Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

15.04.2019
poniedziałek

4 płyty, których warto posłuchać w tym tygodniu

15 kwietnia 2019, poniedziałek,

Usłyszałem przyszłość rocka. No dobra, wcale nie, rock dalej jest tak samo martwy i dalej nie ma przyszłości, co jednak stwarza znakomite, wręcz idealne warunki do tego, żeby czasem w jego okolicach pojawiła się jakaś ekscytująca płyta. Tym łatwiej ją zauważyć. Poza tym relaksowałem się w weekend przy jednym z najlepszych dziś producentów klasycznie brzmiącego R&B, machałem głową przy sabbathowskich riffach trąbki i saksofonu, no i odlatywałem przy dźwiękach guimbri. Taki zawód, że się nie wychodzi z pracy w soboty i niedziele. Dziś tylko zagraniczne płyty, ale dość mocny zestaw.

ANDERSON. PAAK Ventura, Aftermath 2019, 7/10
Zaczyna mi się tutaj zapętlać ta moja cotygodniowa playlista, skoro notkę o tym artyście chciałem zacząć od stwierdzenia o „pewniaku”, zupełnie jak przed rokiem. Niezwykle przyjemna płyta na niedzielny poranek, co miałem okazję wczoraj przetestować na własnej skórze, nowoczesny soul/R&B z mnóstwem gości. Już sama obecność André 3000 zwraca uwagę, utwór też znakomity, tyle że za chwilę okazuje się, że Make It Better z udziałem Smokeya Robinsona jeszcze lepsze. Zarazem jednak jest ta płyta niezłą ilustracją niektórych tez ciekawego tekstu Toma Whitwella (opublikowanego w Medium.com) o homogenizacji muzyki w czasach dostępu do najlepszych narzędzi producenckich – trudno tu wychwycić własny styl. Za to płyta jest na tyle luźno zmiksowana i poddana na tyle lekkiej kompresji, że gdyby nie podkręcona stopa perkusyjna, brzmiałoby to jak rzeczy nagrywane co najmniej 30 lat temu.

THE BUDOS BAND V, Daptone 2019, 7-8/10
Przerzedził się katalog Daptone Records, niestety, z przyczyn naturalnych. Ci pozostali muszą się więc postarać tym bardziej, co się sprawdza w wypadku The Budos Band, czyli nowojorskiej kompanii grającej współcześnie afro-soul i Etio-jazz. Z mocną, krzykliwą momentami sekcją dętą, idą w kierunku wskazanym przez nieżyjącego Charlesa Bradleya, czyli robią na nowej płycie Black Sabbath w wersji soulowej. Takie właśnie, riffowe granie dęciaków wsparte fuzzem gitarowym i rockowym brzmieniem basu, przywita nas od pierwszych taktów Old Engine Oil. Skojarzenia z hard rockiem pojawiały się już przy poprzedniej płycie, wydanym pięć lat temu Burnt Offering (pisałem o nim na Polifonii). Tu jednak – mam wrażenie – przyjęły bardziej konsekwentną formę, a i produkcja „piątki” nie pozostawia nic do życzenia. Słychać w tym frajdę i naturalność, nie ginie przestrzeń i żywe brzmienie.

FONTAINES D.C. Dogrel, Partisan 2019, 8-9/10
Jestem naprawdę daleki od używania wielkich słów w stosunku do pierwszej lepszej rockowej płyt napędzanej postpunkową energią, bo punkt wyjścia nie był świeży już 20 lat temu, a na rynku mizeria, ale… debiut irlandzkiej grupy Fontaines D.C. przebija debiutancką płytę Arctic Monkeys i z pewnością nie jest gorszy od debiutu Interpol. I jeśli z czymś z ostatnich dekad, co było utożsamiane z rockowym odrodzeniem przegrywa, to może tylko z debiutem The Strokes. Choć i o tym można dyskutować. A zdecydowanie wrzucałbym dublińczyków na tę półkę, co te duże kapele, a nie na półkę z Idles czy innymi stricte punkowymi załogami. Ta muzyka, nowofalowa w brzmieniu, bywa zaprawiona całkiem rootsowym rock’n’rollem (Boys in the Better Land). Oczywiście nasuwa się Shame, ale też nie tak równe i dopracowane na pierwszej płycie. Fontaines D.C. ze swoją mieszanką wpływów z tradycji – zarówno brytyjskich, z okolic The Clash, jak i amerykańskich, sięgających The Velvet Underground – błyskawicznie urośli i pewnie już nie wrócą na małą scenę polskiego festiwalu ani do małego klubu (a grali u nas klubową minitrasę nie dalej jak w styczniu). Płyta jest doskonale ułożona, napięcie schodzi nieco dopiero w okolicach The Lotts z wywołującym setki skojarzeń flangerowym basem i trudną do zapamiętania linią melodyczną. Powraca jednak za chwilę w Liberty Bell. Pozostaje uliczny dubliński akcent, przyjemna rzecz dla tych, którym znudziło się prowincjonalne angielskie Sleaford Mods: Dublin in the rain is mine / A pregnant city with a catholic mind. Bono się nie spodziewajcie. Ale najwspanialsza rzecz w tym wszystkim jest taka, że nie trzeba w tym na siłę szukać jakiejś nowej sceny. Rock zasadniczo dalej martwy, a płyta kapitalna.

JOSHUA ABRAMS & NATURAL INFORMATION SOCIETY Mandatory Reality, Eremite 2019, 7-8/10
Frustrujący jest fakt, że nie sposób tę płytę znaleźć w streamingu, jest tylko w plikach cyfrowych do ściągnięcia (iTunes, Bandcamp, Boomkat itd.), ale Eremite Records ma specyficzną politykę – i jeszcze wysokie ceny fizycznych nośników u dystrybutorów. Za to poszukiwanie wynagradzają rozmiary tego wydarzenia: ponad 80 minut hipnotycznej muzyki z mocną basową podstawą, dość ciemnym brzmieniem i nerwowością tradycyjnie, obrzędowo akcentowanej perkusji (Hamid Drake) połączoną z miarowym transem guimbri Abramsa, który z tego rodzaju przyprawianej Afryką i jazzem psychodelii zrobił w ostatnich latach swój własny, rozpoznawalny nurt, a także fortepianu, fisharmonii i licznych dęciaków. To ciemne brzmienie wydaje się zamierzone, szczegółów nie brakuje, a całość jest, jak zachwalają autorzy, pierwszym „audiofilskim” nagraniem w katalogu Natural Information Society – ostatnie akcenty dorzucił Helge Sten w masteringu zrobionym przez lidera Supersilent w Oslo. Nie zaskakuje aż tak jak bywało, ale przy 40-minutowym Finite można naturalnie odlecieć.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. i piaty, podwojny album, ktory powstal z paru slow Roberta Wyatta,
    czyli: Overnight, Upstream, Downwind, Overland.
    ponad godzine

    The Future Eve
    „KITsuNe/Brian the fox”
    („kitsune” : „lis” po japonsku)

    Japanese producer The Future Eve – known for his minimalist, synthesised pieces under the moniker Tomo Akikawabaya such as The Castle (1984), reissued alongside other works on New York’s Minimal Wave as The Invitation of The Dead in 2015 – has announced a landmark collaboration spanning continents and planes of existence. Going under the new name of The Future Eve, he has worked together with the legendary Robert Wyatt to create an electronic journey of sound.
    credits
    released March 22, 2019

    Vocal & Keyboard: Robert Wyatt
    Instruments & Mix: Takaaki Han-ya & Th (The Future Eve)
    Mastering: Taylor Deupree

    https://flau.bandcamp.com/album/kitsune-brian-the-fox

css.php