Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

20.03.2019
środa

Ogólne znieczulenie

20 marca 2019, środa,

Jeśli gdzieś szukać jakiegoś głębszego efektu rynkowej dominacji polskiego hip hopu – która jest bezwzględna już kolejny sezon – to jest to przeniesienie środka ciężkości w twardsze rejony. I tak dyskusja toczy się wokół rapu – czasem kręcąc się wokół tego samego tematu, albo i w tym samym gronie, czego dowodem sprawa Pro8l3mu, gdy problem (seksizm – we wspominanej już wypowiedzi) i rozwiązanie (jednak nie – we wczorajszym wywiadzie) podsunęli dziennikarze tej samej „Gazety Wyborczej”. Ale nawet tam, gdzie trudno zdiagnozować seksizm czy demoralizację, ciągle da się wyczytać twardą, brutalną opowieść w filmowo przejaskrawionych barwach. W rubryce „było” polski rynek płytowy może więc odnotować kwiatki, bratki, skowronki, a w rubryce „jest”: koka, hera, hasz, LSD. Jak tu, proszę Państwa, dostarczyć na tych samych paletach i sprzedać delikatny towar, kruchy i cały w pastelach, ubrany w stroje jak z Arabeli?

Pytanie przyszło mi do głowy w kontekście konkretnej płyty – duetu Kucz/Bilińska. Ten właśnie debiutuje albumem, który według dawnych standardów zainteresowania muzyką lekką, łatwą i przyjemną powinien się cieszyć sporym zainteresowaniem. Nie jest to płyta wielka, ale pewien potencjał w tym zakresie ma. Choćby dwa niezłe single, Nieproszony gość i Lobster, z okolic eleganckiego retropopu Air i Stereolab (co mogę zgodnie powtórzyć za recenzją Jacka Skolimowskiego z „Newsweeka”), w wersji może jeszcze bardziej wydelikaconej, bardzo też organicznej, w sumie nawet zaskakująco jak na Konrada Kucza, który jest człowiekiem ze świata syntezatorów, a tu proponuje muzykę bliską tej konwencji, ale mocniej oddaloną od klubowych brzmień niż kiedyś w triu Futro. Do tego dochodzi oczywiście Ola Bilińska ze swoim naturalnym punktem wyjścia w postaci Muzyki Końca Lata, czyli światem dość subtelnym, sentymentalnym, ogrywającą schematy piosenek miłosnych. A do tego parę niezłych muzycznie fragmentów – na czele z Wikingiem, nieoczekiwanie instrumentalnym. Choć to pewnie jeden z najlepszych kawałków popowych w dorobku Kucza i aż się prosił o linię wokalną.

W każdym razie jak to wszystko sprzedać między przebojowymi płytami Sokoła i Pro8l3mu? No i jak to w ogóle sprzedać, skoro Bilińska ledwie kilka tygodni temu zaprezentowała autorską płytę Babadag. To w praktyce rodzaj antymarketingu albo demonstracyjnej undergroundowości. Zupełnie niepotrzebnej, gdy ma się coś do powiedzenia, a przede wszystkim – gdy się już zebrało całkiem mocne grono współpracowników, bo przy tworzeniu materiału na album Kucz/Bilińska pracowali Karolina Kozak (wcześniej wykonywała Lobstera), Gaba Kulka, Zuza Wrońska i Radek Łukasiewicz, mający już na koncie całkiem przebojowe muzyczne realizacje. Myślę, że nawet ci, którym taka muzyka nie odpowiada, mogą w tym miejscu westchnąć nad niezagospodarowanym potencjałem. Tylko gdzie sprzedawać demonstracyjnie staroświecki pop, jeszcze z coverem Cirrus Minor Pink Floyd? Z czym do ludzi, mówiąc wprost, skoro dość duży na pierwszą dziesiątkę OLiS-u jest albo hip hop, albo – ze świata – Abba i Queen? Są dwie możliwości: rap troszkę nas jednak tematycznie znieczulił, albo ciągle odreagowujemy lata komercyjnych przewag Grzegorza Turnaua i Anny Marii Jopek, przy okazji wylewając z kąpielą cały ten delikatny towar (gdzie się podziały pokrewne duetowi K/B Rycerzyki na listach bestsellerów?), bez względu na jakość. Żeby tę sytuację przełamać albo przynajmniej urozmaicić takim delikatesem, potrzebny byłby przynajmniej nieco wyrazistszy styl liryczny albo mocniejszy marketing. Miejscowo powinno się sprawdzić, na poziomie ogólnorynkowym to sam jestem trochę znieczulony, tym bardziej że sporo czasu spędziłem ostatnio na słuchaniu rapowych płyt z czołówki OLiS-u. Niby ta sama szeroka dziedzina, ale to nawet nie różnica tonu, to inne media. Tam czułem się jak w środku jakiejś wciągającej twitterowej, za przeproszeniem, gównoburzy. Tutaj czuję się, jak gdybym dostał od nieznajomej osoby pełen pytań list pisany wielokrotnie złożonymi zdaniami na papierze – siedzę i w sumie nawet już nie wiem, co z tym zrobić.

KUCZ/BILIŃSKA Kucz/Bilińska, MTJ 2019, 7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php