Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

21.11.2013
czwartek

Piaskowy dziadek

21 listopada 2013, czwartek,

Lonnie Bradley Holley ma 63 lata i nazywany też bywa The Sand Man – Człowiekiem z Piasku. Urodził się na amerykańskim Południu, w Birmingham w stanie Alabama. Matka oddała go członkini trupy artystów odpustowych, a ta później – przynajmniej tak twierdzi Lonnie – sprzedała właścicielom baru, gdzie spędził czas między 4 a 12 rokiem życia. Sztuką zainteresował się na dobre, gdy dostał zlecenie przygotowania nagrobków dwóch siostrzenic, które zginęły w pożarze. Stworzył je z wykorzystaniem piaskowca (stąd pseudo) wykorzystywanego gdzieś na miejscu do prac hutniczych. Dwa lata później pierwsze jego rzeźby wystawiono w Birmingham Museum of Art, a potem w kolejnych placówkach, zwykle przy okazji wystaw prezentujących sztukę ludową. Wyrósł szybko na artystę o lokalnej sławie, utożsamianym z nieco naiwną, ludową sztuką powstającą na bazie materiałów z recyklingu. Ale po ekspansji lotniska w Birmingham był zmuszony przenieść się – wraz z całym dorobkiem i liczną rodziną – do Harpersville. Pomogły pieniądze z odszkodowania, jakie musiało mu zapłacić lotnisko ze względu na to, że wraz z terenem przejęło i zniszczyło instalacje artystyczne Holleya. Ten doczekał się licznych prezentacji w kraju i za granicą – łącznie z Białym Domem podczas prezydentury Billa Clintona. Reprezentował też amerykańską sztukę w roku 1996 podczas igrzysk olimpijskich w Atlancie. Holley wygląda tak:

Choć zdecydowanie lepiej widać go tutaj.

Co prawda instrumenty muzyczne bywały jeszcze w latach 80. częścią jego instalacji, to jednak zazwyczaj bywały to instrumenty zniszczone – zdewastowane gitary, części saksofonów czy ramiona gramofonowe. Holley zwykł jednak śpiewać podczas pracy, stopniowo też zaczął tę czynność uważać za oczyszczającą – na pomysł nagrań wpadł mniej więcej 10 lat temu, gdy wziął udział w nagraniu śpiewających artystek ludowych z Gee’s Bend w Alabamie. Tworzenie własnej muzyki (dotąd dwie duże płyty: „Just Before Music” i „Keeping a Record of It” wydane przez Dust-to-Digital) przyszło jeszcze później.

Muzycznie nie kojarzy się to prosto. Mamy wielką tradycję artystycznych outsiderów (Sun Ra, Moondog, Jandek, Arthur Russell), w którą wpisuje się dość naturalnie – Holley przypomina nawet ballady Russella interpretacją. Gdyby Suicide grali bez prądu i na wsi zamiast w mieście, ich długie opowieści też mogłyby brzmieć podobnie. „The Wire” nazwał z kolei to, co robi Holley, kosmiczną muzyką gospel. On sam twierdzi, że inspirował się po prostu amerykańską muzyką soul, m.in. nagraniami Steviego Wondera i Marvina Gaya. Proste teksty brzmią tak jakby na bieżąco próbował opowiadać i komentować jakąś historię, zazwyczaj dramatyczną, naznaczoną osobistym piętnem, dotyczącą jakichś tragicznych wydarzeń. „Ziemia jest cmentarzyskiem” – pisze Holley we wkładce swojej pierwszej płyty „Just Before Music”. – „Jest dziś większym cmentarzem niż była kiedykolwiek w historii”.

Jeden z najmocniejszych utworów LH, „The Fifth Child Burning” z pierwszego albumu, opowiada ponurą historię młodocianej ofiary pożaru – dziewczyny otoczonej rzeczami, której jednak rodzice nie potrafili zapewnić należytej opieki. Rzecz powstała w oparciu o prawdziwą historię, a Holley ze sprzętów elektronicznych zniszczonych w czasie pożaru (magnetowid, telewizor itd.) stworzył wcześniej instalację.

Wtyczki tu, wtyczki tam
Wszędzie elektryczność, zbyt duże zużycie energii
Powiedziałem: skończcie ten pęd, przerwijcie wyścig
Piąte dziecko płonie
Mała dziewczynka spalona we własnym pokoju
Zmarła w wyniku uduszenia
Wiecie, jak to jest, gdy wszystko wokół się pali?

Także na płycie numer dwa Holley wciela się w rolę kaznodziei ostrzegającego przed nadmiernym wpływem technologii na nasze życie. Tyle że w nieco mniej dramatycznym tonie, za to na tle muzycznie bardziej różnorodnym – wspierają go tu Bradford Cox (Deerhunter) i Cole Alexander (The Black Lips), młodsi koledzy z okolicy. Okładka znów przedstawia recyklingową rzeźbę zbudowaną ze starego gramofonu autorstwa samego Holleya. Nie jest to już tak świeże odkrycie jak w wypadku pierwszej płyty, ale pochodzi z równie dziwacznego, osobnego świata. Poza tym jest szansa, że nie wszyscy jeszcze słyszeli. On sam pisze, że tworzy tę sztukę, bo wydaje mu się istotna. Dla mnie istotne jest odnotowanie w tym miejscu, że taki człowiek istnieje.

LONNIE HOLLEY „Keeping a Record of It”
Dust-to-Digital 2013
Trzeba posłuchać: „Six Space Shuttles and 144000 Elephants” (koniecznie!), „From the Other Side of the Pulpit”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. O rany, ale nudy. A ten wokal ….prawdziwy dziadek… od orzechów.

  2. Ostatnie dwa są bardzo spoko. Dawno nie było tu takich rzeczy.

  3. *ostatnie dwa wpisy

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wiejski Suicide to rzeczywiście trafne porównanie. Dla mnie rewelacja!
    @ Kochan-> chodzi o piaskowego dziadka, a nie od orzechów.
    Poza tym , nie od tylko do orzechów.

  6. @Piotr. Ale ja doskonale wiedziałem, co napisałem. Pozwoliłem sobie właśnie na prześmiewczą zabawę pewnymi tytułami, bystrzaku.

  7. Zastanawiam się, na jaką płeć, kolor skóry, wiek wykonawcy i rok nagrania postawiłbym bez lektury opisu.

  8. Aha, to taka prześmiewcza zabawa pewnymi tytułami, wybacz Rafał, nie zajarzyłem, bo ja taki prosty chłopak ze wsi jestem.

  9. dla przeciwagi szanownemu Sandmanowi 😉
    graly u nas w ub. tygodniu DEEP VALLY 🙂

    http://www.youtube.com/watch?v=c2OjVFp54po
    rock´n´roll – bluesrock

  10. trzy norweskie maszyny
    z jednej strony komputerowy carlsen
    z drugiej automatyczny breivik

    pomiedzy
    gra na saksofonie garbarek

  11. @byku

    w Norwegii nastal szal szachowy, goraczka szachowa…chyba producenci nie nadazaja z produkcja figur. Moj 9 letni syn Aron od paru lat gra w klubie szachowym i bardzo lubi to zajecie.
    Carlsen, mistrz swiata szachowy ma swojej glowie prawie 1500 roznycvh partii szachowych a juz jako parioletni chlopak znal wszystkie flagi norweskich gmin (pare setek)

    PS Blaqck Sabbath bykl u nas z wizyta, niestety, Ozzy O. wszystko juz psuje…”dziadzieje” i ten jego belkot nikogo juz nie zachwyca.

  12. a mi jest szkoda ananda, ze tak sie dal rozjechac i nawet jednej partii nie wygral
    i to na dodatek w domu; masz racje, nowe nie idzie, tylko biegnie na karbonowych protezach na mount everest i z powrotem, a szerpowie stoja obok i juz kompletnie nie wiedza o co biega…

  13. byk@

    szerpowie z iphonami a u stop gory zostawiaja swoje mercedesy 600, takie to czasy

  14. Ale to Anand jest jednym z symboli „nowego” – komputerowo wspomaganych szachów – polecam zresztą pierwszy (i czternasty) cytat:
    http://www.chessquotes.com/player-anand

    Carlsen z kolei nietypowo dla swojego pokolenia podstaw uczył się z książek, stosunkowo późno zaczął korzystać z ekranu i to głównie ze względu na sieciowe bazy historycznych rozgrywek.

    Śledziłem konferencje prasowe po każdej z partii i Anand wprost przyznawał, że po prostu kontynuował błędy, które prześladowały go przez cały sezon.

  15. Mariusz Herma
    25 listopada o godz. 19:54
    dziekuje za ciekawe uwagi; oczywiscie jesli idzie rozwoj komputeryzacji to niewatpliwie bija indie nie tylko polske, ale i niemcy, czy norwegie, na głowe;
    po prostu nas przegonili i nie dziwo przy ich potencjale matematyczno -filozoficznym;
    anannd to gwiazda orientu i płakałem kiedy zachodziła…

css.php