Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

22.11.2018
czwartek

Żelazne płuca sezonu

22 listopada 2018, czwartek,

Najświeższa nowość z Fundacji Kaisera Söze, czyli nagrywana z wykorzystaniem technik cyrkulacyjnego oddechu płyta Roberta Knutha Hurricane Spring 2055 (tutaj do posłuchania) ma coś wspólnego z myśleniem Lei Bertucci w nagraniach i na koncercie, który będziemy dziś retransmitować w Dwójce. To z kolei – w łączeniu saksofonu z elektroniką – ma wspólne cechy z opisywanym tu niedawno albumem Josepha Shabasona. Czy to już jakaś tendencja? Nie wiem, czy tak można na to patrzeć, ale przed dzisiejszą audycją – do której słuchania szczególnie namawiam – proponuję jeszcze przez moment posłuchać Andrew Bernsteina.

Oto te tytułowe żelazne płuca sezonu. Albo odpowiedź na zadane kiedyś przez Zappę pytanie: what’s new in Baltimore? A na co dzień – jedna czwarta formacji Horse Lords, w której tego saksofonistę widzieliśmy także w Polsce (i oczywiście także na Unsoundzie, a w tym samym roku na progresywnie wychodzącym poza jazz Jazz Jantarze). To, co Bernstein robi w tych solowych utworach z An Exploded View of Time – minimalistycznych galopadach saksofonowych pętli, jest w pierwszej kolejności forsowne. Wymaga niebywałej kondycji i dobrej techniki. W drugiej – także efektowne, choćby partie Amerykanina nie mogły się ścigać z kwarcowym zegarem sekwencera i trochę zwalniały lub przyspieszały. To zresztą odróżnia solowego Bernsteina od produkcji jego macierzystej grupy (z którą rozmawiali kiedyś red. Gregorczyk i Jabłoński – oczywiście także w Dwójce). Mniej dyscypliny. Za to sporo wyobraźni. I w kategorii instrumentalnej jest to naturalne towarzystwo muzyczne właśnie dla wydanej w lutym płyty Lei Bertucci, z której materiał nowojorska saksofonistka wykonywała w październiku na Unsoundzie. Z tą różnicą, że Bertucci gra na alcie, a Bernstein na tenorze. W tej konkurencji brak mu może tylko tak znakomicie opanowanego grania pogłosem i przestrzenią. U Bertucci jest więcej skupienia, u Bernsteina – więcej żywiołu. W duecie by pewnie nie wypadli zbyt dobrze, ale obok siebie wypadają bardzo ciekawie.

Jeśli komuś nie chce się samemu sprawdzić, jak wypadają obok siebie Bertucci i Bernstein, w dzisiejszym Nokturnie dokonamy tego eksperymentu za Was.

ANDREW BERNSTEIN An Exploded View of Time, Hausu Mountain 2018, 7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Chciałbym dorzucić jedną płytę z elektroniką do zestawu. To dorzucam ponieważ zdecydowanie warto: Objekt – Cocoon Crush.

css.php