Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

18.02.2013
poniedziałek

Outsider muzyki środka

18 lutego 2013, poniedziałek,

Niektórzy artyści to się prawie nie zmieniają – pomyślałem, słuchając tej płyty. Ale tak się złożyło, że po ostatnich taktach „Push The Sky Away” zabrzmiał mi – przypadkowo – pierwszy utwór „Henry’s Dream”. I odniosłem wrażenie, że oto ktoś dopompował Cave’a do ośmiu atmosfer, jak ja swoje rowerowe opony – i przejechał się nim po zarośniętych lodem ścieżkach rowerowych w Warszawie, dopiero wtedy wyzwalając emocje. Przepaść, jaka dzieli te dwa albumy, jest tak wielka, że prowokuje raczej do zadania pytania: jak to jest, że niektórzy artyści różnią się z płyty na płytę aż tak bardzo, a przy okazji pozostają tak łatwo identyfikowalni? W tym konkretnym przypadku: dlaczego Nick Cave tak ma?

Oczywiście najprostsza odpowiedź to: głos. Bo choć sposób śpiewania zmienił, brzmienie głosu Cave’a pozwala go zidentyfikować w sekundę. Jeśli chodzi o skład zespołu The Bad Seeds, to zatacza on właśnie pełne koło po rozstaniu z Mickiem Harveyem obecnym w nim od początku, i przyjęciu – dla mnie przynajmniej kompletnie niespodziewanym – basisty Barry’ego Adamsona, niegdyś jednego z pierwszych, którzy rozstali się z grupą, ledwie po trzech latach jej działalności.

Najwięcej na temat dzisiejszej stylistyki nagrań The Bad Seeds, bardzo stonowanej, eleganckiej i ciepłej, mówi jednak miejsce, gdzie album był nagrywany – studio z olbrzymią kolekcją winyli z muzyką klasyczną położone na południu Francji. Trudno sobie wyobrazić, by nagrywano tu album grupy Grinderman. Trudno sobie też wyobrazić coś, co lepiej spali nadwyżki energii u Cave’a i jego kolegów niż działalność Grindermana.

Pod szyldem The Bad Seeds Nick Cave działa już 30 lat. Każdemu artyście zdarzają się w takim okresie wpadki, słabsze momenty. Ale Australijczyk do perfekcji opanował technikę artystycznej trójpolówki, co jakiś czas ucieka z wyeksploatowanego twórczo terytorium, zmienia styl, przetasowuje współpracowników. I nie nagrał ewidentnie złej płyty. Trochę jak Tom Waits, którego zresztą przypomina tutaj techniką pisania tekstów – ma notes wypełniony zebranymi i wyguglowanymi w Internecie ciekawostkami, z których lepi słowa piosenek.

Muzycznie cała rzecz nawiązuje do okolic płyty „No More Shall We Part”, z poprawką na jeszcze bardziej wypolerowane, bezpieczniejsze brzmienie. Ale zamiast mnożyć opinie, że najlepszy od czasów A, lepszy od B i przypomina fuzję C i D, wystarczy powiedzieć, że następny, który przybliża Nicka Cave’a do statusu dinozaura w pogoni, która pewnie nigdy się nie skończy – szczególnie jeśli wziąć pod uwagę to, że na tym etapie działalności Bob Dylan już z podobna etykietką grał na stadionie w Krakowie koncert z Kasią Kowalską jako supportem. Coś się zmieniło, bo na pewno nie chodzi tylko o to, że dziś są skuteczniejsze kremy i ładniejsze garnitury.

NICK CAVE AND THE BAD SEEDS
„Push The Sky Away”

Bad Seed Ltd/Mystic 2013
Trzeba posłuchać: „Jubilee Street”, „Mermaids”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Choć ładna to płyta, to chyba tak mało zajmującą Cave nie nagrał od czasu Nocturamy. Widać sprytne podejście – gdzie Grinderman to, jak to ktoś ładnie ujął, dionizyjski rock, to nowa to tył zwrot, uspokojenie szyków, melancholie, kontemplacje. Wszystko fajnie, ale preferuję naszego dziadka w postaci rubasznego diabełka.

    Przy okazji, bo to zawsze ciekawe pytanie przy tak dużej dyskografii – która płytka Cave’a przemawia do Ciebie dziś najbardziej? Dla mnie Your funeral…my trail lub Tender prey, a i The Boatman’s Call bardzo blisko ich.

  2. @Kamil –> Tender Prey, na pewno The Boatman’s Call, mam też słabość do No More Shall We Part. Ale to przypadkowe słuchanie Henry’s Dream się przeciągnęło i muszę powiedzieć, że chociaż wtedy do mnie ta płyta nie przemawiała, dziś wydaje się jedną z lepszych w całej dyskografii NC.

  3. Też zawsze miałem słabość do No More…, szczególnie jego pierwszej połowy. Intensywność doznań niesamowita. A to muszę sobie odświeżyć Henry’s Dream, bo nigdy za nią nie szalałem. Może będę miał podobnie jak ty (oby) 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ozzy:
    gdymys musial ogladac(a co najgorsze, sluchac)
    german song context, to wlosy stanely by tobie deba….

  6. ..jesli je jeszcze masz
    (ja – nie) 😉

  7. a dla mnie „Henry’s Dream” była zawsze jedną z ulubionych 😉

  8. Nick CAVE – 21 luty/9 PM PST, czyli 22 luty 5AM GMT/ youtube.com/nickcavelive
    ostatni raz go widzialem i sluchalem w 2009 z „Dig Lazarus, Dig” (wydany w dniu moich urodzin, stad pamietam date, r.2008). Album prezentowany przez Gospodarza jest 15. z kolei. Bedzie u nas w listopadzie tego roku – wczesniej pare koncertow latem w Danii i Norwegii.
    21 lutego koncert w The Fonda Theater w Los Angeles — koncert streamowany live
    na kanale You Tube – Rockfeetback.
    http://www.youtube.com/user/rockfeedback
    /prawdopodobnie bedzie mozna ogladac koncert via Spotify/
    _____________________ http://www.rockfeedback.com______________________________

    tu niespodzianka: https://vimeo.com/7115068 🙂

  9. Bardzo przyjemna muzyka. Bardzo…
    Dzisiaj wyciekł do sieci „Amok” Atoms For Peace. Mimo że już dawno zamówiłem płytę przez oficjalną stronę to jednak nie mogłem się powstrzymać przed jej przesłuchaniem w sieci. I muszę powiedzieć, że to bardzo intrygujący materiał.

  10. Hm, nie za bardzo rozumiem wyboru „Mermaids” do polecanek – ten kawałek jak na razie najbardziej umyka mi w czasie słuchania. Za to „Water’s Edge” – miazga absolutna, zarówno ze względu na tekst, jak i muzykę. Ścieżka basu przygniata do ziemi i nie pozwala wstać, od razu przypominają się najlepsze momenty z pierwszych trzech płyt („Saint Huck”, „She Fell Away”).
    Absolutnie nie zgadzam się za to z tym, co napisał @Kamil – dla mnie to właśnie jest jedna z najbardziej przykuwających uwagę płyt Cave’a, jeśli brać pod uwagę okres po „The Boatman’s Call”. Zwłaszcza w porównaniu z nijaką „Nocturamą” czy „Abattoir Blues”, do którego do dziś się przekonać nie mogę.

    A teraz wszyscy razem: „Papa won’t leave you, Henry; Papa won’t leave you, boy!…” 🙂

  11. cave nie jest najgorszy, ale niestety powtorka,
    w miedzyczasie straszna…

  12. @codhnger—-> Zgadzam się co do oceny płyty „Push The Sky Away”. Nie mogę się uwolnić od tego albumu. I nie jest to wcale płyta, która zasługuje na 7/10, tylko na 9/10!! Genialne kompozycje pod każdym względem. Nie ma sensu też porównywać, kiedy było lepiej/gorzej u Nicka itd., bo właśnie dostaliśmy jedną z najlepszych płyt w jego dyskografii.

  13. zachwalacie, krytykujecie, a mnie nowy Nick Cave nie zmieścił się już do odtwarzacza 🙁

    przesłuchuję inne rzeczy i o.t. polecam dwie ciekawe płytki:

    Mark de Clive-Lowe & The Rotterdam Jazz Orchestra – Take The Space Trane (2013 Tru Thoughts): podrasowany nienachalną elektroniką jazz, brzmiący momentami jak z lat 80-tych, a czasami po prostu jak osobliwe spojrzenie na „future jazz” czy „nu jazz”, jak zwał, tak zwał.

    Nicole Willis & The Soul Investigators – Tortured Soul (2013 Timmion): żona/partnerka Jimi’ego Tenora z zespołem fińskich muzyków wykonuje przydymiony, wokalny retro soul-jazz a la 60s/70s w klimatycznym flow, zagrany z nowoczesną werwą – świetna pozycja. stawiam, że ozzy zawiesi na tym ucho 🙂

  14. dobra, przesłuchałem „Push The Sky Away” Cave’a. album rzeczywiście ładnie wchodzi do głowy i zgrabnie kolaboruje z neuronami – przyjemne, odprężające dźwięki, chociaż bardzo sterylne, co nie znaczy plastikowe. nieznacznie podwyższyłbym ocenę o pół punktu; całe 8 czy 9 to jednak trochę za dużo w moim przekonaniu, były już lepsze longi w dyskografii tego Pana. ja wolę te „brudniejsze”. płyta jest dobra, ale nie powala. technicznie bez zarzutu – mucha nie siada. na plus zaliczam to, że odsłuch tej nowinki, skłonił mnie do zagłębienia się w twórczość Nicka Cave’a ponownie, po kilku latach abstynencji od jego muzyki.

  15. W temacie najlepszej płyty: „The firstborn is dead” od zawsze, potem „Let love in” i „Henry’s dream”

  16. A ja chciałabym wiedzieć czy panowie do nas przyjadą, bo nie wiem czy bilet do Pragi kupować 😀

  17. Nick CAVE
    W Polsce Nick Cave nie wystapi — tylko Trencin, 14 lipca, Slowacja i Praha, Czechy 22.11
    /najblizsze koncerty/ wiele koncertow juz wysprzedano. Jeszcze sa w Sztokholmie wolne miejsca, ale juz niedlugo.
    Wydanie DELUXE BOX SET 15O US dol.

  18. @Sosnowski

    Jimi TENORA (ur. w Lahti, Fin. 1965) znam niezle i lubie jego rytmiczna muzyke – mixt African/ roots/soul/ reggae( z Kabu Kabu)czasami jak Prince np. z Tony Allenem (Selfish Gene) + jazz (instrumenty dete); jego aranzacje/remiksy muzyki minimalistycznej sa wyjatkowo ciekawe. Gdzies tam echa fascynacji Zappa (Varese, Boulez). Szkoda, ze w Polsce nie ma takiego muzyka, tak wszechstronnego jak Jimi Tenor
    „Mystery of Aether” /2012/ ostatni album Jimi Tenora

  19. @ozzy

    Jimi Tenor Jimim Tenorem, ale co wyrabia jego żona! 😉 to już drugi album Nicole Willis z bandem The Soul Investigators:

    http://www.allmusic.com/artist/nicole-willis-the-soul-investigators-mn0000564125

    płyta „Tortured Soul” wypada mi na nie mniejszy „przebój” niż Lykke Li – „Wounded Rhymes” (takie luźne skojarzenie), chociaż są na niej bardziej organiczne niż elektroniczne dźwięki. na pewno hype będzie mniejszy, bo niezależny label. ale skala rażenia podobna, jak się wydaje. jakoś Twoja osobowość prezentowana na tym blogu idealnie wpasowuje mi się w ten album 🙂 może chodzi o muzykę, którą tu rekomendujesz? nie wiem. ale pasuje. zresztą polecam Wszystkim: Nicole Willis & The Soul Investigators – Tortured Soul (2013 Timmion) – przyjemna, mocna rzecz. jakoś w czasie publikacji nowego Nicka Cave’a bardziej przypadło mi do gustu ich granie.

  20. Dobrej nocy,

    za pil godziny koncert Beth Hart

    ozzy (scripsit via phone)

  21. Jeszcze przez parę godzin można zerknąć na koncert z LA promujący Push the Sky.
    Jak dla mnie płyta zyskuje ogromnie tym wykonaniem, zresztą i bez niego wciągnęła mnie bez końca.

    http://www.youtube.com/watch?v=fymChgeO00g

css.php