Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

30.04.2021
piątek

Ślina i Błoto polskiego jazzu

30 kwietnia 2021, piątek,

Po  wczorajszym sukcesie frekwencyjnym dziś na Polifonii unpacking i test lodów Ekipy.
Żartuję. Dziś lista premier tygodnia i przegląd twórczości młodej polskiej sceny jazzowej. Bo dziś również Międzynarodowy Dzień Jazzu. Pora więc przetracić całe te wczorajsze zasięgi. Problem w tym, że – paradoksalnie – trudno znaleźć bardziej godną promocji i ciekawszą grupę młodych ludzi niż środowisko nowego jazzu. Gdyby dali się zamknąć w domu pod okiem kamer i nagrywali swoje pozamuzyczne dialogi, demonstrowali fryzury i outfity, rzucali żarty, to zapewne Friz z Ekipą nie mieliby czego szukać w internecie. A na lodach Koral byłyby – wtedy bym je kupował – wizerunki Chęckiego, Miszka, Piotrowicza czy Więcka. Kiedyś jazzmani byli w centrum uwagi i przy rocznicach związanych z Komedą pojawiają się nawet próby nawiązania do tamtych czasów – ostatnio gdy ekipa Radia Jazz.FM zrobiła sobie zdjęcie na skuterze lambretta w stylu Niewinnych czarodziejów. Ale jazzmani raczej demonstracyjnie dystansują się od social mediów. Na świetnym radiowym koncercie sekstetu Kamila Piotrowicza w środę próby nawiązania do stylu mediów społecznościowych były pewnie akurat najsłabszym ogniwem – a momenty pełnego skupienia lidera (który opowiadał ostatnio w Dwójce o odcinaniu się od smartfona) należały do najlepszych. Podobnie trudny do spieniężenia w sieci był wczorajszy znakomity skądinąd koncert Emila Miszka z muzykami wywodzącymi się częściowo z tego samego środowiska, później swoje dorzucił superband Piotra Damasiewicza (pod tym samym linkiem). Uwaga tzw. odbiorcy statystycznego, który wprawdzie nie istnieje, ale rządzi światem, dziś jest pewnie przy czymś innym niż granie na saksofonie i trąbce. Ale jako boomer potrafię sobie jeszcze wyobrazić alternatywną rzeczywistość, w której byłoby inaczej. Z gracją więc roztrwonię te zgromadzone wczoraj zasięgi, by opisać kilka płyt (już tu wychodzi większość z tych, którzy jeszcze przy notce zostali), na których nawet nie wszystko mi się podoba (tu być może wychodzi reszta, zostaje paru jazzmanów i ktoś z szeroko rozumianej branży). Ale będą wspaniałe i mocne wrażenia (by tak utwierdzić w przekonaniu tych, którzy się uparli, żeby czytać dalej).

Te premiery z ostatnich tygodni nie ułatwiają mi zadania. Na pewno nie ułatwia kwintet Tomasza Chyły, choć na płycie zatytułowanej Da Vinci (Alpaka) i poświęconej wielkiej postaci renesansu zaskakuje. Tyle że nie przez nawiązanie do muzyki dawnej. Przeciwnie – w zupełnie zmienionym składzie (z poprzedniego poza liderem został tylko perkusista Sławek Koryzno) wchodzi w erę twórczego chaosu i sporej różnorodności. Więc jeśli w czymś bym tu szukał namacalnego śladu inspiracji Leonardem, to w „renesansowym” i bez mała eksperymentalnym podejściu do muzycznych działań, dla którego naturalne jest przejście od szaleńczej rockowej energii Macchina Volante (z mocnym wejściem debiutanta, młodego gitarzysty Krzysztofa Hadrycha) do sonorystycznych technik w The Ritual, a potem już do otwarcie nawiązującego do studiów eksperymentalnych, osnutego wokół partii syntezatora Strong Algorithms. Na tym nie kończy się lista zaskoczeń układająca się w swoisty poligon doświadczalny – kolejnym jest zaangażowanie w kilku fragmentach wokalnej grupy Art’n’Voices. Wszystkie te przejścia międzygatunkowe mogą być dla słuchacza imponujące (uwielbiam w tej płycie to, jak bardzo gra na nosie oczekiwaniom związanym z obecnością skrzypka w jazzie), choć gładkie nie będą. Rafał Zbrzeski w recenzji dla „Jazz Forum” napisał, że od słuchacza ta płyta wymaga odrobiny cierpliwości. Zgadzam się, choć tę ostatnią odmierzałbym raczej w hurcie niż detalu.  

Inaczej jest z płytą, o której już dawno powinienem był napisać, czyli albumem Marka Kądzieli Marek Kądziela Jazz Ensemble (Audio Cave). Ten daje to, co zapowiada, czyli płytę, na której dominują brzmienia gitary elektrycznej lidera, muzyka znanego m.in. z Jaząbu i Odpoczno. I spośród mocno nasyconych  gitarowymi brzmieniami prezentowanych dziś albumów ten najmocniej kunszt gitarowy eksponuje. Z drugiej strony – dużą rolę odgrywają tu grający na alcie Maciej Kądziela (brat Marka), w którego grze słychać i lirykę, i (jak wprowadza brat) rock’n’rollowe spustoszenie, no i puzonista Jacek Namysłowski (też ma fantastyczne momenty). Cały zespół pracuje jednak na lidera jak grupa kolarska w peletonie, a kompozytor całości błyszczy najbardziej różnorodnym zestawem technik, jaki znajdziemy w dzisiejszej stawce – a zdarzało mi się już go chwalić za rzeczy jeszcze inne. No i skoro już padło porównanie, to je pociągnę – prują tu całą piątką raźno całą szerokością drogi, choć głównie – powiedzmy to jasno – środkiem. I o ile płyta zaskakuje z minuty na minuty, to nie mogę powiedzieć, by czymś mnie zaskoczyła en bloc.  

Z płytą Scratching Fork (Fundacja Słuchaj) tria Marka Malinowskiego też się spóźniam. Ale pociesza mnie fakt, że sam zespół spóźnił się jeszcze bardziej, bo rzecz ukazała się w styczniu br., a nagrywana była w listopadzie 2017. Jako fan ostatnich działań Mary Halvorson muszę odnotować z zadowoleniem bliskość – zarówno pod względem pewnej surowości gitarowego brzmienia, zdecydowanie nieprzesłodzonego (w większości nagrań – choć, im bliżej do końca, tym różnorodniej, włącznie z wycieczką w rejon wrażliwości bluesa i fusion), jak i harmonicznej komplikacji, połączonych z zadziornością rytmiczną rodem z działań sceny Rock In Opposition. A ta ostatnia możliwa jest do osiągnięcia dzięki świetnej współpracy sekcji: Roberta Rychlickiego-Gąsowskiego i Wojciecha Zadrużyńskiego. W masowych kategoriach „lodów Ekipy” bez szans. Trochę dla jajogłowych, ale z dużym potencjałem.  I tutaj – inaczej niż na poprzednim wydawnictwie – mamy bardziej monolit brzmieniowy, lecz bardzo frapujący.    

Wspaniale obrzydliwa okładka drugiej płyty kwartetu Ślina 42’00 (Gusstaff/Don’t Sit On My Vinyl, sam rysunek autorstwa mającego ostatnio nieco Gigerowską fazę, niezawodnego Bartosza Zaskórskiego) kryje adekwatnie obrzydliwie wspaniałą zawartość. Matylda Gerber (saksofony), Filip Zakrzewski (gitara), Mikołaj Nowicki (kontrabas, elektronika) i Stanisław Olek (perkusja) z bardzo swobodnymi, długimi formami jazzowymi o psychodelicznym charakterze to nowa zmiana na polskiej scenie. A Gerber – znana też z solowego wydawnictwa dla Szarej Renety i ze świetnie zapowiadającej się płyty formacji Sneaky Jesus (premiera pod koniec maja) – to kolejna kandydatka do galerii fantastycznych postaci, które zacząłem wyliczać na początku wpisu. Transową, świetnie grającą przestrzenią muzykę Śliny trudno nawet mierzyć tą samą miarką co wydawnictwa Kądzieli czy Malinowskiego – w bardzo zespołowym podejściu do muzyki łatwiej już znaleźć jakieś analogie do tego, co robi Chyła. Ale efekt końcowy jest bardziej spójny i naturalny. Bardziej nastawiony na sam lot niż konstrukcję lotni. No i w środowisku krytyków jazzowych też mają już zwolenników (o czym świadczy choćby ta oto czołówka rankingu Tomasza Łuczaka). Trudno mi ustawiać te wszystkie albumy w prostej hierarchii, ucieszą różnych słuchaczy, ale spośród dotychczasowej czwórki jest to rzecz najbardziej dla mnie. Opakowania po lodach z czymś takim nie znajdziecie, a jeśli nawet – radziłbym sprawdzić, czy nie ma śladów LSD. 

No i last but not least nowy album jeszcze jednego kwartetu, Błoto. Czyli Kwasy i zasady (Astigmatic), którymi zespół w pełni oficjalnie przechodzi już na poziom światowy, biorąc pod uwagę nie tylko styl i wykonawstwo, ale także zainteresowanie za granicą i top sprzedaży jazzowych płyt Bandcampa, na którym ten album się znalazł. Nie chcę się nad nim rozwodzić, bo dużo na tym blogu superlatywów pod adresem Marka Pędziwiatra i spółki. Napiszę tylko, że to album sekcji rytmicznej – jak chyba żaden z dotychczasowych. Niczego nie ujmując partiom klawiszowym i saksofonowym, to bas i perkusja (plus jeszcze linie Mooga, rzecz jasna, to brzmienie to zwykle składnik sekcji rytmicznych) budują kapitalny, pełen energii i zdecydowania flow jazzu w tej wersji. A tytuły utworów, znów podzielone na dwie części (wiadomo: kwasy i zasady) opowiadają, mam wrażenie, jacy bywamy i co jest składnikiem naszych emocjonalnych reakcji, ostatnio głównie w mediach społecznościowych: Chryja, Prostactwo, Hipokryzja, Farmazon, Mitomania, Ignorancja, Autentyzm, Prostota, Pokora, Prawda, Umiar. Reakcje na piosenkę o Smoleńsku czy reklamowe akcje youtuberów z Ekipy o tym przypominają. Pełne hipokryzji pytania po co marnować czas na coś takiego? padające czasem ze strony osób, które na żadne inne wpisy na tym blogu nie zaglądają – w szczególności. Mam sporo sympatii do takich ludzi – budują zasięgi, dzięki którym możemy się regularnie spotykać w tym miejscu. Choć nie zmienia to faktu, że zostali wczoraj trochę wykorzystani i strollowani, co jasno mogę w tym miejscu wyznać, bo w końcu nikogo z  tych, którzy zadają sobie trud, żeby przeczytać ostatnie zdanie bardzo długiej notki o dżezie, ta uwaga nie dotyczy. 

PREMIERY PŁYTOWE TYGODNIA

25.04 Heathertoes & Hoffman Through Boiro to Kaunas, Astipalea MC, DL
26.04 Comit An Ocean of Thoughts, ASIP
26.04 Jacaszek / Podpora / Kohyt Jacaszek / Podpora / Kohyt, Bocian
29.04 Burial + Blacksound Shock Power of Love EP, Keysound EP
29.04 Jim O’Rourke Too Compliment, DDS
Acid Twilight Acid Twilight
Ben Seretan Cicada Waves
Birdy Young Heart
Błoto Kwasy i zasady, Astigmatic
Bluszcz Kresz, Seszele LP (DL, CD już są)
Cam Deas & Jung An Tagen Presentism, Diagonal
Carsie Blanton Love & Rage
Case Kämäräinen Joyride, Eclipse
Croatian Amor & Varg2TM Body of Content, Posh Isolation
Crumb Ice Melt
Dawn Richard Second Line, Merge
Dean McPhee Witch’s Ladder
DJ Khaled Khaled Khaled
Don Melody Club Pure Donzin, Les Disques Bongo Joe
Dropkick Murphys Turn Up That Dial
Flying Lotus Yasuke, OST
Girl In Red If I Could Make It Go Quiet, AWAL
Gojira Fortitude, Warner
Grabek Tiny Melodies
Guided by Voices Earth Man Blues
Happy Pills Happy Pills, Don’t Sit On My Vinyl LP+CD
Iain Sinclair and London Experimental Ensemble Dark Before Dark, 577 Records
Innov Gnawa Lila, Daptone
Jonas Cambien Trio Nature Hath Painted The Body, Clean Feed
Joseph Shabason The Fellowship, Western Vinyl
Juan Wauters Real Life Situations, Captured Tracks
Julia Michaels Not In Chronological Order, Universal
Kasai Allstars Black Ants Always Fly Together, One Bangle Makes No Sound, Crammed Discs CD – 7.05
Lady Blacktronika Overdose, Pets EP
Laura Cannell & Kate Ellis April Sounds, Brawl
Leon Vynehall Rare, forever
Lisa Cameron & Sandy Ewen See Creatures Too, Astral Spirits
Los Retros Looking Back, Stones Throw
Manchester Orchestra The Million Masks of God, Loma Vista
Marianne Faithfull & Warren Ellis She Walks In Beauty
Masahiro Takahashi Flowering Tree, Distant Moon, Not Not Fun
Matt Sweeney & Bonnie „Prince” Billy Superwolves, Drag City
Polski Piach Południe, Gusstaff/Don’t Sit On My Vinyl LP+CD
Rob Frye Chihuahuan Desert / Birdscapes, Astral Spirits
Róisín Murphy Crooked Machine
Royal Blood Typhoons, Warner
Sarah Louise Earth Bow
Scotch Rolex Tewari, Hakuna Kulala LP, DL
Serph Strawberry Wavy, Noble
Ślina „42’00”, Gusstaff/Don’t Sit On My Vinyl LP+CD
Ståle Storløkken Ghost Caravan, Hubro
Sunken Cages When The Waters Refused Our History, On The Corner
Teenage Fanclub Endless Arcade, Merge
The Alchemist This Thing of Ours, EP
The Coral Coral Island, Run On
Thomas Ankersmit Perceptual Geography, Shelter Press
Tobias Meinhart The Painter, Sunnyside
Tony Allen There Is No End, Blue Note
Toth Small Movements in Radiance, Not Not Fun
Tōth You And Me And Everything, Northern Spy
Unknown Me Bishintai, Not Not Fun
VA Made to Measure vol. 1, Crammed Discs reed.
Vilgoć/Dosis Letalis Make Noise Great Again (vol. 4​)​: Vilgoć​/​Dosis Letalis SPLIT, Antenna Non Grata
Zahara Puta, GOZZ

Większość z powyższych płyt ukazała się 30 kwietnia, ale kilka wyszło wcześniej – oznaczyłem je właściwą datą, bo mogłem 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Tytuö aktualnego tekstu jakze biblijny:
    ” Splunal na ziemie i uczynil bloto” Jeszua HaNocri przed uzdrowieniem niewidomego.

  2. Przeczytałem „ostatnie zdanie bardzo długiej notki”, ale głównie dzięki temu, że ze wstępu przeskoczyłem od razu na Matyldę Gerber 🙂 Gigeropodobna okładka, saksofonistka Sneaky Jesus – słucham więc, mimo że fazę zainteresowania Sneaky Jesus przechodziłem ponad rok temu, a potem trochę mi przeszło. Ślina to coś dla mnie. Już się przyzwyczaiłem do niechodzenia na koncerty, a tu nagle coś, co chcę zobaczyć, usłyszeć i odczuć na żywo. Gdzieś w połowie miałem przez chwilę przed oczami napalm z pierwszej sceny „Czasu apokalipsy”, tzn. z „The End” The Doors mi się skojarzyło. Wcześniej przed oczami miałem jedną scenę z „Nagiego lunchu” Cronenberga, ale to przez okładkę. W sumie taki album, po którym nie chcę już dzisiaj nic nieznanego mi włączać, żeby sobie przypadkiem nie zepsuć wrażenia.

    Spoza listy, ze świata rockowo-metalowego, dwie premiery dnia dla mnie:
    – „The Emerald Tablets of Thoth” Akhenaten – blackened death metal z motywami inspirowanymi muzyką Bliskiego Wschodu. Tak się album kończy: https://www.youtube.com/watch?v=F55wh1IciMQ
    – „Live in the Mojave Desert” Stoner – to nie jest świetny album, część riffów zalatuje autoplagiatem, ale fani Kyuss powinni go chociaż raz przesłuchać.

  3. Anita Lane, Founding Member of Nick Cave’s Bad Seeds, Dead at 61

    https://www.rollingstone.com/music/music-news/anita-lane-nick-cave-dead-1162241/

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Gojira – Fortitude – zdecydowanie warto.
    – perkusja jak zwykle świetna
    – wokalista, gdy się „drze”, to rozumiem co śpiewa i nie mam wrażenia, że za chwilę pęknie mu żyła na czole lub szyi.
    – wokalista gdy się nie „drze”, to nie śpiewa jak minstrel lub osoba uderzona w podbrzusze piłką.
    – i na okładkach nie ma nigdy „satana”, smoka, ognia etc.

  6. Warto odnotować również ukazanie się nowego albumu Macieja Golyzniaka i jego tria,, The orchid „. Kto lubi klimaty E. S. T. czy Bugge Weseltofta nie będzie zawiedziony.
    https://youtu.be/mo99qNT9sJo
    I jeszcze jedna propozycja z polskiej sceny eksperymentalnego jazzu – Kuba Pluzek z albumu Book of resonance, który ukazał się w lutym. Niemniej warto zwrócić uwagę na podejście muzyka do instrumentu. Korzysta bowiem z rezoratoea magnetycznego, co powoduje iż brzmienie pianina przypomina brzmienie syntezatora, ale dźwięk jest czysto akustyczny..
    https://youtu.be/1Y4Ekp_SF58

  7. Flying Lotus – Yasuke – zdecydowanie warto. I wsamplowanie On the Run Floydów w War Lords pyszne.

  8. cfreepo – Gojira jest chyba jednym z nielicznych, metalowych zespołów, których zdecydowanie warto obserwować oraz śledzić ich poczynania, albowiem jak niewielu innych potrafią z prostych metod stworzyć coś monumentalnego, co brzmi na czasie i wciąga. Top !

css.php