Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

24.06.2011
piątek

Hit, kit i dwa trupy (33 1/3)

24 czerwca 2011, piątek,

Jak to się stało, że nie napisałem dotąd o Jurku Przeździeckim? Dostałem tę płytę dawno temu i każdy dzień zwłoki to coś, do czego głupio się przyznać. Po pierwsze, artysta wydawany przez dobre światowe marki (Cocoon, Recognition), ale jednak mało wciąż znany w Polsce – przypadłość stała dla producentów techno/house. Po drugie, nazwisko, które mało kto skojarzy z tym nurtem. Zresztą jaki problem? Inni artyści dawno by się opakowali w pseudonim – szacunek dla Przeździeckiego, że tego nie zrobił, a mimo to przebija się. A mój wielki błąd w każdym razie (Paweł Gzyl w Nowej Muzyce nie zaspał). Albo raczej zaniedbanie – bo gdy słuchałem tego materiału w maju, spodobał mi się natychmiast.
Okładka sugeruje vintage’owy charakter muzyki, a odsłuch to potwierdza – tyle że mamy tu przeszłość w przyszłości, bo brzmienia starych maszyn (lub przynajmniej dobrze stylizowane na lata 80. czy późne 70.) to jest to, co płyta „Biscuit Symphony” świetnie eksponuje, ale zarazem rytmika pozostaje futurystyczna. Przeździecki nagrał album ciepły, pokazujący urok syntezatorów analogowych. Podbity po house’owemu funkującym rytmem, ale najciekawszy na planie minimalistycznych melodii, które zdradzają zainteresowanie JP czymś więcej niż tylko kulturą rave’ów. Czasem się też rozwijają, pozostawiając mocne, bardzo oryginalne wrażenie („The Fifth Piece Of Me”). Reprezentował nasz kraj na nowojorskiej edycji Unsoundu i mam nadzieję, że wróci w październiku na polskiej – tym bardziej, że „Biscuit…” pokazuje też jego bardziej radykalną, skrajnie minimalistyczną twarz („Vera Vitalia”).

JUREK PRZEZDZIECKI „Biscuit Symphony”
Definition Records 2011
7/10
Trzeba posłuchać:
„Keys United”, „Slope Arabesca”.

09-Slope Arabesca Prev by jprzezdziecki

W nowej płycie Trupa Trupa bałem się już samej nazwy. Nie ze względu na horror, tylko lekką licealność tej zbitki (wiem coś o tym, bo kiedy zakładałem grupę w liceum, co miesiąc wymyślaliśmy nową nazwę w takiej lekko ironicznej stylistyce). Ale ładnie wydana płyta zrobiła wrażenie na paru recenzentach, w tym moim koledze z „Newsweeka”, więc włączyłem. Usłyszałem muzykę zgrabnie stylizowaną na psychodelię lat 60., z nieźle wykorzystanymi organami, wpływami The Doors, czasem też The Velvet Underground, przesączającymi się zewsząd – i tylko zimnofalowy, posępny charakter kompozycji wprowadza tu jakieś zakłócenie. Trupę Trupa porównywali już gdzieś ze Ścianką, pewnie dlatego, że obie kapele wywodzą się z Trójmiasta. Ja bym się z tym nie zagalopowywał. Już bardziej pachnie mi to polską falą neobigbitową – tyle że po zeszłorocznej EP-ce TT porzucili śpiewanie po polsku.
Warto jeszcze dać TT spokojnie się rozwinąć. Najbardziej brakuje mi bowiem u nich dociśnięcia pedałów (tych gitarowych) i dojścia do poziomu, gdy przestajemy obcować ze stylizacją na lata 60., a zaczynamy słyszeć, że po drodze Spacemen 3 i inni przesunęli granice takiego grania, a każda kolejna znacząca kapela próbowała dodać coś bardzo wyrazistego od siebie. I tak również Ścianka patrzyła na lata 60. z masakrycznym dystansem, którego tutaj mi brakuje. Ocena trochę na zachętę, bo brakuje mi polskich zespołów grających psychodelię.

TRUPA TRUPA „LP”
Wydawnictwo Niezależne 2011
6/10
Trzeba posłuchać:
„Revolution”, „Take My Hand”.

Tak dla porównania „Revolution” Trupy Trupa (na żywo trochę żywsze)…

…i „Revolution” Spacemen 3 (w kategorii: piękne wideoklipy):

Już myślałem, że cyberpunk w muzyce umarł ostatecznie. Wszak nawet w momencie największej chwały ten oryginalnie literacki nurt nie wydał z siebie na polu dźwiękowym niczego powalającego (dość średnia co najwyżej Cassandra Complex, od biedy podciągani pod gatunek Fear Factory, a czasem nawet Atari Teenage Riot). Ale oto po 30 latach jest w Polsce w postaci płyty projektu Nohucki (przede wszystkim Bzyk z Wu-hae i Piotr Wróbel z Akurat) zrealizowanej z godścinnym udziałem m.in. Wojciecha Karolaka i Sławka Pietrzaka. Z rzeczy w podobnym tonie na poziomie ideologicznym byli już Beneficjenci Splendoru („Jestem robotem, zapie*dalam w sobotę”) – ale miażdżąco lepsi. Płyta Nohuckiego tak się ma do cyberpunka jak film „Wirus” do działań hakerów. I ma podobne zadatki na dzieło kultowe inaczej.

NOHUCKI „Nohucki”
SP Records 2011
2/10
Trzeba posłuchać:
Jeśli to pytanie, to nie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Faktycznie, ten ‚Wirus’ jest uroczy, taki pan Kleks w Kosmosie 20 lat później.

  2. Pasuje do jakiejś rekalmy Domestosa :p

css.php