Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

13.07.2018
piątek

Szybki Taco i Surowa Kara [PPP]

13 lipca 2018, piątek,

Wczoraj niespodziewanie ukazała się nowa płyta TACO HEMINGWAYA. Miło wiedzieć, że ktoś szybciej nagrywa płyty i szybciej je wydaje niż recenzenci są w stanie je przesłuchać. Że jest w publikowaniu nowości latem bardziej regularny niż warszawski ZTM (za którym – jak pisze – tęskni), a w tekstach bardziej aktualny niż bywają wpisy na blogu. Relacjonuje na przykład koncert sprzed paru tygodni (Hej, scena główna na Orange’u, patrz jak płynę) i odnosi się do meczu sprzed kilkunastu dni (Wszyscy nas kochają, kiedy wygrywamy, nienawidzą, gdy przytrafi się Senegal), wyrabia się na 90. urodziny celebrowanego w tekście reżysera, a teksty na Geniusie mają adnotacje jakąś godzinę po premierze. W tym samym czasie utwory mają po 30-40 tys. odsłuchów na YouTube. Wystawianie z miejsca i na gorąco not takiej płycie mnie nie pomoże, a dla autora – nie czarujmy się – nic nie zmieni. Za to inne premiery…

DIRTY PROJECTORS to taka niby lekka muzyka, przy której trzeba się trochę namęczyć, bo w pierwszych dwóch minutach chcą nam upchnąć wszystkie Sierżanty Pieprze (aranże dęciaków) i Pet Soundsy (wokale) świata. Na szczęście w wypadku Lamp Lit Prose – dużo lepszym od obu poprzednich płyt grupy Davida Longstretha – odrobina wysiłku się opłaci. Po pierwsze, produkcja jest wreszcie lżejsza, cały wianuszek gości (m.in. Robin Pecknold, Rostam, Haim) zapewni dodatkowe atrakcje, a zespół, który zaczyna od folkowej frazy w Right Now, przechodzi przez rejony Queen (Zombie Conqueror), zaprawione jednak odrobiną country, osiągając wyższe stany w okolicach Blue Bird (znów okolice The Beach Boys) i nawet proponując pełnokrwiste rockowe solo w I Found It In U. Wklejone niżej I Feel Energy brzmi jak próba twórczego nawiązania do Sledgehammera Gabriela zmiksowanego z Prince’em. I w końcu, po wszystkich tych aranżacyjnych i producenckich zakrętach, nawet melodyjność tego progresywnego pop dociera do odbiorcy. Po wielokrotnym słuchaniu zauważyłem, że nucę dziś jeden z utworów z nowej płyty. Problem w tym, że ciągle nie wiedziałem który.

Niełatwo się zestawia produkcję powyższej płyty z opisywaną teraz kasetą 1984 [+24] SUROWEJ KARY ZA GRZECHY, czyli efemerycznego przedsięwzięcia Afrojaxa (jako Jimmy Dean) ze Skarlett, które powstało, bo – jak pisze ten pierwszy – prawdopodobnie był ostro wkurwiony mizerią promocyjną naokoło debiutanckiej płyty Afro Kolektywu. Jestem tu bez winy, przeprowadzałem nawet wtedy wywiad z Afro Kolektywem. Ale chętnie przyjmę na klatę taką surową karę, tym bardziej, że w swoim czasie (15 lat temu) istnienie tego duetu przeoczyłem. Rzecz nawiązuje w zamyśle do lat 80., do new romantic, muzyki pop tamtej epoki. Ale jest w tym ślad polskiej nowej fali tamtych czasów, czasem więc rzecz brzmi jak gdyby jakiś Maanam próbował się przechrzcić na syntezatory. Jest trochę naśmiewania się z późniejszych barw keyboardowych, sporo dystansu do siermięgi rodzimych ejtisów i charakterystycznych brzmień (w Nie ma dokąd iść barwy z Jarre’a i klimat Kapitana Nemo). Superzabawna i rasowa pod każdym względem wydaje się parodia reggae-dance’u w Ona chce się wieszać. Jeśli Super Girl & Romantic Boys oferowali ten klimat na bardziej romantycznie i na serio, to tutaj – w dużej mierze dzięki znakomitym tekstom (choć jak wiadomo z najnowszej płyty Afrojaxa, Nikt nie słucha tekstów) – mamy sporo dystansu i podszytej czarnym humorem lub absurdem zgrywy. Oryginalny materiał został uzupełniony o kilka bonusów (m.in. Godzinę szczerości publikowaną na składance Offensywa) i wydany na kasecie. Kto chce się szybko przekonać, że to miało potencjał, powinien posłuchać utworu Kto pierwszy. Tytuł opisuje, jak będzie wyglądała sprzedaż tego materiału, opublikowanego w limitowanym nakładzie. Ja zdążyłem.

Prawdopodobnie wszystko, co przeczytacie o płycie The Switch duetu BODY/HEAD będzie w jakiś sposób skażone szacunkiem, jakim darzy się jego współtwórczynię Kim Gordon (osobą numer dwa jest Bill Nace). Ja zapewniam jednak, że potrafię oddzielić uwielbienie dla Gordon od oceny tej konkretnej płyty i trzeźwo ocenić ją jako niewnoszącą wiele do dorobku byłej członkini Sonic Youth. Po pierwsze, jest kontynuacją wydanego pięć lat temu Coming Apart, tu i ówdzie pojawia się głos Gordon, ale w większości wypadków i tak ginie za ścianą gitarowych sprzężeń. Album jest dość zgrzytliwy i surowy, ale 43 lata po Metal Machine Music trudno uznać taką płytę za szczególnie odważną. Eksponuje rozstrajające się gitary, drony, pogłosy i tremola. Nastrój niesie raczej przygnębiający, choć na tle całości rozchmurzyło mnie trochę ponaddziesięciominutowe Change My Brain z klimatem najbardziej z okolic Sonic Youth, z ciekawą grą kontrastów i niemal rodzajem czytelnego riffu w drugiej części. W całości jednak nie zgodziłbym się z tym, że The Switch nie bierze jeńców. Bo właściwie to w ogóle nie bierze.

Oczywiście to nie wszystko na dziś. Piątek całkiem niezły jak na środek wakacji – z premierami Laurel Halo czy Deafheaven. Koniecznie sprawdźcie charytatywną składankę Pointless Geometry. To druga pozycja od końca na poniższej liście (tutaj szczegóły). Skład artystów jest mocny, a cel ważny. I miłego słuchania, w najbliższych dniach na Polifonii może się dziać nieco mniej, ale postaram się Wam to jakoś zrekompensować. Z prędkością Taco.

Oceny po pierwszych odsłuchach:

BODY/HEAD The Switch, Matador 2018, 5/10
DIRTY PROJECTORS Lamp Lit Prose, Domino 2018, 7/10
SUROWA KARA ZA GRZECHY 1984 [+24], Trzy Szóstki 2018, 7/10

Ukazały się w tym tygodniu:

ACT! Universalist, Halocline Trance
[9.07] ASIP (Portals) Stories from Tokyo, ASIP
Between the Buried and Me Automata II, Sumeria
Birds In Row We Already Lost The World, Deathwish Inc.
Body/Head The Switch, Matador
[10.07] Captain Planet Mystery Trip Vol. 2, Bastard Jazz
[11.07] Chastity Death Lust, Captured Tracks
Deafheaven Ordinary Corrupt Human Love, Anti-
Dirty Projectors Lamp Lit Prose, Domino
DJ Sprinkles & Hardrock Striker Skylax House Explosion (Under the Ballroom), Skylax EP
Echo Courts Room with a View, Refresh
[7.07] Foresteppa Mæta, Eilean DL, CD ltd. 150
[11.07] Gary Wilson Mary Had Brown Hair, Stones Throw
Grabek Day One, Don’t Sit On My Vinyl/Gusstaff LP
[7.07] Haircuts For Men 1982, Haircuts For Men
Jenn Champion Single Rider, Hardly Art
[11.07] Kevin Drumm Horizontal, Kevin Drumm DL BC
Laura Cannell & André Bosman Reckonings, Brawl
Laurel Halo Raw Silk Uncut Wood, Latency
Lotic Power, Triangle
Luluc Sculptor, Sub Pop
[9.07] Lust Rollers All The Preludes to Sounds Free Of Motion, Structured Distasters
Ned Collette Old Chestnut
Norman Westberg After Vacation, Room40
Pariah Here From Where We Are, Houndstooth
Pictish Trail Future Echoes, Fire 2LP
[12.07] RARA Planet Death Re/Architecture, Zoharum 2CD, reed.+
Real Friends Composure, Fearless
[12.07] Surowa Kara Za Grzechy 1984 [+24], Trzy Szóstki reed. MC, DL (Afrojax)
[12.07] Taco Hemingway Cafe Belga, Asfalt
Tanukichan Sundays, Company
[7.07] The Prairie Lines Today Leap And Stop Time, Eilean DL, CD ltd. 150
[11.07] VA Ardea Cinerea (benefit compilation for Adam), Pointless Geometry DL, 2xMC
The Vamps Night & Day (Day Edition) – deluxe, Universal reed. 2017

Wszystkie premiery 13.07, chyba że oznaczyłem inaczej.
Dziękuję za wszystkie płyty udostępnione do oceny z wyprzedzeniem. Niestety, nie wszystkie udało mi się odsłuchać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Lipec rozleniwia dlatego jeszcze Dirty Projectors i Deafeaven nie posłuchane. Wracam do Kamasiego i jeśli trzeba dokonać „the choice” pomiędzy earth and heaven i wybrać z tych 16 lub 21 utworów jeden (okrutna zabawa) to ja wybieram heaven i vi lua vi sol. Vocoder, którego nie cierpię jak i autotune’a, używany jak należy, czyli jak Daft Punk, blisko Davisa z Seven Steps To Heaven i szczypta Hancocka( bas w kolejnym utworze to już pełna garść Hancocka z
    head hunters, a w kolejnym gitara Metheny’ego). Washington to dla mnie Tomasz Mann jazzu ( wiem, że jeszcze Czarodziejskiej góry lub Doktora Faustusa nie nagrał), „kradnie” skąd popadnie, przetwarza i produkuje takie rzeczy, że chce się słuchać.Zobaczymy czy ta formuła, którą przyjął starczy mu na długo i czy będzie trafiał w dziesiątkę jak mistrz literatury z którym go porównałem. P.s. może warto by „wybór” też zrecenzować.

css.php