Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

19.05.2022
czwartek

5 – 3 = 5

19 maja 2022, czwartek,

Im dłużej słucham The Smile, im bardziej chcę dostrzec w tym przedsięwzięciu tę wartość dodaną, której się spodziewałem, tym bardziej słyszę tam głównie Radiohead. I choć taka sytuacja, gdy dwóch członków pięcioosobowej grupy (Thom Yorke i Jonny Greenwood) robi skok w bok, zatrudniając jeszcze obcego perkusistę (Tom Skinner znany m.in. z Sons Of Kemet) wygląda jak schizma i pachnie na odległość schizmą, brzmi w rzeczywistości raczej jak jakaś ortodoksja. Bo A Light for Attracting Attention zbiera dość pieczołowicie wszystko to, co najciekawszego było w muzyce Radiohead już w XXI wieku, szczególnie pomiędzy Kid A a Hail to the Thief. To płyta brzmieniowo otwarta, dopracowana i całkiem imponująca, gdyby jej słuchać w oderwaniu od tego, co znamy, ale singlowym The Smoke wyprowadziła mnie w pole. Wytłumaczyłem sobie mianowicie, że zmiana perkusisty to musiało być coś naprawdę niezbędnego, że potrzebny był widocznie ktoś, kto lepiej radzi sobie z synkopowanymi liniami, a może nawet – że usłyszymy śmielsze eksperymenty z metrum, zmianami tempa itd. Ostatecznie utwór, zbudowany na ciężkiej linii basu i dodających koloru instrumentach dętych pozostaje jednym z tych, które najmocniej oddalają się od źródła. Najbardziej usatysfakcjonowani z całości płyty mogą być więc fani Radiohead. Ale po takich momentach jak właśnie The Smoke pozostaje jednak pewien niedosyt – Greenwood i Yorke, mając do dyspozycji wspaniałych muzyków pokroju Nathaniela i Theona Crossów czy Byrona Wallena, postąpili dość zachowawczo – niby spoglądali po raz kolejny w dobrą stronę, szukając na londyńskiej scenie jazzowej, ale czy naprawdę to wsparcie wykorzystali?   

Kluczem perkusji warto jeszcze posłuchać Thin Thing – tutaj Skinner świetnie pokazuje swoją wszechstronność, to zresztą jeden z najlepszych utworów na płycie.  Innym emblematycznym dla tego albumu utworem jest Speech Bubbles – takie fragmenty uświadamiają mi, że potencjał umiejętności Radiohead rośnie stopniowo. W latach 90. nie mieli w składzie jednego z najciekawszych kompozytorów filmowych swojego pokolenia, potrafiącego świetnie aranżować smyczki. Teraz mają, i to bez zmiany składu. 

To oczywiście niejedyny moment, kiedy pojawia się London Contemporary Orchestra. Choć i to nie jest jakiś przełom – brytyjska orkiestra była już choćby na A Moon Shaped Pool. Co tu się dzieje w warstwie instrumentalnej między znającymi się z Radiohead muzykami, pozostaje do pewnego stopnia zagadką. O ile łatwo zgadnąć, że partie gitary przypominające nieco Crimsonów ze środkowego okresu, to na pewno Greenwood, to co do innych kończyłoby się na zgadywaniu – i na insynuacjach w stylu takiej (pozwolę sobie), że Jonny potrafi zagrać na basie ciekawiej niż jego starszy brat Colin. Bezdyskusyjnie natomiast sposób pisania melodii wokalowych i harmonie to w dużej mierze domena Yorke’a – to z kolei wiemy z jego solowych peregrynacji.   

The Smile w swojej pozamuzycznej otoczce to całkiem ciekawa (choć też mało zaskakująca) opowieść o tym, że wspólne dojrzewanie muzyczne kilku osób, które tworzą zespół rockowy to proces ujawniający z czasem rozmiary i różnorodność talentów każdego z nich. Z perspektywy 37-letniej kariery Radiohead widać już doskonale, kto był dobry, a kto wybitny, kto wyrastał ponad innych. Nie ma powodów, by o tym nie wspominać. Płyta The Smile, udana, aczkolwiek gubiąca się gdzieś w przepastnej już dyskografii dzieł wyjątkowych, ma wszystkie zalety Radiohead. A z drugiej strony – i skoro samotny Yorke nie dorównywał (w mojej opinii, rzecz jasna) produkcjom Radiohead, skoro Greenwoodowi solo najlepiej wychodziło jednak coś zupełnie innego, to może rzeczywiście osią Radiohead jest dziś współpraca tej dwójki? 

Tym samym kończę powoli relację z jednego z mocniejszych premierowych piątków w tym roku. Wszystkie trzy głośne premiery (Lamar, opisywana wczoraj Mary Halvorson i dzisiejszy The Smile) wydają mi się kandydatami do różnego typu zestawień i nagród. Nie będę jednak ukrywał, że na A Light for Attracting Attention to, mimo imponujących momentów i stylistyki świetnie wpisującej się w to, co wcześniej mi się podobało, czegoś mi jednak brakuje. Ale wiem, co zrobię. Zamaskuję to uśmiechem. 

THE SMILE A Light of Attracting Attention, XL 2022 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. To fakt, że ten album mógłby spokojnie ukazać się pod szyldem Radiohead, więc dziwne, że Yorke i Greenwood zdecydowali się opublikować ten materiał pod inną nazwą. To dobry album, jednak nie wiem czy będzie u mnie w top ten w podsumowaniu rocznym.
    Ode mnie muzyka, która została zarejestrowana prawie 50 lat temu, czyli w 1974 roku, a teraz dopiero została wydana na fizycznych nośnikach. Chodzi o Krautrockowy Faust i ich album,, punkt. ”
    Dlaczego dopiero teraz? Richard Branson, właściciel firmy Virgin, w której umowę miał zespół, nie za bardzo odpowiadały warunki i koszta rejestracji muzyki na ten album. Muzycy Faust zamknęli się na kilka dni w studiach Musicland Georgio Morodera w Monachium i siedzieli tam pod wplawem kreatywnej weny, starając się złapać klimat, który im wtedy towarzyszył. Wyszła przednia muzyka, gdzieś między kraut -, jazz -,oraz elektroniką i budzi tylko zdziwienie, iż tyle czasu upłynęło, aby można było posłuchać tego materiału na CD albo vinylu
    https://youtu.be/WJhYEOLqQs0

css.php