Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

6.06.2013
czwartek

MAJ 2013: Akron/Family, CocoRosie, Kozelek, Sam Amidon

6 czerwca 2013, czwartek,

Kochamy to, co już znamy, w dodatku jeszcze bardziej. Wczorajszy raport ZPAV-u pokazuje, że sprzedaż muzyki cyfrowej (czyli tej części rynku, która w ogóle rośnie – poza winylami) wzrosła w Polsce o 53%, jeśli porównać I kwartał 2013 z tym samym okresem roku ubiegłego. Łącznie sprzedaż ta ma wartość 7,2 mln zł. A o tym, że „to co już znamy” piszę ze względu na listę dołączoną do raportu listę przebojów. Nie jest to lista szczególnie pocieszająca: na pierwszym „Gangnam Style”, na drugim „Diamonds” Rihanny, potem Lykke Li, Ewelina Lisowska i Gotye z Kimbrą. Wszystko to piosenki z roku 2012 albo 2011. Spóźnione echo popularności – hity internetu rezonują w tym Internecie wciąż i wciąż. Starsze zresztą również – „White Last Christmas” grupy Wham! jest na miejscu 12. Cała niezbyt pocieszająca lista tutaj, a ja zajmę się tym, jaki potencjał w tej dziedzinie miały kolejne ciekawe premiery maja.

AKRON/FAMILY „Sub Verses”
Dead Oceans 2013
Szans tej grupy z Brooklynu upatrywałbym w tym, że podobnie jak sieciowe hity konwencja wypracowana przez Animal Collective – mocne i gęste rytmy, a do tego krzykliwe chórki (Fleet Foxes i Arcade Fire w tle) – choć już mocno przechodzona, zdobywa kolejnych fanów. Mimo że przestaje działać nawet w wypadku samego Animal Collective. Mnie się muzyka Akron/Family, bazowo połączenie folku i rocka psychodelicznego, z domieszką hard rocka, do pewnego momentu podobała praktycznie bez uwag. Lecz „Sub Verses” to kolejny test na cierpliwość, bo prócz kilku przebojowych kompozycji zachowujących swoisty, oryginalny charakter („Whole World Is Watching”, „Sand Time”, świetne, bardzo hałaśliwe „Holy Boredom”), prócz paru odwołań do muzyki afrykańskiej („Whole World…”), jedynym magnesem wydaje się tutaj ta niezbyt świeża estetyka, przynajmniej w pierwszej części albumu. Wolałem już hipisowsko-folkowe oblicze zespołu, więc wychodzę tu na konserwatystę.

SAM AMIDON „Bright Sunny South”
Nonesuch 2013
Kolejny – po Devendrze Banharcie – folkowiec młodego pokolenia skaptowany przez Nonesuch. I też próbuje trochę zawalczyć z dotychczasowym wizerunkiem, jakby mieli jednego trenera. „I Wish I Wish” z akompaniamentem Thomasa Bartletta na fortepianie, Shahzada Ismaily (gitary – obaj są na całej płycie) oraz Kenny’ego Wheelera (gościnnie na trąbce) to niezła przeciwwaga dla nowej, bardzo już wtórnej moim zdaniem płyty Jamiego Culluma. Pop-jazz. Potem nagrane w podobnym składzie (też z Wheelerem) „He’s Taken My Feet” na folkowej bazie (większość utworów to – jak często u Amidona – melodie tradycyjne) nadbudowuje hałaśliwą, rockowo-improwizowaną końcówkę. Miłe chwile spędzone z tym albumem wynikają więc raczej z faktu porzucenia dotychczasowego emploi niż odcinania kuponów. Ale z pewnością na listach bestsellerów Sam Amidon będzie się piąć do góry właśnie dzięki konsekwencji – jego sposób śpiewania z płynnym przechodzeniem od dźwięku do dźwięku sprawia, że bez trudu rozpoznamy go w tłumie. A powtarzanie to podstawa budowy wizerunku, o czym zaświadczą różni spece: od Stinga do Kinga Diamonda.

COCOROSIE „Tales of a GrassWidow”
City Slang 2013
Siostry Casady to bardzo ciekawy przypadek spóźnionej reakcji publiczności. Ostatnio koleżanka śledząca muzykę przez pryzmat przebojów wychwyconych w streamingu (a więc powiększająca tę wzmiankowaną na wstępie cyfrową sprzedaż) zapytała mnie ni stąd ni zowąd o bilety na koncert CocoRosie. Mam więc wrażenie, że kult (obecny po występie sióstr w sławetnym koncercie „Americana na Malcie”) przeszedł na etap umasowienia. I życzyłbym sobie prawdę mówiąc, żeby masowo sprzedawała się muzyka o tak mocnym autorskim charakterze. Bo styl CR dalej oparty jest na kontraście głosów sióstr i swobodnym manewrowaniu między hip-hopem (trochę rzadziej) a muzyką taneczną (trochę częściej), przy zachowaniu dość ekstrawaganckiego, salonowego, trochę queerowego szyku (przy okazji: jest znów Antony, choć to bez wielkiego znaczenia z punktu widzenia całości). Nic wielkiego, ale zaskakująco trzymają poziom i pokazują, że coś tak nieoczywistego ma prawo żyć dłużej. Warto posłuchać – dalej nawet niż do świetnego „End of Time”, do końca.

THE CRYSTAL FIGHTERS „Cave Rave”
Zirkulo/PIAS 2013
Ładniutka (momentami) i niezbyt głęboka (cały czas) muzyka częściowo z kręgu prowincjonalnej (obok Wielkiej Brytanii – Hiszpania) i nie tak znowu alternatywnej sceny niezależnej. Co działa na dobre i na złe: w tych ciepłych melodiach, miłych dla ucha chórkach i miękkich rytmach w dość szybkim tempie brak wielkich ambicji, ale nie ma też szczególnie dużo napuszenia. Jest za to niestety natrętny przegląd mód pseudoalternatywnego świata z paroma obnażająco wręcz prostackimi, naiwniutkimi chwytami. Moim zdaniem „Cave Rave” może się okazać idealny na zakrapianą imprezę (kiedy krytycyzm spada, a powiększa się ochota chóralnego śpiewania) albo dla dzieci. To może i dobrze, że wyszła na Dzień Dziecka? Sądząc po liczbie odsłuchów na Soundcloudzie (gdzie jest w całości) – znajdzie więcej odbiorców niż wszystkie pozostałe opisywane dziś albumy (patrz niżej). Choć to i tak lepsza wiadomość niż cytowany na wstępie top sprzedaży cyfrowej.

MARK KOZELEK & JIMMY LAVALLE „Perils From The Sea”
Caldo Verde 2013
I tu ostateczne zwycięstwo notuje umiejętne – bez forsowania – przełamywanie konwencji. Kozelek ostatnio do tego stopnia zlewał rynek swoimi nagraniami, że już powoli przestawałem na niego zwracać uwagę. LaValle z kolei ostatnio przynudzał. Razem nagrali rewelacyjny album. Lider Red House Painters teoretycznie śpiewa te same smutne melodie, ale bez gitary. Szef projektu The Album Leaf z kolei kapitalnie sprawdza się na drugim planie, tworząc elektroniczne tło i stylistycznie budując piosenki z okolic Casiotone For Painfully Alone czy Dntel. A propos tego pierwszego skojarzenia: Owen Ashworth wydał niedawno płytę (jako Advance Base) w wytwórni Kozelka Caldo Verde, więc się znają. A propos drugiego: tryb pracy Kozelka i Lavalle’a był korespondencyjny, tak jak w wypadku duetu The Postal Service z Jimmym Tamborello w składzie. Też nie lubię recenzji, których autorzy wymieniają dużo nazwisk, więc zapewniam tylko, że ta prosta i emocjonalna muzyka broni się bez jakichkolwiek didaskaliów – i już kończę.

A ponieważ zacząłem od sprzedaży cyfrowej, to zwracam uwagę na liczbę cyfrowych odsłuchów (SC) najchętniej wybieranych piosenek z powyższych płyt (stan na 6 czerwca, aktualny można znaleźć przy podklejonych wyżej plikach):
Akron/Family: 3213
Sam Amidon: 23611
CocoRosie: 186970
The Crystal Fighters: 302510
Kozelek & Lavalle: 12462

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Bartku – kompromitacja, blamaż, wstyd, hańba, poruta… Każdy wie, że piosenka Wham! to „LAST Christmas”…!!! 😉

  2. @bionulor –> I w dodatku nie mogę się bronić tym, że nie słyszałem 😉 Dzięki. Mam dziwne wrażenie, że pomyliłem się w tym tytule nie po raz pierwszy i że może to nie być ostatni raz. Ciekawe skądinąd, czy pomyłek w drugą stronę („Last” zamiast „White”) jest mniej czy więcej.

  3. Już myślałem Bartku, że zapomniałeś o takich płytach z ostatnich tygodni jak SAM AMIDON „Bright Sunny South” i MARK KOZELEK & JIMMY LAVALLE „Perils From The Sea”. Jestem bardzo zachwycony tymi pozycjami. Przyznam, że czekałem na taki album od Marka Kozelka. Słucham tej płyty cały czas. A Sam Amidon potwierdza swój talent i to, że potrafi wyjść ze świeżym pomysłem na siebie, ale tak to jest, gdy człowiek nie ma na karku ciśnienia medialnego itd. A ofiarą takiego stanu okazał się Bon Iver – druga płyta słaba, a pierwsza rewelacja – wiadomo.
    Pamięta się znakomity koncert Sama Amidona z warszawskiego „Powiększenia” (2010), okraszony wulkanicznym pyłem z Islandii :-), gdzie rozgrzewał z powodzeniem Summer Recreation Camp.

    Dorzucę od siebie linka z dzisiaj… Ja coś z okolic dwójkowej serii letnich nocy „Mali ale wielcy”. Nowości z greckiej oficyny Sound In Silence. Polecam!!!
    http://www.nowamuzyka.pl/2013/06/06/nowosci-z-sound-in-silence-czyli-nie-grecka-salatka/

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Akron/Family jeszcze nie slyszalem, ale od razu przestaje sie jarac po lekturze – prawda. Amidona nie znalem – prawda tez, mysle. Cocorosie swiadomie nie probowalem sluchac. Crystal Castles mam, sluchac bede jutro, ale z tego co slyszalem bedzie mi sie bardzo podobac 😀 KOZELEK’a olewalem, ale wyglada to na powazny blad.
    Dzieki za wpis. Zawsze to byla przyjemnosc, ale juz od dluzszego czasu czytanie blogow Pana Ch i i przy tej okazji nie moge nie wspomniec o Panu H, to prawdziwa radosc uczenia sie.

  6. Crystal Fighters. Buu

  7. Loreen – Euphoria…O O O O O O O…

  8. Ten wpis obfituje w amerykańskich artystów, a więc podlinkuję garść wiadomości na na temat Andrew Weathersa:
    http://www.nowamuzyka.pl/2013/06/08/3-pytania-andrew-weathers/

    A znacie muzykę Kennetha M. Piekarskiego z Seattle i jego „TenseWave”? Polecam, bo warto poznać jego nagrania. Właśnie ukazał się kolejna EP-ka Kennetha na kasecie.
    http://www.nowamuzyka.pl/2013/06/09/kenneth-m-piekarski-tensewave-z-seattle/

css.php