Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

6.09.2018
czwartek

Cóż tam, panie, w fortepianie?

6 września 2018, czwartek,

Czym jest fortepian, jak powszechnie wiadomo, nie wiadomo do końca. Albo nie tyle nie wiadomo (bo rzecz jasna powszechnie wiadomo, jak się go klasyfikuje), co jest to skomplikowane. Nie piję tutaj do różnego rodzaju instrumentów historycznych – a „instrumenty historyczne” to z pewnością najmodniejsze pojęcie września ze względu na odbywający się w warszawie konkurs, o którym poczytać można na blogu Doroty Szwarcman – tylko do tego, jak do fortepianu podchodzą muzycy z różnych stron. Na przykład elektronicy, którzy marzą o tym, żeby podłączyć kabel MIDI czy po prostu spojrzeć jak na syntezator, albo perkusiści, którzy klasyfikacyjnie mają do niego blisko.

Blisko takiego perkusyjnego spojrzenia na instrument Chopina jest kwartet Yarn/Wire z Nowego Jorku – trochę jak nasz Kwadrofonik, w połowie perkusiści, w połowie pianiści, w proporcji płci też pół na pół. I podobnie otwarci na współpracę z artystami z różnych stron, o czym świadczą przedsięwzięcia z twórcą słynnej 1-bitowej symfonii Tristanem Perichem czy eksperymentatorem i noise’owcem Pete’em Swansonem. A także wykonania utworów Tyondaia Braxtona czy Petera Evansa (dostępne zresztą za darmo, czy raczej: za dowolną cenę, na Bandcampie). Nie pamiętam, czyli i kiedy grali w Polsce (ktoś z czytelników Polifonii na pewno będzie to wiedział), ale na pewno była u nas prezentowana, na Warszawskiej Jesieni, muzyka Alexa Minceka, którego utwór Images of Duration prezentują na nowej płycie. Postać ciekawa, saksofonista i klarnecista, który tu spojrzał na fortepiany w dużej mierze od strony ich perkusyjnych walorów.

Rzecz jest dość długa – tytuł nie kłamie. I momentami dość abstrakcyjna – nie kłamie też dedykacja dla amerykańskiego rzeźbiarza i malarza Ellswortha Kelly’ego. Kompozycja powstała na instrumenty perkusyjne, bardzo różnorodne, od marimby i dzwonków, przez wspominany tu ostatnio parokrotnie waterphone, aż po gongi, a do tego dwa fortepiany, z których jeden przestrojony został o ćwierć tonu w dół, nie należy się więc spodziewać pięknych kontrapunktów i harmonii. Ba, fortepiany stają się jednymi z równorzędnych narzędzi w czteroosobowej orkiestrze. Fragmentami (Grids in Black and White z grą pauzami i dźwiękami o krótkim ataku) formalizm bierze tu górę, ale na szczęście Mincek – jak sam twierdzi, testujący percepcję czasu i uwagę słuchacza – ma dość dobre wyczucie tego, które z ćwiczeń z głębokiego słuchania, jakie tu proponuje, może rozegrać w trzy minuty, a na które może poświęcić ponad kwadrans. Oblique, a szczególnie Oxblood Becomes Orchid, to zarazem fragmenty najdłuższe i najciekawsze. Ten pierwszy z podróżą w potężny i fascynujący fortepianowy dron, ten drugi – z długimi minutami motywów tyleż skromnych, co mocnych. Oba są niezłą ilustracją tego, jak odpowiednio wymyślona muzyka, bardzo prosta i bynajmniej nie noise, absorbuje uwagę bez reszty.

YARN/WIRE Images of Duration (In homage to Ellsworth Kelly), Northern Spy 2018, 7/10

Inny jest fortepian na płycie Oondood o dość odstręczającym tytule: Piano Album You Were Never Ready For, ale w sumie lżejszej zawartości. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę subtelną trawestację motywu z Maneatera duetu Hall & Oates (Almost Maneater) czy cień Satiego (Piosenki, których nie nagrałem). Rzecz nie jest wprawdzie w całości, ale w zdecydowanej większości nagrana na fortepianie, zaczyna się właściwie od nieśmiałej próby brzmieniowej, po czym każe szukać śladów raczej taniej i dość intensywnej estetyki tego powiązanego ze składem RSS B0YS wyjątkowo niespokojnego artysty (Co jeśli z techna zabrać całe techno?). Odległość brzmieniowa od dotychczasowych płyt Oondooda sprawia, że słucha się tego z rosnącym zdziwieniem, a tytuł wypada całkiem wiarygodnie. W tym miniaturowym wydawnictwie chodziło najwyraźniej o coś przeciwnego niż w utworze Minceka. Tam szło o porzucenie tej czystości brzmieniowej i przeświadczenia o centralnej pozycji fortepianu, ucieczkę ze świata Beethovena do świata Cage’a. Podczas gdy Oondood przy swoim dalekim punkcie wyjścia może sobie pozwolić na coś zupełnie innego (fortepian to taki niedoceniony w niezalu instrument – podpowiedział mi wydawca) – odkrywanie cech, za który ten instrument kochały pokolenia. Choć ewidentnie też mijają się w tych zamierzeniach gdzieś pośrodku.

Pisałem tę podwójną recenzję przez bite osiem godzin z przerwami, bo ciągle przerywała mi to jakaś pilna redakcyjna praca, wiłem się też w poszukiwaniu puenty, ale na koniec dnia puentę podpowiedziała mi redakcyjna koleżanka, pytając, czy już widziałem tę przeróbkę przeboju z refrenem Tylko dudlić, śniadać, lulać, jako tantne dziatki. Chodziło o opublikowaną kilka dni temu na stronie ASZDziennika, kapitalną skądinąd, przeróbkę Taconafide w stylu staropolskim. No więc fortepian u Minceka to próba unowocześnienia Przedwiośnia. A fortepian u Oondooda – próba zestaropolszczenia Tamagotchi.

OONDOOD Piano Album You Were Never Ready For, Mik.Musik! 2018, 7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php