Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

23.03.2015
poniedziałek

Nowy wzór gitarzysty, czyli Gunn na Off!

23 marca 2015, poniedziałek,

Nie potrzeba słuchać nowego Marka Knopflera, żeby się przekonać o tym, że pewne ścieżki gitarowego grania zostały zadeptane dawno temu. Ale warto posłuchać go na zmianę z nowym Steve’em Gunnem, żeby sobie uświadomić, jak wielka bywa przepaść między starym i nowym podejściem do tradycji. Na płycie „Tracker” (Virgin) Knopflera, poza uczuciowymi pieśniami o brytyjskiej przeszłości, usłyszymy smutek i niemoc. Muzyka, który próbuje stare chwyty dostosować do modnej konwencji country-folkowej. W niemal każdą z tych podszytych cepelią (wycyzelowane pogłosy itd.) impresji na temat tradycji udało mu się wszyć ścieg z „Brothers in Arms”. Gdybym był młodszy i kupował pierwszą gitarę, miałbym dziś innych bogów. Gunn, który w tym samym czasie publikuje nową płytę „Seasonal Hire” (Thrill Jockey) z odnawiającą tradycję muzyki z Appalachów grupą The Black Twig Pickers, to inna wiedza, inne techniki i zupełnie inny poziom inwencji. Gunn wraca do tego etapu kształtowania techniki folkowej gry gitarowej, który w latach 70. zagłuszyli giganci rocka. Ożywia instrument – w wersji akustycznej – dziesiątkami pomysłów wywodzących się z bluesa, folku i muzyki Wschodu. Jest się z czego cieszyć, bo Steve Gunn odwiedzi w tym roku katowicki Off Festival. A oprócz niego wystąpią…

…no dobrze, dziś tych ogłoszeń jest aż 12, więc w telegraficznym skrócie. Formacja Xiu Xiu zagra na Offie muzykę z serialu „Twin Peaks”, którego powrót głośno ostatnio zapowiadano (choć ostatnio realizacja stanęła pod znakiem zapytania). Swój opisywany przeze mnie niedawno repertuar zagra afrykański Songhoy Blues. Pohałasują zespoły The Dillinger Escape Plan i Iceage, a hipsterzyć będzie Dean Blunt. Do tego – wśród gwiazd zagranicznych – jeszcze Ought z Kanady. Znacznie ważniejszy niż wszystkie te pozostałe światowe nazwy i nazwiska wydaje się powrót formacji Kinsky, której mocna i skomplikowana muzyka oparta na hardcore’owym stylu wydawała się w latach 90. elementem spajającym scenę alternatywną – przez moment, w sytuacji znacznie mniejszego wyboru, kręciła się wokół nich cała niemainstreamowa publiczność. Nie wiem, w jakiej formie jest dziś Kinsky, ale chętnie sprawdzę. Ciekawą listę polskich gości tegorocznej edycji festiwalu uzupełniają Der Father, Ketha, Wilga i Sonia Pisze Piosenki. Więcej na temat wykonawców Off Festivalu i biletów na imprezę – off-festival.pl.

Kto pamięta mój wpis sprzed roku o Franku Fairfieldzie, ten może doznać małego deja-vu. Bo zatrzymam się jeszcze na płycie Gunna: biorąc pod uwagę charakter muzyki na jego nowym albumie, gdzie poza gitarą mamy tradycyjne partie skrzypiec (Mike Gangloff współpracował z Gunnem wielokrotnie), drumlę, banjo i harmonijkę ustną, jesteśmy blisko show Fairfielda. Naprawdę trudno uwierzyć, że pracowity i skromny Gunn zaczynał w kapeli hardcore’owej. Jednak w przeciwieństwie do Fairfielda, warsztat Gunna, oparty na rozwijanej i modernizowanej przez Johna Faheya folkowej sztuce (wspomniany na wstępie Knopfler to bardziej folk celtycki – inny żywioł), to zjawisko zarazem przywiązane do tradycji, jak i progresywne ze swej natury. Warsztat fingerpicking oparty o techniki prawej ręki i wykorzystanie akustycznego instrumentu to punkt odniesienia zupełnie inny niż wypełniający plumkaniem każdą chwilę knopflerowski Gibson Les Paul. Owszem, nawet w kręgach wielbicieli muzyki rockowej nowe patenty na pudło pojawiają się ostatnio coraz częściej, m.in. za sprawą formacji w rodzaju Rodrigo y Gabriela, ale niedowartościowana szkoła Faheya, Basho czy Kottkego jest ciągle na wznoszącej. Co potwierdza również nowy odcinek kompilacji „Imaginational Anthem”, na której wytwórnia Tompkins Square dokumentuje starą i współczesną sztukę gitarową. O DBH z Manchesteru nie wiedziałem dotąd nic, dopóki nie usłyszałem tego:

Niemal w tym samym czasie ukazują się dwie płyty człowieka, którego generacja Knopflerów zmiotła z pola widzenia, a który nowoczesny styl gry na akustycznej gitarze reprezentował przez lata w Wielkiej Brytanii. Album 74-letniego Michaela Chapmana „The Polar Bear” (Blast First Petite) to trzecia, nie wiem, czy nie najlepsza część nowej serii z jego improwizowanymi utworami nagrywanymi solo albo z towarzyszeniem młodszych kolegów. Mimo wieku Chapman jest w świetnej formie, w jednym z najlepszych nagrań na płycie, leniwym „Black Dirt on a Hot Day” towarzyszy mu Steve Gunn z zespołem (w ktrórym na stałe gra na perkusji Nathan Bowles z TBTP), a w świetnym noise’owym „Six, Two, Thirteen” – Thurston Moore, którego fascynacja muzyką Chapmana wydaje się ostatnio jednym z głównych motorów napędowych późnego powrotu tego muzyka na scenę. Z tym ostatnim duetem kontrastuje delikatne „Flowers in the Owen” z partią Sarah Smout na wiolonczeli. Na „The Polar Bear” Chapman najlepszy jest jednak solo, szczególnie wtedy, gdy chwyta za gitarę elektryczną i bawi się sprzężeniami, mieszając ich odgłosy z czystą barwą „pudła” („Razorback Hat”).

Późna druga fala popularności przyniosła też serię wznowień klasycznych płyt Chapmana z końca lat 60. i początku 70. Te mają trochę inny charakter, zawierają utwory wokalne i nierzadko elementy rocka. Ale tworzą serię imponującą. Warto się zainteresować również świeżo wydanym albumem „Window” z 1971 roku (Harvest/Light in the Attic) – jego okładka podobno zainspirowała zakładającego firmę Virgin Richarda Bransona w poszukiwaniach logotypu. Muzyka trochę się zestarzała, jeśli chodzi o konwencję, ale do dziś wrażenie robi produkcja Gusa Dudgeona – tego samego, który odpowiedzialny był za brzmienie „Your Song” Eltona Johna czy „Space Oddity” David Bowiego. Szukamy często superproducentów w dzisiejszych czasach, warto się więc rozejrzeć, jak wielu takich ludzi zgubiliśmy w historii muzyki. Podobnie z bogami gitary.

Parę moich marzeń się w tym roku spełniło, ale pozwolę sobie nieśmiało zaapelować: Michael Chapman na Off Festival!

MICHAEL CHAPMAN The Polar Bear, Blast First Petite 2015 8/10
MICHAEL CHAPMAN Window, Harvest 1971/Light in the Attic 2015 7/10
STEVE GUNN & THE BLACK TWIG PICKERS Seasonal Hire, Thrill Jockey 2015 7/10
MARK KNOPFLER Tracker, Virgin 2015 4/10
RÓŻNI WYKONAWCY Imaginational Anthem Vol. 7, Tompkins Square 2015 7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Pozwolę sobie uzupełnić wywiadami, chyba jedynymi w polskich źródłach:
    Steve Gunn: http://www.popupmusic.pl/no/36/artykuly/454/steve-gunn-wywiad
    Michael Chapman: http://www.popupmusic.pl/no/39/artykuly/500/michael-chapman-wywiad

    Nowa płyta Chapmana fajna, ale w tym cyklu „eksperymentalnym” w Blast First Petite ciekawsze są moim zdaniem poprzednie dwie, pod wieloma względami dla niego przełomowe i bardziej spójne wewnętrznie. Utwór z Thurstonem został zarejestrowany na żywo na jednym z koncertów, gdzie panowie najpierw grali koncerty solowe a potem razem wariację na temat „The Resurrection and Revenge of the Clayton Peacock” czyli pierwszej płyty we wspomnianym cyklu. To były wspaniałe koncerty

  2. @PopUp –> Jedynymi najwyraźniej, zresztą poza PopUpem chyba mało kto się przejmuje tym gitarowym środowiskiem w Polsce… a szkoda. W sumie tego Chapmana na PopUpie sam nie zauważyłem, dzięki!

  3. Oj, ten Chapman to nuda niemożebna. Ciekawszy jest ten Gunn.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Bartek Chaciński: a propos improwizujacych gitarzystow – od pewnego czasu probuje przypomniec sobie i namierzyc jednego z prezentowanych przez Ciebie gitarzystow improwizujacych. chyba w audycji z red H. i chyba w PR3. z tropow wyrazniejszych pamietam, ze bylo to cos blisko free improv, solo i gitara akustyczna – co samo w sobie jest raczej dosc rzadkie. ogolnie taka dosc gesta i intensywna rzecz. dobrych pare lat temu… jakies podpowiedzi moze? 🙂

  6. @dlugi –> Swego czasu sporo miejsca w HCH zajmowali Jack Rose i Vic Chesnutt, okazje były przykre (obaj zmarli w 2009 r.), ale – o ile dobrze pamiętam – albo był to wspólny monograficzny program, albo dwa oddzielne. Z opisu wynika raczej ten drugi. Choć mógłby to być również Bill Orcutt, którego też graliśmy – tu już free pełną gębą.

  7. Ale piszę się o gitarowym graniu z okolic avant-folku :-). Proszę, oto kilka świeżych i ciekawych propozycji:

    1. Glover/Perreault (kaseta): http://www.nowamuzyka.pl/2015/03/07/gloverperreault-freight-1110-through-greensboro/

    2. Andrew Weathers (kaseta): http://polyphonia.pl/2015/03/andrew-weathers-littlefield/

    3. Blaze Foley (reedycja): http://polyphonia.pl/2015/02/blaze-foley-sittin-by-the-road/

    4. Michael Feuerstack: http://polyphonia.pl/2015/02/michael-feuerstack-the-forgettable-truth/

  8. @Bartek Chaciński: dzięki za odpowiedź i za tropy. Vica znam z jego kilku płyt i raczej go mam zakodowanego jako singer-songwriter w okolicach folu i amerykany, miał też fazę improwizacyjną? Za to Jacka Rose’a nie znałem – fajny, szczególnie wczesna płyta Raag Manifesto. A Bill Orcutt to już totalne fajne znalezisko dla mnie. Gość jest kompletnym wariatem (w pozytywnym sensie oczywiście), gitarową eksplozją. I ten spontan w nagraniach z sypialni – większość pierwszej płyty na przesterze, pewnie z powodu zbyt dużej czułości mikrofonu, dzwoniący telefon w tle… no i te jego mimowolne zaśpiewy, okrzyki nie zawsze super trafiające w dźwięk. Bardzo mi to podchodzi – dzięki wielkie. Ale, ale… ten poszukiwany przeze mnie to chyba jednak, żaden z nich… 🙂 W stosunku do nich tamten był jeszcze bardziej w dziedzinie free improv, trochę mniej materiały melodycznego, a więcej poszerzonych technik gry. Podobna wybuchowość, ale też chyba większa precyzja.

css.php