Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

6.04.2012
piątek

Dobra dla wszystkich

6 kwietnia 2012, piątek,

Życzę tego, co w tytule, oczywiście. Samego dobra. A przynajmniej prawie samego, bo jak będzie samo, to przestaniemy je doceniać i dobro nie będzie takie dobre jak dotąd. A dobrze by było, żeby dobra nam nikt nie przedobrzył.
A czy w muzyce jest coś dobrego dla wszystkich? Czy w pokawałkowanym świecie muzyki jest jakaś część wspólna górnych stanów tego, co się robi, zrozumiała i łatwa do polubienia dla wszystkich? Tak myślałem, przynajmniej do wczoraj.

Wczoraj rozmawiałem z kolegą z redakcji o człowieku, którego nazywają Dr. John. Ale zanim opowiem o jego reakcji, chwila zadumy na potencjałem „dobra” u bohatera. Dobre imię ma na pewno. Samo imię zresztą też dobre. Podobnie jak image – kapelusze, pióra, voodoo blues, te sprawy. Miałem okazję oglądać go na żywo, chyba na jednej z edycji Warsaw Summer Jazz Days – i był tak wspaniale uwrażliwionym na punkcie wizerunku starszym panem zachowującym się z takim luzem (duże dobro!), że mógł tego wieczoru zagrać cokolwiek, nawet niedobrze, a i tak bym go oklaskiwał. Tak wyglądał jakiś czas temu Dr. John:

Punkt wyjścia ma – znów – dobry. Luizjana, kolebka połowy nowoczesnych gatunków muzycznych. Dr. John mieszał w dodatku bluesa, jazz, rock and rolla… Do tego dochodzi dobry wiek (71 lat) i osobista historia – facet grał na gitarze, dopóki w bójce (stanął w obronie kumpla) nie odstrzelili mu kawałka palca. Dopiero potem przestawił się na fortepian, a właściwie najpierw na organy. To są opowieści, o których można książki pisać, dobre historie. Punkt dla doktora.

Mój osobisty punkt widzenia na sprawę – choć nigdy nie czułem się specem od bluesa – też jest, uważam, całkiem db. Otóż Dr. John był dla mnie, odkąd tylko go zobaczyłem, olśnieniem, iluminacją. „Rety, to jest dobre, przecież on wygląda jak dr Ząb!”. Młodsi czytelnicy mogą doktora Zęba (lub Ząbka – oryg. Dr. Teeth) nie pamiętać. Chodzi o postać z programu „Muppet Show”, pianistę i lidera zespołu, z charakterystycznym srebrnym zębem na przedzie. Ponieważ ja najpierw poznałem „Muppet Show”, a dopiero potem Dr. Johna, nigdy do końca nie załapałem, że inspiracja szła w przeciwnym kierunku i to dr Ząb był reakcją na Dr. Johna, a nie odwrotnie. I dalej nie przyjmuję tego do wiadomości. Tak wyglądał dr Ząb:

W wypadku nowego albumu „Locked Down” punkt wyjścia też jest niezły (żeby nie powiedzieć: dobry) – przyznałbym tej płycie tyle samo punktów co Wojciech Mann w ostatnim numerze „Polityki”. A to już zgodność, nad którą warto się pochylić. Poza tym rzut oka na Metacritic (ja rzucam okiem dziś, jutro coś się może zmienić, ale wątpię) pokazuje, że o ile nie wszyscy klękają przed nowym wydawnictwem Malcolma Rebennacka, to dokładnie wszyscy krytycy mają o nim pozytywną opinię. To samo dotyczy wpisujących się tu słuchaczy.

Nie da się pominąć faktu, że płytę wyprodukował Dan Auerbach z The Black Keys – kolejnej grupy, która może nie jest dla wszystkich równie gorąca, ale też naprawdę trudno ją uznać za niedobrą. I przyniósł sporo nowego sposobu myślenia, które oznacza w tym przypadku nieco wsteczne, ale świetnie przygotowane aranżacje w stylu lat 70. Dużo perkusjonaliów, funk, elektryczne pianina i organy, rozedrgana i podrywająca do tańca rytmika, chwilami afrykańska wręcz w charakterze (Afrobeat, a może nawet Etio-jazz Mulatu Astatke?), południowe granie gitarowe. Z wątkami idącymi w stronę klasycznego blues-rocka, w jakby zappowskiej aranżacji (tytułowy „Locked Down”). Mówiąc „dobra dla wszystkich” mam więc na myśli tych od Allman Brothers Band po Zappę, a nawet ZZ Top.

Życzenia dobra dla wszystkich pozostaną jednak idealistyczne i nieprzekładalne na jedną dobrą dla wszystkich muzykę. Bo gdy rozmawiałem z moim kolegą, osłuchanym w muzyce różnego rodzaju, pokręcił tylko głową i powiedział: „Dziwne!”. „Ale jak to, niedobre?” – zapytałem. „Dziwne, po prostu dziwne”. Czy mam się w takim razie wycofać z życzeń? Dobre sobie. Przecież dokładnie o to w tym wszystkim chodzi! Żeby było tak dobrze, jak wiadomo, że nie jest. Bo tylko odpowiednio przedobrzone życzenia sprawią, że będzie nam choć trochę lepiej.

DR. JOHN „Locked Down”
Nonesuch 2012
8/10
Trzeba posłuchać:
„Revolution”, „Kingdom of Izzness”, „Eleggua”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Najlepsze swiateczne szanownemu Moderatorowi i czytelnikom przewspanialej Polityki.
    ozzy

    Happy Pesach

    PS Dr John i Johnny Winter, tak, wspanialy koncert w studio Tv Nordic (1987) – kanal tv nie istnieje dzisiaj, Sztokholm.

  2. Zmarl Jim MARSHALL, lat 88,
    czlowiek, ktory skonstruowal wzmacniacz Marshall. Legenderny wzmacniacz bez ktorego trudno wyobrazic sobie pionierow rocka jak Jimi Hendrixa, Pete Townshenda czy Richie Blackmore ´a. To wlasnie na prosbe Pete Townshenda odzielil Marshall wzmacniacz od glosnikow i w ten sposob powstala slynna „sciana” Marshallow.
    Slash na Twitterze: „Rocknroll juz nie bedzie taki sam bez niego, lecz jego wzmacniacz zyc bedzie na wieki” Marshalla nazywano „The father of loud”.
    Ponoc pierwszym w Polsce posiadaczem tzw.”pieca” Marshalla byl Tadeusz Nalepa (1968?) po powrocie z koncertow w Holandii.

  3. Smutne z drugiej strony, że odległe frakcje krytyków potrafi dziś pogodzić tylko coś brzmiącego tak, jakby zostało nagrane 50 lat temu. Może zresztą zostało (-:

css.php