Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

23.12.2020
środa

Rok 2020. Jeszcze trzy płyty, których nie wolno przegapić

23 grudnia 2020, środa,

Bez zbędnych wstępów, bo czasu do nadrabiania nie pozostało dużo. Po pierwsze, jeden z najlepszych – obok Mary Halvorson – gitarowych albumów ostatnich miesięcy. KAKI KING Modern Yestardays  (Cantaloupe). Ukazała się niedawno i nie jest to bynajmniej debiut amerykańskiej gitarzystki, ale pierwszy album dla Cantaloupe, co już coś mówi na temat stylu: coś między tradycyjnymi folkowymi technikami fingerpicking a kompozycją współczesną. I bardzo dużo eksperymentów ze strojami gitarowymi. Autorka zderza ze sobą utwory sięgające do wpływów minimalizmu czymś bardzo lekkim. I tak z kojarzącego się wręcz z Jozefem van Wissemem Teek przechodzimy do Goodchild, melodyjnej, ale misternej błahostki. A potem od Rhythmic Tiny Sand Ball Patterns wykorzystującego brzmienia kojarzące się z muzyką Indonezji przechodzimy w Puzzle Me-You do czegoś, co mogłoby być gitarowym rozwinięciem stylu Radiohead z okresu OK Computer. I gdzieś pomiędzy tymi stylami, w detalach znajdziemy coś, co muzykę Kaki King wyróżnia. Nie chodzi w niej tylko o nienaganną technikę, ale też – w dużym stopniu – o ułatwianie sobie życia. Amerykanka zmienia stroje gitarowe jak rękawiczki, opisując zresztą we wkładce proces odtwarzania poszczególnych utworów w warunkach domowych. 

Duetowy album MOOR MOTHER i BILLY’EGO WOODSA Brass (Backwoodz Studioz) był jedną z największych niespodzianek grudnia. O singlu Furious, wydanym w lipcu, łatwo już było zapomnieć, bo zarówno Camae Ayewa, jak i Woods nie próżnowali. Ona wydała kilka albumów dość regularnie opisywanych na Polifonii, z kulminacjami w postaci Irreversible Entanglements oraz znakomitego Circuit City. On ma na koncie niezły album Shrines wydany w duecie Armand Hammer, którego druga połówka, Elucid, pojawia się gościnnie na Brass w dwóch utworach. Ale są też goście bardziej z jej świata – jak Amirtha Kidambi. Jest też Franklin James Fisher z Algiers i samplowany fragment utworu Sons Of Kemet. Długi (15 utworów) materiał balansuje między abstract hip hopem a awangardową ekspresją Moor Mother, część wspólną znajdując w okolicach afro-międzynarodówki. Jak dla mnie to jedna z najciekawszych wypowiedzi muzycznych po protestach BLM w tym roku. Zaskakująca, stawiająca wyzwania (choć paradoksalnie też pewnie najbardziej przystępna z tegorocznych płyt MM), nie do ogarnięcia za jednym odsłuchem.   

Amon Tobin trochę się odsunął trochę na bok sceny muzycznej, dając ciekawy przykład innym. Płyty wydaje samemu, wykorzystuje subskrypcje, a tego pokroju pojedynczego artystę z pewnością jest w stanie utrzymać duża grupa oddanych fanów. Na wydanej w lipcu płycie The World As We Know It (Nomark) występuje jako FIGUEROA. I ponownie wychodzi ze strefy komfortu, nagrywając album wprawdzie wykorzystujący elektroniczne narzędzia, ale zanurzony w folku i psychodelii. Gitara jest tu głównym instrumentem, partie wokalne towarzyszą nam regularnie. Fantastycznie się tego słucha jako nowej produkcji, bo brzmieniowo rzecz jest jak zwykle na wyjątkowym poziomie (a pomagała w osiągnięciu tego poziomu postać legendarna – Sylvia Massy, dobrze znana fanom Tool i RHChP). Stylistycznie wydaje się za to spóźniona w stosunku do całej fali nagrań z okolic choćby Animal Collective, ale po kilku miesiącach ciągle robi wrażenie. No i wydaje mi się, że nieźle zabrzmiałaby kooperacja – choćby korespondencyjna – Amona Tobina z naszym Jakubem Ziołkiem. Albo w ogóle z gronem Milieu L’Acéphale.  

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php