Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

2.11.2015
poniedziałek

5 płytowych odkryć (październik 2015)

2 listopada 2015, poniedziałek,

Dziś same wyjątkowe zjawiska. Ulubiony artysta Ariela Pinka. Zagubiony w czasie miłośnik Johna Coltrane’a. Autorka najlepszego dyskotekowego przeboju o nostalgii. Artystka country, której nie wstyd zaprosić na festiwal awangardy. I jeden trzyosobowy Kolega. Październik jest zawsze jednym z tych trudnych miesięcy, kiedy premiera goni premierę, a dobra muzyka zagłusza lepszą. Postaram się więc tę ofertę nieco przepakować i zamienić w miniserię odkryć w odcinkach. Jesienny turniej różnorodnych i zaskakujących piątek, w którym naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie.

DOUG HREAM BLUNT My Name Is Doug Hream Blunt, Luaka Bop 2015, 8/10
Jeśli Ariel Pink się na tego zapomnianego soulmana powołuje, jeśli Dean Blunt składa mu hołd pseudonimem, David Byrne publikuje mu płytę, a pierwszy utwór na tym albumie (Fly Guy) kojarzy się z najlepszymi latami grupy Can, byłoby głupotą przejść obok tego obojętnie. Doug Hream Blunt to odkrycie XXI wieku tylko dlatego, że dziś masowo wyznaje się kult amatora, a ten Amerykanin został artystą przypadkiem – w połowie lat 80., jako 35-latek wziął udział w warsztatach „Jak założyć zespół?”. Pomyślane były dla dzieci, ale zgłosili się sami dorośli, więc Blunt z tych dorosłych sformował zespół, z którym po wielu miesiącach prób nagrał płytę zestawioną z bardzo prostych, dwu-, trzyakordowych kompozycji z niezłymi partiami wokalnymi i banalnymi gitarowymi solówkami, w stylu nieco nieudolnie momentami mieszającym soul i funk. W swoim czasie ten album nie trafił nawet do profesjonalnej dystrybucji. Ale że czasem z większej odległości widać lepiej, łatwiej dziś docenić oryginalność i talent Blunta, który amatorską konwencję wykorzystuje tu w sposób zasługujący na uwagę, a chwilami nawet na podziw.
Album ukazał się 16 października. Do kupienia tutaj.

ODETTA HARTMAN 222, Northern Spy 2015, 7/10
Kto mieszka w Nowym Jorku, prawdziwym country’owcem pewnie nie będzie. Ale za to ileż można z tą konwencją zrobić, przerabiając ją na różne sposoby! Odetta Hartman zajmuje się właśnie czymś takim – śpiewa i akompaniuje sobie na banjo albo gitarze, nagrywa w domu, zniekształca brzmienia instrumentów, wychodzi w stronę bluesa albo stylu surf czy psychodelii, sięga nawet po sampling, syntezator i zniekształca wokal. Brzmi to trochę po śmieciarsku, ale też bardzo garażowo. Utrwalone zostało na kasecie w limitowanym nakładzie, która – co ciekawe – kosztuje mniej niż wersja cyfrowa (a zawiera również wersję cyfrową). Trzeba też koniecznie zainteresować się poprzednią EP-ką Odetty Hartman zatytułowaną BARK i utrzymaną w zupełnie innym klimacie. Moim zdaniem – jeszcze lepszej. Gdy piszę te słowa, artystka nie ma jeszcze nawet tysiąca lajków na Fejsie, ale to się z pewnością szybko zmieni.
Album ukazał się 2 października i jest dostępny tutaj.

NAT BIRCHALL Invocations, Jazzman 2015, 8/10
To sprawa dużo większego kalibru. W ostatnim rocznym zestawieniu płytowym za 2014 umieściłem album koncertowy kwintetu Nata Birchalla. Nowa studyjna płyta tego brytyjskiego saksofonisty, niegdyś grywającego reggae, jest równie ciekawa, chociaż zmienił się skład – perkusista Johnny Hunter gra bardziej gęsto, ale w ryzach stylistycznych całość trzyma tenor lidera i fortepian Adama Fairhalla. Oba te instrumenty odnoszą się do starych albumów Alice Coltrane i Pharoah Sandersa. Mamy więc uduchowiony jazz w coltrane’owskim stylu, zresztą z jedną późną kompozycją Coltrane’a (To Be) na pokładzie, ale grany z nieprawdopodobnym zacięciem i żelazną zespołową dyscypliną. Baza jest więc zdecydowanie bardziej niż poprawna, a gdy Fairhall wychodzi na czoło w tytułowym Invocation, a Birchall buduje długie solo na wschodnich skalach w Njozi, robi się naprawdę poważnie.
Płyta ukazała się 23 października i można ją kupić tutaj.

KOLEGA DORIANA Kolega Doriana, BDTA 2015, 7/10
Jeśli patrzysz na zdjęcie, widzisz trójkę młodych ludzi z saksofonem, gitarą i perkusją, a potem słuchasz 15-minutowego nagrania otwierającego płytę i przez dużą część nie słyszysz żadnego z powyższych instrumentów, to znaczy, że musiał to wydać Bocian lub BDTA. Ponieważ zespół jest z Polski, BDTA staje się bardziej prawdopodobna. Ale oczywiście wszystko to wiedziałem tak naprawdę, kupując tę płytę. Wrocławska improwizująca, a przynajmniej eksperymentująca z komponowaniem (partytury graficzne) grupa Kolega Doriana proponuje muzykę nieprzesadnie hałaśliwą i niekojarzącą się z duchem free (poza tym przywaleniem zbiorową improwizacją saksofonu i perkusji w 3), bardziej już z powolnym trybem opowiadania grupy The Necks i pochodnych. Dogadałaby się cała trójka choćby z Mikiem Majkowskim. Trochę to może jeszcze i nieopierzone, ale nawet w warunkach mocno już zabudowanej polskiej sceny zaskakuje oryginalnością. Jeśli chcecie poczytać więcej, to jak to często bywa, odsyłam do Bartosza Nowickiego, który opisał Kolegę nie tylko szerzej, ale i wcześniej. Przydałby się jakiś nośnik fizyczny z tą ładną okładką, ale i bez niego wstyd przeoczyć (szczególnie za taką cenę). UPDATE (wydawca szybko zareagował): Nośnik fizyczny jest. 111 egzemplarzy!
Płyta wyszła jeszcze we wrześniu, w wersji cyfrowej (dostępna jest tutaj)

DOE PAORO After, Anti- 2015, 7/10
Jeszcze jedna wokalistka z kręgu nowej muzyki R&B i muzyki elektronicznej, której muzyka okazuje się nieco bardziej schematyczną wersją tego, co proponuje James Blake, a momentami uwspółcześnioną wizją trip-hopu. Wydaje mi się jednak, że Doe Paoro – albo Sonia Kreitzer, bo tak się naprawdę nazywa – ma spory talent do łatwiejszych nagrań klubowych. Świadczy o tym rewelacyjna Nostalgia, którą od razu powinno kupić do swojego repertuaru kilka dużych popowych gwiazd. Produkuje – i to znamienny fakt – perkusista Bon Iver Sean Carey, który nagrywał tę płytę w domowym studiu Justina Vernona (wiadomo – szef projektu Bon Iver). Świetne momenty, choć są na tym debiutanckim albumie także dłużyzny. Nie polecam ani kupować w ciemno w całości, ani próbować przeoczyć.
Album ukazał się 25 września, w Polsce od 2 października. Do kupienia tutaj.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Fajny wpis, dziękuję!

  2. tak, fajna, fajna nota! coś już sobie z tego szukam…

    a jak komuś zimno: da się rozgrzać nogi tutaj, ale oczywiście nie polecam, bo można połamać obcasy lub zetrzeć podeszwy na piętach. dobre buty kosztują ze 400 złotych…

    https://dl.dropboxusercontent.com/u/78951218/Voilaaa%20-%20On%20Te%20L%27avait%20Dit%20%282015%20Favorite%29%20%5B320%20kbs%5D.zip

  3. jest też taka ciekawa płyta:

    Larry Gus – I Need New Eyes (2015 DFA)

    „DFA Records is pleased to announce I Need New Eyes, the new album from Larry Gus. 2013’s Years Not Living was a masterpiece of composition, pushing sampling to its limits within a conceptual framework provided by Life A User’s Manual, George Perec’s postmodern fiction masterpiece. I Need New Eyes treads familiar sonic ground to Larry Gus’ previous works – but his beatmaker percussion, shill falsetto vocals, and found sounds form a gestalt more concise and clear than ever. The references to literature continue – the title is based on a supposed quote by Proust, “The real voyage of discovery consists not in seeking new landscapes, but in having new eyes.” This record was completed amidst two life- changing events – the birth of his first child, and his participation in Red Bull Music Academy in Tokyo. (Fellow attendee NV contributes backing vocals on Belong To Love.) He explains, “When you have kids, you realize that all of the infinite branches that you were wishing to explore are starting to being cut violently with a axe (held by the baby), and all infinite choices in your life (and lifestyle) start to shrink and diminish slowly. I decided on the title the moment I got back from Tokyo, upon realising that I could never be able to live there, now that I have a baby”. His lyrics are brought to the forefront here – covering a wide variety of anxieties, personal and professional. “Don’t forget, the success of everyone else always includes failed attempts / but why can’t I figure it out for myself” he howls over swirling drum fills on NP-Complete, “No more polite comments / at least not from my friends” he croons in A Set Of Replies. This feeds into an alternate meaning for the title – “I need new, less jealous eyes” because envy and jealousy and bitterness are also things that recur a lot in my lyrics, always related to other musicians and things that they achieve.” In spite of the of the heavy conceptual themes, there is a true jubilance to the sonics of the record. Twinkling synths and orchestral stabs mingle with handclaps and a thundering kick drum on All Graphs Explored, while funk guitars and endless layers of percussion and brass build around Larry’s bilingual vocals, climaxing in a double-timed drum solo. This is a record for fans of Caribou, Can, Panda Bear, and self-reflection.”

    https://www.youtube.com/watch?v=AH1B9ldKnfM całość została wystawiona przez label na youtube.

css.php