Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

9.05.2013
czwartek

Przewodnik po muzyce na Planete Doc

9 maja 2013, czwartek,

Dziś wpis o charakterze wybitnie użytkowym, bo rozpoczyna się właśnie jeden z największych w Polsce festiwali filmów dokumentalnych, który zawsze przynosi mnóstwo ciekawych muzycznych premier. Przy okazji są i występy, m.in. Freda Fritha i Efterklang, a także wykład tego pierwszego na temat improwizacji w muzyce. Pokazy w dwóch miastach (Warszawa, Wrocław), pełny program tutaj. Kilku filmów nie wypada pominąć.

1. „Step Across the Border” (1990), reż. Nicolas Humbert, Werner Penzel, prod. Niemcy/Szwajcaria
To jest ten jeden festiwalowy „must” dla miłośników sceny improwizowanej. Bilety lepiej rezerwować od razu, bo w programie tylko jeden pokaz, a nie wiem, kiedy ten – wyjątkowo nienowy już – tytuł może pojawić się znowu. Rzecz w subtelnej, ale też bardzo smacznej czarno-białej formie pokazuje strumień podróży, spotkań i koncertów Freda Fritha z różnymi muzykami, przeplatany jego opowieścią filozoficznej natury na temat improwizacji i muzyki w ogóle. Frith opowiada jak – już jako dobrze klasycznie wykształcony muzyk – odkrył bluesa, który, jako muzyka pozbawiona notacji (nawet Beatlesów i Shadowsów grał w młodości z nut!) wywrócił do góry nogami jego sposób myślenia o pracy gitarzysty. W obrazku – mroczne i niezbyt pocztówkowe zaułki klubów i sal prób, na ścieżce dźwiękowej – świetny wybór różnych utworów pokazujących bardzo szeroki wachlarze technik, od grania na akustycznej gitarze, po elektryczną, łącznie z technikami preparowania instrumentu (uwielbiana scena z wkładaniem struny między struny), kapitalny film.

2. „Tropicalia” (2012), reż. Marcelo Machedo, prod. Brazylia/USA/Wlk. Bryt.
Bardzo porządny, ładny estetycznie obrazek z dziejów ważnego nurtu sceny brazylijskiej, ze wszystkimi jego największymi bohaterami, od Caetano Veloso i Gilberto Gila poczynając. Mnóstwo fascynujących materiałów z telewizji brazylijskiej z lat 60. Nowy film, kolejne świadectwo rosnącego zainteresowania gatunkiem i epoką. Wrócę do kina obejrzeć raz jeszcze na wielkim ekranie.

3. „Jason Becker. Not Dead Yet” (Jason Becker. Ciągle żywy) (2012), reż. Jesse Vile, prod. Wlk. Bryt.
Tutaj nie warto się zrażać tematyką (Jason Becker był w latach 80. cudownym dzieckiem na scenie szybkiego grania na gitarze, technicznie przebijał moim zdaniem Van Halena i Satrianiego mimo młodego wieku), która sugeruje popisy akrobatyczne. Ważna jest historia życia – bo gdy Becker miał 19 lat, zdiagnozowano u niego stwardnienie zanikowe boczne i zaczął się dramat supersprawnego niegdyś muzyka, którego choroba przywiązała do wózka inwalidzkiego. Całość daleka jest jednak od ponurego tonu, no i na poziomie samego filmu zrealizowana naprawdę porządnie w najdrobniejszych szczegółach.

4. „Secret Disco Revolution” (Disco-rewolucja) (2012), reż. Jamie Kastner, prod. Kanada/Francja/USA/Zjednoczone Emiraty Arabskie/Wlk. Bryt.
Ten film – poszerzony do całego wieczoru i spotkania z Billem Brewsterem, współautorem książki „Last Night A DJ Saved My Life” (atrakcja sama w sobie) – warto obejrzeć już bardziej dla treści niż dla formy. Autorzy moim zdaniem mocno inspirowali się książką o historii disco Petera Shapiro, pokazując gatunek jako buntowniczy, wolnościowy nurt, który podźwignął Nowy Jork z zapaści kulturalnej, eksponując przy okazji walkę o prawa gejów, Czarnych i kobiet. Jest w tym trochę przesady, ale z drugiej strony – w Polsce wizerunek disco jest tak stereotypowy, że warto obejrzeć i namówić znajomych.

5. „Shut Up and Play the Hits” (Zamknij się i graj) (2012), reż. Will Lovelace i Dylan Southern, prod. Wlk. Bryt.
Obowiązkowo dla fanów LCD Soundsystem i wytwórni DFA, dla reszty już z pewnymi zastrzeżeniami. Całość jest bowiem opowieścią o ostatnim koncercie grupy Jamesa Murphy’ego, która w zaplanowany, ściśle kontrolowany sposób żegnała się z publicznością koncertem w nowojorskim Madison Square Garden. „Jeśli to ma być pogrzeb, zróbmy z tego najlepszy pogrzeb w historii” – wzięli sobie za motto. Są więc goście (m.in. Reggie Watts i Arcade Fire), wiele dni przygotowań i bardzo dobry – jak się wydaje – koncert, który chętnie zobaczyłbym na oddzielnym DVD. Jeśli coś nuży, to warstwa narracyjna – długie rozmowy Murphy’ego przez telefon, narady z muzykami, próby, parzenie kawy (której lider LCD okazuje się być maniakiem), ostatni wywiad telewizyjny u Stephena Colberta itd. Murphy nie wypada zbyt ciekawie jako gwiazda, wydaje się (może to umiejętna kreacja?) zupełnie zwyczajnym, nawet dość nudnym gościem, który chciałby mieć już święty spokój z zespołem, a może nawet i całą muzyką. Czuję, że kryło się za tym wszystkim więcej niż widać w filmie.

W programie muzycznym Planete Doc jeszcze „Duch Piramidy” zdradzający inspiracje kryjące się za ostatnim albumem Efterklang, „Pani Nikki i Tiger Girls” o zespole kobiecym z Birmy, „Karsu” o „holenderskiej Norze Jones” (pochodzenia tureckiego zresztą) oraz „Przygoda serca. Springfield i jego fani” o australijskim rockmanie z tytułu. Do tego jeszcze koncert w Pardon To Tu (Mokhtar Gania, Paweł Szpura i Wacław Zimpel) po emisji już raczej niemuzycznego filmu „Taniec wyklętych kobiet”. Nie wszystko widziałem, być może zresztą wrócę szerzej do któregoś z wątków w miarę trwania festiwalu.

Aha, skoro już macham ogłoszeniami, to dziś wieczorem, po 23.30 w Nokturnie (radiowa Dwójka) będziemy prezentować z Jackiem Hawrylukiem muzykę Glenna Branki przed jego koncertem w ramach lubelskiego festiwalu Kody (17 maja). Sporo ładnych kompozycji i trochę gitarowych sprzężeń.

Premiera płytowa dziś w wersji instant i dość oczywista (w końcu parę lat temu każdy album był wydarzeniem, teraz entuzjazm jakby nieco opadł), zespół Deerhunter na płycie „Monomania”. Ale zaraz, czy tak do końca banalna? Nie. Bo brzmienie Bradforda Coxa i jego kolegów jest tu zupełnie inne, bardziej surowe, drapieżne, rodem z koncertu. Wygłaszałem już tu i ówdzie opinię o tym albumie i z czasem podoba mi się coraz bardziej – wyobraźnię Coxa słychać, choć pozbył się tego, co bywało jego wyróżnikiem, miękkiej, onirycznej produkcji. Tutaj brzmi jakbyśmy się cofnęli w lata jego dzieciństwa, do początku lat 90., chwilami nawet w okolice Pixies. Pewnie da to małą zmianę warty wśród fanów Deerhuntera, ale nawet nieźle wróży przed katowickim koncertem. No i jakże na miejscu w katalogu 4AD.

DEERHUNTER „Monomania”
4AD 2013
Trzeba posłuchać: „Leather Jacket II”, „Monomania”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Z wielka przyjemnascia przeczytalem. Sluchalem Deerhuntera. Musze przyznac, ze mnie zaskoczyl, bo jezeli sluchalem jakiejs poprzedniej plyty to juz nie pamietam. Generalnie zrobil na mnie wrazenie, bo moje wyobrazenie bylo bardziej ‚oniryczne’. jezeli o filmach to chyba nie powinno zabraknac Gary’ego z David’em. http://vevo.ly/17IG4ok

  2. Aha! Teraz już wiem, dlaczego tak mnie kręci ostatni Deerhunter wszystko przez te okolice. Dzięki za uświadomienie.

css.php