Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

20.02.2020
czwartek

Ofiara Cyberpunka?

20 lutego 2020, czwartek,

Są pierwsze ofiary Cyberpunka. Należy do nich moim zdaniem Claire Elise Boucher, czyli Grimes. Promocja jej nowej płyty wydawała się świetnie zsynchronizowana z akcją promocyjną gry studia CD Projekt Red, włącznie z szeroko komentowanym występem na The Game Awards i samym singlem 4ÆM. Kanadyjska artystka znalazła się oczywiście na planowanej gwiazdorskiej ścieżce dźwiękowej Cyberpunka 2077, co wydawało się w jej wypadku idealną formą symbiozy pod tak wieloma względami, że (a znacie mój brak entuzjazmu do poprzedniej płyty Grimes) aż mi się żal zrobiło, gdy się dowiedziałem o przesunięciu premiery gry z połowy kwietnia na wrzesień. Bo Grimes została z tym swoim albumem – od dawna komentowanym przez fanów, bo przecież „wyciekł” jeszcze w ubiegłym roku – trochę na lodzie, i to nie tym lodzie Gibsonowskim, tylko bardziej Himilsbachowskim.


Smutek jest tym większy, że łatwo było sobie wyobrazić, jak wpisuje się w atmosferę gry tamto singlowe nagranie. Nieźle zapewne brzmiałby także Violence – utwór wypuszczony jeszcze we wrześniu. W całym chaosie stylistycznym swojej muzyki Grimes ma coś z wyprzedzania najbliższej przyszłości. W szczycie strachu przed koronawirusem wideoklip do tego nagrania (artystka od lat tworzy klipy i ciągle reżyseruje swoje) wygląda jak właściwy show na Super Bowl czy Grammy. Poza tym wyobraźmy sobie: grę wskrzeszającą modny 30 lat temu nurt SF firmuje artystka działająca dziś w Vancouver, dokładnie tak jak najbardziej znany z ojców gatunku, William Gibson.   

Sama muzyka Grimes zebrana na płycie, która oficjalnie ukazuje się jutro, to po raz kolejny połączenie geniuszu z radosną amatorką. Brzmieniowo bardzo ciekawe, pełne oryginalnych rozwiązań i połączeń, jej utwory są zarazem – jeśli spojrzeć na to z brutalnej perspektywy „starej” sztuki realizacji – źle wyprodukowane, z potworną kompresją, ze słyszalnymi śladami loudness war, choć ta dawno się skończyła i nikt nic na tym nie wygrał. Futurystyczne pomysły FKA Twigs wydają się przy tym perfekcyjnie dopracowane. Jest u Grimes – tu się zgodzę – rodzaj punkowej zadziorności, przełamywanej ni stąd ni zowąd radiowym, amerykańskim popem z domieszką country – jak w cieniutkim Delete Forever. Tu już nie tyle cyberpunk (pamiętajmy, że zamajaczył ten nurt w muzyce – na przełomie lat 80. i 90.) w wersji AD 2020, co raczej Taylor Swift AD 2077. Za to połączenie wielopiętrowej, zawrotnej konstrukcji linii wokalnych (przypominającej wokalowe eksperymenty, z których słynęła 4AD w latach 80. – takie cyber-Bułgarki) z elementami jungle w 4ÆM jest brawurowe.   

Na korzyść Grimes przemawia to, że niemal wszystko robi tu samodzielne. Trudno też znaleźć kogoś z popowego świata, kto tak dobrze ogarnia wszystkie kluczowe dla współczesności tropy. Mamy jednak do czynienia z lekkim przerostem PR-u. Pomijam już te opowieści biograficzne o mieszkaniu w Montrealu na zimnym narkomańskim squacie, gdzie w korytarzu pobito ze skutkiem śmiertelnym jej sąsiada. Chodzi mi głównie o atrakcyjną otoczkę odniesień popkulturowych (Darkseid i New Gods niosą w tytułach komiksowe odniesienia), o to, że płyta nosi tytuł Miss Antropocenu. A kończący ją utwór – Idoru, tu już dokładnie jak u Gibsona (i zgrabny utwór skądinąd). No i wreszcie podłączenie się do machiny promocyjnej Cyberpunka (obok m.in. Run The Jewels i A$AP Rocky) wydaje mi się ruchem perfekcyjnie zaplanowanym – mamy to sprawdzone, wiemy, że nic w polskiej muzyce nie nakręcało tak mocno streamingowego zainteresowania jak utwory z Wiedźmina 3. No i tylko z tym Cyberpunkiem 2077 się nie udało. Na szarpnięcie trzeba będzie czekać do jesieni. Grimes znajdzie się w doborowym towarzystwie tych, którzy się znaleźli na marketingowym lodzie. Ciekawe, czy Run The Jewels poczekają do września, no i czy Gazelle Twin albo A$AP Rocky też chcieli zsynchronizować promocję nowych wydawnictw z grą polskiego studia.

Grimes promuje Miss Anthropocene jako jej ostatni ziemski album. Może to tylko dodatkowy element bardzo nierównej całości, momentami trochę bełkotliwej, a już na pewno nużącej, może tylko kolejny dowód lekkiego przerostu formy nad treścią, ale jednak ciekaw jestem tego następnego.

GRIMES Miss Anthropocene, 4AD 2020, 6/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php