Goodbye EMI…

…hello A&M! – można dziś odwrócić tekst piosenki Sex Pistols. To smutny dzień dla przemysłu muzycznego, bez względu na to, czy ktoś lubi majorsów, czy nie. Bo EMI, którego katalog został właśnie sprzedany należącemu do Vivendi Universalowi (do którego należy m.in. A&M), był rzeczywiście – tak jak napisał „Guardian” – bardzo brytyjską wytwórnią i jedyną spośród majorsów firmą, której katalog miał pewne tradycyjne, konsekwentnie pokazywane cechy, choćby stawianie na muzykę gitarową z Wysp. Publishing (tak przy okazji) kupił koncern Sony.

Jeśli instytucje antymonopolowe nie storpedują transakcji, zostaną nam trzy wielkie koncerny płytowe: Universal, Sony i Warner. Nie ma już miejsca na wytwórnie narodowe i koncerny o jakiejkolwiek gatunkowej specjalizacji. Mnóstwo wykonawców z EMI będzie szukało dla siebie nowego miejsca i pewnie większość znajdzie je w sektorze niezależnych. Nie zapominajmy, że największy kasowy sukces roku to nie universalowska Lady Gaga, tylko Adele z XL Recordings. Podobnie większość labeli, także niezależnych – jak Mute, a w Polsce Kayax czy Asfalt – które korzystały z dystrybucji EMI, firmy wyjątkowo lubianej przez „indies”. Ciekawe, dokąd odejdą gwiazdy EMI i czy dla sektora majorsów ostateczna konsolidacja nie będzie początkiem końca. Przynajmniej pod względem artystycznym.