Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

8.10.2013
wtorek

Alice i Laura, Laura i Neko, Neko i Nico

8 października 2013, wtorek,

Ten wpis powstaje od dwóch tygodni, co nie znaczy, że zajmę się tym razem muzyką trudną, nieprzystępną czy nawet szczególnie wymagającą. Tak się składa, że dni, kiedy blog zamiera, sygnalizują najczęściej, że zasłuchuję się w dość prostych piosenkach – tak dla odreagowania nawału obowiązków. Pozytywów będzie dziś za to co niemiara. Poczynając od tego, że to jedne z najlepszych płyt ze świata muzyki pop z ostatnich miesięcy. A kończąc na tym, że gdy zaczynałem ich słuchać (to zagraniczne premiery sprzed ładnych paru tygodni), nie było ich w Polsce, a teraz proszę. Nowa Laura Veirs miała premierę wczoraj. Neko Case też – rzutem na taśmę – udało się właśnie sprowadzić.

Parokrotnie pisałem o Veirs, postaci u nas trochę niedocenionej, nie wiem czemu, bo chociaż śpiewała głównie folkowe piosenki, to zawsze słychać było w nich rockową wrażliwość, nawet ze szczyptą ukochanego u nas grunge’u w tle. 39-letnia Amerykanka to przykład jak zagospodarować stosunkowo skromne możliwości głosowe, śpiewając i w prosty sposób nawiązujący do hipisowskiego folku, i w modulowany w stylu country, czy wreszcie udźwignąć ciężar rockowej aranżacji. Płyty nagrywa kompletnie bez pośpiechu, zazwyczaj są doskonale ułożone, producentem jest zwykle Tucker Martine – po prostu tak się składa, że jednym z największych speców od nagrywania folk-rocka w młodszej generacji jest jej mąż. Pracowali razem również tym razem, można więc zakładać, że obecność Carla Broemela z My Morning Jacket to też kwestia dobrych rodzinnych układów (Martine nagrywał płyty tego zespołu, podobnie jak The Decemberists). Na basie gra tu Karl Blau, który za chwilę pewnie zawita do Krakowa w składzie Earth, pianista i organista Rob Burger reprezentuje stajnię Johna Zorna.

„Warp and Weft” to nie gorsza od innych, moim zdaniem nawet wyróżniająca się płyta, która pokazuje szerokość horyzontu muzycznego Laury Veirs. Z jednej strony sama sięga po gitarę elektryczną i proponuje folk-rockowe utwory (w stylu „Sun Song” kojarzącego się mocno ze stylem Calexico) albo przebojowy „That Alice” z gitarowym wyjściem w stronę grupy Crazy Horse. Ale też ten sam utwór kryje w sobie opowieść o Alice Coltrane i hołd dla tej artystki. Na tym tle nie jest takim znów kompletnym zaskoczeniem finał albumu z kompozycją „White Cherry”, jazzowym utworem o wschodnim klimacie (sitar, kontrabas, saksofon), który mierzy dokładnie w stylistykę klasycznych płyt wdowy po Coltrane’ie z lat 70. (Tutaj muszę sobie pozwolić na mały skok w bok i wklejkę, proszę mi wybaczyć)

W chórkach u Laury Veirs pojawia się znacznie bardziej kasowa w USA (regularnie zahacza o czołówkę „Billboardu”) Neko Case. Też wydała nowy album, którego tytuł trochę w tym miejscu zajmie, więc pozwolę sobie nie powtarzać: „The Worse Things Get, the Harder I Fight, the Harder I Fight, the More I Love You”. To trochę inny typ – wokalistka, która absorbuje od pierwszej sekundy. Piosenki są jej, bez wokali wydają się mało ważne. Jeśli chodzi o charakter tych wokali, niemało osób odstraszy pewnie to, jak bardzo pasują do amerykańskiego mainstreamu.

Jeśli u Veirs był Broemel, to tutaj pojawia się większa część My Morning Jacket, z Jimem Jamesem i Bo Kosterem. Jest też M Ward na gitarze i Marc Ribot – nietypowo – na fortepianie, ale tylko w jednym utworze. Bardzo ważnym dla całej płyty – bo zmierzyć się z „Afraid” Nico z płyty „Desertshore” to rodzaj bezczelności, który nie może przejść niezauważony. Nie ma może siły oryginału, jest na to zbyt gładki (przyspiesza oryginał, choć zarazem eksponuje doskonałą linię melodyczną i pozostaje dość oszczędny), ale tutaj zamienia zwykłą płytę w niezwykłą, do czegoś służy. (W tym momencie i tak część z czytelników pewnie by stąd uciekła, żeby sprawdzić oryginał, więc wklejam poniżej)

Podobnie jak służy do czegoś dość podniosłe zakończenie w „Ragtime”. Marzy mi się płyta, na której umiejętności Case wykorzystane zostałyby w jeszcze mniej stereotypowy sposób – a możliwe kierunki wyznaczają właśnie te dwa momenty. Bo dotychczasową konwencję opanowała do perfekcji i fakt, że jest podobnie niedowartościowana w Polsce co Veirs, pozostaje jeszcze większą niespodzianką i zagadką.

LAURA VEIRS „Warp and Weft”
Bella Union 2013
Do posłuchania: „Dorothy of the Island”, „That Alice”, „Sun Song”, „White Cherry”.

NEKO CASE „The Worse the Things Get, the Harder I Fight, the Harder I Fight, the More I Love You”
Anti- 2013
Do posłuchania: „Afraid”, „Night Still Comes”, „Ragtime”

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Spoko, ale można też posłuchać Niewidzialnej Nerki na nowo

  2. Offtopic, wiem jednak, że nie będzie Pan obojętny na to wezwanie.
    http://www.savewalterwhite.com/

css.php