Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

28.09.2018
piątek

Czy taki Hecker dobry, jak go malują? [+ premiery tygodnia]

28 września 2018, piątek,

Pod tytułem przypominającym nigdy nienakręcony film Studia Ghibli (konoyo znaczy ten świat, nasz świat, w opozycji do tamtego świata, świata duchów – pierwszy na płycie This Life to właściwie tłumaczenie) ukazał się właśnie nowy album Tima Heckera. Kanadyjczyk prawie zawsze miał jakiś koncepcyjny pomysł na nowy program, ale ten robi szczególne wrażenie: zestaw był nagrywany z tradycyjnym zespołem gagaku – muzyki dworskiej cesarstwa japońskiego grywanej od kilkunastu wieków – w świątyni na przedmieściach Tokio. Hecker trafia z pomysłami, jak gdyby skoczył na chwilę w przyszłość i sprowadził almanach tendencji muzyki elektronicznej. Tyle że to nie do końca jego pomysł.

Niczego nie ujmując producentowi – gagaku podpowiedział mu nieżyjący Jóhann Jóhannsson, którego duch unosi się zresztą gdzieś na albumem. Już te glissanda This Life brzmią jak niepublikowana ścieżka do Blade Runnera 2049. Kto widział film, nie będzie się dziwić, że JJ, z którego usług autorzy zrezygnowali w ostatniej chwili, mocno interesował się Japonią. Hecker wchodzi tu trochę w jego buty, próbując trochę myśleć jako kompozytor form orkiestrowych (ma do dyspozycji skład grający na tradycyjnych instrumentach: przede wszystkim fletach i charakterystycznym shō), ale na końcu zwycięża w nim producent elektroniczny.

Konoyo ma szczególną, i nie najłatwiejszą (dużo wysokich składowych harmonicznych, inny system strojenia niż ten zachodni – bazowo 430Hz zamiast 440Hz) charakterystykę brzmieniową. Rozpina ten dźwięk w przestrzeni szeroko, a Hecker, który deklarował, że idąc z duchem tej kultury japońskiej chciał zrobić mniej, ostatecznie i tak wypełnia tę przestrzeń całkiem intensywnie. A gdy próbuje jechać raz jeszcze na brzmieniu i intensywności, robi się to trochę nudno. Słychać też, że próbował znaleźć pomysł na gagaku, co paradoksalnie nie jest łatwe, bo od La Monte Younga i Toru Takemitsu po polskiego kompozytora Jarosława Kapuścińskiego (mieszkający skądinąd w Kanadzie spec od tej tradycji, której poświęcił wiele utworów i książkę), odwoływano się do niej w ostatnim półwieczu dość często. I jakkolwiek samym brzmieniem można się nasycić, to błądzenie na Konoyo słychać. Rozłożysta, panoramiczna i dzika, nowa muzyka Heckera bywa zarazem w swoim chaosie dość nieustrukturyzowana. Jednym się to będzie podobać, inni zaczną ziewać. Z najlepszych momentów (wstęp i te najdłuższe utwory: In Mother Earth Phase, Across To Anoyo) niektóre i tak są przewymiarowane, wydają się dłużyć w nieskończoność – a pisze to ktoś, komu u Swans długość nigdy nie przeszkadzała. Trochę jakby Hecker rzeczywiście chciał się wcielić w Jóhannssona i pobawić formą gabarytów kompozycji współczesnej, nie dochodząc jednak do tego samego ciężaru gatunkowego.

Nowy materiał Heckera, który w wersji koncertowej – z Japończykami – usłyszymy na Unsoundzie (w ramach zapowiedzi opowiadam w POLITYCE o Terrym Rileyu), przyjęty został przez krytykę niemal jednomyślnie, co uważam za gest zaufania w stosunku do wielokrotnie sprawdzonego artysty. Ale jeśli przyłożyć do niego kryteria sensowności, rzeczywistej synergii wynikającej ze współpracy i możliwości, jakie dostał, można się zastanawiać, czy na takie jednostronne przyjęcie zasługuje. Poza tym ukazuje się ostatnio tak dużo fantastycznych płyt z muzyką elektroniczną, dzieje się tak dużo (w Warszawie mamy od poniedziałku tutejszą edycję fajnie ułożonego programowo Avant Artu), że zasłanianie sobie tym albumem innych byłoby błędem. Hecker nie odszedł tak daleko od swojego stylu niż wskazywałyby jego bilety lotnicze. A dokładnie w tym samym tygodniu ukazała się ostatnia pośmiertna płyta Jóhanna Jóhannssona – soundtrack do filmu Mandy, który zrobił na mnie, jak na razie, nieco większe wrażenie.

TIM HECKER Konoyo, Kranky 2018, 6-7/10

Ukazały się w tym tygodniu:

Agar Agar The Dog and the Future, Cracki
All Them Witches ATW, New West
alt-J Reduxer, Atlantic
Amber Arcades European Heartbreak, Heavenly
Amy Ray Holler, Daemon
Ana Da Silva & Phew Island, Shouting Out Loud!
Andrew Bernstein An Exploded View Of Time, Hausu Mountain
Andy Milne & Dapp Theory The Seasons of Being, Sunnyside
Aretha Franklin The Atlantic Singles Collection 1967-70, Rhino arch.
Audrey Chen Runt Vigor, Karlrecords LP
Ben LaMar Gay 500 Chains, International Anthem
24.09 Bionulor A.S., Oniron
Birdhead Massive Agressive, Good Gear
22.09 Boris Secrets, Inoxia
24.09 Bryan Chapman 7 Shadows and Iron Lungs, Monotony
Cave Story Punk Academics, Lovers & Lollypops
Chandelier Pure, Chickadisc arch. 2CD
Chandelier Facing Gravity, Chickadisc arch. 2CD
Cher Dancing Queen, Warner
Cypress Hill Elephants on Acid, BMG
Danielson Snap Outtavit, Joyful Noise EP
Elysian Fields Pink Air, Vicious Circle
25.09 Envee Time & Light Prequel EP, U Know Me 12″, DL
Exploded View Obey, Sacred Bones
Fat Tony 10,000 Hours, Don Giovanni
22.09 Father Awful Slim, RCA
Field Works Pogue’s Run, Temporary Residence
24.09 Fischerle Groove 7, Outlines MC
26.09 Four Tet Live at LPR New York, 17th February 2010, Four Tet
Graham Parker Cloud Symbols, 100%
Hans Zimmer & Lorne Balfe The Journey: Champions (games OST)
Haruomi Hosono Hosono House, Light In The Attic arch. LP
Haruomi Hosono Cochin Moon, Light In The Attic arch. LP
Hater Siesta, Fire
Hippo Campus Bambi, Grand Jury
Jacek Skubikowski Wyspa dzikich, GAD arch., DVD+CD
Jan Ptaszyn Wróblewski Sextet Komeda. Moja słodka europejska ojczyzna (Polish Jazz vol. 80), Polskie Nagrania
26.09 Japamyu Kyary Pamyu Pamyu, Warner Japan
Jlin Autobiography (Music from Wayne McGregor’s Autobiography), Planet Mu
Joe Strummer Joe Strummer 001, Ignition comp.
John Mulaney Kid Gorgeous at Radio City, Drag City
Johnny Payne Johnny, Light Organ EP
Jose James Lean On Me, Blue Note
27.09 Kadodi Kadodi, Nyege Nyege Tapes
22.09 Kevin Drumm Overstaying
Klara Lewis & Simon Fisher Turner Care, Editions Mego
Kodaline Politics of Living, RCA
24.09 Korridor End of Cycling yo ur y, Northern Electronics
L-Space Kipple Arcadia, Last Night From Glasgow
Lala Lala The Lamb, Hardly Art
Leszek Żądło Miss B., For Tune
Loretta Lynn Wouldn’t It Be Great, Sony
24.09 Łukasz Borowicki Sextet Morbidezza od Decadence, Multikulti
Marcelina Koniec wakacji, Agora
Marissa Nadler For My Crimes, Sacred Bones
Mikko Löytty Höyhen, Eclipse Music
Mirrors of Psychic Warfare I See What I Became, Neurot
Mudhoney Digital Garbage, Sub Pop
Murcof Lost in Time, Glacial Movements CD
Nick Cave & The Bad Seeds Distant Sky (Live in Copenhagen), Bad Seed Ltd. 12″
27.09 Nile Rodgers & Chic It’s About Time, Universal
Nova Materia It Comes, Crammed Discs
Ouri We Share Our Blood, Ghostly EP
Pigs Pigs Pigs Pigs Pigs Pigs Pigs King of Cowards, Rocket
Piotr Wojtasik To Whom it May Concern, Indygo CD
Pixies Live from the Fallout Shelter, 4AD
Restorations LP5000, Tiny Engines
Riverside Wasteland, Mystic
23.09 The Robadors Quartet (Tom Chant, Marco Mezquida, Johannes Nastesjo and Ramon Prats) 19:30, Multikulti Project/Spontaneous Music Tribune Series
Roosevelt Young Romance, City Slang
Slow Crush Aurora, Holy Roar
Spain Mandala Brush, Glitterhouse CD, 2LP
Spesh Famous World
St. Lenox Ten Fables of Young Ambition and Passionate, Love Anyway
Stereolab Switched On Volumes 1-3, Duophonic arch.
Supersilent 14, Smalltown Supersound
Tashi Wada with Yoshi Wada and Friends FRKWYS Vol. 14 – Nue, RVNG Intl
The Joy Formidable Aaarth, Seradom
This Will Destroy You New Others Part One, Dark Operative
Tim Hecker Konoyo, Kranky
27.09 Tony Allen & Jeff Mills Tomorrow Comes the Harvest, Blue Note DL, 10″
Tony Joe White Bad Mouthin’,Yep Roc
VA Rick and Morty OST, Sub Pop
Victoria Monet Life After Love, Pt. 2, Victoria Monet
27.09 Widt & Christoph de Babalon Teyas, Bocian
Wojciech Golczewski Tonight She Comes OST, Data Airlines DL, MC (winyl wkrótce)
24.09 Young Thug On the Rvn, 300, Atlantic EP

Wszystkie premiery 28.09, chyba że oznaczyłem inaczej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Panie Redaktorze,
    od dłuższego czasu śledzę Pański blog i z zainteresowaniem czytam recenzje części albumów. Pewna rzecz jest jednak dla mnie niejasna.
    Jakim cudem album Tima Heckera – artysty uznanego, o niepodważalnym dorobku i fantastycznym warsztacie otrzymuje od Pana ocenę 6-7/10, podczas gdy album John Lake „Strange Gods” był wychwalany pod niebiosa.
    Przypomnę tylko, że album „Strange Gods” został wbudowany w oparciu o brzmienia fabrycznie wbudowane w procesor efektów Kaoss Pad 2, co wywołuje zaledwie uśmiech politowania u osoby, która zna to urządzenie. Pomijając jednak budulec, tamta płyta stoi na bardzo niskim poziomie, nagrania w żaden sposób nie przykuwają uwagi, są nieudolnie zagrane (lub raczej odtworzone) i skomponowane.

    Myślę, że stosowanie bardziej jednolitych kryteriów oceny recenzowanych płyt pozwoliłoby uniknąć tego typu rozbieżności.

    Przyjmując nawet czynnik subiektywności, trudno mi uwierzyć, że „Konoyo” jest według Pana gorszą płytą niż w/w „Strange Gods”.

    No ale kolegom chyba nie wypada wystawić złej oceny?

  2. Kontekst wielcy światowi profesjonaliści kontra nasi okręgowi autorzy wraca tu w dyskusji co jakiś czas. Oceniam to, co dostaję, często na tle dorobku danego autora, na tle sceny, którą reprezentuję. A jako użytkownik pierwszego Kaoss Pada (nie znam presetów dwójki) odnajdywałem te efekty przez lata u artystów z górnej półki. To jest trochę taka dyskusja jak z tym, czy Eddie Van Halen z najlepszą gitarą i zestawem efektów na świecie może zagrać gorszy utwór niż polski punkowiec z fuzzem polutowanym w domowym warsztacie. Może. I czy lecący na presetach arabski keyboardzista może być ciekawszy niż mistrz syntezatorów modularnych. Może. Co do efektu znajomości – nie, nie jesteśmy kolegami. I tak, muzykom, których zdążyłem poznać (jako dziennikarze przeprowadzamy też wywiady itd.), zdarzało mi się wystawiać gorsze oceny. Co do „Konoyo” – już się tłumaczyłem z tej oceny i pewnie jeszcze będę. Z wyjątkowym materiałem Hecker nie zrobił więcej niż prezentował solo, a obserwuję jego działania od dawna i bardzo szanuję. Oczywiście biorę sobie do serca takie uwagi, ale nie udało się jeszcze w krytyce muzycznej wypracować jednolitych kryteriów. Choć tego typu dyskusje przekonują mnie coraz bardziej do tego, że ocena punktowa często robi więcej szkody niż pożytku. Serdeczności.

css.php