Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

12.01.2012
czwartek

Rzeź saksofonistów

12 stycznia 2012, czwartek,

Tym razem pojedynek korespondencyjny. Przede wszystkim dwóch najbardziej zapracowanych ludzi w tej branży w roku 2011: Mats Gustafsson i Colin Stetson. Od pierwszego, poza świetnym albumem Fire!, dostaliśmy m.in. archiwalne już nagrania koncertowe tria z Kieranem Hebdenem i Steve’em Reidem (tego ostatniego słyszymy tu już post mortem). Płyta „Live at the South Bank” ukazała się w połowie listopada i była już trudna do ogarnięcia w przedświątecznej gonitwie. Tym bardziej, że to dwa CD z ponad 40 minutami muzyki każdy. Utwory są długie, ale – co najważniejsze – nie tracą czytelności. Już duet Hebden-Reid przynosił muzykę momentami niezwykle gęstą, więc po dorzuceniu partii Szweda wszystkiego mogłoby być zwyczajnie za dużo. Tymczasem cała trójka gra z dyscypliną, perkusja Reida nadaje muzyce plemienny, krautrockowy momentami charakter, a Gustafsson doskonale zgrywa się z elektroniką Hebdena. Oczywiście – jak to bywa w wypadku w całości prezentowanych improwizowanych koncertów – są tu momenty przegadane, ale zdecydowanie warto doczekać finału, wspaniałej wersji singlowego utworu duetu Hebden-Reid, „The Sun Never Sets”.

Rzadko mi się tu zdarza odsyłać do audycji radiowej, którą od lat prowadzimy z Jackiem Hawrylukiem, bo taki rodzaj promocji pomiędzy mediami uważam za mało stosowny. Tym razem jednak muszę zapowiedzieć, że w dzisiejszym Nokturnie (Dwójka, od 23.00) będziemy prezentować niemal dokładnie to, co chciałbym nadrobić na tym blogu. I tak, „The Sun Never Sets” powinno się zmieścić.

Będzie też oczywiście Colin Stetson z płyty „New History Warfare vol. 2: Judges”, która długo czekała w kolejce do recenzji na drugim blogu, ale ten od listopada (i wyżej wzmiankowanego zatoru nowości) słabuje. Mam nadzieję, że rozruszam go lada chwila. A tymczasem Stetson rozruszał mnie swoimi granymi na saksofonie żywymi loopami, które dają pulsujące tło jednej z najbardziej oryginalnych płyt ubiegłego roku. Czołowy technik saksofonu i wszechobecny muzyk sesyjny (grał w zeszłym roku w Warszawie z Arcade Fire, pomagał Feist przy „Metals”, a Vernonowi przy „Bon Iver, Bon Iver”) z pomocą technik oddechowych robi ze swojego instrumentu niezwykły naturalny syntezator, a sposób, w jaki wykorzystuje na płycie głosy Laurie Anderson i Shary Worden z My Brightest Diamond, wskazuje na to, że facet ani na moment nie traci kontroli nad całością, ma wizję. Poza szerokimi plecami w show biznesie, rzecz jasna.

I jeden, i drugi saksofonista z pewnością spodobaliby się Albertowi Aylerowi, gdyby żył. Po pierwsze, dla wszystkich fanatyków mocnych brzmień w tej dziedzinie (więc i dla Gustafssona) jest punktem wyjścia. Po drugie, choćby na koncertach z Berlina i Stockholmu, wydanych właśnie po raz pierwszy na CD (Stockholm po raz pierwszy w ogóle), Ayler też zapętla się na żywo. W tradycyjnych marszowych utworach towarzyszył mu na tej trasie m.in. holenderski skrzypek Michel Samson, który wnosi jakiś europejski element. Wielka jazzowa gwiazda czarnej Ameryki spotyka tutaj – w najbardziej hałaśliwych, potężnych finałach – folklor rodem ze Starego Kontynentu. Mam wrażenie, że zawsze chciałem coś takiego usłyszeć.

I jeszcze słówko o Acid Birds, bo i oni zagubili się gdzieś na winylowym blogu numer dwa. A wydaną w 500 egzemplarzach płytę „III” z nieco psychodelicznymi improwizacjami mieszczącymi się z trudem, ale jednak gdzieś na obrzeżach jazzu, łatwo było w zeszłym roku przeoczyć. Mnie udało się odnotować solowy album Jaime’a Fennelly’ego jako Mind Over Mirrors. Jego fisharmonię słychać i tutaj, ale to perkusista Andrew Barker brzmieniowo najmocniej decyduje o kształcie wolnych improwizacji Acid Birds. Jeśli gdzieś jeszcze tę płytę znajdziecie, to warto dać jej szansę – lub, zważywszy na złożoność materii, nawet dwie – bo w przyszłości na pewno będziemy się do niej jeszcze odnosić. Saksofonista w zespole oczywiście obecny – Charles Waters.

Epilog? Stetson i Gustafsson publikują wspólny album. Wyjdzie w tym nowym roku, nakładem Rune Grammofon, jeśli wierzyć olbrzymiej reklamie w ostatnim numerze „The Wire”. Pojedynek korespondencyjny zamienią więc w bezpośrednie starcie. A Polifonia będzie miała co odnotowywać w roku 2012, mam nadzieję, że już bardziej na bieżąco.

ALBERT AYLER „Stockholm, Berlin 1966”
Hatology 2011
9/10
Trzeba posłuchać:
Obu wersji (niemieckiej i szwedzkiej) „Truth Is Marching In”.

KIERAN HEBDEN, STEVE REID & MATS GUSTAFSSON „Live at the South Bank”
Smalltown Superjazz 2011
8/10
Trzeba posłuchać:
„The Sun Never Sets”, „Lyman Place”.

Kieran Hebden, Steve Reid & Mats Gustafsson – Lyman Place by Music Without Borders RPL

COLIN STETSON „New History Warfare vol. 2: Judges”
Constellation 2011
8/10
Trzeba posłuchać:
„The Stars In His Head (Dark Lights Remix)”

COLIN STETSON – Judges (preview) by Constellation Records

ACID BIRDS „III”
Blackest Rainbow 2011
7/10
Trzeba posłuchać:
„Rapture Rupture”.

Rapture Rupture by Acid Birds

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Fajna muzyka i fajny post. Coraz bardziej wierzę w Stetsona i w to, że poradzi sobie dzięki płucom, a nie plecom. Po „New History…” ukazała się jeszcze epka „Those Who Didn’t Run”, która jest bardziej abstrakcyjna i chropowata niż album i z perspektywy kilku miesięcy nawet chętniej jej słucham. Teraz nagrywając z Gustafssonem po prostu musi pójść dalej w tym kierunku, moim zdaniem słusznym. Szkoda tylko, że te trasy z AF i BI sprawiają, że solo gra <15 koncertów rocznie, w Europie to w ogóle kilka

  2. Jestem szczęśliwy,że nie muszę tego kupować.

css.php