Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

3.06.2020
środa

Polska/Niepolska

3 czerwca 2020, środa,

Polska-Afryka, Afryyyka-Polskaaa – śpiewał kiedyś krajowy zespół rockowy. I cieszyło się to niezdrową popularnością w moich latach studenckich. Społecznie – biorąc pod uwagę krajowe reakcje na zamieszki w USA, w dużej mierze reakcje rasistowskie – niestety niewiele się u nas zmieniło przez ćwierć wieku. Zresztą i w USA niewiele uległo zmianie. Za to artystycznie – o, pod tym względem jesteśmy w innej rzeczywistości. O ile jednak prymat czarnej muzyki w Stanach na upartego dało się jeszcze przewidzieć, to nie przewidziałbym wtedy, że dobra afrykańska muzyka będzie się ukazywała w kraju nad Wisłą. A słuchając Bębniarzy z Kraju Mołr, nie obstawiałbym, że narodzi się z tego kiedyś kooperacja afrykańsko-polska. Nawet obserwując ostatnio etnomuzykologiczne wyprawy Piotra Danga Cichockiego, nie wierzyłem do końca, że działania jego 1000Hz zmierzają w stronę jakiegoś polskiego odpowiednika Nyege Nyege. Przy wszystkich proporcjach i różnicach, rzecz jasna.  

Przedsięwzięcie o nazwie WILD/LIFE łączy artystów z Tanzanii, Malawi, Rwandy i Polski. Przynosi współczesną elektroniczną muzykę pop łączącą charakter bongo-flava i innych nurtów lokalnych z wrażliwością beatową Mik.Musik (a w szczególności prowadzącego tę wytwórnię Wojtka Kucharczyka) z czymś, co twórcy opisują jako #betterworldmusic. Pełną różnorodności, oddającej głos poszczególnym wokalistom projektu opowiadających o swoim świecie w czterech językach (w tym po polsku). Opartą bardziej na jakimś starym marzeniu jazdy na rowerze przez sawannę i wzajemnego oswajania obcości niż hasłach kolonii dla Polski czy zbiórki na misje. Nie wyobrażam sobie lepszej roli dla polskich producentów, którzy nie wjeżdżają do Afryki ani w oparach postkolonializmu, ani jako jakaś potęga zglobalizowanego świata (właściwie to chyba nawet częściowo wyjeżdżali, bo Kucharczyk z Cichockim pracowali korespondencyjnie – ten drugi z afrykańskimi muzykami na miejscu). Dlatego pewnie tak naturalnie brzmi Mbewa Na Pusi z połączeniem tumbuka i polskiego, perspektywy malawijskiej i polskiego blokowiska, no i nawiązaniami do Folwarku zwierzęcego Orwella. Chciałoby się na tym albumie jeszcze więcej tego typu zderzeń (a te polskie wokale mogłyby być głośniejsze). 

Tę wspólną muzykę, w której tworzenie zaangażowany był cały tłum ludzi, wokalistów, MC i producentów, wyróżnia oszczędność formy i jej nowoczesność. Barwy syntezatorów mogą być proste, ale formy niosą w sobie marzenie o innej przyszłości. Beaty mogłyby pożyczać z pożytkiem dla siebie polskie składy hiphopowe. W delikatniejszych, bardziej poetyckich i introwertycznych fragmentach (Hasira Za Nini, Hatima Netu) można się nawet zastanawiać, czy oto w afrykańskiej wrażliwości nie przegląda się ta polska słabość do liryki – Europejczycy z Zachodu nie taką muzykę importują z Afryki. No a dzikość sygnalizowana w nazwie projektu nie jest obcością, jest najwyraźniej po prostu wspólnym współczesnym doświadczeniem.  

WILD/LIFE Maloto/Dreams, Mik.Musik/1000Hz 2020, 8/10

Niemal w tym samym czasie ruszyło kasetowe polskie wydawnictwo JuJu Suunds publikujące nagrania terenowe z Afryki. Mono Egypt to podróż po kulturach muzycznych Egiptu – wybór utworów nagrywanych w domach, ogrodach i na dachach Kairu, w Delcie Nilu, Nubii i nad Kanałem Sueskim, opatrzony długim reporterskim komentarzem. Rejestrowane przez Łukasza Kumora występy miejscowych muzyków – jak zwykle przy okazji muzyki z północnej Afryki pełne rytualnego, religijnego transu – jakościowo nie ustępują ani trochę nagraniom taki firm jak Sahel Sounds czy Sublime Frequencies. Przenoszą do innego świata i wciągają. Od strony wydawniczej żółta kaseta opublikowana w nakładzie 150 egzemplarzy też robi wrażenie. Co istotne, wszystko wpisuje się w podobną filozofię muzycznej podróży co Wild/Life, można mieć nawet wrażenie, że te majowe daty premier to wręcz jakaś przyjacielska ustawka. Mimo nawału nowości – nie wolno przegapić jednej ani drugiej płyty.  

Kiedyś mieliśmy tylko Big Cyc, teraz doszły do tego jeszcze całkiem duże aspiracje artystyczne. 

RÓŻNI WYKONAWCY Mono Egypt, JuJu Sounds 2020, 8/10

fot. za JuJu Sounds Bandcamp

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php