Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

28.04.2014
poniedziałek

Wagony offu i lokomotywa mainstreamu

28 kwietnia 2014, poniedziałek,

Przyszło mi to do głowy, gdy zobaczyłem kolejne gwiazdy tegorocznego Off Festivalu (dziś poniedziałek, więc są ogłoszenia). Slowdive, czyli znów aktywne gwiazdy wiecznie modnego shoegaze’u? Pięknie. Orchestre Poly-Rythmo de Cotonou, czyli najstarszy stale działający zespół świata po Stonesach, albo przynajmniej najwięksi weterani muzyki z Beninu? Cudownie, tym bardziej, że miło pewnie zobaczyć żywą i prawdziwą afrobeatową kapelę na współczesnym festiwalu młodzieżowym. Jonathan Wilson, czyli hipisowski folkowiec, mój rówieśnik (pisałem o nim m.in. tutaj), więc wypada zobaczyć, jak sobie radzi. No i Andrew W. K., czyli trochę hałaśliwej rockowej siermięgi, z tego, co pamiętam, dość zabawnej w wersji koncertowej. A tych wagonów jest… kilkanaście, to jest tyle nazw i nazwisk ogłoszono dzisiaj, resztę więc proszę sobie sprawdzić na stronie www. W każdym razie chciałem w ten sposób zarysować różnorodność tego wszystkiego, co się dzieje na offie. Mainstream pod tym względem jest dużo bardziej skostniały. Wtem! No właśnie: parę lat temu w tę olbrzymią lukę z godziwą rozrywką na środku drogi wskakiwały Amy Winehouse czy Adele. A teraz wpasował się w nią…

Paolo Nutini, czyli facet, któremu nie uwierzyłbym nawet gdyby występował w reklamie makaronu. Po pierwsze, za młody. Po drugie, pod włosko brzmiącym nazwiskiem kryje się Szkot, co z natury wydaje się podejrzane (przypadek włoskiej Angielki Anny Calvi uznałem za wyjątek, poza tym to jednak offowa scena – a tu pop!). No i śpiewa nieswoim głosem, niepasującym do fizjonomii. Wiadomo: gdyby przyszedł do „The Voice of Poland”, powiesiliby mu kotarę, a na kotarę rzuciłyby się Maria z Justyną, może nawet Piekarczyk by się rzucił, bo to chrypka, jaką mogły się pochwalić gwiazdy jego młodości. Konkretnie: Joe Cocker, Otis Redding i tak dalej (stareńki label Atlantic podsuwałby jeszcze Raya Charlesa, a lekkość i fraza w paru momentach – Steviego Wondera). Taka też momentami jest stylistyka nagrań, chwilami – ale z rzadka – przetykanych jakimiś bardziej współczesnymi zabiegami. Do tego dochodzi więc jeszcze jeden aspekt: głosy białe i czarne, młode białe głosy w konwencji niegdyś zarezerwowanej dla wybitnych czarnych głosów.

Wszystko to oczywiście można bagatelizować, dopóki umiejętnościom – bezwzględnie wyjątkowym w tym wypadku – nie towarzyszą piosenki. A tutaj mamy zderzenie młodego głosu z repertuarem dobrze wymyślonym (zresztą w większości przez samego Nutiniego) i bezwzględnie wystylizowanym na retro. Proszę sobie w tym miejscu zwizualizować – albo raczej wyobrazić brzmieniowo – Amy Winehouse w męskim wydaniu. Owszem, brakuje może tej odrobiny szaleństwa, jaką miała niegrzeczna Amy, ale są wszystkie niuanse takiego soulowego śpiewania, któremu towarzyszy świetnie grająca sekcja rytmiczna i ładnie zaaranżowane dęciaki. Słuchałem zresztą płyty „Caustic Love” wielokrotnie, usiłując się wzbić na wyżyny krytycyzmu i owszem, już chciałem krzyknąć, że wtórna, ale za każdym razem kapitulowałem w okolicy siódmego na płycie „Better Man” z ciągnącym się w nieskończoność chórkiem i bluesową gitarą. A niestety, po siódmym przychodzi sztych w postaci ósemki – „Iron Sky” – z przepięknym riffem dęciaków, na który w latach 70. można by było podrywać dziewczyny, a w w XXI wieku to już i dziewczyny, i chłopaków. Może i Nutini mnie na to nie poderwał, może się od razu nie zakochałem i nie zmienię się teraz w kolekcjonera jego singli, ale powiedzcie mi: gdybyście mieli zrobić z jakiejkolwiek płyty w tym roku prezent zarazem dla babci i wnusi, dla pana od glazury i pani z domu kultury, to czy nie stanęłoby czasem na czymś takim? Czy w poszukiwaniu wspólnego mianownika – o którym wspominam tutaj dość często – w postaci jakiejś współczesnej muzyki pop czytelnej i możliwej do polubienia dla większości, nie zawędrowalibyśmy w tym roku wszyscy w okolice Nutiniego? Oj, będzie ta płyta schodzić. Może nie sukces Adele, ale spodziewałbym się w tym roku sukcesu liczonego w milionach. Ale nawet to pewnie nie obrzydzi mi do końca tego albumu.

Inna sprawa, że na Orchestre Poly-Rythmo też zabrałbym babcię i wnuczkę. Bo jeśli czegoś w tej Afryce szukamy, to w dużym stopniu muzyki dla wszystkich, prostej, mainstreamowej na swój sposób, ale nieskażonej plastikiem wszechobecnym na Zachodzie, zaskakującej dzięki swojej egzotyce. To doświadczenie nas wzrusza i tworzy wspólnotę. Przynajmniej dopóki nie nauczy się go odtwarzać jakiś paskudnie zdolny Włoch ze Szkocji.

PAOLO NUTINI „Caustic Love”
Atlantic 2014
Trzeba posłuchać: „Iron Sky”, choć właściwie słabych punktów na tym albumie niewiele (w dziesiątce gościnnie Janelle Monae).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. 🙂
    SLOWDIVE, RÖYKSOPP & ROBYN, THE NATIONAL… i inni na naszym festiwalu Way Out West 2014, Göteborg, Szwecja. 7-9 sierpnia
    http://wayoutwest.se/lineup

    a takze BLOOD ORANGE https://www.youtube.com/watch?v=DfZMvTHJLUs

css.php