Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

6.11.2015
piątek

Podsiadło, czyli Adele

6 listopada 2015, piątek,

Być może potencjał kultury jako siły zbierającej wszystkich wokół jakiejś wielkiej dyskusji powoli się wyczerpuje (jak twierdzą moi mądrzejsi koledzy), ale nie kończy się potencjał kultury jako siły, która potrafi sprawić, że ludzie wstaną z łóżka i znajdą jakiś cel poza umyciem zębów, zjedzeniem śniadania i wyjściem do pracy. Mówiąc krótko: kultura wciąż potrafi sterować masowymi emocjami. Fenomen ćwierć miliarda odtworzeń nowego klipu Adele w dwa tygodnie wyraźnie na coś takiego wskazuje. I można wagę kultury masowej umniejszać, ale nie sposób nie zauważyć efektu – w Polsce jego odpowiednikiem, w skali właściwej dla naszego kraju rzecz jasna, jest Dawid Podsiadło. Pewnie znacie, chociaż mogliście nie zauważyć, do kogo jest ostatnio podobny…

knick2 podsiadlo

Muzycznie na nowej płycie Annoyance and Dissapointment Podsiadło na szczęście w mniejszym stopniu niż dotąd przypomina kogokolwiek. Owszem, w pojedynczych nagraniach słychać unoszące się nad jego nagraniami nie od dziś echo Coldplaya (Cashew 161644) i sam fakt, że tak bardzo się to wówczas wybija na pierwszy plan, potwierdza raczej, że ogólnie skojarzenia są mniej uciążliwe. Ten wymieniony to utwór (że tak zacznę od minusów), którego tu być nie powinno. Ale już na przykład poprzedzający go na albumie Byrd to jedna z bardziej zaskakujących kompozycji w repertuarze Podsiadły, idąca w kierunku bardziej surowym, rockowym, rozwijająca się na płaszczyźnie instrumentalnej dużo ciekawiej niż piosenki z pierwszej płyty (są zresztą inne dowody takiego rozwoju – choćby Son of Analog). Jak w soczewce pokazująca mocne strony dzisiejszego Podsiadły: to, że ma grupę, grono stałych muzyków, o których myśli i z którymi pracuje, no i producenta, którego ambicje nie ograniczają się do nabicia wysokiej liczby radiowych odtworzeń.

Bałem się o ten powrót Dawida, paradoksalnie ze względu na jego często wzmiankowaną lojalność koleżeńską. Bo lojalność kazała mu zrobić w zeszłym roku skok w bok i wydać album z kolegami z zespołu Curly Heads. To nie była płyta na poziomie jego piosenek solowych, została też gorzej przyjęta przez rynek, a to zmęczyć publiczność i zaszkodzić karierze Podsiadły ewidentnie mogło. Jeśli nie zaszkodziło, to dzięki temu, że przy tej okazji artysta nie afiszował się zbytnio z własnym nazwiskiem. Dzięki temu łatwiej oddzielić Dawida w zespole od Dawida z zespołem. Na Annoyance and Dissapointment mamy tę drugą wersję. I formuła soft rocka z drobnymi naleciałościami innych gatunków w wydaniu solowym podoba mi się bardziej niż „noworockowe” granie w stylu sprzed dekady, które preferują Curly Heads.

Najbardziej jednak cenię u Dawida Podsiadły to, w jaki sposób rozwija się jako wokalista – luz, z jakim śpiewa na nowym albumie, to w porównaniu z debiutem zupełnie nowa jakość. I jeszcze to, jakim potrafi być ironistą. Sam tytuł nowej płyty – Irytacja i rozczarowanie – gra zabawnie z poprzednim (Szczęście i wygoda). Ale większe wrażenie robią teksty, pisane przez samego Dawida, a z pomocą Karoliny Kozak tylko w Pastempomacie. Szczególnie singlowy W dobrą stronę wskazuje na dobre wzorce. Opowieść o miłości staje się tu jakąś formą diagnozy społecznej. Kto takie rzeczy w polskiej piosence ostatnich lat potrafił robić? Ciechowski? Peszek? Możliwości interpretacyjnych jest niemało, nie ogranicza ich wcale świetny klip Piotra Onopy. Konwencja muzyki środka unika zwarć ideologicznych, tym mocniej działają ironicznie cedzone frazy w rodzaju Pomalujemy twarz białym i czerwonym / Przecież doskonale wiesz: patrzymy tylko w jedną stronę. Szanuję. Nie gorzej zresztą – a może nawet i lepiej, jeśli chodzi o budowanie pełnego skojarzeń tekstu (trochę w hiphopowej manierze), wypada utwór Bela. Mój problem polega na tym, że ja bym chciał całą płytę z takimi piosenkami po polsku. I konsekwentnie postuluję to od pierwszych nagrań Dawida. Mam nadzieję, że wraz z artystycznym dojrzewaniem znikną ostatnie mentalne ograniczniki – bo to zapewne one nie pozwalają mu się otworzyć całkiem, całkiem zaryzykować i zmierzyć się na całej płycie z trudną melodią polszczyzny. Jeśli chce podążać w stronę najlepszych wzorców polskiej muzyki środka ostatnich lat – musi to zrobić.

W otwierającym ten tekst zestawieniu nie chodzi tylko o prymat rynkowy obojga wykonawców. I broń Boże nie chodzi o bezpośrednie podobieństwa stylu. Chodzi przede wszystkim o to, że Podsiadło, podobnie jak Adele, tworząc muzykę na listy przebojów zachował w młodym wieku pewną niezależność artystyczną, a przede wszystkim nie stracił z miejsca wiarygodności, nie skończył tylko jako głos, stał się, ze swoimi wadami wieku dojrzewania i nieopierzeniem, ciekawą i ciągle dość tajemniczą, a zarazem dość spontaniczną osobą, w której młoda publiczność potrafi odnaleźć siebie i którą zaakceptuje jako gwiazdę na dłużej. Wydaje się to banalne, ale każde pokolenie odmierza tę wiarygodność po swojemu. Wartości z czasów grunge’u, punka czy lat 60. niekoniecznie się dziś sprawdzają. Idol młodzieżowy XXI wieku to ciągle zbyt słabo opisany fenomen, trudno o jakieś kategoryczne stwierdzenia, rzeczywistość jest płynna, utrzymanie uwagi publiczności za wszelką cenę – ryzykowne. Wiem jedno: na razie Podsiadło zdał egzamin trudnej drugiej płyty.

DAWID PODSIADŁO Annoyance and Dissapointment, Sony 2015, 7/10

dawid_podsiadlo_annoyance

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. musiałam założyć konto, by móc skomentować. nazwiska kończące się na ‚o’ się nie odmieniają, to bardzo razi w oczy.
    pozdrawiam.

  2. @OLgaBe –> Z jednej strony każda okazja jest dobra i bardzo się cieszę z założonego przez Panią konta, z drugiej – niestety, nie ma Pani racji. Nazwiska kończące się na „o” to w polszczyźnie naturalna rzecz i nasz język doskonale sobie radzi z ich odmianą. Czy chciałaby Pani zaprzestać odmiany nazwisk Kościuszki, Matejki i Fredry? Laty i Sidły? Wreszcie poety Jacka Podsiadły? Jeśli mnie Pani nie wierzy, proszę skonsultować z poradnią językową PWN lub z jakąkolwiek inną. Czasem (lecz bardzo rzadko) kłopoty z odmianą sprawiają nazwiska zagraniczne kończące się na „o”, np. Umberto Eco. Tutaj lepiej więc najbezpieczniej posługiwać się w tekstach imieniem i nazwiskiem i odmieniać imię (zdecydowanie odmienne!). Serdeczności i do usług.

  3. ja nigdy w życiu nie powiem: „w radio” & „w studio”. wydaje mi się, że kiedyś odmieniało się te wyrazy, a potem w telewizji wszyscy mówili bez odmiany. obśmiewałem się jak norka, bo brzmiało to nieprawdopodobnie sztuczne i plastikowo bez odmiany. ja też proszę o komentarz, czy są to wyrazy nieodmienne. 🙂

    a muzycznie, znalazłem coś takiego. jak dla mnie mocny wypasik. dość stare, ale podobno ten zespół koncertuje, nie jest to jedynie projekt producencki. tylko chłopaki, nie dostańcie oczopląsu 😉 [seksi]

    https://www.youtube.com/watch?v=D-60hbLw5SQ

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Sosnowski –> Nieodmienianie obu tych wyrazów służy czasem (mam wrażenie) pokazaniu, że się jest przywiązanym do jakiejś tradycji – tyle że to na tyle dawna tradycja, że brzmi dziś sztucznie. Co do odmiany „radia”, wątpliwości rozwiewa Mirosław Bańko w poradni PWN: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-radio-b;4196.html. Niezłym testem jest też sprawdzenie, że na wszystkich antenach Polskiego Radia słowo się odmienia 😉
    Co do „studia” (dylemat: „w studiu” albo „w studio”), sytuacja wydaje mi się mniej kategoryczna, jest oboczność, więc jeśli już ktoś chce podkreślić, że uczył się pół wieku temu nieodmienności, to bardzo proszę. Sam odmieniam.

  6. No Bartek, nie mów, że idziesz z duchem czasu i odmieniasz „kakao”? Nie chce mi się wierzyć, że mówisz „kakaa” czy „kakau”. A ponoć ta odmiana staje sie coraz popularniejsza w „oświeconych” polskich rodzinach z „emgieerem” przed nazwiskami.

  7. dziękuję. 🙂

  8. @Rafał KOCHAN –> Sam świetnie wiesz, że przykład jest z zupełnie innej parafii ze względu na kłopotliwą końcówkę. Chociaż Bańko dopuszcza możliwość odmiany w domu, po kryjomu: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-kakao-b;2710.html, więc zasadniczo jeśli koniecznie chcesz, to możesz, chociaż przy zachowaniu pewnej ostrożności 😉 A kiedykolwiek grałeś w karty w makao? Zakładam, że jeśli tak, to wypowiadałeś formułkę „makao i po makale” (ostatnio zresztą zamienioną w mem). Chociaż zasadniczo to makao odmienne nie jest, to w takich okolicznościach się utarło. Meandry polszczyzny. I oczywiście dalej do usług, ale raz jeszcze przypomnę: Poradnia językowa to niezupełnie tutaj.

  9. @Bartek..

    Nie pytałem Ciebie o poradę, tylko wyraziłem niedowierzanie, że aż tak zdecydowanie idziesz z „duchem postępu” uzusu językowego. Oczywiście nie jest to miejsce ani czas na dywagacje poprawnościowe… Mimo to ma to pewien związek z tym, co napisałeś tutaj w swoim tekście, a mianowicie, że „kultura wciąż potrafi sterować masowymi emocjami”. Jeśli zadamy sobie pytanie, kto i na jakich warunkach kreuje tę kulturę, to wówczas będziemy wiedzieć, gdzie i jak się przesuwa granica z zasad fleksyjnych do wspomnianego ususu językowego.

    Wracając jednak do głównego tematu, by nie robić z tego bloga „poradni językowej” ani innej platformy komentowania tego, co się dzieje w polskiej polityce, jako inspiracji do pisania o muzyce, to Podsiadło już nigdy nie nagra tak dobrej płyty, jaką rzekomo był jego debiut. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – a bo właśnie dlatego, że nie ma takiego potencjału i statusu „niezależności”, jaki ma Adele, no i niestety – słysząc muzykę z tego drugiego albumu można właśnie odnieść wrażenie, że on de facto za bardzo nie chce być niezależny.

  10. @Bartek Chaciński: ja nie wiem, czy poradnia nie tutaj. bardzo lubię Twoje teksty, bo używasz nowoczesnego, kulturalnego języka, ale w klimacie, który jednak pamiętam z prasy muzycznej drugiej połowy 80s., kiedy zdobywałem pierwsze fachowe informacje. takie: ‚brand new retro’, jak śpiewał artysta Tricky 😉 wiadomo, że czytanie jest jedną z najpozytywniejszych rozrywek. a już szczególnie miłe jest czytanie o dziedzinach, które się uwielbia. do mnie to trafia, bo nie jest zaśmiecone jakimś gówniarskim ‚slangiem’ kuriozalnie adoptującym angielskie wyrazy używane w internecie. to medium staje się tak bardzo wizualne, że pauperyzuje mózgi niemal do czasów pierwotnych, kiedy posługiwano się pomrukami, krzykami, znakami i obrazkami. za pomocą tych środków nie da się wyrazić zbyt głębokich treści. 😉 dlatego to powstał język. i chociaż nie każdy artysta, o którym piszesz podchodzi pod mój gust, zawsze tekst jest na tyle ciekawy, że informacje odkładają się w mojej pamięci. jest to bardzo przyjemne. myślę, że po aktualnych czasach, gdzie wszystko odbywa się szybko, szybko i za chwilę się zaciera, niewiele pozostanie wspomnień po blogowych czy inaczej-internetowych dziennikarzach i redaktorach. ja będę czytał Twoje teksty pewnie do końca życia, bo zapewniają mi właśnie dobrą rozrywkę na wysokim poziomie, kiedy mam na to ochotę. nie musisz dziękować. 😉

  11. *przypis: chodzi o to, że żeby coś sensownego napisać, nie wystarczy mieć tylko stałego łącza i zrozumienia alfabetu (niekoniecznie już podstaw gramatyki, jak bywa). ci wszyscy blogerzy i samozwańczy internetowi redaktorzy bez doświadczeń w wydawnictwach prasowych oraz syntetycznej, porównawczej wiedzy odnośnie szeregu zjawisk muzycznych i kulturowych, nie mówiąc już o podstawach historycznych, raczej nie przejdą do annałów. jakaś garstka wykuje może swój styl. reszta to przypadkowi zapaleńcy, którzy i tak pewnie zmienią zajęcie kilka razy w życiu zanim dotrą do tego, czego naprawdę chcą. tak myślę. to jest akurat daleko poza Bartkiem. kropka 😉

  12. @sosnowski..

    Pytanie tylko, co to znaczy „sensownie”? Piszesz później: „syntetycznej, porównawczej wiedzy odnośnie szeregu zjawisk muzycznych i kulturowych, nie mówiąc już o podstawach historycznych, raczej nie przejdą do annałów.” i jest w tym sporo racji. Problem jest taki, że tego typu pisanie raczej nie dociera do większości dwupalczastych czytelników, ukształtowanych przez SMSową estetykę. Pozostałej części, tej bardziej obytej w tematach muzycznych i samodzielnej w poszukiwaniu oraz ocenianiu interesujących jej muzyki, chyba mniej zależy na czytaniu o muzyce.
    Pokutuje tu bowiem wyświechtane hasło Zappy, że „pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze”.
    A prawda jest taka, że już jakiś czas temu krytyka muzyczna (sztuki w ogóle) utraciła swoje właściwości współtworzenia dobrej jakości w tejże sztuce oraz na samych artystów. Czy taka sytuacja jest dobra czy może zła, to już jest inny temat do rozmowy.

  13. Amy.

css.php