak u Ariela Pinka (Element), albo zabawia nas jakimś trącącym banałem, słodko-gorzkim riffem (No One’s Sleeping), albo dźwięczy w tym wreszcie nuta starych nagrań Bowiego (What Happens To People?). A grupa sama naprowadza nas na skojarzenia z produkcjami Briana Eno i epatuje określeniami w rodzaju vintage warmth. I sypie kolejnymi skojarzeniami w rodzaju tytułowego (w jednym z utworów) Détournement ze słownika sytuacjonistów – to skądinąd najbardziej niepotrzebny utwór w zestawie, ale tłumaczący intencje: na trudne doświadczenie czasów odpowiadać jak dadaizm na wojnę.

Łatwo się spodziewać, że są tu atrakcyjne punkty zaczepienia dla wielu osób. Ja swoje ulubione 2-3 nagrania odnalazłem szybko i bez trudu. Duża część z pozostałych podoba mi się coraz bardziej. Ale mimo że słyszę w tym powrót do dużej formy, jak zwykle u Coxa mam też wrażenie lekkiej przesady, kreatywnego nadmiaru, grochu z kapustą. I drobny zawód związany z tym, że owo wintydżowe ciepło próbuje osiągnąć za pomocą limitera, przy okazji odkształcając wokale do momentu, gdy wydaje się, że sepleni bardziej niż zwykle. Zawsze można to obronić konwencją, tyle że konwencja jest jasna w tylu elementach tej muzyki, że szkoda i ten angażować. A ten lżej potraktowany Tarnung – znów z saksofonem – tym bardziej wydaje się po prostu jakimś echem produkcji na Fading Frontier, na którym wydawało mi się, że trochę sobie to miażdżenie miksu odpuścili. Ale widać jak apokalipsa, to apokalipsa.

DEERHUNTER Why Hasn’t Everything Already Disappeared?, 4AD 2019, 7-8/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Agnieszka Chylińska nie wystąpi „na koncercie” Dody.
    Zwróciła uwagę na obłudę tego przedsięwzięcia. Uff! Bałem się już, że to ze mną jest coś nie w porządku, bo nie podoba mi się koncert „przeciw nienawiści”.

css.php