Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

22.08.2018
środa

Szczególny wagon PKP

22 sierpnia 2018, środa,

Są płyty, o których łatwiej się pisze niż słucha. To te, których autorzy mają tyle do opowiedzenia o swojej muzyce, że dociera to do nas jeszcze zanim nastroją instrumenty i nagrają płytę. Są też – po drugiej stronie – takie płyty, których łatwiej się słucha niż opisuje. Proszę się więc nie dziwić, że nadzwyczaj rzadko są recenzowane. Prawdopodobnie ich słuchacze, nawet ci przyzwyczajeni do robienia notatek i ciągłego oceniania tego, co słyszą, zostają rozbrojeni przez muzykę i zaczynają po prostu słuchać. Tak jest w wypadku tej płyty, która próbowała mnie oderwać od pisania recenzji, jak tylko mogła. Co oznacza, że misja nagrania utworów zanurzonych w powolnym, przypominającym drony świecie dźwiękowym, które potrzebują czasu, by się rozwinąć zakończyła się sukcesem.

Ledwie się nauczyliśmy, że Pękala Kordylasińska Pękala to nie trio, ale duet (i, dla komplikacji, część kwartetu – Kwadrofonik), a tu stali się rzeczywiście triem. PKP – bo tak by należało skracać nazwę perkusyjnego duetu Miłosza Pękali i Magdaleny Kordylasińskiej-Pękali – nagrało tę płytę z udziałem gościa specjalnego – grającego na syntezatorach Asuny Arashiego. Artysty i performera z Japonii, którego Miłosz Pękala poznał w Hamburgu, podróżując tam jako Crackin’ Mitch. A ponieważ instrumenty perkusyjne, nawet w tak bogatym wydaniu, jakie oferuje PKP, najczęściej słabo sobie radzą z podtrzymaniem dźwięku (sustain), w utworach duetu pozostało trochę przestrzeni do wypełnienia dla elektronicznych barw. A wypełnienie i podtrzymanie na albumie zatytułowanym Modular, na którym wszystkie zjawiska dźwiękowe tworzą bardzo spójną, jednolitą masę, wydają się kluczowe.

Poprzednim albumem Utwory na perkusję i urządzenia elektroakustyczne PKP przedstawili się niejako, mówiąc, do jakiego świata należą. Tu, już bez takich fajerwerków, jakie mieliśmy wówczas w utworach Kubina czy Zappy, pokazują świat bardziej wewnętrzny. Również bardzo interesujący, ale wymagający głębszego zanurzenia. Tym razem słyszymy w większości kompozycje własne – utwory Pękali lub współtworzone przez Arashiego, wśród których (wszystkie cały czas – tak jak pisałem przy okazji poprzedniego albumu – rozmywają granice między instrumentarium akustycznym a elektroniką) najbliższe poprzedniej płycie wydaje się Maszyny #1. Z dość czytelnymi tytułami – Minimal #1 jest rzeczywiście minimalistyczny, Drone #2– rzeczywiście dronowe. Odbiera to recenzentowi resztki roboty i ostatnie punkty zaczepienia. I prowadziłoby do nieuchronnej frustracji, gdyby nie to, że cały ten cykl utworów rzeczywiście mówi słuchaczowi Wszystko będzie dobrze (dokładnie takie są opisujące rzecz słowa autorów) i działa kojąco. Bardziej kojąco niż słynna już strefa ciszy w Pendolino, więc krajowy przewoźnik powinien wprowadzić nowy wagon z kompozycjami z Modulara.

Swoją drogą Minimal #1 to, bez względu na długość, najlepszy tutaj materiał singlowy – z czytelną, Reichowską linią marimby wynurzającą się z delikatnych szmerów i oparów suspensu (gram akurat w nieco rozczarowujące zeszłoroczne Prey – może to karkołomne zestawienie, ale powinni byli zamówić tego rodzaju ścieżkę dźwiękową). Swoją drogą te detale, tak jak na wydanych dwa lata temu Utworach na perkusję…, naprawdę nieźle brzmią.

Klamrą sygnalizującą najwyraźniej płynne przechodzenie w stan snu – i być może jeszcze wychodzenie z niego na koniec – są dwa zaprezentowane tu w nowych aranżacjach kompozycje Witolda Lutosławskiego. Jeśli komuś brawurowa wyda się nowa wersja Interludium – oryginalnie był to utwór na orkiestrę, tu na instrumenty perkusyjne – ten powinien poczekać na finałową L’Angelique, oryginalnie pieśń liryczną na sopran i orkiestrę, tyle że tu pozbawioną nawet partii wokalnej. Czy muszę dodawać, że zastępują ją instrumenty perkusyjne?

Mamy więc tu różne odmiany sztuki perkusyjnej dokładnie zamarynowanej w zalewie ambientu, co wcale nie ułatwia dokładnego umiejscowienia całości na mapie gatunków poza rzucaniem ogólnikowych etykiet. Nie ułatwiają go również zamiary autorów, z tą poetycką dedykacją dla ich dzieci, o której wspomina Miłosz Pękala – można sobie o tym poczytać, słuchając zarazem bandcampowej wersji tego znakomitego albumu.
Music, jak gdzieś kiedyś pisali, has the right to children. I wtedy też, jak pamiętam, był ten problem, że łatwiej się słuchało niż opisywało.

PĘKALA KORDYLASIŃSKA PĘKALA Modular, Lado ABC 2018, 8/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php