Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

21.01.2021
czwartek

Cierpieć za miliony

21 stycznia 2021, czwartek,

Dramatyczne jest życie młodego rapera. Zastanawiam się, czy nie należałoby tego dramatu ograniczyć jakąś ustawą i czy to już nie materiał na poważny tekst z wypowiedziami psychologów na przód POLITYKI, ale tymczasem jednak podzielę się refleksjami na temat nowego albumu Bedoesa na blogu. Nagrana z duecie z Lankiem płyta Rewolucja romantyczna wpisuje się w cykl rozterek gwiazdorów rodzimego hip hopu, którzy cierpieli z powodu braku tysięcy i tego, że nikt nie słucha, ale zmiana statusu przyszła tak szybko, że teraz muszą cierpieć za miliony. A cały album, jak go porządnie obrać ze stroszenia piór, wypatrywania zdrajców, efektownej wojny gangów, używek, prężenia członków, robienia się na bóstwo (włącznie z odniesieniami do Jezusa rzecz jasna), jest jednym wielkim wołaniem 23-letniego podmiotu lirycznego o bezgraniczną akceptację i bezinteresowne utulenie przez płeć przeciwną. Zaczyna się od odrzucenia i Ona mówi żebyś coś pomyślał nad terapią z ust byłej – jak sądzę – dziewczyny. Po uważnym przesłuchaniu płyty do końca mam wrażenie, że bohater za wszelką cenę chce potwierdzić jej intuicje. 

Ostatnio drobne kontrowersje wywołała moja lista ulubionych płyt roku – jako rocznik 1974 wybrałem do niej tylko dwie płyty rapowe, i to artystów o kilka lat młodszych ode mnie. Oczywiście przyjmuję na klatę wszelkie komentarze o nienadążaniu, bo to jasne. Ale mało rzeczy lepiej niż ta bardzo ambitnie obmyślona superprodukcja Bedoesa tłumaczy mój stosunek do czołówki OLiSu w młodym hip hopie: wydaje mi się to strasznie interesujące, ale kompletnie nie dla mnie. Imponująco sprawne, ale zarazem odstraszająco infantylne. Napisałem, że to temat na tekst psychologiczny na przód gazety? Nie, więcej – to pewnie temat na porządne socjologiczne traktacisko o tym, co z tą młodzieżą, kto im wyrządził taką krzywdę. Jaki system edukacyjny wydał brylanty, którzy potrafią sprawnie rymować na sto sposobów, ale świat ich metafor rozciąga się od marszałka Piłsudskiego do Harry’ego Pottera? Niewiele zjawisk opowiada o polskiej edukacji polonistycznej lepiej niż polski rap. Jaka jednopłciowa (chodzi mi o symboliczne już w polskim rapie wychowanie przez matkę, czasem z babcią w tle, tu zresztą uświadomione: Oni widzą tylko, ile platyn, a ja chciałbym czasem spytać o coś taty) rodzina nauczyła młodych mężczyzn dzielić kobiety na – w dużym uproszczeniu – suki i niesuki? Niewiele gatunków ciągle tak dobrze oddaje nasze narodowe seksualne kompleksy. A z tej romantycznej historii Borysa z Bydgoszczy (tak się przedstawia) – choć już krytyka homofobii zrobi z niej w pewnych kręgach awangardę – wynika strasznie stereotypowa wizja płci przeciwnej. Oglądanej tu nie detalicznie, z religijnym nabożeństwem, jak w erotykach Obywatela GC (Robisz to dla mnie), tylko hurtowo, od razu w liczbie mnogiej (Wszystko robią dla mnie). I nie powoli, tylko na całość, jak w erotyku oglądanym na przyspieszeniu. Wiele rzeczy, wiele emocji na tej płycie robi na mnie wrażenie opcji fast forward

Rewolucja romantyczna przekonuje, że tylko matka daje taki rodzaj bezwarunkowej miłości, który nie każe iść na żadne kompromisy. Ale nawet ona nie jest w stanie pomóc. A to i tak te łagodne z licznych wstydliwie naiwnych refleksji, które tu znajdziemy. Gorszy jest emocjonalny hat trick, na który składają się linijki o tym, że moja mama sprzątała pisuar w Anglii, żebym zawsze miał co na siebie założyć, czego efektem jest styl taki, że te cipki się moczą. I ta, że ostateczna forma pogrążenia zdrajców dostępna dla prawdziwych twardzieli to – uwaga – wrogom podrywamy mamy. Byłoby to nawet zabawne, ale na albumie parodystycznym. Jeśli ktoś po tym jeszcze stoi na nogach i kibicuje bezwarunkowo, to może się zachwiać po kolejnym ciosie: Widziałem twoją żonę – jestem pewny: nigdy jej nie wsadzę. Ale przynajmniej nikt się nie będzie po tym dziwił, że artysta ma aż tak młode grono fanów.  

Oczywiście część z tego to kreacje, postacie, w które Bedoes się wciela. Ale nie bardzo wierzę w to, że swoich bohaterów nie obdziela własnymi emocjami. Rapuje, że jest chłodniejszy od dziwki z Antarktyki, ale wygląda mi na kłębek nerwów sprzedający własne – w to mogę uwierzyć – doświadczenia. Ale do mnie jakoś nie bardzo przemawia ktoś, u kogo na płycie z jednej strony chłopak poucza dziewczynę, że mówi się kondomy, a nie kondony, a w Gretzkii (to akurat Flexxy 2115, a nie Bedoes) w litanii snobistycznych obcych terminów usłyszymy: materiały takie, że ja mówię hot kotjo na nie. I muszę zajrzeć na Geniusa i wysilić starczy wzrok, żeby się dowiedzieć, że tu chodziło o haute couture. Bo ze słuchem coś nie pykło. Parę takich miejsc i możesz być najbardziej utalentowanym raperem w kraju – bo ten talent Bedoesa w duecie z Lankiem widać tu choćby po dość mocnym zróżnicowaniu form, intonacji, nawet barw – a i tak będziesz tylko  człowiekiem, któremu udałoby się powiedzieć coś wielkiego, gdyby nie to, że potknął się na małym. 

Ale ponieważ dotarłem do końca – i to ze dwa razy – to jednak nie mogę trochę się wczuć w sytuację lirycznego podmiotu. Więc przy Frenezji romantycznej, gdy Bedoes rapuje Dosyć gadania, chodź, zrobię ci dziecko, złapałem się na tym, że po cichu doradzam: Stary, nie rób tego, to nie rozwiązuje żadnych problemów! Już raczej zastanowiłbym się poważnie nad spełnieniem tej padającej w utworze Doda :8 groźby: Potrzebuję przerwy, zniknę po tej płycie i przemyślę swoje błędy. Co tylko potwierdza, że być może ta dziewczyna z Intra miała rację i dalsze zaliczanie platyn może być niewłaściwą formą terapii.  

A może to po prostu – tak sobie tłumaczę – nie rozumiem już tego wszystkiego, bo to za szybkie i za intensywne życie jak dla mnie? Trzeba przyznać: nie bardzo widać, że ta historia rozgrywa się w jakimś pandemicznym, potrzaskanym i wyciszonym świecie. Nie rozpoznaję w tym w ogóle elementów swojego świata. Ten jest głośny, nerwowo przegadany, przepuszczony przez instagramowy filtr, romantycznie przegięty, z co większymi emocjami akcentowanymi zwykle w dość przewidywalny sposób: jebać wszystkie głupie kurwy albo dla odmiany coś analogicznego, tylko z pizdami, i wygląda mi bardziej na jakiś świat z filmów Patryka Vegi, co – pamiętajmy – dla milionów osób nie będzie oczywiście żadnym powodem do cierpienia. 

BEDOES I LANEK Rewolucja romantyczna, SBM Label 2021, 4/10 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php