Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

18.09.2017
poniedziałek

Niezwyciężone Opole: wieczna Maryla, bohaterski Pietrzak i dobry Omen

18 września 2017, poniedziałek,

Nową nadzieją weekendu był niewątpliwie Tomasz Siwak, wokalista i lider radomskiej grupy Omen, niesprawiedliwie ukrywanej przed światem przez jakieś ćwierć wieku. Na festiwalu w Opolu wystąpili od razu w gwiazdorskim koncercie Premiery i fakt, że ich piosenka Wiem tylko ty nie dostała głównej nagrody, jest tylko potwierdzeniem nowych, czystych i przejrzystych zasad, jakimi kieruje się telewizja publiczna. Bo przecież na co dzień pan Siwak jest prezesem zarządu PGE Energia Odnawialna S.A., spółki zależnej PGE (kontrolowanej przez Skarb Państwa)*, która z kolei była sponsorem głównym opolskiego festiwalu. Można więc powiedzieć, że sponsor główny wysłał swego najbardziej energetycznego przedstawiciela do konkursu, który na trybunach oklaskiwała mocna reprezentacja fanów przebranych – tu godna podziwu identyfikacja – w przeciwdeszczowe płaszcze i kapelusze PGE. Płytę zespołu wydała właśnie agencja nagraniowa publicznego radia. A cała opolska operacja przyniosła błyskawiczny efekt w postaci niemal 10-procentowego wzrostu liczby fanów grupy na Facebooku – z soboty na niedzielę zwiększyła się ona z 325 do 347 osób, co jednoznacznie pokazuje siłę sprawczą tegorocznej imprezy.

Rywalizacja była pasjonująca, bo w wyścigu z Omenem startował także zespół NaVi, również wydawany nakładem Polskiego Radia, współtworzony przez regionalnego działacza związanego z PiS Pawła Poszytka, obecnie prezesa zarządu Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, prowadzącej w imieniu Skarbu Państwa europejskie programy edukacyjne. Piosenka nosiła tytuł Teraz wiem. Ja teraz wiem, że kadry urzędnicze po dobrej zmianie tworzą ludzie utalentowani, a przede wszystkim – doskonale potrafiący łączyć pasję i kompetencje zawodowe. A wreszcie mający w sobie imponującą dozę pokory. – Bez szczęścia byłoby słabo. Natomiast praca jest nieodzowna – opowiadał Tomasz Siwak (zwany niegdyś przez kolegów „Albinem”) radomskiemu serwisowi cozadzien.pl. – Ten, kto coś uzyskał za pomocą znajomości, szybko to straci, bo po prostu wyjdzie na jaw, że się do tego nie nadaje.

Złudzenia ważą parę ton – śpiewa dziś Siwak na płycie Co mnie tutaj trzyma. Jak głosi nota promocyjna, niewątpliwym atutem nowego materiału są świetne czucie rytmu, niestandardowe bity i wyjątkowy sound nagranych piosenek oraz całość opakowana w wyjątkowe rockowe brzmienie. Jako stały odbiorca energii elektrycznej – i współpracownik Polskiego Radia – muszę ostrożnie dawkować komplementy. Ktoś to wziąć za sugestię, że to były już wszystkie atrakcje festiwalu.

Jak to bywa przy starciach dwóch niewątpliwych gigantów – wygrał ktoś trzeci. Główną nagrodę opolskich Premier zdobyła niezaangażowana Kasia Cerekwicka z całkiem zgrabną power balladą. Obok nich wystąpili m.in. Zakopower, Formacja Nieżywych Schabuff i Izabela Trojanowska. Jak bumerang wracał temat mijania. Zakopower śpiewali Było minęło, Trojanowska: Idę na skos, a piosenkę Formacji moja sześcioletnia córka skomentowała słowami Bym chciała to ominąć.

Była też grupa Pectus, która podobno po raz pierwszy od wielu lat nie zagrała w telewizji piosenki Barcelona*. Z długiego twórczego impasu pomogła im wyjść z pewnością sama Maryla Rodowicz, która zaprosiła ich dzień wcześniej na koncert ze swoim repertuarem zebranym przy okazji scenicznego jubileuszu (zagrali zgrabnie Małgośkę, choć najlepsza zdaniem mediów – której to opinii Polifonia nie podziela – była Doda). „Kobieta orkiestra”, jak nazwali Marylę prowadzący, twardo dawkujący dowcip i anegdotę przez cały czas trwania festiwalu. I wpuszczający mgiełkę szampańskiego nastroju w refleksyjną na ogół materię piosenek, a przede wszystkim łagodzący ton w chwilach grozy – gdy Maryla Rodowicz, mimo braku sukienki i obuwia, rzucała się w wir tańca, gdy parodiowano dawnych wokalistów (Kombi) czy wreszcie torturowano starsze osoby (Stan Borys).

Trzeciego dnia festiwalu miała się jeszcze pojawić na scenie Edyta Górniak – chyba jedyna spośród najwybitniejszych krajowych wokalistek, która od lat jest w stanie zmieścić wszystkie swoje największe przeboje (w tym repertuar coverowy) w 15-minutowym recitalu. Ba, dołączyła jeszcze – najwyraźniej dla podkreślenia oryginalności swojego opolskiego występu – własne wykonanie piosenki Dziwny jest ten świat.

Tej dawki emocji publiczność nie była w stanie jednak wytrzymać już drugiego dnia. Tylko najwytrawniejsi odbiorcy kultury narodowej w pustoszejącym szybko amfiteatrze dotrzymali kroku Janowi Pietrzakowi, którego dowcipy, oprawione w wyrafinowanie akademii i lekkość mszy żałobnej, nie wszyscy zrozumieli. Dżdżysta i zimna pogoda hamowała emocje – jak to ujął bohater wieczoru. Ale – jak wiemy z historii – cisza często jest odpowiedzią na słowa prawdziwych innowatorów, burzycieli zastanego porządku. Tak było również z tym przypadkiem peerelowskiego Konrada Wallenroda, który sam opowiedział o sobie najlepiej: jako o jedynym polskim autorze cytowanym przez dwóch amerykańskich prezydentów i człowieku, który – mimo zakusów złowrogich „szkopów” i „kacapów” i innych, w dużej części wymienianych z nazwiska – niemal w pojedynkę przeprowadził nas z PRL-u do Polski. Ba, tego wieczoru tak się rozpędził, że zaczął nas nawet prowadzić w drogę powrotną.

Jan Pietrzak wpisał się w ten sposób w przesycony historyczną zadumą klimat weekendu, podczas którego na YouTube można było obejrzeć nowy film animowany – wspólne dzieło IPN i Platige Image – o tym, jak zaatakowani przez odwiecznych wrogów (patrz wyżej), a potem skrzywdzeni przez sojuszników Polacy po sygnale od papieża wygrali w końcu II wojnę światową. Już nawet skłonny byłem dopatrywać się w niezbyt dokładnie wyrenderowanych rysach bohaterów twarzy Jana Pietrzaka, gdy nagle zdałem sobie sprawę, że w filmie jest poważny błąd – omyłkowo podaje on mianowicie czas trwania II wojny światowej jako 50 lat. Każdy, kto widział opolski benefis Pietrzaka, dobrze wie, że prawdziwa wolność nadeszła dopiero teraz, ćwierć wieku później.

A 50 lat to oczywiście czas trwania artystycznej kariery Maryli Rodowicz.

*Pierwszy o stanowiskach urzędniczych muzyków grup Omen i NaVi poinformował w weekend „Fakt”.

*Niestety, akapit zdezaktualizował się podczas koncertu After Party, kiedy Pectus (sam usiadłem już do pisania tekstu) jednak wykonał piosenkę Barcelona. Dziękuję czytelnikom za informację.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Dziwię się, że Jacek Kurski, vel CIEMNY LUD, nie pokwapił się na wypromowanie tegorocznej imprezy opolskiej, dając jakiś recital coverów Wysockiego, styropianowych bardów o wolność naszą i inszą czy innych muzycznych bździn umęczonego ludu polskiego. Na tę okazję nawet ja, przebywając teraz w wędrzyńskiej głuszy poligonowej, zdobyłbym się na weekendowe odmóżdżenie w żołnierskim namiocie z drewnianą tabliczką nad wejściem z napisem: KLUB WOJSKOWY.

  2. Może jednak Edyta chciała, żeby ludzie posłuchali dokładnie słów „Dziwnego świata” szczególnie dzisiaj gdy pada „człowiekiem gardzi człowiek” tylko, że to się robi „Dziwna jest ta Polska”.
    Jeśli nie to wolałbym „When a man loves a a woman” bez tego zadęcia, żeby zbawiać świat.

  3. Podobno pan Kurski sciagnal spora grupe statystow, by udawali festiwalowa widownie?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. : )

    SALON NIEZALEZNYCH z historyczna „Telewizja”
    https://www.youtube.com/watch?v=4j_o-F9Mv7Q

  6. Jan Kuron, wnuk Jacka Kuronia (GW, 18.09)
    ___________

    „Panie Pietrzak. Od Kuronia czy Michnika to się pan odp***dol i sobie gęby nimi nie wycieraj. Biegałeś po estradzie na całym świecie, kiedy oni siedzieli w celi” – tak wnuk Jacka Kuronia odpowiedział na słowa kabareciarza o jego dziadku.

  7. No coz
    z trudem ukrywana zlosc, ze Opole co to mialo sie na skutek „powszechnego bojkotu artystow…” PiS-wskiego rezymu… mialo sie nie odbyc o czym swojego czasu rowniez POLITYKA trabilaw ekstazie na okraglo…sie odbylo i
    obsada byla calkiem niezla od Gorniak do Marylii.
    Zostal wiec jedynie pseudodowcipny sarkazm zwany potocznie jadem.

    Przypomina mi to skrzetnie przemilaczana przez „wszystkiemedia” aukcje koni w Michajlowicach zorganizowana przez odstrzelonych przez PiS przyjaciol opozycji i „tworcow legendy polskiego konia”… mieli pokazac jak sie robi aukcje… wedlug GW sukces umarkowany. De facto dochod wielokrotnie nizszy niz u „nieudacznikow z PiS”…

  8. Jak sądzę posiadacze biały kapelutków z logo PGE, to głównie pracownicy pobliskiej elektrowni. Bez odpowiedzi pozostaje tylko pytanie, czy dostali bilety za darmo a PGE wykupując sporą pulę biletów wsparła finansowo kiepsko zapowiadającą się imprezę, czy też przy wejściu na widownię należało podpisać listę obecności.

  9. „obsada byla calkiem niezla od Gorniak do Marylii.
    Zostal wiec jedynie pseudodowcipny sarkazm zwany potocznie jadem.”

    Festiwal emerytow w rodzaju Pietrzaka oraz Rodowicz?
    Oraz prawie pusta widownia! Moze niejakiego
    pana „Falicza” to rajcuje?

    P.S. „Kabaretonu” nie bylo – wszystko od dawna wskazuje na to,
    ze aparatczycy z TV-PiS jak ognia obawiaja sie wszelkiej
    satyry!

  10. to ja po raz: podziękuję redaktorowi za ważną przypominajkę o artyście, „który zniósł różnice czasów” (po to właśnie moim zdaniem są media i nasi „pomocnicy” w wędrówce np. po polach sztuki, i tych pól bym się najmocniej trzymał i ich szukał)
    Ale 🙂 Broniłbym jednak sarkazmu, cynizmu, a nieraz i auto-cynizmu 🙂 On, jak uczą np. Gombro, czy bardziej nawet Bernhard (bo jest bardziej auto-szpileczką podszyty) skądś się jednak bierze… Po trzy: broniłbym też i to bardzo emerytów 🙂 Oni właśnie i chyba znacznie bardziej niż „ekstremalnie błyskawiczna, rozwydrzona i odkrywcza młodzież”… mogą „znieść” ową „różnicę czasów”, a czasem także różnicę granic, naszych uwarunkowań. Tak śmieszności, jak i wzniosłości nadać artystyczny sens. Choć oczywiście nie wszyscy i nie wszędzie… Po cztery: broniłbym więc też nieodmiennie… niepodległości Inności i Kosmosu sztuki… I tak cynizmu, jak i cynizmu owego w chwilach niezwykłych wymiękania…
    Po pięć: „czy jest suchy chleb dla konia”? 🙂
    Poza tym 🙂 Im dalej od gimnazjum (a będzie już jakieś 30 lat) widzę, słyszę, czuję z wiekiem (z coraz większą myślę świadomością) że oto nad sztuką duetu Demarczykowa-Konieczny jakimś dziwnym trafem nie unosiło się jednak kiedykolwiek piętno&widmo jakiegoś typa trzeciego; nie mówię o Mironie… ale już np. o sekretarzyku partyjno-telewizyjnym Sokorskim np. Że Henryk Mikołaj pisząc swoje przełomowe „Ad Matrem” nie myślał wcale o tym, że oto skończył się tow. Gomułka a właśnie zaczął tow. Gierek, no i że teraz to już… może wreszcie zacząć pisać swoje wiekopomne dzieła, dzieła życia z piętnem tematu dość mocno w nich słyszalnego, acz niejednokrotnie i dość mocno zakamuflowanego (tak się akurat składa, że i dla mnie tematu istotnego). Że piękna artystyczna wolta Andrzejka Kondratiuka nie wiązała się jednak wcale a wcale z jakimiś kolejnymi przemianami politycznymi na „tronach partyjnych” w PRL. Że „Nightime, Daytime Requiem” Komedy mogło być złożone w hołdzie tylko Innemu międzyświatowemu artyście. I że np. Has tak właśnie złożył hołd np. Schulzowi. No i nie były to „przy okazji” hołdy & pokłony naszych artystów dla jakichś cenzorów partyjnych PRL. Że Stachurze w tej „Jednej, Niestarzejącej się w Czasie chwili” w owej „Zimieleśnychludzi” było pewno najbliżej ze wszystkich znanych mi poetów do samego Dantego, a więc już nie do jakiegoś PRLowskiego urzędnika zawiadującego leśną wycinką 🙂 A Hasiorowi było niejednokrotnie najbliżej do samego Michała Anioła, a nie do (jego być może równie własnej) młodzieńczej legitymacji partyjnej.
    A poza tym 🙂 Słucham sobie teraz akurat Pani Maryli. „Prośba” ma w sobie słyszalny z miejsca pierwiastek międzyświatowego noblisty (którego wszak na początku swej drogi Pani Maryla z gitarką śpiewała), a kilka innych nieśpiesznych i mądrych przystanków, I również finał 🙂 ma w sobie pierwiastek mojego innego ulubionego artysty – mało wszak już młodzieżowego 🙂 (który zresztą na jednej płycie Pani Maryli na gitarce (bardzo już swej) zagrał). Rozwinięcia muzyczno-literackiej „szampańskiej przygody” z Panem Martyniukiem nie słyszę więc, bo słyszę raczej wyraźne, acz spokojnie podane cięcie…
    „Sprawy wielkie, sprawy małe – nie jesteśmy tu na stałe” – myślę sobie, że nie jest źle i o tym pamiętać… A ta popowa, piosenkowa wszak płytka o tym właśnie pamięta. M

  11. I jeszcze dodam krotki cytat:

    „Najwyraźniej TVP chce również, by nikt nie miał już możliwości ponownego obejrzenia muzycznego blamażu. W serwisie VOD Telewizja Polska nie udostępniła recitalu Pietrzaka, podobnie zresztą jak jubileuszu Maryli Rodowicz.”

    Dziekuje!

css.php