Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

6.06.2018
środa

Ugory welcome to!

6 czerwca 2018, środa,

Gdybym był wydawcą, opublikowałbym kompilację polskiej muzyki przyziemnej. Mogłaby się nazywać np. Ziemie muzyki. Albo Gleby narodowe żeby się ciągle jeszcze kojarzyło z tutejszym klimatem i polskością. Co bym zebrał? Oczywiście Ugory, bo to ich dotyczyć będzie ten wpis, do tego Mech oraz Mchy i Porosty, może nawet Wsie tego samego autora (ciągnie mnie do projektów Suchoty i Ciemnogrody, ale tu trochę brakuje kontaktu z glebą, który wytwórnia BDTA sygnalizowała od początku), fragmenty albumów Czas panowania traw duetu Majewski/Zakrocki i Okoły gnębione wiatrem formacji Bachorze. Do tego może archiwalne nagrania Blisko Pola i trochę odległe stylistycznie, ale bliskie ideowo Łąki Łan. Jakaś Mgła i Deszcz dla pełni obrazu, przyda się też Stara Rzeka, względnie fragment płyty Czarna woda Alamedy. Z pewnością pasowałoby też Chryste Panie, ale to już po linii skojarzeń ludowych, które u Ugorów też się przecież znajdą – weźmy utwór Bogu niech będą dzięki. Bo utwór Glina i korzenie to już definicja owego składankowego nurtu. Dla pikanterii wszyscy zebrani artyści, grający muzykę ziemistej, a może ziemnej alternatywy (muzal?), wykonaliby w bonusie jakiś utwór Piaska. Ale nie jestem wydawcą, więc mogę sobie tylko pofantazjować, słuchając Ugorów.

Fakty są takie, że muzyka kwintetu Ugory (Marcel Gawinecki – gitara, bas, Marcin Haremza – perkusja, Kuba Kaczmarek – gitara, Mateusz Gawinecki – gitara, Robert Śliwka – głos) wydaje się środkiem ciężkości dla tego trudnego do prostej definicji ziemistego nurtu. Jest i tutejszość, i jakaś sygnalizowana ludowość, może wiejskość, i postrockowa magiczność, i krzykliwość, wręcz metalowa demoniczność. Płyta Matko ciszy jest krótka, trwa niespełna 25 minut, ale błądzimy z nią w pogłosach i chorusach, co jakiś czas natykając się na jakąś ostrą gałąź metalowego riffu i grindcore’owego wrzasku. Już chyba growlingu (jestem raczej pacjentem laryngologii niż specem, więc podpowiedzcie), ale wykorzystywanego z umiarem, choć o dwa tony dalej niż w tym, do czego się posuwa choćby Kuba Ziołek. Jest w tym niewątpliwie coś, co ów artysta nazwał, a za nim Andżelika Kaczorowska dość dokładnie kiedyś opisała – brutalizm magiczny. W tym sensie Ugory robią momentami coś, co mógłby zrobić Ziołek, gdyby projekt Stara Rzeka prowadził dalej. Podoba mi się jednak u autorów Matko ciszy zwięzłość, z jaką tworzą swoje utwory – bo niby jest tu i dłuższa forma, finałowe Szósta noc bez snu, ale o klasie Ugorów świadczą dla mnie w pierwszej kolejności takie momenty jak najlepsze w zestawie Polowanie – kawałek zbudowany na krótkim dystansie, bez długiego psychodelicznego rozpędu, uderzający kulminacyjną nawałnicą środków w sposób nieco bardziej niespodziewany, jak to w życiu. Bez nadużywania dronów – które odegrają swoją rolę w finale, mocno też zdefiniowanym grą perkusisty – a przynajmniej ze sporą zmiennością technik.

Technik tych relaksacyjnymi nazwać nie można (poza delikatnym riffem w stylu Radiohead w drugiej części Gliny i korzeni), ale znów – proszę się nie bać, zwięzłość tego muzycznego zjawiska, jego dynamika i żywiołowość nadają mu bardzo atrakcyjny charakter. To samo w wersji rozciągniętej mogłoby się już wydać przegadane. Wczoraj zaspoilowałem już w krótkiej, facebookowej notce, że jako odbiorcy muzyki ceniącemu sobie wartość (w dodatku muszącego często słuchać muzyki niepotrzebnej), robi mi się wręcz głupio, gdy słyszę, że za darmo można mieć dostęp do czegoś tak dobrego. Nie napiszę tylko o fizycznym nośniku, bo od dawna jest. W kolejce można się więc ustawić już teraz. Wszystko się tu zgadza, nawet nazwa grupy – bo to na pewno bardziej stany górne dzisiejszej polskiej sceny alternatywnej niż jej stany dolne. Choć bardziej żyzne, niż nazwa sugeruje. A kultura polska pozostaje dziś blisko ziemi.

Dobra, tyle tego, pisałem to wszystko z miłości dla tej ziemi, dla narodowej kultury, polskości, ale przecież nie będę jeść gliny i korzeni, więc teraz udam się po dofinansowanie za tę wizję wszechogarniającej narodowej ziemistości do ministra kultury. Jak on się nazywa… Gliński?
Mówiłem.

UGORY Matko ciszy, Music Is The Weapon 2018, 8/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php