Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

24.08.2017
czwartek

Czarna przeszłość (ja bym klikał)

24 sierpnia 2017, czwartek,

Jest na rynku muzycznym pewne ważne prawo. Kiedy myśleliście, że wszystkie składanki z historiami muzyki afroamerykańskiej już wyszły, na pewno ukaże się jeszcze jedna. Oczywiście jak z każdym prawem – są wyjątki. Bo czasem wychodzą dwie składanki naraz – tak jak teraz z kompilacją sprytnie zatytułowaną tak, żeby się z trudem zmieściło w jednym tweecie: Soul of a Nation. Afrocentric Visions in the Age of Black Power, Underground Jazz, Street Funk & The Roots of Rap 1968-79. I z drugą, już bardziej ekonomiczną: Function Underground. The Black and Brown American Rock Sound 1972-1977. A że wydawcy obu znakomici, do pierwszego obowiązującego prawa należy dodać drugie: zakup każdej z tych składanek może się skończyć zakupami kolejnych płyt. Muszę więc ostrzec zanim klikniecie dalej. Choć zaznaczam, że ja bym kliknął.

Przy Soul of a Nation, wydanej przez świetną brytyjską Soul Jazz Records, możecie na początku dwa razy jęknąć z zawodu. Po pierwsze, jak mogli na okładce wykadrować obraz olejny niedawno zmarłego Barkleya L. Hendricksa, który firmuje jednocześnie wystawę w Tate Modern poświęconą buntowniczej czarnej sztuce. Tam można go zobaczyć w całej okazałości – jeszcze do 22 października. Na wystawie zresztą sam album można było kupić przedpremierowo, więc to odcięcie dolnych partii ciała czarnego supermana na okładce może jednak doczekało się zgody artysty lub przynajmniej jego rodziny. Drugi problem to dość oczywisty początek: The Revolution Will Not Be Televised Gila Scotta-Herona. Piosenka – a właściwie pre-rap – którą macie pewnie na paru innych płytach. Owszem, dla historii muzyki afroamerykańskiej dumy – a właściwie wpływu ruchów obrony praw obywatelskich na muzykę z USA od końca lat 60., bo to dokumentuje składanka – rzecz kluczowa.

Esej towarzyszący zestawowi utworów przeczytacie migiem – i niewiele się z niego dowiecie o samych twórcach. Co jest jeszcze jednym mankamentem. Ale to tak jak z rozwojem czarnej kultury – złe bywa zapowiedzią dobrego. Znajdziecie tu sporo muzyki, o której esej dziś napisać niełatwo. Weźmy wklejonego wyżej eksperkusistę Sun Ra, czyli Duke’a Edwardsa, i utwór, który jest właściwie natchnionym monologiem i wydaje się pod wieloma względami następcą tego kawałka Scotta-Herona. A dodatkowo pochodzi – jak spora część repertuaru składanki – z bardzo rzadkiej płyty. Podobnie jak Malcolm X – hymn (ten nawet bardziej z okolic Sun Ra – autor był z kolei trębaczem Arkestry) Phila Cohrana, wybitnego muzyka sceny afro-jazzowej zmarłego tuż przed wakacjami. W sklepie na rogu tego nie dostaniecie.

Europejskie instrumenty dęte i afrykańskie polirytmie – a do tego format call and response, improwizacja, swing i synkopa. Te elementy wylicza niezmordowany Stuart Baker, autor kompilacji, wymieniając nazwisko Malcolma X jako kluczowe, obok Marcusa Garveya i Martina Luthera Kinga, dla kształtującej się w latach 60. fali artystycznej związanej z emancypacją czarnych. Poza elementami bluesa, funku i soulu mamy tu regularnie zespoły złożone z muzyków zwracających się do siebie per „Bracia” (Sarah Webster Fabio), albo wczesne przykłady budowania w Ameryce składów grających muzykę o charakterze stricte afrykańskim – jak Mandingo Griot Society (jest tu ich utwór z Donem Cherrym – w zespole gra młodziutki Hamid Drake) czy bardzo ciekawa The Pan Afrikan Peoples Arkestra z Horace’em Tapscottem na czele. Ogólnie – dużo spiritual jazzu, odjazdu, eksperymentu, wolności kolektywnego grania. I kapitalne partie instrumentów dętych – jak u Tapscotta, żeby podać przykład pierwszy z brzegu, choć Black Narcissus Joe Hendersona przynosi rewelacyjną partię syntezatora Patricka Gleesona, zagubionego białego w tym zestawie – człowieka, który w tym okresie nagrywał swoją wersję suit z Gwiezdnych wojen i realizował dźwiękowo genialny debiutancki album Devo. Bo oczywiście różne rzeczy w muzyce – jak wiadomo – dzieją się naraz. I tylko sugestywne składanki Soul Jazzu czasem wmawiają nam, że jest inaczej. Ale za to – poza naprawdę świetnie dobranym, a przede wszystkim przygotowanym dźwiękowo zestawem – można ich lubić.

RÓŻNI WYKONAWCY Soul of a Nation. Afrocentric Visions in the Age of Black Power, Underground Jazz, Street Funk & The Roots of Rap 1968-79, Soul Jazz Records 2017, 8/10

Brzmieniowo gorzej jest na kompilacji czarnego rocka przełomu lat 60. i 70. opublikowanej przez wytwórnię Now-Again – sublabel (por. update w komentarzu) rapowo-funkowego Stones Throw z Zachodniego Wybrzeża USA. Ale wykonawcy należą tu do jeszcze rzadziej słuchanych. Po kosmicznym wejściu w utwór grupy 1984 zanurzamy się w znajome rejony funku i pełnego solówek gitarowych, nadużywającego wah-wah (i narkotyków, jak sądzę) rocka czarnej mniejszości. To muzyka reagująca na najmodniejsze ówczesne trendy. Co słychać już w kolejnych nagraniach – grupy Purple Snow podejmującej mocno na funkowo przerobiony szlagier Neila Younga Down by the River (to z bardzo rzadkiego singla – nie znam nawet rocznika), ale nie informującej o pierwotnym o autorze na swojej siedmiocalowej płycie, o czym można się przekonać poniżej:

Znajdziecie tu więcej cytatów – głównie z patronującego tej fali Jimiego Hendrixa (ten u We The People wydaje mi się dość bezczelny), choć odniesienia do Sly & The Family Stone też się znajdą. I więcej takich nagrań wykonawców, których próżno szukać nawet na YouTube (co jest już jakimś osiągnięciem samo w sobie). Z punktu widzenia składanki Function Underground nawet znakomita grupa Death, odkrywana na nowo parę lat temu (kliknijcie w link, jeśli nie znacie, do mojego tekstu szybko nie wrócicie) dzięki reedycjom to właściwie oczywista oczywistość.

Brakuje mi jednak większej liczby takich nagrań jak przedziwny, dubowy Stone Coal White grupy pod tą samą nazwą czy Loaded Back Michaela Ligginsa and the Super Souls, u którego recenzent „The Wire” słusznie dosłuchiwał się analogii do rytmiki grupy Can. Choć ostatecznie to raczej dowód na pewne historyczne prądy. Bo – jak już wyżej pisałem – wiele działo się w tym samym czasie. A czasy były wyjątkowo ciekawe, jeśli na to popatrzeć z dzisiejszej perspektywy – wygodnej kanapy i pary porządnych głośników.

Na koniec dobra – mam nadzieję – informacja dla leniwych lub nielubiących surfować po sieci. Dziś wieczorem w radiowej Dwójce w Letniej Nocy po 23.00 obszerne i chyba najlepsze fragmenty obu kompilacji i kilka niespodzianek spod znaku afro.

RÓŻNI WYKONAWCY Function Underground. The Black and Brown American Rock Sound 1972-1977, Now-Again 2017, 7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Małe wyjaśnienie o Now-Again Records. Przez wiele lat był to sublabel Stones Throw. Jednak Egon, który szefuje labelowi, odłączył się od PB Wolfa i działa na własną rękę. Przy okazji zabrał ze STH Madliba i kieruje jego własnym labelem Madlib Medicine Show. Wydali tam jeden z większych hitów niezależnego rapu ostatnich lat, to jest Pinatę z Freddiem Gibbsem. Wygląda na to, że rozstanie było przyjacielskie, bo płyty Madliba można kupić na stronie STH. Taka ciekawostka, która chciałem odnotować:)

  2. @b33 –> dziękuje bardzo, myślałem, że wciąż są formalnie sublabelem.

  3. Nie ma problemu. Ja po prostu mocno siedzę w klimatach około Stones Throw. Aktualnie jedyny (nieformalnie) sublabel STH to Leaving Records, kierowany przez Matthewdavid. Oficjalnie STH zapewnia im dystrybucje, ale w praktyce to sublabel (jeden sklep, studio, albumy pod wspólnym szyldem itp., czyli tak jak kiedyś Now-Again). Był jeszcze Circle Star Records założony przez PB Wolfa, ale to chyba zamrożony projekt. Do tej pory bodajże 4 pozycje w katalogu i nieistniejąca już strona internetowa. Co do afroamerykańskich kompilacji to właśnie Stones Throw zapoczątkowało ten trend trwający do dziś, wydając składankę „The Funky 16 Corners” w 2001 r., a więc ponad 15 lat temu.

css.php