Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

5.02.2014
środa

Mainstreaming ćpuna i pedała, czyli setka Burroughsa

5 lutego 2014, środa,

Mało brakowało, bym się spóźnił na setną rocznicę urodzin jednego z moich ulubionych ludzi kultury (nie widać?) Williama S. Burroughsa. Właściwie to nawet się spóźniłem, ale zważywszy na to, że urodził się 5 lutego 1914 roku w St. Louis w Stanach Zjednoczonych, a tam mają w stosunku do nas opóźnienie siedmiogodzinne – nic wielkiego się nie stało. Spóźnienie szybko uda mi się nadrobić, bo w końcu pisałem o WSB stosunkowo niedawno, a w latach 90. zdążyłem mu poświęcić kilka tekstów, z których dwa żegnały go tuż po śmierci w roku 1997. Te dość niedoskonałe, pisane z dość ograniczonym dostępem do materiałów źródłowych artykuły, można znaleźć do dziś tutaj.

Nie miałem jednak okazji podzielić się czytelnikami Polifonii nieco zapomnianą płytą „Dead City Radio”, która była dla mnie sposobem na odkrywanie niesamowitych światów z tekstów czytanych przez Burroughsa na tle muzyki podziwiających go artystów (m.in. John Cale, Sonic Youth, Donald Fagen, a do tego wspaniała NBC Symphony Orchestra). Przez długi czas uważałem ją po prostu za sposób kontaktu ze słowem mówionym WSB, po latach jednak słyszę coś zupełnie innego – kapitalną produkcję Hala Willnera, któremu jak mało komu udało się wprowadzić tym zestawem Burroughsa tak blisko mainstreamu jak to tylko możliwe w wypadku człowieka, który był symbolem wszystkiego, co tylko niemainstreamowe (poza może dość konserwatywnym ubiorem i słabością do broni – no, te orkiestrowe aranżacje też pewnie mu się podobały).

Nie miałem okazji, ale zaraz, czy setna rocznica urodzin to nie jest czasem dobra okazja? Jutro w Nokturnie zaprezentujemy fragmenty tej urokliwej płyty w radiowej Dwójce, a ja kończę dzień, słuchając śpiewanego przez WSB „Ich Bin von Kopf bis Fuss auf Liebe Eingestellt”, z powrotem – niczym bohater tej pieśni w miłość – wpadając w fascynację jednym z najdziwniejszych obywateli XX wieku.

WILLIAM S. BURROUGHS „Dead City Radio”
Island 1990
Trzeba posłuchać: a potem poczytać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Pierwsze zdanie: śmierci -> urodzin

  2. Setną rocznice urodzin?! 1914.

  3. 🙂
    a wiecej na ciekawych stronach
    http://www.burroughs100.com

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ile książek Burroughsa doczekało się tłumaczenia na polski? Ćpun, pedał, nagi lunch, delikatny mechanizm, zachodnia kraina, cień szansy i coś jeszcze?

  6. Chyba mój pierwszy kontakt z Burroughsem był właśnie muzyczny, ale to nie była ta płyta, tylko nowa, wspólna wersja „Star Me Kitten” R.E.M. Potem zainteresował mnie singiel z Cobainem. Pora na ten album. Mam nadzieję, że spodoba mi się bardziej niż np. „An American Prayer” Morrisona/Doorsów.

  7. Nie mogłem się powstrzymać :

    http://www.youtube.com/watch?v=YqBIgCb7dv0

    W końcu młodzież tu też zagląda… 😉

  8. Przyznam szczerze, że nie rozumiem fenomenu Burroughsa. To chyba taki kontrkulturowy hajp . Próbowałem przebić się przez kilka jego książek. Niestety – dla mnie to straszliwie nudny bełkot. Może to powinno się czytać na dragach?

  9. Mam przed soba dwie ciekawe pozycje ksiazkowe zwiazane z Williamem S Burroughsem.

    1.) „Rub Out The Words”, The Letters of William S. Burroughs, 1959-1974 (Harper Luxe 2012)
    Dzieki staraniom Billa Morgana (byl niegdys managerem Ginsberga), chyba jednego z lepszych ekspertow od Beat Generation, mogl ukazac potezny prawie 700 stronicowy zbior listow Burroughsa z wczesnych lat 60 az po polowe lat 70. Odbiorcami jego korespondencji byli m.in. Paul Bowles, Allen Ginsberg, surrealista Brion Gysin. Listy Billa (jak go nazywali przyjaciele) ukazauja przejrzyscie tego jednego z najbardziej wplywowych pisarzy pop kultury amerykanskiej i jego zlozony proces tworzenia eksperymantalnej literatury a takze jego zycie prywatne tak bardzo bezkompromisowe jak i jego tworczosc. Mexico City, Tangier, Paris, London – stad wysyla najczesciej swoje listy do przyjaciol. Jack Kerouac nazwal Burroughsa „najwikszym pisarzem satyrycznym od Jonathana Swifta”. William Seward Burroughs II urodzil sie 5 lutego 1914 roku, syn Laury Lee i Mortimera Borroughsa, 4664 Berlin Avenue, St. Louis, Missouri.

    2.) Ted Morgan, Literary Outlaw: The Life and Times of William S. Burroughs,Avon Books, 1988.

    Burroughs byl sam inicjatorem tej biografii, czyli zazyczyl sobie by Ted Morgan (laureat Pulitzera) ten znakomity autor biografii Maugham, Churchilla, Roosevelta napisal jego biografie. „Straszna ta biografia”, wyznal Burroughs z przekora autorowi. Nie lubil tez samego tytulu. Najdluzsza biografia pisarza. piekne opisy z podrozy do Meksyku, liczne anegdoty, zafascynowanie Oswladem Spenglerem, epizod z scjentologia, niesamowicie udokumentowana…etc etc. Czyta sie te biografie jak powiesc awanturnicza.
    Reedycja tej biografii rowniez w 2012 roku dla wyd. Norton & Co.

    ***
    http://www.youtube.com/watch?v=M7ql2VXIoWk
    (Barry Miles i John Tytell – z projektu A.Ginsberga – rozmawiaja o Williamie S.Borroughs)

  10. Dzieki za recenzje Behemotha 🙂
    Album wspanioaly!

  11. zupełnie off-topic, ale informacja ciekawa
    na fali recenzji i wspomnień po sobotnim Canti Illuminati Festival właśnie wyczytałem, że Lutto Lento i Piotr Kurek zagrają w Niemczech 4 koncerty przed Bonnie „Prince” Billy’m.

  12. @ozzy – kurde, a mi jakoś nie przypasował. Wolę ‚Evangelion’ i ‚Demigod’

  13. @dilmun

    tak to juz bywa z gustami – cenie tez bardzo „Demigod”.
    I czekam na koncert Behemotha.

  14. @dilmun

    wlasciwie nowy album BEHEMOTHA „The Satanist” (jakiz genialny tytul!) jest kontynuacja
    „Evangelion” z 2009 roku. Podziwiam Adama „Nergala” Darskiego za jego walecznosc ze wszystkimi przeciwienstwami w Kraju. Ten album jest potwierdzeniem, ze nie ustal na silach z grupa. Chyba „The Satanist” najbardziej osobistym albumem, bardziej zroznicowany od „Demigod” i „The Apostasy”. W kompozycji „Blow Your Trumpets Gabriel” mozna uslyszec te riff-sygnature tak charakterystyczna dla polskich satanistow a ktora jest wizytowka rozpoznawcza Behemotha.
    Swietne „Ben Sahar” i „O Father!O Satan! O Sun” to supernumery albumu. Mnie urzekly trabki nad blastbeat.

css.php