Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

7.01.2022
piątek

Opary nad parkietem

7 stycznia 2022, piątek,

Co jakiś czas wraca w komentarzach na Polifonii dyskusja na temat tego, co nam zostanie po konkretnym roku czy dekadzie. I czy aby to wszystko nie jest jakimś bledszym echem przeszłości. Nie ma oczywiście jednoznacznej odpowiedzi na takie subiektywne wątpliwości, ale co jakiś czas błyśnie ktoś taki, kto otwiera naprawdę nową furtkę. Takim kimś był kilkanaście lat temu Burial, gwiazda dubstepu, ale tak naprawdę zwiastun nowej post-klubowej estetyki, w ramach której elementy muzyki tanecznej wykorzystane zostaną niejako wbrew jej podstawowym założeniom – podobnie jak to było z post-rockiem w latach 90. Bez dwóch albumów i całej serii krótszych form Buriala nie byłoby z pewnością wielu dzisiejszych zjawisk muzycznych a kręgu dekonstrukcji muzyki klubowej czy R&B, ale też sam William Emmanuel Bevan, którego personalia w końcu poznaliśmy (początkowo wydawał się tajemniczy jak Banksy), pozostał artystą o indywidualnym, zawsze rozpoznawalnym języku. 43-minutowe Antidawn – prezentowane jako epka – to jego najdłuższa muzyczna wypowiedź od czasu wybitnego albumu Untrue z roku 2007. I pokazuje, że choć autor wydaje się nieco zagubiony w rzeczywistości, a nową muzykę tworzy w tempie odpowiadającym tempu swoich utworów, może imponować konsekwencją. 

O Untrue pisałem swego czasu, że jest jak taneczny styl garage grany pod wodą, w basenie. Przy czym sam basen znajduje się w kościele (coraz łatwiej to sobie wyobrazić), a dodatkowo w kościele tym prowadzone są prace remontowe. Barwy są więc odrealnione, pogłosy snują się w nieskończoność, a towarzyszą nam zaburzające ten senny klimat odgłosy otoczenia. Antidawn dalej buduje soniczne otoczenie – bo muzyka Buriala to coś na kształt otaczającej nas instalacji dźwiękowej – z tych samych elementów: są nagrania terenowe, trzaski i szumy starych nośników dźwięku, strzępki soulowych lub nawet gospelowych linii wokalnych i hurtowe ilości pogłosu. Brakuje jednego: perkusji. Nie ma odniesień do muzyki klubowej. To nie jest już nawiedzony – jak pisano kilkanaście lat temu – parkiet taneczny. To parkiet pusty, nadgryziony zębem czasu, może nawet zarośnięty trawą, echo dawnej zabawy to już tak naprawdę jakieś melancholijne opary dźwiękowe. Ale dla pełnego obrazu słuchać trzeba tego ciągle głośno.

Ciągle da się na podstawie szczątków i ech wyobrazić sobie tę muzykę w pełnej aranżacji – bo u Buriala nawet w odartej do kości formie da się usłyszeć zarys pełnej koncepcji tak samo jak w ruinach budowli widać zwykle ich pełen kształt, a przynajmniej rozmach i styl. Niezmiennie też znajdziemy w muzyce Anglika odniesienia do ambientu, coraz ważniejsze z upływem czasu. Ale mam wrażenie, że z biegiem lat Bevan zaczął nią opowiadać coraz bardziej osobiste doświadczenia. Kiedy pod koniec drugiej minuty utworu tytułowego słyszymy I’m in a bad place, nie sposób nie odnosić tego do kondycji samego autora, albo może kondycji nas wszystkich w tych czasach (wcześniej słychać złowróżbne Nowhere to go). Strzępki słów mówią tu niejednokrotnie o potrzebie uwolnienia się, stałym przerywnikiem staje się odgłos zapalniczki i wciąganie powietrza, nagrania otoczenia Burial wykorzystuje coraz bardziej – i to pewnie jedyna jasna inspiracja tym, co później niż jego muzyka pojawiło się wśród nowych tendencji – niczym twórcy ASMR. W różnych fragmentach tych suitowo skonstruowanych (tematy wielokrotnie przechodzą jeden w drugi w obrębie poszczególnych utworów) form Bevan bywa blisko Felicii Atkinson czy Claire Rousay. Ale kaptura własnej estetyki nie zrzuca, prowadząc w swojej opowieści o samotności do poruszającego finału w najlepszym na płycie – i zarazem najkrótszym – Upstairs Flat. Mnie ten bardzo powolny zwrot w kilkunastoletniej karierze producenta (dziś to już średnie pokolenie, po czterdziestce) cieszy, a nowa muzyka przekonuje najbardziej od ładnych paru lat.            

BURIAL Antidawn EP, Hyperdub 2022 

PREMIERY PŁYTOWE TYGODNIA

1.01 Czarface Good Guys Bad Guys EP Including Tracks From Venom: Let There Be Carnage EP
1.01 Dangaus Čiabuvis Aerodronas
1.01 Daniel Bachman Lonesome Weary Blues EP
1.01 Daniel Son & Futurewave Son Tzu & the Wav.God
1.01 Elías Merino & Daniel del Río Structures for Wave Field Synthesis, Superpang
1.01 kakofoNIKT Dance Epidemic – Greatest Hits A.D. 1518, Antenna Non Grata CD, DL
1.01 King Gizzard & The Lizard Wizard Live in London, Romanus
1.01 Mydreamfever Rough and Beautiful Place
1.01 Phish LivePhish 12.31.21 – Live from the Ninth Cube
1.01 Teenage Halloween The Homeless Gospel Choir, Don Giovanni
1.01 Trainwreck A Night at the Drive-In
4.01 Elvis Costello & The Imposters The Boy Named If, EMI
4.01 Imitation Zone Late
4.01 Śpiewaczki z Nowej Rudy Zabzili tu wzieprzka, a my o tem wziemy, In Crudo
5.01 Alan Hohvaness Opening a Window to Cosmic Love: Private Acetate Discs ca. 1946​-​55, Canary
6.01 Asa Tone Live at New Forms, Leaving MC, DL
6.01 Burial Antidawn EP, Hyperdub
6.01 Infernal Mosquitoes Antigua, Superpang
6.01 MonoLogue Alice, Wabi-Sabi Tapes
6.01 Młody L3m Zatracenie punktu odniesienia, Plexus of Infinity
6.01 Sentino Aporofobia
7.01 Alkaline Pink Sableye V (Where Are We Now), Insomnia Cafe EP
7.01 David Bowie Toy:Box, ISO
7.01 Eiko Ishibashi Drive My Car Original Soundtrack (with bonus tracks), Newhere Music
7.01 Ellen Allien Rosen, UFO EP
7.01 Grzegorz Bojanek Damaged, EP
7.01 Gunna DS4Ever, Young Stoner Life
7.01 Lordi Lordiversity – Humanimals, AFM
7.01 Michael Giacchino Spider-Man: No Way Home, Sony
7.01 Og Keemo Mann beisst Hund
7.01 Pelkkä Poutanen Pyhä veri vuotaa, Eclipse
7.01 RuPaul Mama Ru
7.01 Soichi Terada Asakusa Light, Rush Hour
7.01 Spector Now or Whenever, Moth Noise
7.01 Stephanie Lamprea Quaking Aspen, New Focus
7.01 Taru Alexander Echoes of the Masters, Sunnyside
7.01 The Weeknd Dawn FM
7.01 Wadada Leo Smith, Henry Kaiser, Alex Varty Pacifica Coral Relief, 577 Records
7.01 Wh0 Feels, EP






 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Ładnie zaczyna się rok od szelestów Buriala.
    Recenzja, nic dodać nic ująć, w punkt. Kolejny raz zaciera się granica pomiędzy EP i LP można się zastanowić, czy taki podział ma jeszcze sens.
    Worek do zbierania płyt roku otwarty.

  2. No nie wiem czy porównanie Buriala do Banksy’ego jest adekwatne. Banksy to wylansowany i uwielbiany przez media liberalno – lewicowe bardziej aktywista, aniżeli artysta, który zawsze jest na pulsie czasu i akcentuje w swoich,, dziełach ” aktualne wydarzenia.
    Odpowiednie dozowanie poszczególnych akcji, podpieranych bardziej sztucznie i przewidywalnie przez media, kreuje skrupulatnie swój wizerunek,, artysty” tejemniczego, unikatowego, nieobliczalnego, nieprzewidywalnego, pasujący idealnie do dzisiejszej popkultury, raczej tej grzecznej, dopasowanej poprawności politycznej , bez cienia prowokacyjności czy publicznej kontrowersji… Typowe przecenione dziecko współczesnego mainstreamu

  3. „łomatko” już od początku roku szukanie wszędzie czyhającego potwora liberalno-lewicowego. Mam nadzieję, że Gospodarz się nie obrazi, że będę go tłumaczył, ale w recenzji poza enigmatycznością personaliów ( w dodatku dodaną na marginesie) nie było żadnego porównania twórczości wyżej wymienionych artystów. Teraz łączy ich właściwie to, że obaj mają pseudonim na literę B.

  4. cfreepo – haha. Nie za bardzo rozumiem jakiego potwora masz na myśli (to Ty użyłeś tego określenia), a skoro padł już jego, (Bangsy) pseudonim, pozwoliłem sobie (to chyba blog na którym można wyrazić swoją opinię) wyrazić swoje zdanie na temat tego,, artysty”,albowiem blog nie dotyczy tylko i wyłącznie muzyki.
    A muzycznie odpalam dzisiaj nowego Angusa Stone ‚a alias Dope Lemon z jego nowej płyty,, Rose Pink Cadillac ” i myślami jestem w Down Under na jakiejś cudnej plaży już trochę na high’ u
    https://youtu.be/KVOPmknOwR8

  5. Pamiętam dobrze, kiedy ukazały się albumy „Burial” i „Untrue”, to rzeczywiście było coś nowatorskiego. Żaden się nie zestarzał, obu nadal słucha się z zaangażowaniem (bo „przyjemnością” bym tego nie nazwał). Ale nowa płyta jest kolejnym dowodem głębokiego kryzysu twórczego, jaki Burial przeżywa od wielu lat. Amorficzne utwory bez żadnego kierunku ani celu, jakieś przypadkowe sample, nic się ze sobą nie klei, jakby do Abletona dorwało się kilkuletnie dziecko. Nie wiem, może brakuje mi jakiegoś genu, ale nie jestem w stanie zachwycić się tymi popłuczynami, mając w pamięci dwie wielkie płyty z lat 2006-07. A może po prostu chwalenie Buriala należy do dobrego tonu? Mimo wszystko kibicuję mu i życzę, żeby znalazł pomysł na muzykę. Bo teraz ewidentnie nie ma żadnego.

css.php