Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

4.04.2018
środa

Uwaga, wrogowie narodu

4 kwietnia 2018, środa,

W jednym z tygodników na sześciu kolumnach prawicowi publicyści drą szaty nad antyklerykalizmem lewicy. Strasznie to jest nieporadne i okropnie amatorskie, żeby w XXI wieku przypomnieć sobie o tym, że lewica bywa antyklerykalna. A przy tym dość zabawne wydaje mi się, gdy znany prawicowy publicysta uznaje, że antykościelne hasła feministyczne są nieporównanie większym zagrożeniem niż wewnątrzkościelne życzenia śmierci kierowane do papieża Franciszka. I myślę, że właśnie koleżankom i kolegom z prasy katolicko-liberalnej warto podesłać najnowszy wspólny winyl – tzw. split – Marszałka (znanego też jako Marszałka Pizdudskiego) i Siksy. Tak, tak, drodzy państwo, te punkowe zespoły jarocińskie, które potem budowały konserwatywny liberalizm w Polsce albo zasilały orkiestry oazowe, to nie był szczyt punkowości. A żeby zmierzyć temperaturę społeczną, nie wystarczy na TVN-ie obejrzeć co ostrzejsze hasła z manifestacji. Tutaj sam powinienem pewnie wywiesić tabliczkę, że dla dorosłych – i idźmy dalej.

Szczeciński Marszałek, od dawna działający „one man band” – co wymaga pewnej zręczności, a co zarazem ciekawie przekłada się na kreatywność – to zarazem jednoosobowa muzyczna gazeta, dość buntownicza i momentami wulgarna. Zaczyna dość ostro, od małżeństwa Terlikowskich i ich sławnego już opisu zgodnej z nauką kościoła sztuki kochania z (to już ujęcie Marszałka) niekończeniem w buzi – sam z pewnym niedowierzaniem wspominam te wyznania. Małgorzata i Tomasz, katocelebryci, Kundelek.pl ku chwale Chrystusa / Opowiem czytelnikom, gdzie się mój mąż spuszcza, jak mu ciągnę druta – rzecz robi dość rynsztokowe wrażenie, ale zaskakujące jest to, jak blisko – oddalone ledwie o karykaturalny i brzydki sposób, w jaki zostało opowiedziane – jest rzeczywistości. Można tego nie akceptować, ale punk od zawsze uprawia publicystykę i raczej oszpeca niż uładza rzeczywistość.

No i jak punk, to punk. Dalej Marszałek dokłada dość równo wszystkim (wiem skądinąd, że tak ma od dawna: na pierwszej płycie Marszałka sam znalazłem się w tekście – przyjąłem uwagę bez protestu, rzecz była nawet celna, choć słabsza w całości niż ta nowa płyta). Klasie średniej, miłośnikom rzymskiego salutu, rodzicom tresującym dzieci na lekarzy z prywatną praktyką. Ważniakom popędzającym kasjerki w spożywczaku (z tym tekstem identyfikuję się bardzo). A nawet grupie „niezadowolonych”, którzy w ramach wyborczego buntu zagłosowali na Kukiza: Je*ać taki radykalizm (Kukiz się nie ucieszy z dalszych partii tekstu). Jest też o lekarzach na rezydenturze (Te wszystkie szpitale to jest hodowla frustratów). I ogólniej – o fikcji powszechnego dostępu do opieki zdrowotnej: Je*ać biedę, masz hajs – to cię leczę, nie masz – to wypad do kolejki, możesz sobie w guza wsadzić te swoje składki. Brzydkie, ale celne.

Zagęszczenie problemów jest spore, numery krótkie, a forma Marszałka zwyżkuje, może dlatego, że jeśli się wsłuchać, to jest w tej jego gazecie brukowej trochę dystansu do rzeczywistości. To główna różnica między stronami tego wydawnictwa. Głośna po zeszłorocznych koncertach Siksa jest już bardziej sieriozna i stylistycznie zupełnie inna. W Patriotyzmie jutra jest już bardziej instalacją artystyczną – czyli nadaje się do pokazania w galerii. Agresja prawie jak u wczesnego BNNT, choć jednak w bardziej siermiężnym wykonaniu, a do tego ni to kolaż, ni reportaż dźwiękowy: fragmenty utworów punkowych, kazań kościelnych, jakichś potwornych cytatów z telewizji, przemówień Kaczyńskiego czy Macierewicza, urywki koncertu Siksy, dialogi maltretowanej kobiety i jej brutalnego partnera. Ekspresyjne bardzo, poszarpane po punkowemu, ale sprzedane trochę na modłę industrialno-punkową, choć oczywiście mało w tej materii szokuje 40 lat po Throbbing Gristle. Szokuje samo nagromadzenie treści pokazujących stosunek do kobiet w Polsce i naszą narodową misję nawracania świata. I to, co nie byłoby problemem dla reportażu, jest pewnym problemem dla muzyki – przy drugim razie, kiedy już wiadomo, co utwór zawiera, razi jakby mniej. Jeśli już chodzi o wartość związaną z powtarzaniem, równą albo i większą mają moim zdaniem field recordingi z czarnego piątku (choćby ten, ostatnio przeze mnie linkowany).

Staram się szczerze i trzeźwo oceniać ten materiał, bo podejrzewam że jego autorzy nie żyją w jakimś kokonie pochlebców, którzy im wmawiają, że grają i śpiewają na poziomie technicznym wymiataczy z talent showów. Tak oczywiście nie jest, prawdę mówiąc jest bardzo źle, ale przynajmniej wiadomo, że tak miało być. A autorzy nie zażądają ode mnie przynajmniej jakichś absurdalnych przeprosin, jak Rafał Brzozowski od Interii (trzeba to skądinąd powtarzać jak mantrę: zgadzam się z ogólną oceną twórczości Rafała Brzozowskiego, którą zaproponował autor recenzji na Interii). Nie wiem, czy taki rodzaj prowokacji pomaga sprawie, bo jako wypowiedź bardzo emocjonalna i mniej niż u Marszałka zdystansowana będzie teraz wyśmiewana lub bagatelizowana. Ale coś to też – podobnie jak strona A płyty – o stanie ducha lewicy mówi. Poza tym jeśli Siksa ma się karmić prowokacją, to dopiero jakieś gwałtowne reakcje na jej muzykę mogą zjawisko wykarmić.

Z obiema propozycjami łatwiej mi się zgodzić ideologicznie niż estetycznie. A potrafię sobie wyobrazić analogiczną do kolażu Siksy opowieść z tekstami opowiadającymi – odwrotnie – sfabrykowane historie z wymyślonych no-go zones w krajach skandynawskich albo ogniste hymny antyaborcyjne, cytującymi Tomasza Lisa czy działaczki kobiece. Choć oczywiście ze względu na wyższe prawdopodobieństwo dofinansowania z programów w rodzaju „patriotyzm jutra”, jeśli już się takie treści pojawią, to prędzej już się to wydarzy w drogim show w telewizji niż w undergroundzie, dokąd wróciła lewica. A może się mylę i telewizja publiczna zaprosi zaraz autorów tego splitu do programu śniadaniowego?

No właśnie. Biorąc pod uwagę cały ten jad, który siał przez parę lat prawicowy trolling, musiało to wszystko zaowocować czymś takim i jakkolwiek nie będę sobie tego w całości puszczał na ripicie, jest to po prostu radykalna reakcja na radykalizmy. Najzabawniejsze – rzucam tu koło ratunkowe kolegom z prawicy – jest to, ze Marszałek i Siksa robią dokładnie to, co postuluje polska prawica: pozbawiają muzykę politycznej poprawności. Tylko autorom postulatów o niepoprawności nie będzie się to podobać.

SIKSA + MARSZAŁEK Patriotyzm jutra, Pasażer/Melina Crew 2018, Siksa: 5/10 i Marszałek: 7/10, czyli 6/10, jeśli już musicie uśredniać

Nabyć to wydawnictwo można pod tym linkiem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. „Polszczyzna ma być tą muzyką,
    co w sercu nam gra od stuleci,
    a nie wysypiskiem na dziko,
    na którym bezkarnie się śmieci”
    Itd., itp („Polszczyzna”)

    Ten fragmencik wziąłem z „W Polskę idziemy” Młynarskiego. Piszę o tym, bo ta książka stała w MPiK-u obok „reklamowanej” przez pana parę wpisów wcześniej „Kill me..”, gdzie rynsztok pogania rynsztok. Młynarski ma na myśli hip-hop, ale to wszystko idzie w tym kierunku.
    Ja wybrałem jeszcze Młynarskiego…

  2. Młynarski powraca tu regularnie. I nigdy za często. 🙂

css.php