Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

5.01.2012
czwartek

3×11 światowych płyt roku 2011

5 stycznia 2012, czwartek,

Pewnie mało kto już śledzi jakiekolwiek podsumowania. To na pewno przeciągnęło się stanowczo zbyt długo, ale zapewniam, że to już finał. Od poniedziałku Polifonia zaczyna normalną, bieżącą działalność (na początek uzupełniając jeszcze pewne zeszłoroczne braki). Poniżej 33 płyty roku ze świata, podobnie jak przed rokiem, ale tym razem podzielone na trzy kategorie. Nie tylko dlatego, żeby wyszło po jedenaście. Po prostu było w czym wybierać, a przy tym moja prywatna roczna czołówka dość mocno się zarysowała. W obrębie jedenastek kolejność alfabetyczna. 

– pierwsza jedenastka –

James Blake – James Blake (Atlas/Universal) blog nota
Bon Iver – Bon Iver, Bon Iver (4AD) blog
Clams Casino – Instrumentals (Type) blog 2
Fleet Foxes – Helplessness Blues (Sub Pop) nota
Fucked Up – David Comes To Life (Matador) blog
Grouper – A I A (Yellowelectric)
PJ Harvey – Let England Shake (Island) blog nota
John Maus – We Must Become the Pitiless Censors of Ourselves (Upset the Rhythm) blog 2 nota
Panda Bear – Tomboy (Paw Tracks) blog
Peaking Lights – 936 (Not Not Fun) blog
Matana Roberts – Coin Coin Chapter One: Gens de couleur libres (Constellation) blog

– druga jedenastka –

The Advisory Circle – As the Crow Flies (Ghost Box) blog 2
The Amazing – Gentle Stream (Subliminal Sounds) blog
Blanck Mass – Blanck Mass (Rock Action) blog 2
Ursula Bogner – Sonne = Blackbox (Faitiche) blog
Byetone – Symeta (Raster-Noton) blog
Leyland Kirby – Intrigue & Stuff vol. 1 (HAFTW) blog 2
Low – C’mon (Sub Pop) blog
Peter Evans Quintet – Ghosts (More Is More)
Roll the Dice – In Dust (The Leaf Label) blog
Colin Stetson – New History Warfare vol. 2: Judges (Constellation) blog
Zomby – Dedication (4AD) blog 2 nota

– trzecia jedenastka –

Alessandro Bosetti – Royals (Monotype) blog
Kate Bush – 50 Words for Snow (Fish People) blog
The Caretaker – The Empty Bliss Beyond This World (HAFTW) blog
Michael Chapman – Trainsong: Guitar Compositions 1967-2010 (Tompkins Square)
Destroyer – Kaputt (Merge) blog
The Field – Looping State of Mind (Kompakt) blog
Oneohtrix Point Never – Replica (Mexican Summer) blog
Pimmon – The Oansome Orbit (Room40)
The Psychic Paramount – II (No Quarter)
Tuusanuuskat – Nääksää nää mun kyyneleet (Fonal) blog
Washed Out – Within and Without (Sub Pop) blog

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. O kurde, znane mi są tylko 4 nazwiska z tego zestawu. Płyty żadnej nie znam 🙂 Chyba się „wyautowałem” na całego z tego całego mainstreamu 🙂

  2. Pianie PJ Harvey wspominam niezbyt dobrze. Melorecytacje Lou Reeda – wprost przeciwnie. Za krzykami Matany Roberts natomiast tęsknię, tęsknię, na dobranoc sobie puszczę.

  3. @Rafał KOCHAN –> Jak dla Ciebie – Tuusanuuskat, Pimmon, Ursula Bogner i Matana Roberts na początek, może jeszcze The Psychic Paramount i Alessandro Bosetti. Słowo „mainstream” w tym kontekście jest dla mnie krzepiące 🙂

    @Krasnal Adamu –> Ale Harvey przynajmniej nie zatrudniła Metalliki 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bynajmniej Bartku, wbrew pozorom nie mam nic (albo prawie nic) przeciwko mainstreamowi. Nie zrozum mnie źle, jakobym gardził czy coś w tym stylu. Po prostu, doba ma tylko 24 godziny, a ja ledwo ogarniam to, co mnie szczególnie interesuje. Bardzo chetnie posłuchałbym taką HARVEY czy Rykardę PARASOLKĘ, ale kiedy mam do wyboru jeszcze 5 lub 6 płyt dziennie, a do tego bieżące słuchanie tego, co mam w swojej kolekcji, to siłą rzeczy „mainstream” odchodzi na drugi czy nawet trzeci plan. Nie mniej jednak uwazam takie zestawienia z dobry pomysł, stanowi to zawsze jakiś kierunkowskaz dla niewtajemniczonych (takich, jak ja) w poszukiwaniach ponad przeciętnych wydawnictw z kręgu nieco bardziej przystepnej muzyki.

  6. Ja bym dorzucił Kultur Shock, „Ministry of Kultur” (choć to pewnie zupełnie inna kategoria;-), „Bad As Me” Waitsa i „undun” The Roots. Ewentualnie jeszcze Wesseltoft Schwarz, „Duo”.

    Z drugiej strony, z powyższej listy słyszałem tylko „Let England Shake” (niezłe, choć na kolana mnie nie powaliło).

  7. gdzie War on drugs?

  8. Panie Bartku, prosze sie nie przejmowac niekochanego Kochana lapidarnym snobizmem: pewnie gdzies wyszperal niepublikowane nagrania Pidzamy Porno, ktorych namietnie slucha w domowym zaciszu, a potem obnosi sie z protekcjonalnoscia wobec „mainstreamu” 🙂
    Jeszcze tak przy okazji: radiowy konkurs „PŁYTY 2011” do kiedy bedzie trwac?

  9. I gdzie „Ravedeath, 1972”?

  10. Poza tym „Kaputt” i „Replicę” zdecydowanie ulokowałbym w pierwszej jedenastce. Podejrzewam, że Kate Bush też by się zmieściła. Fajnie, że Grouper umieściłeś w pierwszej jedenastce (chociaż spodziewałem się tego). Bon Iver, PJ Harvey i James Blake to dla mnie największe „przehajpy” w tym roku.

  11. Destroyer oczywiście, że do pierwszej 11stki! :)) Ponadto brakuje Tima Heckera i The Weeknd. Pozdr!

  12. Dziękuję Panie Bartku za Matanę Roberts. Znakomity album. Od siebie dodałbym pominięte w różnorodnych zestawieniach albumy:
    The Goat Rodeo Sessions z genialnym Chrisem Thile i Edgarem Meyerem
    The Claudia Quintet – What Is The Beautiful?
    Madeleine Peyroux – Standing on the Rooftop
    Dorzuciłbym jeszcze Tune Yards, Wilco, Man Man, Toma Waitsa, Eilen Jewell , Annę Calvi i debiutantów z Hot Head Show…

  13. Pierwsza myśl: ktoś tu nie przepada za Timem Heckerem i The Antlers 🙂 U mnie z pewnością obie płyty byłyby wysoko. W dalszej kolejności brakuje mi Gang Gang Dance (choć sam mam tu nieco mieszane odczucia) i St. Vincent. Dodam jeszcze pozycje, których się nie spodziewałem, bo praktycznie nich ich nie umieszcza, z niezrozumiałych dla mnie powodów (Seeefeel i Vladislav Delay Quartet). Oczywiście mógłbym dalej wymieniać płyty, które może nie na szczycie listy, ale z pewnością by u mnie były (na pewno Atlas Sound i HTRK). Pierwszą dziesiątkę znam, ale dalej już tylko ok. połowy, więc mam trochę płyt do sprawdzenia 🙂
    Przyzwyczaiłem się, że u nas polskie płyty i zagraniczne wymienia się osobno. Zastanawiam się, czy któraś z polskich płyt znalazłaby się na pańskiej wspólnej liście? U mnie z pewnością Jacaszek byłby bardzo wysoko, może nawet na szczycie.

  14. A gdzie nastepujace cuda:
    Tom Waits „Bad As Me”
    Tim Hecker „Ravedeath 1972”
    Current 93 „HoneySuckle Æons”
    Jacaszek „Glimmer”
    Jane’s Addiction „The Great Escape Artist”
    ?:)

    I kilka jeszcze innych. Ale z wieloma moimi typami sie Panska lista pokrywa.

  15. Cieszę się, że ktoś jeszcze zauważył Petera Evans i jego Duchy. Dodałbym jeszcze coś ze Skandynawii Aethenor i Slashgirl, a z Ameryki Starlicker (Double Demon). No i Tom Waits (miodzio!!!)

  16. Splashgirl oczywiście a i jeszcze Swedish Azz „Azz Appeal”

  17. @Mariusz Herma
    Wyraziłem swoje zdziwienie brakiem Tima Heckera, bo wydaje mi się, że Pan Bartek lubi taką muzykę. A to być może jego najlepszy album.

    Wrzucę swój top, jak go sobie w głowie poukładam.

  18. Atlas Sound?
    Wild Beasts?
    Anna Calvi?
    Kurt Ville?
    M83?
    Ladytron?

  19. Jasne, ale jeśli lubi, to tym bardziej nie przegapił Heckera przypadkiem. Polecam przy okazji:
    http://www.npr.org/blogs/monkeysee/2011/12/14/143699630/the-20-unhappiest-people-you-meet-in-the-comments-sections-of-year-end-lists
    Punkt 12 🙂

  20. Pojawiło się powyżej mnóstwo tytułów, które chętnie bym uwzględnił, gdyby lista była dłuższa. No i parę rzeczy, o których w ogóle nie pisałem. Sprawdzić wszystkie moje sądy i motywacje można idąc tropem linków, nie chcę się już odnosić do wszystkiego po kolei – co do Heckera, rzecz już tłumaczyłem. Warto posłuchać Pimmona zamiast TH moim zdaniem, jeśli ktoś nie zna. Choć zdumiewająco dobre były szkice do „Ravedeath” i ogólnie na pewno nie był to zły rok dla Kanadyjczyka. Dzięki za słowo dotyczące Matany. Choćby dla prezentacji jej albumu – i jeszcze kilku – prowadzenie tego bloga w 2011 miało dla mnie duży sens. 🙂
    A co do uwagi na temat hajpów – zaczynam mieć wrażenie, że najbardziej przehajpowaną rzeczą stają się powoli listy płyt na koniec roku. 😉 I poważnie myślę o jakiejś zmianie formuły takich podsumowań – bo że pomagają sobie zbudować hierarchie, ułożyć własne poglądy – to dla mnie jasne i bardzo pożyteczne… Zobaczymy.

  21. Panie Bartku, zastanawiam się co Pan sądzi o debiutanckim self-titled albumie jednoosobowego projektu Giles Corey. Płyta plasuje się m/w na 100 pozycji w rankingu rateyourmusic, z drugiej strony jest omijana szerokim łukiem w zestawieniach rocznych różnych mainstreamowych serwisów z tzw. muzyką niezależną. Osobiście uważam „Giles Corey” za wyśmienity, najlepszy i debiut i w ogóle album 2011 roku. Wprawdzie bardzo smutny w swoim wydźwięku, jednak jednocześnie bardzo różnorodny; od sadcore’u do indie rocka, od folku do ambientu, od alt-country do gospelu. Do płyty dołączona jest książka, która ukazuje kulisy powstania dzieła – miało być listem samobójczym – materiał częściej jednak jawi się jako ciepły i przyjazny niż płaczliwy i smętny. W każdym razie polecam serdecznie, szkoda, że umknął uwadze. Pozdrawiam

  22. @radek –> Wstyd się przyznać, ale nie znam tej płyty – widzę, że oceniana jest naprawdę wysoko i dużo wskazuje na to, że mogłaby mi sie spodobać, czy to wyszło tylko na CD-R? Jaka to wytwórnia? Serdecznie pozdrawiam i dziękuję.

  23. A mi się bardzo podoba White Denim – D. Szkoda, że jakoś tak niezbyt znana rzecz.

  24. Dziękuję za Matanę Roberts.
    Matana przybędzie na XXI Warsaw Summer Jazz Days! 🙂
    Pozdrowienia!

  25. No będzie, ale z brytyjskim kwartetem, więc być może nie usłyszymy Coin Coin, ale być może coś usłyszymy, w tym z kolejnych części. To przy okazji przypomnę wywiad, który z nią przeprowadziłem w październiku http://www.popupmusic.pl/no/33/artykuly/396/matana-roberts–wywiad

  26. @Bartek – wygląda na to, że album wyszedł tylko jako CD-R, poza tym nacisk jest położony na książkę. Zdaje się, że tego typu zabieg jest częścią ideologii wydawnictwa Enemies List, które stawia na lo-fi home recording. Jak można przeczytać na ich stronie Enemies List „…is predicated on the belief that the music industry is dying, that it should die, and that we should be the ones to kill it” :). Albumy Have A Nice Life (w którym udziela się Dan Barrett, który stoi za projektem Giles Corey) były wydawane na kasetach, vinylach i CD-Rach. Tak czy inaczej, zawsze można wypróbować przed zakupem, album wisi gdzieś na mediafire. Pozdrawiam

css.php