Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

28.08.2020
piątek

Sado-Maso Orchestra

28 sierpnia 2020, piątek,

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Szczególnie jeśli za pierwszym razem się w niej utonęło. Ale mądrości życiowe nigdy nie były mocną stroną Metalliki. W 20 lat po poprzedniej płycie z orkiestrą symfoniczną, zatytułowanej S&M – co wywołało sporo żartów na temat zawartości – postanowili nagrać kolejną. Mnie się też Metallica zaczyna kojarzyć z masochizmem, bo po przypieczętowaniu tamtej pierwszej płyty wizytą w Berlinie na czymś, co okazało się jednym z najnudniejszych orkiestrowych występów, jakie widziałem w życiu (i najgorszym z widzianych występów Metalliki), znów musiałem przesłuchać prawie 2,5 godziny połączenia muzyki symfonicznej i thrash metalu, co do którego mam poważne wątpliwości, czy w ogóle powinno zostać wymyślone. No ale życie to nie film Nolana. Zgodnie z zasadą entropii zespół Metallica nagrywa kolejne płyty, choćby i niepotrzebne, a dziennikarze próbują powstrzymać ludzi przed ich słuchaniem, choćby i bezowocnie. Będzie jednak i w tej historii pewien twist.  

Miłośnicy orkiestrowego brzmienia mogą dać za wygraną już przy samym intro, czyli Ecstasy of Gold, które, zwolnione, pozbawione dziarskości i skrojone w ścieżce wokalnej, jest cieniem oryginału zmarłego niedawno Morricone. Nie wiem, czy takie było założenie, bo Edwin Maurice Outwater (oryginalny współautor S&M Michael Kamen zmarł 17 lat temu) prowadzi orkiestrę San Francisco Symphony całkiem nieźle. A całość na pewno brzmi potężniej, dwa sceniczne byty nagrane zostały moim zdaniem efektowniej niż przed laty. To jest ten twist – pewne elementy zostały ulepszone. 

Także sam program dobrany został efektowniej – z prezentacją możliwości zespołu, który lepiej słychać (o tym za chwilę) we fragmencie Suity scytyjskiej Prokofiewa. Mamy też grany wspólnie z zespołem utwór Huta żelaza radzieckiego futurysty Aleksandra Mosołowa – całkiem ciekawe odkrycie: prosty na tyle, żeby grupa nadążyła, demonstracyjnie ciosany rytmicznie na wzór miarowo i głośno pracujących maszyn w odlewni. I nawet dowcipnie dobrany, biorąc pod uwagę wszelkie metalurgiczne skojarzenia nieodłącznie związane ze sceną metalową. Może nie na tyle, żeby się uśmiać, ale uśmiechnąć na pewno. 

Wzruszający dla fanów może być z kolei fragment, gdy kontrabasista Scott Pingel odgrywa samotnie słynną solówkę Cliffa Burtona jako wspomnienie pierwszego basisty Metalliki – starszy brat orkiestrowego muzyka był zresztą fanem grupy, historia się więc w tym punkcie zazębia, a ten akurat fragment jako jeden z nielicznych nie przedstawia orkiestry jako kosztownej ramotki, gwiazdorskiego dodatku. Przez moment słychać nawet King Crimson w tej solówce. I jeśli dla jakiegoś momentu jednak należałoby się z tym występem zapoznać, to to jest – zanim Pinglowi zaczyna towarzyszyć Lars Ulrich – właśnie ta chwila. 

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Jeśli zespoły rockowe z orkiestrą rzadko brzmią dobrze, to Metallica (chętnie podlinkowałbym w tym miejscu głośną swego czasu muzykologiczną analizę ich muzyki autorstwa Jacka Hawryluka, ale tego tekstu ze starej „Machiny” nie ma w sieci) jest w tym zestawieniu prawie w ogóle bez szans. Czy raczej odwrotnie: bez szans jest orkiestra. Konieczność instrumentalnego przekrzykiwania się z dobrze nagłośnionym zespołem rockowym odbiera jej brzmieniu niuanse, praktycznie uniemożliwia grę piano i ogranicza finezję. Środków bardziej nowoczesnych zespół nie stosuje, bo starzejący się fani przychodzą na zespół w zalewie klasycznej, a nie w trudnej do sprzedania panierce z Ligetiego czy Stockhausena. Aranżacje – całkiem, trzeba przyznać, różnorodne, są więc raczej ckliwe (np. pierwsza część No Leaf Clover), ograniczają się do staroświecko dopisanych drugich głosów, z reguły trzymając się stylistycznie końcówki XIX wieku i początków XX – ten Prokofiew zatem bardzo na miejscu. Słychać go, do spółki z Musorgskim, już w pierwszym w programie The Call of Ktulu. Tylko rytmikę trzeba było uprościć, co oczywiste, bo choć thrash metal wydawał się pod tym względem skomplikowany na tle najbliższej rodziny, z punktu widzenia orkiestry i muzyki poważnej pozostawał jednak dość toporny. Dla muzyki poważnej – nie muszę już więc chyba dodawać – nie jest to jakaś wyprawa w przyszłość. To jak z większością polskich polityków – fakt, że używają iPadów, nie czyni ich z automatu reprezentantami XXI wieku.

Bywa też, że osłodzone orkiestrą intra przesuwają Metallicę w stronę prog rocka. To naturalny kierunek, szczególnie w wypadku klasyków z wczesnych lat grupy. A przy tym i tak rzecz bardziej na miejscu niż gdy koloryzacje i ozdobniki idą w kierunku funkowych soundtracków do kina akcji lat 70. Tylko publiczność z całą pewnością nie zawodzi (pojawia się nawet w pewnym momencie I see Polish friends over here) – choć można się zastanawiać, czy jej ekspozycja w miksie nie robi z całego wydarzenia jeszcze bardziej zawodów sportowych.  

Na wszystko to patrzy się w obliczu pandemii jeszcze inaczej – za orkiestrami, ale w bardziej klasycznym repertuarze, duża część publiczności zdążyła się pewnie stęsknić, niektórych pewnie nie zobaczy długo, jeśli w ogóle. Byt dużej części zespołów tego typu, w tym amerykańskich, jest dziś zagrożony. Popularni rockmani mogą działać – jak udowodnili – nawet w izolacji. I wolałbym od tej pompatycznej błyskotki (która tym fanom orkiestry przecież nie wypełni pustki) zbiór pandemicznych nagrań unplugged, które przecież też zespół na „M” wykonywał. Ale też nieprzesadnie dużo oczekuję od tej grupy, czego dowodem niech będzie łagodna mimo wszystko ocena całości.

Na pewno spodobałoby się to bohaterom serialu Billions, który ostatnio skradł mi sporo czasu. Bezwzględny finansista Bob Axelrod funduje sobie w jednym odcinku nawet prywatny występ Metalliki, na który leci prywatnym jetem. A jego przeciwnik, prokurator Chuck Rhoades – cóż, ten ma gust chyba bardziej klasyczny, ale za to ze znaną wszystkim widzom serialu słabością do sado-maso.  

METALLICA S&M 2, Blackened 2020, 5/10 

PREMIERY PŁYTOWE TYGODNIA

22.08 Tomasz Bendarczyk Secret Ambient Friends Gig, Somewhere Nowhere
25.08 Ale Hop The Life of Insects, Buh
25.08 Sarah Hennies Casts, Astral Spirits
25.08 Sarah Hennies The Reinvention of Romance, Astral Spirits
25.08 Sly5thAve What It Is, Tru Thoughts
26.08 Beverly Glenn-Copeland Live at Le Guess Who? 2018, Transgressive
26.08 German Army School of the Americas, Opal Tapes
26.08 The Ophelias For Luck, Joyful Noise
27.08 Koko Die Imiona
27.08 Papillon Banco, Discrepant
Adam Nussbaum Lead Belly Reimagined, Sunnyside
Angel Olsen Whole New Mess, Jagjaguwar
Anna Jurkiewicz Lulu
Archive Versions
Baasch Noc PIAS
Belbury Poly The Gone Away, Ghost Box
Bellows Undercurrent, Black Truffle
Catherine Christer Hennix Unbegrentz, Blank Forms
Chris Forsyth, Dave Harrington, Ryan Jewell & Spencer Zahn First Flight
Christian Scott aTunde Adjuah Axiom, Ropeadope
Claire Roussay Both, Second Editions
Crash Crash, GAD CD
Cyclone Trio Cataclysm​.​.​. Live at Cafe Oto, 577 Records
Disclosure Energy, Island
Dua Lipa Club Future Nostalgia, Warner
Dukes of Chutney Hazel, Beats In Space
Eric Copeland Dumb It Down, PPM
George Cory Todd That Dark Electric LP, Atlantic Rhythms
Hekla Sprungur, Phantom Limb
Jason Mraz Look for the Good
Jazz Q Pori 72, GAD CD
John Carpenter Skeleton b​/​w Unclean Spirit, Sacred Bones
Jyoti Mama, You Can Bet!, Someothaship
Katy Perry Smile, Universal
Kelly Lee Owens Inner Song, Smalltown Supersound
Kikagaku Moyo/幾何学模様 Stone Garden, Guruguru Brain EP, reed.
Kikagaku Moyo/幾何学模様 Mammatus Clouds, Guruguru Brain reed.
Kindohm Deserted/Reclaimed, Gin&Platonic
Konstrukt & Otomo Yoshihide Eastern Saga: Live at Tusk, Karlrecords
L.A.Witch Play with Fire, Suicide Squeeze
Lowhitey Tears While Sleeping, Father and Son Records and Tapes
Lua Preta Polaquinha Preta Remixed, U Know Me EP
Metallica S&M 2, Blackened
Mix Master Mike & Steve Jordan Beat Odyssey 2020, Jay-Vee
Mulo Francel Crossing Life Lines, GLM Music
Nat Birchall Upright Living – Nat Birchall meets Al Breadwinner
Natalia Kukulska Czułe struny, Agora
PVRIS Use Me, Warner
Ryan Hemsworth Pout, Jagjaguwar
Shevdaliza Shabrang, Twisted Elegance
Siavash Amini A Mimesis of Nothingness, Hallow Ground
Taco Hemingway Jarmark
The Heads Reverbations Volume 2, Cardinal Fuzz
Ulver Flowers of Evil, House of Mythology
VA Safe In Sound (Home Recordings from Quarantine), Joyful Noise
VA Total 20, Kompakt
Widowspeak Plum, Captured Tracks
Yello Point, Universal

Część powyższych tytułów ma daty wydania po lewej stronie. Te, które nie mają – opublikowane zostały 28.08.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Kelly Lee Owens – Inner Song – elektronika też jest dziewczyną więc również warto.
    Na marginesie: SM2 próbowałem, ale długo nie wytrwałem. Dlatego p. Redaktorowi gratuluję wytrwałości.
    A na odtrutkę, mam nadzieję skuteczną, w weekend do posłuchania nowy Baasch, Ulver. Obowiązkowo trzeba the Wailers – One World

  2. Bardzo mi się podobały płyty Ulver „Terrestrials” i „ATGCLVLSSCAP”. Czekałem więc niecierpliwie na kolejne wydawnictwa, ale te okazały się całkiem rozczarowujące, ostatnia płyta nie jest niestety wyjątkiem. Ulver na płytach „The Assassination Of Julius Caesar” i „Flowers Of Evil” poszedł chyba w pop i jest to tak gładkie, że nie znajduję tam niczego, żadnej szczeliny, nierówności, pęknięcia, czego mogłoby się chwycić moje ucho. Proponuje na odtrutkę nowe wydawnictwo tria Baker/Goff/Harris „The Bit”, po świetnym „Noplace” z przed trzech lat, kolejna rzecz warta rzucenia uchem. Muzyka niejednoznaczna, z każdym odsłuchaniem coraz bardziej wciągająca. Polecam.

  3. Przepraszam za spam, ale nie do końca ogarniam nowe technologie, cóż, nick jednak zobowiązuje…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @cfreepo –> Dziękuję. W szczególności za płytę Figueroa, którą wcześniej przegapiłem – świetny album. 🙂

  6. @Janusz_z_ciemnogrodu –> Żaden spam. A co do Ulvera to nawet z grubsza się zgadzam.

  7. Może minąć nawet kilka lat, zanim się zmuszę, żeby przesłuchać „S&M2”. Z ostatnich dwudziestu paru lat w dyskografii Metalliki spodobało mi się tylko „Lulu”, ale to i tak bardziej dzieło Lou Reeda.

    @Janusz_z_ciemnogrodu –> Nie jestem fanem obecnego, bez „szczelin, nierówności, pęknięć” stylu Ulver i czekam, aż znowu zmienią styl, ale przyznaję, że to retro, które ostatnio wydają, jest – w swojej synthpopowej kategorii – całkiem dobre.

  8. @Krasnal Adamu -> Właśnie sobie uświadomiłem, że dawno temu słuchałem już synthpopu (nazywano to new coś tam..), ale grał go wtedy Ultravox. Dziś Ultravox mnie nudzi, tak samo jak Ulver.

css.php