Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

5.05.2010
środa

Bracie, tu jesteś!

5 maja 2010, środa,

Może ciągle niewiele osób go słyszało, ale na pewno każda z nich rozpozna. Wokalnie Sam Amidon jest na mapie nowego amerykańskiego folku postacią chyba najbardziej charakterystyczną. Idealnie panuje nad głosem, a kolejne linijki tekstu wyśpiewuje nosowym tonem i z efektownym glissando. Na „I See the Sign” śpiewa dodatkowo w duecie ze świetną i niedocenioną na listach przebojów Angielką Beth Orton, co tylko pogłębia oryginalny efekt. Muzycznie album brzmi jakby tradycyjny zespół z Appalachów (jeśli ktoś potrzebuje wzorca, proponuję sobie przypomnieć komedię „Bracie, gdzie jesteś?”) dostał do wykonania utwór Steve’a Reicha. Mamy tu więc połączenie mody inteligenckiej (minimalizm) i ludowej (folk), dodatkowo z zespołem kameralnym dobrze prowadzonym przez Nico Muhly’ego. A kapitalna wersja soulowej w oryginale piosenki „Relief” R Kelly’ego pokazuje, że horyzonty 28-letniego barda z Vermontu są jeszcze szersze.

Sam Amidon był już na krakowskim Unsoundzie, ale pokazał się na specjalnym zbiorowym koncercie artystów z Bedroom Community. Teraz będzie jeszcze lepsza okazja: przyjedzie do nas na trzy koncerty 17, 18 i 19 maja. Wtedy dopiero zatęsknimy za kimś, kto z wyczuciem łączyłby w Polsce wiejską i miejską tradycję.

SAM AMIDON „I See the Sign”, Bedroom Community 2010
8/10
Trzeba posłuchać: „How Come That Blood”, „Relief”

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Sam jest świetny, ale moim osobistym bogiem, jeśli chodzi o ‚młody’ amerykański folk jest William Elliott Whitmore, którego w sumie można wstawić w prawie każdym zdaniu tego tekstu zamiast Sama. Tylko bez miasta, sama wiocha ;). No i jeszcze zamiast Apallachów – Środkowy Zachód. Tak, czy siak, bardzo, bardzo, bardzo polecam.

  2. Po przeczytaniu recenzji od razu wyszukałam Amidona na Spotify-u…niestety jeszcze nie uzupełnili playlisty o najnowszą płytę, ale stara też niezgorsza…
    Czekam na kolejne muzyczne odkrycia!

    Pozdrawiam gorąco.

  3. @wieczór –> Whitmore’a też lubię. To fakt, też młode pokolenie i podobna półka. Znam „Animals in the Dark”, domyślam się, że warto poszukać też starszych płyt?

    @juta –> Jeśli jest tam „But This Chicken Proved False Hearted”, to polecam w pierwszej kolejności.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @admin – tak, warto poszukać starszych płyt, moja ulubiona to ‚ashes to dust’ z 2005 roku, ale pozostałe też są świetne.

  6. Dodałbym Sada Brada Smitha. Niekoniecznie ze wsi,ale folkowo gra…chyba folkowo. Akustycznie 😉

  7. a, tak mi się przypomniało – z naszych wykonawców to wiejską i miejską tradycję całkiem nieźle łączy village kollektiv. co prawda, ciężar gatunkowy zupełnie inny, ale jest i wieś, i miasto. i bardzo dobrze razem brzmi.

  8. rzeczywiscie, sluchalem z zapartym tchem…
    ale czegos mi tu brak…..ot, chociazby tego „szwungu” co u Dead Mans Bones z Ryan Gosling czy tez u klezmerowskiego Beirut badz Grizzly Bear /band/.

  9. @ozzy –> racja, Samowi brakuje tylko nieco większego emocjonalnego zaangażowania, szaleństwa. Może właśnie pod tym względem wygrywają z nim inni folkowcy. Amidon jest nieco wycofany, bardziej „inteligencki”, boję się powiedzieć „wyrachowany”, ale… pomysły i głos bronią go jednak zdecydowanie.

    @wieczór –> przez chwilę w komentarzach występowałem jako „admin”, teraz już pod nazwiskiem, ale – jak by powiedział Flaubert, gdyby miał stronę internetową – „admin to ja”. 😉

  10. no to idziemy dzisiaj do powiększenia 😉

  11. no to poszlim i był piękny, akustyczny koncert!

  12. O, tak. Publiczność też się spisała.

  13. Tak, szczególnie te cztery dziewczęta, które zaśpiewały jedną piosenkę. Koncert Sama był magiczny, znikło to wycofanie z płyt.

    Jednak najbardziej zaskoczyła mnie na tym koncercie obecność Jonathana Ponemana.

  14. Rety, gdzie tam był Poneman?

  15. Widziałem go po koncercie, jak rozmawiał z Samem, w sumie nie byłem pewny, czy to na pewno on, ale Sam to potwierdził.

  16. Tak, Poneman w Powiększeniu był jak grom z jasnego nieba. Ostatnio się woził z Mudhoney, ale teraz? Może dystrybucję załatwia, bo obecnie chyba nikt nie dystrybuuje SP w Polsce, jak Rockers przestało.
    Ale ma być Samie A. Tutaj zdjęcia z koncertu http://www.popupmusic.pl/no/26/galerie/167/sam-amidon%2C-summer-recreation-camp Zapraszam

  17. No proszę. Być może nad tym właśnie JP pracuje. Oby.
    Zdjęcia ładne. Swoją drogą – miałem podobne skojarzenia co do koncertu Summer Recreation Camp. Bardziej nawet z solowym Panda Bear niż z Animal Collective, ale dokładnie ten sam sposób budowania harmonii wokalnych.

  18. O, to to! Też zaraz sobie pomyślałam: gdzie ja to słyszałam… no tak, Panda Bear! Widzę, że to powszechne skojarzenie.

  19. Co do czterech dziewczat: w Warszawie faktycznie jest „polska sekcja” sacred harp. Wszystko zaczęło się od warsztatów z Timem Eriksenem (na które i pisząca te słowa miała przyjemność uczęszczać) dwa lata temu na festiwalu w Jarosławiu – znanym jako festiwal „Pieśń naszych korzeni”, muzyki dawnej i tradycyjnej! Jak to się wszystko pięknie zapętla!
    I jak ładnie było wczoraj czuć, że wspólne śpiewanie to naturalny sposób przebywania ze sobą, naturalny język, który wiąże wszystko w jedno, nie żaden obciach (PopUp o tym pisze w komentarzu do zdjęć). Pardon za te wynurzenia, ale mam wrażenie, że Sam dotknął wczorajszym koncertem czegoś więcej niż po prostu ładnych melodii. A mnie bardzo leży na sercu idea prostego, spontanicznego śpiewania, bliskiego człowiekowi, śpiewania, które osadza w tu i teraz, godzi z życiem, tak jak to przez wieki bywało, póki ludzie naraz nie zaczęli się wstydzić śpiewać.
    Bla, bla, bla… dobra, pojechałam… Koniec.
    Play it again, Sam!

  20. Pingback: Polifonia » Archiwum bloga » Nieszczęśliwe tabletki (i szczęśliwy pasażer)

  21. skoro już popup pozwolił sobie na reklamę, to ja też, choć bez zdjęć: http://www.uwolnijmuzyke.pl/i-see-the-sign-koncert-sama-amidona-w-powiekszeniu

    i obiecuję, że zaspamuję tu jeszcze raz, kiedy pojawi się wywiad z Samem.

  22. Obecność Ponemana była nie tyle zaskakująca, co raczej trywialna – podobno ma dziewczynę z Polski i wpada tu czasem na zakupy do Złotych Tarasów – no kidding!.

    A ja zaspamuję, jak pojawi się sesja wideo z następnego dnia.

  23. wspaniała płyta! lepsza niż all is well poprz., way go lilly czy relief czyste piękno, głos amidona i subtelność aranżacji przywołuje arthura russella, klasa

  24. Przejechaliśmy się po Summer Recreation Camp, że Panda Bear to już tak wcześniej i lepiej pogrywał, że tylko 2 kawałki z 3 skupiały uwagę. Równo tydzień temu widziałem Pandę live – dramat. Kompletnie bez pomysłu, bez napięcia, oklepane harmonie i donikąd prowadzące loopy. SRC – zwracam honor

css.php