Elton czy nie on? Gdzie zmyślenie w „Rocketmanie”?

Jutro do kin wchodzi Rocketman, czyli film o Eltonie Johnie, który – choć jest musicalem, a może właśnie dlatego – mniej drażni w biograficznych rozbieżnościach niż Bohemian Rhapsody. Piszę o tym obszerniej w nowym wydaniu „Polityki”, ale na blog postanowiłem zostawić same konkrety związane z rozbieżnościami. Oto 10 podstawowych różnic między filmem a rzeczywistością niezwykłego życia tego fenomenalnego autora piosenek. Tekst zawiera spojlery, bardzo niewielkie, ale jednak ostrzegam. Wzruszenia przy piosenkach Your Song czy Rocket Man gwarantowane bez względu na to.

1. Elton John poszedł na odwyk – który jest tu osią fabularną – dopiero w roku 1990. Autorzy Rocketmana wyraźnie sugerują, że nastąpiło to w okolicach powrotu na rynek z przebojem I’m Still Standing, a właściwie nawet wcześniej, co jest dość dużym zaburzeniem chronologii – większym nawet niż ten przesunięty w czasie wątek AIDS w życiu Freddiego Mercury’ego w Bohemian Rhapsody. Łatwo to zrozumieć – trzeba było poddać dużą część życia artysty potwornej kompresji, żeby dopowiedzieć osobisty dramat. Poza tym decyzja rozegrania w filmie klipu I’m Still Standing, na którym wychowało się całe pokolenie – na długo przed ostrzeżeniami przed „promocja LGBT”, hi hi – wydaje się jedynie słusznym wyborem. Także ze względów sentymentalnych. Nic więcej nie dopowiadam, bo to byłby już duży spojler. [oryginalne wideo I’m Still Standing właśnie zostało – co ciekawe – usunięte z YouTube, już po publikacji tego wpisu]

2. Zaangażowanie społeczne i polityczne to nie był pomysł, który zaświtał w głowie artysty po wyjściu z kliniki. Przeciwnie. Sami byliśmy świadkami tego, jak Elton John przyjechał do Gdańska, kiedy mało kto ze światowych gwiazd muzyki się do nas fatygował, a w dodatku zdołał zaaranżować prywatne spotkanie z Lechem Wałęsą. Publiczność w Gdańsku witał (Wałęsa dostał bilet i był na koncercie, ale podobno show nie przypadł mu zbytnio do gustu: Stroje Eltona niezbyt mu się podobały i mówił, że muzyka była za głośna – mówił jego syn w wywiadzie dla „Dużego Formatu”) gestem Solidarności. Jak nieźle wiadomo, i później odnosił się do wątków polskiej polityki, choć już raczej tych związanych z uprzedzeniami w stosunku do społeczności gejowskiej. Choć oczywiście więcej uwagi poświęcał Rosji, która dziś Rocketmana raczyła ocenzurować.

3. Oczywiście „John” w przybranym nazwisku Eltona Johna nie wzięło się od Lennona. Film to tylko sugeruje (spryciarze), ale w sposób tak mocny, że wypada dorzucić parę słów na ten temat. Reginald Dwight (prawdziwe nazwisko autora Your Song) swój pseudonim skleił z nazwisk dwóch kolegów, których poznał na etapie działalności pod szyldem Bluesology. Po pierwsze, saksofonisty Eltona Deana, późniejszego członka grupy Soft Machine. Po drugie, Long Johna Baldry’ego, jednego z pierwszych bluesowych wokalistów tego pokolenia na Wyspach, kumpla muzyków The Rolling Stones, zaczynającego w zespole Alexisa Kornera. Co więcej, Baldry – dziś zapomniany – miał hit na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów (Let the Heartaches Begin) już w 1967 roku – na długo zanim Elton John mógł o tym pomarzyć. Na stronie B singla znalazła się piosenka napisana przez Eltona.

4. Stosunki Eltona Johna z ojcem nie były w rzeczywistości aż tak złe, jak przedstawia je film. Ojciec grał na trąbce, nie tylko słuchał płyt, mieli z synem wspólne tematy. Trzeba jednak było z czegoś wykrzesać dramat. Jakieś niezrozumienie, odklejenie syna od świata ojca – trochę jak w Billym Elliotcie, który jest kluczem do zrozumienia Rocketmana. Głośna i nagradzana opowieść o 11-latku z górniczej rodziny, który chce być tancerzem baletowym nakręcona przez Stephena Daldry’ego została później zamieniona w musical – z utworami napisanymi właśnie przez Eltona Johna. Ten z kolei, jako executive producer własnej filmowej historii, ściągnął do współpracy Lee Halla (autora scenariusza do Billy’ego Elliotta) i odtwórcę głównej roli w tamtym filmie, Jamiego Bella, który tu zagrał postać Berniego Taupina, stałego – od półwiecza – autora tekstów do piosenek Eltona Johna. Przypadek? Nie sądzę.

5. Elton John znosił narkotyki i alkohol lepiej niż stara się to zademonstrować Taron Egerton w filmie. Rod Stewart, który też nadużywał, w swojej barwnej autobiografii (Rod. Autobiografia w przekładzie Reginy Mościckiej) pisze wprost: Podziwiałem go również za to, że zarówno w spożyciu alkoholu, jak i narkotyków bił mnie na głowę. Chodzi mu przede wszystkim o to, że po długich imprezach kończących się nad ranem Elton John sam budził swoich gości, by im zorganizować dzień. Wstawaj, skarbie, idziemy na mecz! – mówił. Swoją drogą pasja piłkarska Eltona Johna została dość skrzętnie pominięta przez twórców filmu. To element wypreparowywania ojca z życia młodego Eltona. To ojciec wyciągał go na mecze, ale pokazanie tego zrobiłoby z ojca postać zapewne zbyt, jak na musical, złożoną.

6. Film momentami odwraca znaczenie piosenek Eltona Johna. Ale robi to w sposób budzący szacunek. W rzeczywistości Bernie Taupin pisał niemal cały czas teksty będące gdzieś „obok” tego, co się działo w życiu Eltona. Pracowali zresztą w dużej mierze korespondencyjnie i są tak różni, jak film to pokazuje. Nie ma powodów, by sądzić, że Your Song to piosenka, która odnosi się do „przyjacielskiej” miłości między Taupinem a Johnem. Nie ma też powodów, by uważać Rocket Mana za utwór odnoszący się do ówczesnego stylu życia Eltona, który na etapie tworzenia tej piosenki nie był jeszcze aż tak wybuchowy jak to pokazuje musical. Prędzej już była to próba podjęcia wyzwania i skomponowania równie dobrej piosenki na podobny temat co Space Oddity Bowiego (i jeszcze nagrania jej z tym samym producentem, Gusem Dungeonem). Owszem, Taupin i John napisali piosenki, które uważa się za osobiste i najbliższe autobiografii – zebrane są na płycie Captain Fantastic and the Brown Dirt Cowboy. Zgadnijcie, ile z nich znalazło się w filmie? Co ciekawe, nie znalazł się w filmie także wątek pierwszej próby samobójczej Eltona, do której nawiązywał utwór Someone Saved My Life Tonight.

7. Elton John nie unosił się w powietrzu na koncercie w klubie Troubadour. Żartuję. Trudno się czepiać. Tego nawet nie ma sensu analizować. Wiadomo, że cała Kalifornia w tym czasie lewitowała w mniejszym lub większym stopniu, a to jest musical. Skądinąd w sieci można już znaleźć mnóstwo analiz tej sceny i samego wątku wizyty w Los Angeles, który oczywiście mocno kompresuje wczesny amerykański epizod kariery Eltona Johna. Ważne, że wszystko gra tu pod względem fabularnym. Troubadour był ważnym miejscem, kluczowym w karierze Eltona. A klub ciągle działa.

8. Małżeństwo Eltona z Renate Blauel spotkało się z większym zdziwieniem środowiska muzycznego niż to prezentuje film. Bo też homoseksualizm artysty był wtedy powszechnie znaną tajemnicą. Zajrzyjmy raz jeszcze do autobiografii Roda Stewarta:
W 1984 roku zadzwonił do mnie i powiedział:
Ożeniłem się, skarbie. Z kobietą.
Jedyny komentarz, na jaki wtedy mogłem się zdobyć, brzmiał:
Co to, kurwa, ma znaczyć?
(…)
Po prostu pomyślałem sobie, skarbie, że tak należy postąpić – powiedział mi wtedy.
A co zrobisz, gdy dojdzie do uprawiania seksu? – zapytałem.
Żaden problem, przywiążę sobie do niego patyki od lizaków.

9. Temat życia seksualnego Eltona Johna pojawił się w mediach wcześniej i był powodem większych utrapień niż to film sugeruje. Czyli trochę jak z Bohemian Rhapsody (odnoszę się do tego filmu, ale wiadomo: nie sposób tego uniknąć, choćby dlatego, że reżyser ten sam, a historia w wielu miejscach się zazębia – choćby przy okazji postaci menedżera Johna Reida). Nawet show biznes nie był przygotowany na coming outy, w szczególności ten brytyjski. Gdy Elton przyznał się, że jest biseksualistą – pod koniec lat 70. – popsuło mu to trochę relacji z fanami w USA. A wszystkie te reakcje na osobę Eltona Johna w świecie fanów futbolu (był właścicielem klubu Watford) w Wielkiej Brytanii łatwo sobie wyobrazić, mając w pamięci hasła pojawiające się na polskich stadionach. Kibole sąsiedniego West Bromwich śpiewali: Don’t sit down, when Elton’s around/Or you’ll get a penis up your arse. Darujmy sobie tłumaczenie. Trochę łatwiej zrozumieć to zdenerwowanie, jeśli wspomnimy, że dzięki wsparciu udzielanemu przez Eltona piłkarze Watford wywalczyli drugie miejsce (za Liverpoolem, przed Manchester United) w lidze angielskiej w sezonie 1982-83.

10. Hej, prawdziwy Elton John jest jednak lepszym wokalistą! Bez względu na wokalne wysiłki Egertona soundtrack do Rocketmana wypada blado w porównaniu z oryginalnymi wersjami piosenek. Co najbardziej mnie rozbawiło: Jamie Hall w roli Berniego Taupina – śpiewający tu przez moment, tak jak to różne postaci w musicalach – okazuje się ciekawszym wokalistą. Nie należy się jednak przejmować sceną w siedzibie Liberty Records, kiedy to filmowi producenci proponują Taupinowi, żeby śpiewał. O czymś takim nigdy nie było mowy. Ani przez moment. I pewnie dobrze, bo dziś nie mielibyśmy powodu do rozmowy.