Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

8.04.2013
poniedziałek

Co zrobi rock’n’roll, gdy umarła Maggie?

8 kwietnia 2013, poniedziałek,

Nawiążę do poprzedniego wpisu: dawno już nie odchodził ktoś, komu tak wielu życzyło tyle złego. W szczególności – tak wielu muzyków. Wychowywałem się muzycznie w latach 80. i, prawdę mówiąc, częściej słyszałem w piosenkach nazwisko Thatcher niż Jaruzelski. Więc dziś, gdy tylko usłyszałem wiadomości, dotarło do mnie, że zmarła osoba, której obecność ogniskowała najczarniejsze emocje pokolenia. O zmarłych dobrze albo wcale, więc teraz co? Przydałoby się pewnie część rock’n’rollowej spuścizny wykasować, albo przynajmniej przyciszyć na pewien czas. A przecież te teksty w dużej części opowiadały o tym, jak piękny będzie świat, gdy Maggie na nim już nie będzie. Co z tym zrobić?

Nawet delikatni i alegoryczni Floydzi byli konkretni i przemawiali po nazwisku – „What have we done / Maggie, what have we done”:

Morrissey widział ją na gilotynie, co było dla mnie pod koniec lat 80. na swój sposób fascynujące – nie potrafiłem sobie do końca wytłumaczyć tych rozmiarów niechęci.

W Glasgow też niespecjalnie ją lubili, i tu pojawiały się życzenia śmierci, całkiem zresztą świeże. Dopiero teraz skojarzyłem:

Inteligencki bard Elvis Costello odnosił się do jej rządów parokrotnie (dostało jej się w słynnym „Shipbuilding”), ale w „Tramp The Dirt Down” pojechał bardzo daleko, prosząc o długie życie dla siebie tylko po to, by móc doczekać śmierci Maggie. Piękny tekst skądinąd, choć ostrzegam, że dziś nie słucha się go bez lekkiego choćby kaca:

Reszta rock’n’rollowego towarzystwa niespecjalnie w ogóle zastanawiała, jak teksty będą się sprawdzały po latach. Klaus Nomi śpiewał o tym, że „witch is dead” (oczywiście dawno temu)
A punkowcy bywali znacznie gorsi. Kibice chcieli wyprawiać przyjęcie w dniu jej zgonu. Wszystko to dość przygnębiające, ale Żelazna Lady dożyła dość pięknego wieku 87 lat, więc – jak sądzę – pozostało bez bezpośredniego wpływu na jej zdrowie. Natomiast jej brak może – paradoksalnie – nie najlepiej wpłynąć na kondycję rockowego buntu, dla którego była przez lata jednym z symboli zła wyrządzanego ludziom przez polityczny establishment (bo jakiekolwiek laurki usłyszycie dzisiaj w wiadomościach, był to ważny aspekt odbioru przez ludzi jej kariery).

Głupia sytuacja, ale też bardzo ciekawa. Co dziś powie Morrissey? Czy Elvis Costello urządzi przyjęcie wspólnie z Dianą Krall? Jakie będzie oficjalne stanowisko Rogera Watersa? Na razie niezastąpiony Rocksbackpages przypomniał starą rozmowę z Margaret Thatcher, która – jeszcze jako brytyjska premier – odnosi się po części do tych rockowych zarzutów, kompletnie ich nie rozumiejąc. Widać, że po prostu żyła w innym świecie, jak pewnie wielu znanych polityków, choć zwraca uwagę na to, że znajomość z drugą stroną konfliktu całkowicie by tę wojenną relację między nią a nimi zmieniło. Was he rude to me? I met him. He wasn’t rude to me. We did talk – mówi o Bobie Geldofie. Most young people rebel and then gradually they become more realistic. It’s very much part of life, really. And when they want to get Mrs Thatcher out of Number 10 – I’ve usually not met most of them. Ha ha ha! And it really is lovely to have a chance to talk to them – and it’s nice they know your name, ha ha ha! – twierdzi wcześniej, dość – wydaje się – wyluzowana, na muzyce rozrywkowej się nie zna (choć mówi sporo o telewizji), ale podejrzewam, że ten śmiech nerwowo przykrywa całkiem gruntowną wiedzę o ludziach, którzy ją publicznie krytykowali, wyśmiewali albo i życzyli śmierci. Polecam cały zlinkowany powyżej wywiad Toma Hibberta na czas, gdy relacje na temat Maggie zaleją nas do końca.

A dziś tak czy owak brytyjski dzień w muzyce – premiera drugiej dużej płyty Jamesa Blake’a, który tekstami nikogo nie obrazi i którego introwertyczna stylistyka nie ma kompletnie nic wspólnego z tamtym ogniem lat 80. na brytyjskiej scenie. Album oznacza także dalsze oddalanie się Blake’a od sceny tanecznej, która pozostaje obecna w brzmieniach, ale w formie to najbardziej spójnie piosenkowy zestaw, jaki zaproponował. Tyle że tym piosenkom – już rewelacyjnemu singlowemu „Retrograde” – służą bardzo przebłyski klubowej estetyki – tam, gdzie napięcie ma wydobyć modulacja syntezatorowego brzmienia, albo nagłe dołożenie jeszcze jednej elektronicznej warstwy. No i gdy modyfikacja partii wokalnej ma z niej wytrząsnąć emocje większe niż czysty śpiewa („To the Last”). Trudno bowiem znaleźć producenta muzyki elektronicznej, który tak dobrze odnalazł się w roli wokalisty i swój aparat wokalny traktuje jak kolejny syntezatorowy plug-in.

Wokalnie – i to wywołuje u mnie lekki dystans – bywa też bardzo blisko Antony’ego, szczególnie wtedy, gdy Blake rezygnuje z ingerowania w barwę własnego głosu. Są momenty („DLM”), gdy zostaje z bardzo tradycyjnym akompaniamentem fortepianu i są to wokalnie momenty znakomite, ale jednak na granicy przesłodzenia. A płyta w całości należy do lekkich, pozytywnych i ładnych. Maszyny przynoszą muzyce Blake’a – zdolnego, potrafiącego ostrożnie z nich korzystać – równowagę. Chyba nie chciałbym usłyszeć jego płyty a cappella.

Ciekawym zaburzeniem jest tu współpraca z Brianem Eno w utworze „Digital Lion”, ale znacznie bardziej naturalna wydaje się kombinacja Blake-RZA w utworze „Take a Fall From Me”, choć tu znów przez moment mam wrażenie, że słucham gościnnego udziału Antony’ego na płycie hiphopowej. Imponuje przede wszystkim to, że Blake jako autor, producent i wokalista dobiegł na tej płycie do końca w tak dobrej formie, że umiejętnie rozłożył akcenty i ostatnie dwa nagrania – po niezłej reszcie – przekonują ostatecznie o jego talencie. Tam, gdzie debiut pozostawiał jakieś wątpliwości, „Overgrown” błyszczy, wprowadzając znane już z grubsza patenty muzyki brytyjskiej w jakieś jeszcze nowsze rejony, niczym dziwny Sherlock Holmes grany w nowej serii BBC przez Benedicta Cumberbatcha z powodzeniem – ale przecież i z szacunkiem dla tradycji – wyprowadził w futurystyczne rejony stareńkiego bohatera kultury popularnej.

No a z tym pytaniem – rock’n’roll może sobie posłuchać Blake’a.

JAMES BLAKE „Overgrown”
Atlas 2013
Trzeba posłuchać: „Overgrown”, „Take a Fall For Me”, „Retrograde”, „To the Last”, „Our Love Comes Back”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Wiadomość smutna… Nie wchodząc w tematy polityczne na blogu muzycznym, szybko przejdę do muzyki i prostego skojarzenia z Iron Maiden. Ciekaw jestem jak Panowie z tej grupy zareagowali na ten fakt? Jeszcze płyty Jamesa nie znam, a wiec się nie wypowiem. Dzisiaj dzień z brytyjską muzyką, a więc na Nowej Muzyce pozwoliłem sobie zamieścić recenzję płyty duetu Graveyard Tapes ze Szkocji. Zapraszam i polecam.Warto sięgnąć.
    http://www.nowamuzyka.pl/2013/04/08/graveyard-tapes-our-sound-is-our-wound/

  2. Nie ma sie co dziwic, klasa robotnicza bolesnie to przezyla. Porownanie tego co zrobila Maggie (RIP!) z ‚naszym planem balcerowicza’ wypada dla nas bardzo korzystnie. Jak letni ‚shower’ zamiast goracego 😀 Maggie (RIP!), po prostu, zakrecila wode. Klasa wyzsza poinformowala klase nizsza, ze musi sie bardziej postarac. Podobna sytuacja ma miejsce obecnie. Cameron robi dokladnie to samo. Jego PR zdekonstruowal wszystko co sie stalo zapewnie juz do poziomu atomowego. Wszystkich nas to czeka. Ma latwo. Historia dawno przyznala jej racje. Nie sadze by znalazl sie ktokolwiek z tak chamski, aby powiedziec cos zlego o Maggie (RIP!)
    Mialem dzisiaj dwie plyty do odsluchania. Jamesa i Kurta. Jamesowi oddaje hold. Wybralem Kurta. Proporcja 3/1. Na Jamesa musze chyba dolaczyc symboliczna lampke wina z wyzszej polki. Normalnie mnie troche menczy 😀 Niewatpliwie jest to bardzo wyrafinowane. Bez zadnego sarkazmu.
    Maggie (RIP!), na nowa droge, chcialbym zadedykowac ,11-ke, u Kurta – Goldtone.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. „O zmarłych dobrze albo wcale, więc teraz co?” Więc teraz nic, bo ta zasada obowiązuje w przypadku babci kolegi czy wujka sąsiada, a nie w stosunku do osób publicznych. Dobrze albo wcale o Stalinie, Bierucie czy Nixonie? Dobre sobie.
    @vlad.palovy „Nie sadze by znalazl sie ktokolwiek z tak chamski, aby powiedziec cos zlego o Maggie” Nie uważam się za chamskiego, ale o „Maggie” mogę powiedzieć wiele złego, bo pomijając klasę robotniczą, doprowadziła do spustoszenia klasy średniej i zniszczenia społeczeństwa obywatelskiego na Wyspach.
    Mój brat mieszka brat w GB i według niego, to stary Anglicy zapowiadają fiestę i taniec na grobie, kiedy wreszcie umrze.

  5. Jaruzelskiego chyba w żadnej piosence nie było, bo by cenzura nie puściła.

    Nie tylko Maggie uważała punków i rockmanów za naiwnych (słusznie), ale także np. Franek Zappa. Może Maggie wolała Franka?

  6. @Krzysztof Mazur
    „Oblast je morda nesimpaticna,
    a edina nesmrtna pot miru in
    stabilizacije
    – Laibach ( „Jaruzelski” )

  7. Sławne, telewizyjne przemówienie Jaruzelskiego, w którym wprowadzał w Polsce stan wojenny, pojawiło się przynajmniej na kilku wydawnictwach zagranicznych wykonawców industrialnych. W Polsce, na początku lat 90., motyw ten, jak i całą koncepcję projektu, wykorzystał anonimowy twórca industrialny, ukrywający się pod pseudonimem MÓZG GENERAŁA. Nigdy tego tematu nie zgłębiałem, ale słyszałem też o kilku zagranicznych grupach punkowych z lat 80., które także posiłkowało się Jaruzelskim.

  8. No i nie należy zapominać o piosence Bajmu „Józek, nie daruję ci tej nocy” 🙂

  9. @ Jaruzelski
    http://www.ziemianiczyja.pl/2010/12/ojej-4/

    Acz a) po czasie b) z błędem.

  10. wydaje mi się ze niemiecki (zespół) Jaruzelski grał kilka lat temu w Warszawie.

    natomiast warto wspomniec inną grupe nawiązującą do tamtego okresu http://www.discogs.com/Bogdan-Wlosik-Bogdan-Wlosik/release/1825003

  11. Poprawnie powinno byc – Baroness Thatcher /za BBC/

  12. Maggie /RIP/ zrobila porzadek ze zwiazkami zawodowymi, ktore w W.Brytanii wowczas robily zla robote – byl taki angielski „Siwak”, czyli Arthur Scargill. Podczas konfliktu falklandzkiego zjednoczyla Brytyjczykow wokol tej sprawy.

    Joan Baez przy okazji Walesy wspomniala i generala

  13. to jest okropne, ale muszę to podlinkować.

    http://www.isthatcherdeadyet.co.uk/

    Jest ze mną coraz gorzej, bawią mnie takie rzeczy (zwłaszcza atest „Hated by the Daily Mail”) a na dodatek podoba mi się nowy singiel Beady Eye 🙁

    A z płytą Blake’a zrobiłem tak jak on sam przepowiedział…

  14. jeszcze odnośnie tego co pisał sławek.m:

    http://downloads.bbc.co.uk/podcasts/radio4/stw/stw_20130311-1032a.mp3

    Interesująca dyskusja jeśli ktoś lubi „problemy pierwszego świata” tak jak ja.

    Przepraszam, że tak męcze tymi linkami dzisiaj.ngsha

  15. Nie, żebym się znał jakoś strasznie na polityce wewnętrznej Anglii lat 80., ale nienawiść do Niej mnie trochę dziwi. Pod koniec lat 70. U.K. była bankrutem, coś (oczywiście na wyższym poziomie) jak dziś Grecja, gospodarka oparta na węglu (anachronizm już wtedy), rozrośnięte państwo opiekuńcze (przeciwko któremu nic nie mam, pod warunkiem, że nie zarzyna gospodarki). No jasne, nie było Euro i Unii w takim kształcie, więc po pomoc finansową zwrócono się do MFW (nie otrzymano jej zresztą). Ja rozumiem, że to była operacja bez znieczulenia, że jest mnóstwo skutków ubocznych (zdegradowana i transpokoleniowo bezrobotna klasa postrobotnicza, żyjąca z zasiłków (nienajgorszych zresztą i raczej niezagrożonych – nie wiem czy w POLITYCE, czy w innym tygodniku, Cezary Michalski pisał, że „zasiłkowcy” są najlepszymi klientami dla banków udzielających pożyczek… najmniejsze ryzyko), ale, kurcze, dobrze byłoby spojrzeć na rzecz nieco bardziej „globalnie” i w szerszej perspektywie czasowej. To jak sobie poradziła z bydłem stadionowym to majstersztyk, który powinien być wnikliwie studiowany w każdym państwie mającym ten problem, w Polsce na pewno. Polityka wobec IRA – fatalna, ale bez przesady, bez przesady, warto pewne rzeczy docenić
    „What hapenned with (czy „to”, cholera, mam braki) our post-war dream? Śpiewał rzeczony Rogers. Czy Anglia końca lat 70. to było ziszczenie jego „post-war dream” cokolwiek miał na myśli?

  16. @Ivo. Mimo wszystko nie powinny nas dziwić negatywne reakcje wobec Maggie, nawet po jej śmierci. Nie ulega wątpliwości, że jej reformy wyciągnęły Wlk. Brytanię z głębokiego kryzysu, ale jakim kosztem? Nie zapominajmy, że wóczas panował burzliwy okres punkrockowej rewolty, w którym wiele młodych ludzi było na realnym bruku, bez żadnych perspektyw i nadziei na lepsze jutro. Co gorsze, na oczach tych młodych ludzi ich rodzice z dnia na dzień tracili prace i pozostawali bez srodków do życia. Tamto pokolenie nigdy nie wybaczyło tego Maggie i dzisiaj najgłośniej cieszy sie z jej śmierci. Ale to nie tylko ten aspekt przecież tak znieechęcił młode pokolenie do niej. Falklandy i siłowe wrecz brutalne rozprawianie się z wszelkimi demonstracjami. Po okresie rewolucji seksualnej i ugruntowanej pozycji Wielkiej Brytanii, stanowiacej symbol protestanckiej wolności i poszanowania godności człowieka, tego typu praktyki organów porządków były prawdziwym szokiem i zwątpienie u młodych ludzi poczucia, że ich państwo oparte jest faktycznie na takich wartościach, do których ich w szkole i w rodzinie przekonywano. Te rany będą sie goić wolno i prędko nie znikną. Podobnie zreszta jak z naszym Balcerowiczem. Prawdopodobnie historia go doceni dopiero za kilkadziesiąt lat.

  17. Będąc w brytyjskim klimacie polecę, aby posłuchać nowego albumu Petrels (Olivier Barrett) – „Onkalo”. Poniżej szczegóły:
    http://www.nowamuzyka.pl/2013/04/10/petrels-onkalo/

    Pozdrawiam!

  18. @Rafał KOCHAN
    Wszystko jasne i ja o tym właśnie pisałem, wiem, że bolało i były błędy, ale spójrzmy na to nieco (nieco…) chłodniejszym okiem, to znaczy, niech Anglicy spojrzą, bo myślę, że świat już tak spojrzał. Czy wylała dziecka z kąpielą? Chyba jednak nie… Nie wiem.
    2 sprawy jednak mnie w Twoim mailu nie pasują:
    Punk – ależ on był właśnie wcześniej od niej i powstał m.in. w rezultacie bankructwa państwa i młodych ludzi dla których było „no future, no future!!!), nie twierdzę, rzecz jasna, że punkowcy radośnie powitali rząd Thatcher i są jej wdzięczni 🙂 to jednak bardziej wielowymiarowe zjawisko
    Falklandy? – zdaje się, że to Argentyna zaatakowała to brytyjskie terytorium, roszcząc sobie jakieś urojone doń prawa od 1820 roku, wyspy, które nigdy argentyńskie nie były, z wyjątkiem tego krótkiego okresu 1820-33 kiedy je obsadzono argentyńskim wojskiem i stworzono kolonię karną, równie dobrze Polska może sobie rościć pretensję do Inflant, albo (bez skojarzeń) do Smoleńska który jednak na krańcach kresów był ponad 30 lat, a nie marne 13

  19. @Ivo. Ja nie pisałem, że powstanie ruchu punk był wcześniej albo później od nominacji na premiera Wlk. Brytanii Maggie. Zwróciłem uwagę jedynie na fakt, że ferment rewolty punkrockowej wpisał się w specyfikę tamtej sytuacji politycznej i miało to znaczący wpływ na obecne postrzeganie dorobku Thatcher średniego pokolenia. Co do Falklandów. Nie wnikam w motywację i historyczne dzieje tych wysp. Myślę, że krytyka Thatcher za podjęcie takiej a nie innej decyzji wzięła się z niezgody na ha taki sposób rozwiązywania problemów społeczno-politycznych. Zajęcie tych wysp zbiegło się mniej więcej w czasie, gdy Thatcher stosowała siłowe rozwiązania wobec strajkujących robotników. Było to więc oczywiste, ze nawet w kwestii tych nieszczęsnych Falklandów, wbrew przewidywaniom, społeczeństwo nie poparło tych decyzji w stosunku do Argentyny. A to, czy było to uzasadnione, czy nie, to jest już inna kwestia.

  20. Dzięki za info, bo prawdę mówiąc, wiedza na temat tego jak społeczeństwo odebrało zdecydowaną obronę Falklandów jest u mnie zerowa prawie. Choć przyznam, że innej reakcji sobie nie wyobrażam, oglądałem kiedyś dokument na PLANETE Argentyńczycy się nie patyczkowali (oczywiście Anglicy też nie, pamiętajmy jednak kto zaczął). To była krótka i mała terytorialnie, ale wojna w pełnym tego słowa znaczeniu, naloty, bombardowanie okrętów, walki frontowe…). No cóż, ja nie chcę jej wybielać, jedno trzeba przyznać była drakońsko konsekwentna w działaniu i nie odpuszczała ani na krok i taki styl rządzenia siłą rzeczy musiał mieć swoje złe i dobre strony. Za złe była znienawidzona, za dobre kochana (inna rzecz, że nie dla wszystkich dobre i złe oznaczało to samo…). Jaki jest bilans? No to już trzeba by poczytać historyków socjologów ekonomistów, ja się na tym znam słabo, czasem jakiś artukuł przeczytam, jakiejś audycji posłucham i tyle. Jedno można powiedzieć: państwo zmieniła :), a może i kawałek świata. My chyba tez jej co nieco zawdzięczamy w 1988, ciągle formalnie komuna a ona spotkała się chyba ze wszystkimi opozycjonistami od lewa do prawa (w sensie przysłowiowym, nie chodzi o kierunki ideowe), pamiętam ten moment, duża euforia, no to nie to samo co papież, ale sprawa wyjątkowa przyjechała jakby nigdy nic spotkała się z rządem, opozycją, Wałęsą (jasne, ktoś musiał to klepnąć, zgodę dać, bo szczęśliwa z tego powodu partia raczej nie była, ale to jednak ona się spotykała, ona inicjowała, ona twardo grała z Moskwą, podczas wizyt warunki były twarde kościół Sw Stanisława Kostki, bo przecie to parafia Popiełuszki. No miała baba wielkie jaja, skuteczna była, popełniła masę błędów i zaserwowała społeczeństwu gigantyczną ilość „skutków ubocznych” terapii. Nie potrafię i nie chcę zajmować stanowiska. Za mały mam widnokrąg. Fajnie że się wkręcasz w takie tematy, w sumie tak to powinno być, dyskusja jak u Greków, dążyć do prawdy a nie do przewagi

  21. Tak, jak w wychowywaniu dzieci. Są dzieci, którym mozna wytłumaczyć pewne sprawy i będą one posłuszne. Są takie, którym trzeba kilka mocnych klapsów sprzedać, by wymusić na nich pewien typ zachowań, bo dialog i bezsteresowe metody wychowawcze nie odnoszą skutku. Gdyby Thatcher rzadziła Rosjanami, byłaby pewnie noszona na rekach i czczona przez nich, jak niemalże ich Lenin czy Stalin. Niestety, protestanckie społeczeństwo nie przywykło do takich metod „dyscyplinujących” i braku dialogu z nim. Stosując w dalszym ciągu tego typu porównania, cała ta sytuacja z Maggie nasuwa mi skojarzenia ze znanymi przypadkami dorosłych już moich znajomych. Niektórzy z nich w dzieciństwie byli niemiłosiernie obijani przez swoich ojców. Ktoś z boku moze teraz powiedziec, o prosze, jednak bezwględność i siłowe wymuszanie dyscypliny ich ojców przyniosła bardzo dobry skutek. Prowadze oni teraz ustabilizowane i ułozone życia, nie mają zatargów z prawem… Kiedy jednak szczerze sięz nimi porozmawia, to wychodzi, ze ci moi znajomi nienawidza swoich ojców i nei maja do nich szacunku, za tamten okres, pełen upokorzeń, braku ciepła i bliskości… O czym należy pamietać w przypadku Maggie, była ona jedna z niewielu, jesli nie jedyna z głów państw Europy Zachodniej, która sprzeciwiła się zburzeniu muru berlińskiego i połączeniu obu Niemiec.

  22. No proszę, jaka się wywiązała polityczna dyskusja na muzycznym blogu. Całkiem fajna i sensowna zresztą, więc bardzo dobrze.
    Osobiście, jako dziecko, miałem interesujący dysonans co do Maggie. Moi rodzice ją wielbili jako „przyjaciółkę Polski” i wielkiego lidera „wolnego świata”. Potem przyszedł Waters i reszta rocka, no i tutaj pojawił się ten sam obraz, który odmalował Bartek w swojej notce. Dopiero później zacząłem rozumieć, że pewne rzeczy bywają bardzo skomplikowane.

    Zgadzam się, że Maggie wyciągnęła UK z kryzysu i uczyniła kraj na powrót potęgą (swoją drogą niezwykła sprawa: Anglia jest zawsze mocarstwem, kiedy rządzą nią kobiety), że była konsekwentna i odważna, że poradziła sobie ze stadionami. Do pewnego stopnia miała też rację walcząc z przesadnym państwem opiekuńczym i zbyt mocną (destrukcyjną) polityką związków zawodowych. Jeśli chodzi o Falklandy, to sam właściwie nie wiem, co tu począć. Nie zmienia to jednak tego, że z nawet z dzisiejszej perspektywy jej wpływ był znacząco negatywny. Ponieważ faktycznie zniszczyła solidaryzm społeczny, wypromowała chciwość i egoizm, tępiła wszelkie przejawy empatii, dialogu i wrażliwości (nie tylko społecznej). Agresywna promocja radykalnego neoliberalizmu wspierała kastę bezwzględnych (i tępych) japiszonów, których jedyną wartością był pieniądz. Zresztą kasa była jedynym i niepodzielnym centrum świata Maggie, a wypromowany przez nią system i „wartości” z nim związane dziś bankrutują i odbijają się czkawką w całym świecie euroatlantyckim.

    No i wreszcie Thatcher była absolutną konserwatystką obyczajową, sprzeciwiającą się liberalizacji czegokolwiek, co jeszcze bardziej psuło stosunki międzyludzkie, rodziło podziały, niechęć, nietolerancję i agresję w stosunku do niektórych grup społecznych, kulturowych itp… Blisko jej tutaj było do naszej bardzo prawej strony politycznej. Jak to jednak zazwyczaj bywa, pod płaszczykiem oficjalnie promowanych „twardych i stałych wartości” kryła się bezwzględność, chciwość i hipokryzja, co dobrze obrazuje głośna sprawa Jimmy’ego Savile’a, będącego przez lata absolutnym pupilkiem Maggie.

css.php