Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

17.10.2020
sobota

AI-techre [podsumowanie tygodnia]

17 października 2020, sobota,

Lubicie zwroty akcji? Najbardziej przebojowy utwór w stylu Autechre (choć po prawdzie bliżej Squarepushera i Venetian Snares) nagrał właśnie John Frusciante jako wspomnienie swojego kota. Cały album Maya zapowiedziany na przyszły piątek ma być poświęcony kotce gitarzysty RHChP, a wyda go Planet Mu. Dziwny rok mamy, ale też Frusciante lubi – jak wiemy, a koledzy z zespołu wiedzą lepiej – różne zwroty akcji. Nie chciałbym oczywiście, by przy sobocie ktoś mnie skreślał z listy swoich lektur, ale nie zdziwię się szczególnie, jeśli za tydzień uznam Johna Frusciante za bardziej satysfakcjonującego producenta roku 2020 niż duet Autechre. A już dziś mogę go uznać – na podstawie krótkiej próbki – za twórcę bardziej pobudzającego, choć zarazem pewnie bardziej topornego. Ale nie uprzedzajmy faktów. 

W poniedziałek pisałem o Kelnerze, bo nie bardzo wiem, o kim innym miałbym pisać. Nowa płyta Moor Mother, choć bardzo udana, zeszła trochę na dalszy plan. 

We wtorek było o programie „Kultura w sieci”, którym ministerstwo kultury w sumie jednak celnie przewidziało, że jesieni nie będziemy spędzać na powietrzu. Świetny duetowy materiał MIR wydawał mi się niezbędnym uzupełnieniem. 

W środę nie było nic na blogu, ale w papierowej POLITYCE wyszła moja recenzja pana Macieja Maleńczuka, który coraz ładniej gra na gitarze (w każdym razie lepiej niż na saksofonie), lepiej pisze, ale mam wrażenie, że nie opowiedział czegoś, czego byśmy nie wiedzieli. 

W czwartek pisałem o Beverlym Glennie-Copelandzie, czyli przemiłym starszym panu, który momentami pisał na pograniczu kiczu, ale którego twórczość po latach daje ukojenie, a głos robi wrażenie kilku różnych głosów. W Nocnej Strefie z red. JH graliśmy przez dwie godziny gnawę w związku z premierą archiwaliów Maalema Mahmouda Gani.  

W piątek świętowałem początek weekendu, dołując się przy apokaliptycznym, ale bardzo dobrze zagranym i zaaranżowanym bluesie Hugo Race’a. A ponieważ wspominałem nowe Autechre, należy ten wątek skończyć. 

Płyta Sign okładkę ma piękną, ale muzycznie w całości jest średnia. To album brzmieniowo odurzający, ale momentami nudny i zagubiony w kosmosie możliwości, jakie daje dzisiejsze instrumentarium. Nie byłem wielkim fanem Oversteps, a tutaj mamy powrót do tamtego świata brzmieniowego i rytmicznego. Utwory mają niezbyt wysokie tempo – i ten refleksyjny, niespieszny charakter akurat wadą nie jest. Za najwybitniejsze  momenty na płycie – w końcu nawet w gorszej formie Autechre to mistrzowie gatunku – uważam końcowy r cazt, mroczny si00, no i przede wszystkim Metaz form8 – nagranie piękne, atrakcyjne, ba, nawet dość łatwe. Nie czuję tej wielkiej emocjonalności, którą widzą w tym utworze inni, ale z pewnością jest to świetny materiał na muzykę żałobną na pogrzeb cywilizacji. 

Ekscytuje też esc desc, choć tu już się przyda mocna kawa, bo koniec tygodnia nie rozpieszczał wysokim ciśnieniem. Są jednak dużo słabsze fragmenty i byłoby brakiem szacunku rozpieszczać Autechre za nazwę i świetny dorobek. Goniący w piętkę F7 oparty jest na efektownych rozstrojeniach, które po minucie przestają intrygować. Albo – co dużo gorsze – nudziarskie sch.mefd 2 i wręcz słabiutkie jak na Autechre gr4. Czy te utwory na pewno zafascynowałyby słuchaczy w ślepym teście, gdyby ktoś im schował charakterystyczną, zaprojektowaną przez Designers Republic okładkę?

Byłem już zmęczony tymi wszystkimi powtórkami i archiwaliami, jakie proponował duet swoim słuchaczom, ale na serii elseq i sesji dla NTS były utwory wybitne. Albo przynajmniej te gigantyczne zestawy świetnie mydliły oczy. Gdy dostajemy coś, co da się ogarnąć, przesłuchać od początku do końca, skonfrontować świetne i miałkie pomysły (nawet w tym materiale słychać oczywiście umiejętności improwizatorskie duetu), łatwiej o precyzyjny werdykt. To impro na Sign brzmi trochę za bardzo jak muzyka generatywna. Od lat słucham i podziwiam futurystyczne przedsięwzięcia panów Roba i Seana, ale po raz pierwszy miałem tu – podkreślam: tylko miejscami – wrażenie, że brzmią trochę jak niedzisiejsi muzycy zagubieni w technologii. 

AUTECHRE Sign, Warp 2020, 6/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. OK, Autechre od kilkunastu lat nie zaskakuje, ale te kawałki Frusciante na bandcampie, nie wiem, może się za mało wsłuchiwałem, tam nic nie ma co mówi „made in 2020”. To nie tyle – jak piszą – inspiracja, a dosłownie ćwierćwieczny kotlet, na dodatek przyrządzony z samych składników z epoki.

css.php