Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

13.04.2015
poniedziałek

To jest wpis na temat kultury narodowej

13 kwietnia 2015, poniedziałek,

Niefinansowany przez żadne instytucje powołane do wspierania kultury, co więcej – przygotowywany bez ich wiedzy. Choć na podstawie oficjalnych informacji płynących z Off Festivalu, który regularnie o takie dofinansowania zabiega (sam rozdział pieniędzy bywa zawsze na gorąco komentowany), a którego kolejnych gości na mocy dżentelmeńskiego porozumienia tu kolejno przedstawiam. Tym razem będą pozycje dla, jak sam festiwal to określa, poszukujących. Czyli właśnie to, na co dofinansowanie jest szczególnie przydatne: muzyka świata, na której (poza Buena Vistą – też słabszą, gdy się słucha po latach, o czym wspominam w środę w „Polityce”) raczej się nie zarabia. I muzyka alternatywna, na której dla odmiany w ogóle nie sposób zbić fortuny. Dziś krajowe i zagraniczne ogłoszenia z obu tych dziedzin, przy okazji zgrabnie spięte osobą kuratora sceny eksperymentalnej, który jako jeden z niewielu spiąć te dwa światy może, czyli Arto Lindsaya.

Co do world music, mamy z jednej strony weteranów, którzy już w Polsce gościli (Huun-Huur-Tu z charakterystyczną techniką śpiewu gardłowego oraz 72-letnia Kenijka Ogoya Nego przypominana ostatnio przez wytwórnię Honest Jon’s) i polskie formacje (żeńskie trio Sutari po niezłym debiucie w zeszłym roku, świetna punk-folkowa Hańba! z Krakowa, no i Lautari kierowane przez Macieja Filipczuka), z drugiej – przyjedzie Hailu Mergia, klawiszowiec ze sceny „swingującej Addis Abeby”, ważna postać etio-jazzu, który teraz zagra z raczej mało swingującą sekcją Tony Buck i Mike Majkowski (przy okazji: jutro The Necks w Warszawie, ale biletów i tak już brak). Ten ostatni występ może się więc okazać szczególną niespodzianką. Do tego DJ Nigga Fox z Angoli (choć obecnie mieszka w Portugalii), czyli gwarantowane próbki tanecznych stylów kuduro i kizomba.

Cały ten nurt muzyki świata w obiegu festiwali rockowych to dobra inwestycja, o czym już wielokrotnie wspominałem – niełatwo pewnie sprzedać tysiące nowych karnetów, ale trudno też na takich prezentacjach artystycznie stracić. Bardziej ryzykowne bywają programy tzw. sceny eksperymentalnej. Tu, jak podejrzewam, przynajmniej jeśli chodzi o artystów zagranicznych, zasadniczy wpływ na obsadę musiał mieć Lindsay (który zagra również ze swoim zespołem). Zobaczymy performerkę i tancerkę Ann Liv Young, której nazwiska – przyznaję – w ogóle jako bywalec festiwali nie kojarzę, ale od czego jest społeczność czytelników Polifonii (ktokolwiek widział? ktokolwiek wie?) oraz ciekawa japońska grupa Buffalo Daughter, która jakoś przepadła w oczach zachodniej publiczności i świata mediów, mam wrażenie, już kilkanaście lat temu – po obiecującej płycie w barwach Grand Royal. Chyba nawet opisywała ich wtedy polska prasa, a po całym epizodzie grupa Air zaprosiła na sesje nagraniowe płyty „10 000 Hz Legend”. Ciekawie zapowiada się też koncert Jacka Mazurkiewicza, który jako 3FoNIA występuje i nagrywa solo muzykę na kontrabas. Ostatnio można go było usłyszeć przynajmniej na części (widziałem go w Warszawie) trasy grupy Swans i przyjęcie było bardzo dobre.

Mamy wreszcie w programie koncert warszawskiej grupy Złota Jesień, której album „Girl Nothing” (Jasień), dostępny cyfrowo za 10 PLN (wersja kasetowa, 50 sztuk, już dawno się chyba rozeszła) to również pieniądze potencjalnie dobrze zainwestowane w kulturę narodową. Choć śpiewają, a bardziej zawodzą i pomrukują, po angielsku (więc na wspieraną instytucjonalnie pulę prezentacji polskiej muzyki na antenach radiowych się nie załapują), to są młodzi i mają szanse przebić ze swoją estetyką noise rocka na świecie. Oczywistym punktem odniesienia jest Sonic Youth, ale marketingowo – jeśli chodzi o publiczność wychowaną przy Off Festivalu – jeszcze bardziej nęcącym skojarzeniem będzie pewnie My Bloody Valentine. Tu też mamy melodyjne partie wokalne nonszalancko zakopane pod gitarowym hałasem. Wszystko razem jest jednak bardziej garażowe i chaotyczne, bardziej kostropate brzmieniowo niż produkcje MBV. Słowem: bardziej punkowe. Na albumie rzecz brzmi momentami jak shoegaze puszczany w jakimś miejscu publicznym z kaseciaka, który lubi do setek efektów gitarowych dodawać własne, związane z przebiegiem taśmy. Moje ulubione numery: 3 i 7, ten pierwszy graliśmy dwa tygodnie temu w HCH (przy okazji: tej nocy kolejne wydanie). Koncert zapowiada się na głośny punkt całkiem już ciekawego w tym roku krajowego programu. Niby to jeszcze nie jesień, ale jeśli drzewa naprawdę czują, to te na Leśnej mogą trochę pożółknąć. Szczegóły, bilety itd. tutaj.

ZŁOTA JESIEŃ Girl Nothing, Jasień 2015, 7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php