Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

21.08.2019
środa

Zmieszany, ale nie wstrząśnięty

21 sierpnia 2019, środa,

Żyjemy bardziej w galaktyce Sleater-Kinney niż kiedykolwiek dotąd. Mam na myśli bardziej klimat społeczny niż muzyczny, choć i tu sytuacja się zmienia, bo brzmieniowo album The Center Won’t Hold jest wyraźnie inny niż poprzednie. Jedno, co przetrwało w postaci niezmiennej i ma się dobrze, to klasa tych tekstów przypiętych do zwrotkowych i refrenowych melodii. Dlatego z tym ruszę od razu, sięgając po utwór przebojowy, choć niezbyt lubiany przez fanów tej grupy z długą historią sięgającą czasów feministycznego ruchu riot grrrl, który kiedyś S-K odświeżyły. Czyli po Can I Go Now. Początek tego opisującego naszą ucyfrowioną rzeczywistość obrazka pewnie kojarzą wszyscy słuchacze nowej płyty: Everyone I know is tired / But everyone I know is wired. Ale dalej jest lepiej.

Chodzi o ten opis ekonomii emocji czasów serwisów społecznościowych, wyjątkowo zręczny i kompaktowy:

Everyone I know is funny
But jokes don’t make us money
Sell our rage, buy and trade
But we still cry for free every day

Jednocześnie ten pociągający lirycznie moment może być też ciężką próbą dla punkującej publiki zespołu kierowanego przez Carrie Brownstein i Corin Tucker. Bo Can I Go Now mogłoby nagrać rozkochane w dyskotece Arcade Fire, albo współczesna wersja Blondie (i brzmi trochę jak utwory St Vincent, ale o tym za moment). Surowa energia, jakiej na płytach S-K nie brakowało, została mocno powściągnięta studyjną produkcją, brzmienie jest wygładzone – niby staroświeckie, ale z innej bajki. Podobnie jest w Reach Out (tu wychodzi z tego trochę nudziarstwo i coś paradoksalnie bardziej staroświeckiego niż na poprzednim albumie grupy) i Love. The Future Is Here brzmi jak utwór nie tylko zupełnie innej grupy, ale też pochodzący z zupełnie innego środowiska. Podobnie złożony z samego, za to bardzo przebojowego, refrenu The Dog/The Body, no i finałowa ballada Broken. To syntetyczne pianino nie sygnalizuje raczej kolejnego zjadliwie ironicznego tekstu – tutaj ton się zmienia, emocjonalna opowieść o #MeToo w amerykańskim senacie jest poważna. Z drugiej strony – studio stało się realną areną działań dla amerykańskiej grupy. Dlatego pewnie The Center… wzbudza takie kontrowersje – głosy oburzenia wydają mi są przesadzone, o zdradę ideałów po ćwierć wieku nigdy bym tych pań nie oskarżał, ale sam reaguję na płytę z pewnym, może podświadomym niepokojem: skoro jest tak świetnie, to czemu nie bierze, choćby teoretycznie powinno brać?

Powodem tych dobrych/złych zmian jest nowa postać na ważnym stanowisku – producentką albumu została Annie Clark, czyli St Vincent, która zaczęła nie tyko modelować brzmienie, ale też bawić się fragmentami kompozycji jak puzzlami, szczególnie mocno koncentrując się na urozmaicaniu, ale też układaniu, w swoim stylu, partii gitarowych. Efekt jest ryzykowny – to płyta, która w „Billboardzie” może zawędrować jeszcze wyżej (poprzednia była na 18. miejscu), ale zarazem już dziś zraża do siebie dotychczasowych fanów. Przypomnę tylko delikatnie za własną recenzją, że na poprzedniej płycie – znakomitej, choć odtwarzającej stare brzmienie zespołu No Cities to Love – śpiewały, że jedyny efekt sławy to przeciętność. A kawałek swojego stylu trzeba tu było złożyć na ołtarzu. Sam mam mieszane uczucia – coś zyskujemy, coś tracimy, choć to pierwsze dotyczy raczej. Efektem dodatkowym, raczej niezamierzonym i niezbyt fortunnym – to w końcu perkusistka, której przyjście do grupy w okresie Dig Me Out zaczęło jej najlepszy okres – okazało się odejście od zespołu Janet Weiss. Teraz to bardziej duet, albo swoiste 2+1, wliczając Clark.

Dwie informacje na koniec. Dobra i zła. Ta miła – Kim Gordon zapowiedziała nową płytę, autorską i zupełnie solową, na połowę października. Ta gorsza – Janet Weiss, do niedawna perkusistka Sleater-Kinney, miała wypadek samochodowy. Groźny do tego stopnia, że cieszy się, że żyje. Ale koncerty swoich grup Quasi i Slang musiała odwołać. No i żal jednak tego stabilnego kobiecego tria w S-K. Dwie gitary po bokach i perkusja w centrum. Nie wiem, na jakim etapie pracy wymyśliły tytuł The Center Won’t Hold, ale niestety zyskał drugie znaczenie.

SLEATER-KINNEY The Center Won’t Hold, Mom + Pop 2019, 6-7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php