Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

22.02.2012
środa

Uwaga na tłok w blogosferze

22 lutego 2012, środa,

Się robi gęsto. Siedmiu nowych blogerów „Polityki” (z których ja polecam najgoręcej komiksowego Sebastiana Frąckiewicza) kontra siedmiu wspaniałych Kuby Wojewódzkiego (po raz kolejny w tej konwencji, za to po raz pierwszy bez korekty) i stu piętnastu – czy coś takiego – kolejnych blogerów w nowym serwisie NaTemat.pl. Większość z towarzystwa na razie się wita, ale tylko patrzeć, jak zaczną mi podkupywać płyty na Amazonie i ustawiać się w kolejce po wywiady z Natural Snow Buildings, więc trzeba zacząć prężyć muskuły, żeby się przebić w tak trudnej konkurencji.

Problem polega na tym, że ja nie za bardzo mam co prężyć i nie do końca wiem, jak to robić. Zawsze się zastanawiam, gdzie też jest ten przerośnięty mięsień od klawiatury, który mógłbym pokazać na zawodach Mister Universum. A robię to, słuchając kolejnych mięczackich folkowych płyt – bywalcy siłowni wiedzą dobrze, że przy takiej muzyce to najwyżej włosy rosną. Swoistą antywalką z mojej strony będzie więc rzucenie w tym gorącym dla polskiej blogosfery dniu kolejnej partii wydawnictw folkowych, w dodatku kobiecych. Joanna Newsom, te sprawy. A raczej – to, czego słuchać, gdy chwilowo nie ma nowej Joanny Newsom, prawdopodobnie najlepszej muzyki do antysiłowni.

Po pierwsze, Ani DiFranco. Kupiłem między innymi dla okładki, nie przeczę. No i na samym początku roku, gdy nowości było jak na lekarstwo. Tytuł (patrz niżej) odnosi się pewnie jak zwykle w jej wypadku do konfliktu wokół feminizmu, teksty raczej puszczam mimo uszu, ale bardzo lubię barwę głosu DiFranco. Tym razem nie wystarczyło, żeby się w tej płycie zakochać – w najlepszym wypadku oferuje ona klasyczne, Seegerowskie refreny, czasem (jak w utworze tytułowym) wsparte mocniejszymi, elektrycznymi brzmieniami. Całość jest jednak zbyt gładka i oczywista – także w warstwie produkcji – jak dla mnie. Pozostaję z szacunkiem dla tej nowojorskiej autorki-wokalistki.

Szacunek mam do niej także za wypromowanie sporo młodszej Anais Mitchell, której poprzednią płytą „Hadestown” zachwycałem się tak bardzo, że trafiła do wszelkiego rodzaju zestawień najlepszych płyt 2010 roku, w jakich maczałem palce (pisałem o niej osobno tutaj). „Young Man In America” to już nie tak mocny zestaw, ale na swoim (Mitchell z Righteous Babe, wytwórni DiFranco, przeniosła się pod szyld firmy Wilderland) i bez wsparcia takich gwiazd jak na poprzedniej płycie Amerykanka czuje się chyba nieźle. Mitchell to głos i sposób śpiewania możliwie najbliższy Joannie Newsom, tyle że kontrastuje z autorką „Ys” tekstami – bardziej wprost odnoszącymi się do amerykańskiej rzeczywistości – i bardziej dynamicznymi tempami, a także mniej wyrafinowanym sposobem aranżowania. Na „Young Man” mamy gdzieś podskórnie dużo osobistych historii z życia autorki, tytułowy – i obecny na okładce – „młody człowiek” to ojciec Anais. Więc mimo że to jednak oczko niżej od rewelacyjnego „Hadestown”, wszyscy miłośnicy tamtej powinni natychmiast sięgnąć także po nową, pięknie (rozkładane, po mistrzowsku wycięte tekturowe pudełko) wydaną płytę.

Mitchell nagrała płytę dla brytyjskiej firmy, pracuje też – jak sama mówi w jednym z wywiadów – nad zestawem brytyjskich ballad folkowych. Co nas przenosi już trochę bliżej Irlandii, w stronę rówieśniczki Anais, 31-letniej Lisy Hannigan. Współpracowniczka Damiena Rice’a wydała drugą autorską płytę – „Passanger” – już w zeszłym roku, ale teraz album trafia do Polski. I ona w najlepszych momentach przypomina nieco bardziej mainstreamową, ekstrawertyczną Joannę Newsom. Potężniejsze aranżacje, częściej oparte na brzmieniu kwartetu smyczkowego, odróżniają nowe piosenki od tych z płyty „Sea Sew”. Są tu świetne momenty, ale to wciąż niewystarczająca oprawa dla głosu Hannigan, która gubi się także w huśtawce stylistycznej. W tym zestawieniu byłby to numer dwa – pomiędzy Mitchell a DiFranco.

Szału te płyty nie wzbudzą, ale warto sięgnąć chociaż po Mitchell – nawet jeśli dziś na głębokiej bocznicy, ta muzyka jak ulał przyda się za jakiś czas. Jeszcze wspomnicie moje słowa – gdy tylko powstaną antysiłownie.

ANI DIFRANCO „Which Side Are You On?”
Righteous Babe 2012
6/10
Trzeba posłuchać:
„Unworry”, „Which Side Are You On?”.

ANAIS MITCHELL „Young Man In America”
Wilderland 2012
7/10
Trzeba posłuchać:
„Young Man In America”, „Dyin Day”, „Ships”.

LISA HANNIGAN „Passenger”
Hoop Records 2011/Magic Records 2012
6/10
Trzeba posłuchać:
„Knots”, „Nowhere To Go”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Ja także przyłączam się do rekomendacji bloga Sebastiana Frąckiewicza!!!

    Pozdrawiam!

  2. jak to czego słuchać gdy nie ma anysiłowniowej Joanny Newsom? Oczywiście siłowniowej-inaczej Ursuli Rucker!

  3. Juz widze jak rzucaja sie na NSB 😀 Przerosty? ‚Smok’ nie mial przerostow , a jest najwiekszy. GW jest troche niesmaczna w krytyce pierwszego dnia isnienia w webie nieszczesnego Lisa. Lubilem Lisa za jego program w GW jak go wyrzucili z TVN. Blogosfera moze ciasniejsza, ponad ponadprzecietnosc jednak niewielu wychyla. Bylbym spokojny o status Polifonii. Pozycja naszego gospodarza pozostaje niezagrozona 😀 Ilez radosci niesie ‚buzz music’ Cloud Nothinghs spotyka Kurta Cobain’a + Green Day. of Montreal. The Phenomenal Handclap Band…!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Może i tłoczniej się zrobiło, ale konkurencja to, moim zdaniem, żadna. Strona wygląda strasznie (dali zarobić jakiemuś gimnazjaliście?), a w dodatku nie stać ich nawet na zatrudnienie jakiejś korekty – nie miałem pojęcia, że – coby nie mówić – wykształceni ludzie mogą robić tyle błędów. W ogóle wszystko to wygląda tak, jakby było robione „na odwal”. Zostaję zatem na blogach Polityki 🙂
    A Anais Mitchell – boska!

  6. @vlad.palovy –> Cloud Nothings – o, tak!!!

    @noiss –> Miło mi to słyszeć. 🙂

  7. Tym razem jednak tytuł nowej DiFranco odnosi się bardziej do ruchu robotniczego. „Which Side Are You On?” to tytuł protest songu z lat 30. XX wieku.

    Mitchell rzeczywiście słabsza, ale i tak cudowna 😉

  8. @Miłość –> Dzięki za podpowiedź. To by skądinąd tłumaczyło to skojarzenie z refrenami w stylu Seegera 🙂 Widzę zresztą, że Seeger też to śpiewał.

css.php