Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

23.02.2011
środa

A teraz czas na coś ważnego

23 lutego 2011, środa,

Nominacje do Fryderyków ogłoszono. I pewnie wielu z Was zastanawia się dziś tak samo jak ja, jak doszło do tego, że wśród nominowanych w kategorii Muzyka alternatywna dumnie tkwi „Męskie granie”, płytowe ramię kampanii browaru Żywiec. Dlaczego nie ma tam Niwei, Newest Zealand, Mitch & Mitch (w wersji z ich płyty – bo są na „Męskim graniu”), Indigo Tree i innych nadziei polskiej alternatywy? Ani tam, ani gdzie indziej? Jeśli chcecie wiedzieć, to bardzo proszę – chętnie opowiem.

W weekend, trochę w ostatniej chwili, wszedłem na stronę, na której Akademia Fonograficzna oddaje swoje głosy. Jako jeden z członków AF. Z misją doceniania tego, co w polskiej muzyce w roku ubiegłym podobało mi się najbardziej, a o czym pisałem tutaj. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wejściu nie odnalazłem tam Niwei (Qulturap/Rockers), nie znalazłem Indigo Tree (Rockers również), Newest Zealand (Ampersand), a wreszcie Mitch & Mitch, Kristen i Paristetris (Lado ABC). Jak samotny biały żagiel w kategorii „Muzyka alternatywna” (co w sumie też dziwi, ale rozumiem, że jazzową kategorię trudno wygrać, jeśli się nie jest Tomaszem Stańką) tkwiło Levity, na które skrzętnie oddałem głos. Ale jednocześnie załamałem się – brak tych typów w poszczególnych kategoriach oznacza, że muzycy poszczególnych grup nie dostali się też do kategorii autorskich czy do kategorii dla debiutantów.

Płyty do nagrody polskiego przemysłu muzycznego zgłaszają co roku ich wydawcy. Następnego dnia skontaktowałem się więc z kilkoma z nich. Odpowiedzi były różne: z założenia ignorujemy, nie chce nam się w to bawić, nie zależy nam, nie wierzymy, że można to wygrać. OK, zgadzam się, że cała Akademia to w tej chwili ciało wymagające gruntownej reformy, ale w takim razie reformy wymaga też sposób przyjmowania zgłoszeń, bo kształt polskiego rynku, szczególnie w segmencie niezależnych, został w tym roku całkowicie wykrzywiony właśnie ze względu na politykę tychże niezależnych, którzy – jeśli chcą, żeby było honorowo – powinni teraz powołać do życia własne nagrody. Po drugiej stronie tego całego zamieszania są jeszcze słuchacze, którzy potem obserwują te nagrody i się dziwią, że nic nowego z nich dla polskiej sceny nie wynika. Oto dlaczego.

Żeby nie było tak pesymistycznie (a mam dziś myśli czarne, także ze względu na historię z MSZ i polskim komiksem w rolach głównych), proponuję na dziś bardzo ładną płytę Susanne Sundfør, takiej norweskiej Anny Marii Jopek, o której pisałem w poniedziałek przy okazji relacji z Oslo (a pisał też Łukasz Kamiński tutaj i Jarek Szubrycht tutaj, więc hipnoza była zbiorowa). Rzecz nosi tytuł „The Brothel”, czyli „Burdel”. Zaraz, czy Anna Maria nazwałaby swoją płytę „Burdel”??? No nie. Oczywiście Sundfør z AMJ nie ma wiele wspólnego. To, owszem, podobnej miary talent, ale zupełnie inaczej rozwijany. Z inspiracji Joni Mitchell swobodnie przeszła do fascynacji Radiohead (to dobry przykład zbawiennego wpływu formacji, o której pisałem tu poprzednio), po drodze słuchała pewnie Joanny Newsom, a wykształcenie muzyczne wykorzystała, by klasyczne aranże „zepsuć” umiejętnie elektroniką i rockowymi instrumentami. Jej utwory to ballady rozwijające się w bardzo zaskakujący sposób, choć wciąż chwytające za serce i niezwykle melodyjne.

Sundfør ma też – inaczej niż w wielu wypadkach zepsutych karier popowych wokalistek – charakter. Swojej pierwszej prestiżowej nagrody w Norwegii nie chciała przyjąć, bo kategoria „Wokalistka roku” niezbyt jej – jako feministce – odpowiadała, a zapowiedź tej kategorii miała jej zdaniem szowinistyczny charakter. „The Brothel” to jej trzecia płyta (nie znam poprzednich, ale jedną już mam, a drugą na pewno zdobędę), nagrana pod okiem Larsa Horntvetha, który jako aranżer i lider błyszyczy w Jaga Jazzist, wydana została przez koncern EMI, ale z popową sztampą nie da się jej porównywać. Zresztą i w zespole znajdziemy postacie znane z alternatywnej sceny norweskiej – Martina Horntvetha, brata Larsa, wszędobylskiego muzyka, którego w czasie by:Larmu widziałem chyba nawt w jakimś projekcie country, oraz Mortena Qvenilda, tego od Susanny & The Magical Orchestra. Sundfør – choć jest niezależna muzyką i duchem – nie wahała się kandydować do nagród w Norwegii, odebrać stypendium od grupy A-ha (milion koron, czyli 500 tys. zł), a także wystąpić na wręczeniu Nordic Music Prize. I dzięki temu wszystkiemu miałem okazję poznać jej muzykę, dzięki temu też dziś o niej w tym miejscu pisze, drodzy polscy wydawcy muzyki alternatywnej.

SUSANNE SUNDFØR „The Brothel”
EMI Music Norway 2010
8/10
Trzeba posłuchać:
w całości, na spokojnie i koniecznie.

The Brothel by Susanne Sundfør

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawe, że Igor Janke krytykuje komiks, którego nie czytał. Ileż to razy czytałem w RZ, że nie można krytykować książki o Wałęsie, Kapuścińskim, Tygodniku Powszechnym jak się jej nie czytało(z czym się z resztą zgadzam)

  2. Pingback: Tam musi być jakaś cywilizacja « MOCNY W GĘBIE

  3. Ten totalny atak na komiks o Frycku Ch. pokazuje w jakim kraju żyjemy.Gdy słuchałem wczorajszych Faktów TVN czułem po trosze zdziwienie (taki „światowy” TVN) i obrzydzenie,w stosunku do dziennikarzy (o politykach lepiej nie mówić).Bronią wolności wypowiedzi wtedy gdy jest im to wygodne? Natomiast jeśli chodzi o Fryderyki,to ja już dawno straciłem złudzenia względem tzw. „branży”.Rok 2010 to najlepszy okres dla polskiej sceny alternatywnej od wielu lat,a tu takie nominacje. Ależ mnie tym atakiem na komiks wkur**li. Jeszcze będą cały nakład palić (jak hitlerowcy!)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zajrzałem jeszcze dokładniej na listę nominowanych.Kilka,moim zdaniem,”perełek”. Muzyka klubowa i elektroniczna:Marek Biliński REWELACJA! Alternatywa: No!No!No! WYDARZENIE! Rock: Perfect,Muniek BRAK SŁÓW! Drogi Bartku musiało ci być ciężko w czasie głosowania!!!

  6. A czy jest norweski Marcin Kydryński?

  7. dzięki!

  8. Bartek,

    W tym roku nie wziąłem udziału w głosowaniu. Starczy. Wszystko starcze.

  9. Szopieżwale, ratuj polski komiks!

  10. Kto to jest Marcin Kydrynski?…..moze wnuk ktoregos z Kydrynskich (Lucjana czy Juliusza)?

  11. A TERAZ CZAS NA COS WAZNEGO

    Der Katalog ( 8 CD) KRAFTWERK, EMI

    Czy cos dobrego moze byc z Duesseldorfu? Centrum przemyslu chemicznego? NIE! Mechanika prezyzyjna? NIE!
    Wlasnie tu mieszka i pracuje KRAFTWERK! Ralf Hutter, Florian Schneider (ten opuscil grupe w 2009) na Mintropstrasse. Kraftwerk mieli wplyw na wiekszosc tworcow muzyki elektronicznej od Depeche Mode po Yellow Magick Orchestra, od The Chemical Brothers po Prodigy, Sonic Youth czy tez Alva Nato. Kiedys Ralf Hutter powiedzial:”Obudzilismy sie w koncu lat 60. i odkrylismy, ze Niemcy staly sie kolonia amerykanska. ylismy

  12. cd….KRAFTWERK

    Bylismy owiani duchem Bauhaus w elektronicznych dzwiekach” To byl poczatek la 80.Byly to eksperymenty muzyczny na miare nowoczesnej techniki, niemlze na pograniczu science-fiction.Sensory, resonatory, dzwieki syntetyczne, czyli poczatki wspolczesnych sentyzatorow. To wszystko duza zasluga kolejnego muzyka grupy Hermana von Helmholtza.
    Ktos porownal muzyka Kraftwerk do dziel Schuberta, z ta roznica, ze na generatory dzwiekow. W 1973 pierwszy koncert Kraftwerk poza Niemcami. Owczas pierwszy album „Ralf und Florian”, proste kompozycje jak np
    „Elektrisches Roulette” /czyli pare tonacji/, w kompozycji „Kristallo” pojawia sie ich charakterystyczny robot-styl, bardzo minimalistyczny w swej strukturze, allbo jak w „Tanzmusik” pozytywka. Jednakowoz przelomowy rok to nastepny i album „Autobahn” – tu nalezy szukac poczatku dla pozniejszej tzw. elektronicznej muzyki tanecznej. Inne albumy, ktore przyniosly sukces grupie to: „Trans Europe Express” 1977,
    i „Man -Machine”, 1978. Ralf i Florian w koncu lat 90. sa juz zmeczeni tworzeniem muzyki. Wykladaja na uniwersytecie, trenuja jazde na rowerach….a po wielu latach powstane ich cd „Tour de France Soundtracks”
    A teraz ten piekny box-Der Katalog, ktory wydany w ub. roku promuje sie teraz.

  13. @Paweł Kostrzewa –> Niezła diagnoza!

    @dotdotdot –> Ja się już podpisałem i zachęcam innych.

    @wszyscy –> A propos komentarza p – więcej o Szopieżwale tutaj: http://szopiezwal.pl/

  14. @ Ozzy

    Behgjet Pacolli (ur. 30 sierpnia 1951) − kosowski biznesmen i polityk, prezydent Kosowa od 22 lutego 2011 roku[1].

    Wyemigrował z Kosowa w wieku 20 lat do Niemiec, gdzie ukończył studia. Następnie podjął pracę w Austrii i Szwajcarii, w tym drugim kraju założył firmę budowlaną, która weszła na rynek rosyjski, zdobywając korzystne zamówienia. Pacolli zajmował się m.in. pracami restauracyjnymi moskiewskiego kremla. Wkrótce potem był zamieszany w skandal korupcyjny. Współpracownicy prezydenta Rosji Borysa Jelcyna byli wówczas podejrzanymi o przyjęcie łapówek w zamian za podpisanie kontraktów z firmą Pacollego. Śledztwo umorzono w 2002 roku z powodu braku dowodów[2].

    Od 13 grudnia 2007 roku sprawował funkcję deputowanego do parlamentu Kosowa[3], jest szefem partii Sojusz Nowego Kosowa[2].

    Przed wyborami zadeklarował wartość swojego majątku na poziomie 420 mln €. 19 lutego 2011 roku Pacolli podpisał umowę koalicyjną z Demokratyczną Partią Kosowa premiera Thaçiego, która gwarantowała mu poparcie DPK w wyborach prezydenckich w zamian za zachowanie stanowiska premiera przez Thaçiego. Ostatecznie Pacolli został wybrany w trzecim głosowaniu w parlamencie, ponieważ w dwóch poprzednich turach żadnemu kandydatowi nie udało się zdobyć wymaganych co najmniej ⅔ głosów deputowanych. Zdobył 62 głosy przy wymaganych 61. W głosowaniu wzięło udział 67 ze 120 deputowanych, opozycja zbojkotowała głosowanie ze względu na związki Pacollego z Rosją, która nie uznała niepodległości Kosowa[2].

  15. @Kazek…..boj sie Boga?

  16. Bartek,
    „wyrobieni”
    nominacje nominacjami, z kilkoma osobami miałem przyjemność rozmawiać i otóż to za kazdym razem dostałem odpowiedź:
    no jak to na co głosowałem ? na acid drinkers i na brodke bo ich znam…
    Problemem jest to że szanowne grono bo aż 700 osób w muzyce rozrywkowej, kompletnie nie jest zainteresowane aby zajrzeć na profil przyjżeć się , bo się nie chce głowy ruszyć, dlatego później wszyscy mówią że rynek w polsce i tak opiera się na starych wyjadaczach na których nieustanie głosujemy.
    Sam miałem przyjemność zagłosować na oprawę graficzną, debiut roku, płytę roku, wokalista roku, wokalistka roku, spędziłem dwa dni. Pwoiem wprost poświęciłem się muzyce 🙂 i co ?

    Paristetris
    Sorry Boys
    Indigo Tree
    Paristetris
    Niwea

    a szkoda , to fakt na szczęście słuchacze słuchają i mają uszy. Róbmy swoje.

css.php