Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

24.07.2017
poniedziałek

Londyn jako nieznany ląd

24 lipca 2017, poniedziałek,

Po Londynie chodziłem tego lata – tym razem nie w interesach, tylko jako turysta – z muzyką, którą skomponowała i wydała własnym sumptem Sarah Angliss. I proszę nie przerywać teraz lektury ze względu na mało znane nazwisko (albo letni temat, gorętszy i odnoszący się do wydarzeń publikuję tutaj) – nawet recenzja w lipcowym „The Wire” nie zmienia fundamentalnie tej sytuacji, tymczasem brytyjską kompozytorkę poznać warto, a nawet trzeba. Mimo typowej dla akademików różnorodności oferty – autorka osobno patrzy na każdy fragment, znajdziemy tu trudne do prostego zestawienia ze sobą utwory napisane na różne instrumenty, od fletu po zautomatyzowany karylion własnej konstrukcji. Niby zanurzone w muzyce dawnych wieków, ale przecież nowocześnie brzmiącą, niby minimalistyczną, ale skupioną na czymś zupełnie innym – narracji, opowiadaniu historii traktujących właśnie o Londynie. Z niesamowitym wyczuciem przestrzeni akustycznej, które przestaje być tak zaskakujące, kiedy doczytamy, że Angliss zajmowała się wcześniej projektowaniem akustycznym budynków. Co jest rzeczą ciekawą – o tyle, że jednym z pierwszych wrażeń, jakie miałem kilkanaście lat temu bawiąc (kluby!) w Londynie po raz pierwszy, było to, że fatalnie śmierdzi, ale znakomicie brzmi, zarówno na zewnątrz – może dzięki tej stereotypowej mżawce – jak i wewnątrz, często starannie wyciszony dzięki śmierdzącym skądinąd, zagrzybionym wykładzinom w hotelach i wielu dużych instytucjach. Ale tu nie o tym – Angliss intryguje i broni się samymi historiami, nawet bez skojarzeń z dzisiejszym Londynem. Broni się właściwie samym już Camberwell Beauty, utworem wykonanym na skomputeryzowanym karylionie, co daje efekt Aphex Twina w wersji steampunkowo wiktoriańskiej. Już ten jeden utwór – oda do starego pianina, które zostało wyprodukowane (może ktoś skojarzy stację Camberwell) w południowym Londynie. Sami posłuchajcie:

Drugim takim kapitalnym punktem zaczepienia okazać się może pełne tajemnicy – wzmaganej brzmieniami tereminu – The Fancy Cheese People, kojarzące mi się trochę z opowieściami o Bondzie. Bo w końcu jeden z ostatnich filmów serii eksploatuje mit tajnej bazy MI6 w Londynie, a tu z kolei mamy historię magazynu z lat 60. przy Farringdon Road z mylącym szyldem „Crowson & Sons Ltd – the fancy cheese people”, który to budynek dopiero po zburzeniu – już w XXI wieku – zidentyfikowano jako przykrywkę bazy służby wywiadowczej MI5.

Mamy na płycie Angliss dużo kameralności, mamy teksty czytane przez aktorów na bardzo delikatnym dźwiękowym tle. Mamy w nich cytaty z folkowych pieśni – jak choćby w Fever Van, opowieści o samochodzie zabierającym w latach 30. z londyńskich ulic i domów ludzi cierpiących na choroby zakaźne do izolatek. W czasach antyszczepionkowców nawet dość aktualne. Mamy senny, a nawet hipnagogiczny (przerabiany przez Belbury Poly) motyw The Messengerr z linią wokalną bliską współczesnej operze i ze strzępkami dawnych wizji przyszłości telekomunikacji, a także fragmentami nagrań z sondy Cassini. Zresztą wszystkie te historie z utworów Angliss nie są przecież dokumentalnym słuchowiskiem, tylko fantazją, snem na temat dziwów stolicy Anglii.

Angliss odnajduje w reprezentującym kolonialną potęgę Londynie plemienne mitologie (Caul, a potem też w pewnym sensie perkusyjne Sky Bullion, choć to historia bardziej o dzikich rynkach finansowych City) – trochę jak, nie przymierzając, twórcy serialu Tabu . Jest i londyńska zieleń, echo brytyjskiego folku pośród betonu w otwierającym cały ten materiał You Taught Me How to See the Crows. Delikatne to bardzo i nieoczywiste – pewnie dla wielu osób nawet za bardzo. Bo cóż, po pierwszym opisie trudno pewnie uwierzyć, że nie jest to album dołączany obowiązkowo do Oyster Card ciekawskim przybyszom z zagranicy, albo pocztówkę dźwiękową przesyłaną via Royal Mail w zamian za opłacenie podatku w mieście, tylko drobiazg tonący wśród setek tysięcy płyt sprzedawanych przez samych artystów na Bandcampie. W postaci cyfrowej lub skromnej płyty CD-R. Doradzam to drugie – szybko przyszło i warto było czekać na pocztę.

SARAH ANGLISS Ealing Feeder, Sarah Angliss 2017, 8/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. nie tylko Londyn…(pomieszkiwalem niegdys w Chelsea)
    takze Sztokholm/Göteborg
    i nazwisko, ktore warto zapamietac
    ALBIN LEE MELDAU
    https://www.youtube.com/watch?v=QQdkJ8Wu8WM

css.php