Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

27.07.2012
piątek

Za dużo muzyki

27 lipca 2012, piątek,

16 gramów. Tyle podobno waży jedna płyta CD. Tak, wiem, że mało kogo jeszcze ten format obchodzi, ale ja jestem ciągle żywotnie zainteresowany. Do tego dochodzi jakieś 40-60 g wagi pudełka, mniej w wypadku tekturowej koperty, albo plastikowej obwoluty (wydawnictwa promocyjne). Codziennie czuję to na plecach, nosząc tzw. materiał odsłuchowy między pracą a domem (nie potrafię tak sobie zorganizować elektronicznego obiegu nagrań, żeby tego uniknąć), w poszukiwaniu czasu na zapoznanie się z tym materiałem. Ale to zapoznawanie jest tylko drobną chwilą – większość czasu wypełnia noszenie. A gramy się sumują. Dzisiaj miałem stosunkowo lekki dzień – wiozłem z domu 31 płyt, co, zakładając nawet minimalne 60 g na sztukę, daje jednak prawie dwa kilogramy. Nie liczę trafiających się raz na jakiś czas winyli. I niech mi ktoś powie, że muzyki nie jest za dużo.

Kilogramy wożone lub noszone codziennie w plecaku niszczą kręgosłup, ale tutaj chodzi oczywiście przede wszystkim o coś zupełnie innego. O nadmiar bodźców. W Elblągu pod koniec września szykuje się bardzo poważna dyskusja kulturoznawcza na temat „kultury nadmiaru”. A skoro rektor Uniwersytetu Fryderyka Chopina zauważa, że muzyki jest za dużo, to coś musi być na rzeczy.

W moim wypadku rzecz wywołuje natychmiast dwie reakcje: po pierwsze, utrudnia skupienie na jednej płycie, po drugie, wybór tego, czym mam się zająć na blogu kolejnego dnia. No bo dlaczego niby płyta wielkiego i szanowanego zespołu, skoro tego nieznanego i młodego obok w ogóle jeszcze nie znam? Odkładam więc co rusz pisane w esemesowej, jednozdaniowej formule notki o różnych rzeczach, których słuchałem. Poniżej część materiału z ostatnich miesięcy, może dzięki temu będę miał z pół kilo mniej w torbie.

A w ten weekend – plus bardzo rockandrollowego, pewnie najbardziej w historii – otwarcia igrzysk olimpijskich, także dwa festiwale: Audioriver w Płocku i Dźwięki Północy w Gdańsku.

NENEH CHERRY & THE THING „The Cherry Thing” (6/10) Smalltown Supersound
Tracklista na tak, podejście zespołu także, ale Neneh Cherry robi Lamb z The Thing.

NED COLLETTE & WIREWALKER „2” (6/10) Fire
Australijski bard w Berlinie = nieuchronne skojarzenia z Cave’em i Cohenem, niezłe, ale rozśmiesza mnie odkąd w pewnym momencie wokal skojarzył mi się z Amandą Lear.

FUN. „Some Nights” (5/10) Fueled By Ramen
To miał być chyba kolejny Vampire Weekend, ale przyjechało Queen i opanowali lokal.

GARBAGE „Not Your Kind Of People” (5/10) Stun Volume
Tak cool, że nie wzbudza ludzkich uczuć, ale z drugiej strony – mimo upływu lat wciąż nie udało im się zapracować na swoją nazwę.

MELODY GARDOT „The Absence” (6/10) Decca
Z Melody w stylu retro ciągle wolę Melody Nelson, ta efektownie, ale zbyt ostentacyjnie wiezie się na brzmieniu brazylijskiego jazzu.

GARLAND JEFFREYS „The King of In Between” (5/10), Big Lake Music
Tytuł mówi o tej popowej płycie z bluesowymi naleciałościami więcej niż same piosenki: wzorzec przeciętności.

HOT CHIP „In Our Hands” (7/10) Domino
Nie napisałem, bo napisałem gdzie indziej i skończyły mi się pomysły – na szczęście zespołowi nie skończyły się pomysły na twórcze ogrywanie lat 80.

JAZZANOVA „Funkhaus Studio Sessions with Band and Paul Randolph” (6/10) Sonar Kollektiv
Stawiać na półce obok Jamiroquai, ze wszystkimi pozytywami i negatywami tego ruchu.

MICHAŁ JURKIEWICZ „Gra mandolina” (3/10) Towarowy Transport Drogowy Adam Konieczny/EMI
Dla amatorów Van Halena grającego poezję Zabłockiego. Co to jest ten andolin, skoro już gram wywołuje takie efekty?

KEVIN TIHISTA’S RED TERROR „On This Dark Street” (6/10) Broken Horse
Lekkie i ładnie śpiewane rockowe granie na motywach sceny niezależnej. Przyjemne w każdym aspekcie, drugorzędne też w każdym.

LADYHAWKE „Anxiety” (4/10) Modular
Pierwsza płyta była podobno dobra i nic z niej nie pamiętam. Druga płyta jest na pewno gorsza, więc w kwestii pamięci pewnie nic się nie zmieni.

LEMONADE „Driver” (4/10), True Panther Sounds
Moda na chillwave ciągle mocna, ale mizeria tak nieudolnych prób spieniężania tej mody jest w oczywisty sposób słaba.

NANCY REGAN „Warszawa Gdańska” (5/10) Lou & Rocked Boys
Bardzo tutejsza, brudna i punkowa wizja Warszawy. Ale dojechałem do końca, choćby ze względu na sympatię dla dworca.

OPOSSOM „Electric Hawaii” (5/10) Fire
Próba unowocześnienia Beatlesów i wczesnego Pink Floyd, która pachnie porażką od pierwszej sekundy.

RÓŻNI WYKONAWCY „Magiel Wagli” (6/10) Sony
Ciekawy pojedynek dwóch autorskich kompilacji autorów bardzo otwarcie krojonej audycji, z którego wynika, że ojciec jest bliżej korzeni, ale syn lepiej czuje bluesa.

SIGUR RÓS „Valtari” (7/10) Parlophone
Recenzja SR esmesem? Dlaczego nie: w końcu powtarzanie po raz setny, że poziom, styl i chwyty te same, nie ma sensu. Tym bardziej, że działa też tak samo.

THE TALLEST MAN ON EARTH „There’s No Leaving Now” (7/10) Dead Oceans
Nie napisałem nie dlatego, że nie słuchałem, tylko dlatego, że słuchałem i było tak miło, że zapomniałem napisać (uwaga na numer 2).

TEEN DAZE „All of Us, Together” (7/10) Lefse Records
Jak dobrze, że nikt nie śpiewa, bo ta niezauważalna, miła, gładka muzyka syntezatorowa jako tło dźwiękowe pomogła mi napisać 19 pozostałych notek.

THE WALKMEN „Heaven” (6/10) Bella Union
Najwięcej zaciekawionych pytań „kto to śpiewa?” od kolegów z redakcji zebrała ta pyta, choć udział Robina Pecknolda sprawia, że w najlepszych momentach to właściwie Fleet Foxes.

MARCIN WAWRZYNOWICZ „Camamey” (4/10) Polskie Radio
Szlachetnie ujazzowiona (Miśkiewicz, Baron, Majewski itd.) poezja śpiewana do słów głównie Karola Konrada Wojtyły. Jak z kremówkami: pewnie są tacy, których nie zemdli.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Tez mnie interesują płyty żywotnie, szczególnie w kulturze nadmiaru, bo jednak mobilizują do całosciowego i w miarę dokładnego odsluchu

  2. Tak, aby muzyki nie było za mało, to poniżej dokładam, dwa nowe odkrycia (mojej żony) z Kanady 🙂
    1. Jordan Klassen
    http://vimeo.com/39839181
    2. Gold & Youth – debiutanci z 2012r.
    http://www.youtube.com/watch?v=u0-REMPkbnc&feature=related
    http://www.youtube.com/watch?v=5U2qeWAt6l4
    A tutaj można pobrać za darmo ich song: http://goldandyouth.tumblr.com/

  3. Szanowny Panie, jeśli już pisze Pan o płytach, to warto je wyciągnąć z folii, otworzyć i wysłuchać. Jeśli Wawrzynowicz śpiewa teksty Karola Wojtyły na tej płycie, to kremówki zazwyczaj nasycone są cyjankiem. Cóż za niekompetencja „fachowca” od muzyki i tematów wszelkich. Brawo!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. i w takich chwilach ciesze sie ze nie zarabiam na zycie pisaniem o muzyce. moje plyty wybieram czesto przypadkowo, swiadomie odpuszczajac niektore. wszystkiego nie da sie przesluchac.

  6. @Kret –> No i nawet ten trop diabli wzięli. Przepraszam p. Konrada Wojtyłę, ale sąsiedztwo Kofty i Gałczyńskiego spowodowało, że wziąłem go za papieża (notabene też poetę i też śpiewanego).
    Panu Kretowi dziękuję i pocieszam: akurat żeby się pomylić w tej kwestii, zdecydowanie musiałem zdjąć folię…

  7. Panie Bartku! Analogia z kremówkami jest jednak niepokojąca i wyraźnie wskazuje na papieskie konotacje… co nie powinno się zdarzyć po ściągnięciu folii:) Jeśli to żart z nazwiskiem w tle, to bardzo słaby. Porzucając tę kwestię, pytanie jest inne; co mdli w takim razie jak rzeczone kremówki? Śpiew, słowa, kompozycje, a może wszystko razem? Jeśli Wojtyłą zachwyca się Zadura, Balcerzan, Matywiecki czy Siwczyk, Wawrzynowicz był nagrodzony m.in. przez przez Karin Krog, a na płycie grają same „gwiazdy”, to co tu nie gra? Jestem ciekaw pańskiej opinii. Pozdrawiam.

  8. Alez wysypalo muzyka na Polifonii!

    na moja uwaga zasuguja dwa krazki (moze lokalny patriotyzm?) a mianowicie NENEH CHERRY and the Thing „The Cherry Thing” (Smalltown Supersound) i THE TALLEST MAN ON EARTH, „There´s No Leaving Now” (Deadocean).
    Neneh Cherry (Neneh Marianne Karlsson) przedstawiac nie trzeba. Wychowana od dziecka w atmosferze muzyki jazzowej (Don Cherry) rodzenstwo rowniez muzykalne Tityo, Eagle-Eye Cherry; duet z N´Dour (Seven Seconds). po wielu probach z grupa CirKus wreszcie cos co pasuje Neneh Cherry norwesko-szwedzkie powerjazztrio The Thing, chociaz mozna slyszec jeszcze dawne akcenty ze wspolpracy z Massive Atack czy jeszcze uprzednio z Groove Amada, Tricky to jednak ta plyta jest bardziej inspirujaca, anizeli poprzednie proby z CirKus (m.in. ze szwedzkimi wokalistami Kleerupem, Petterem czy Christianem Falkiem). The THING /zreszta wystapia na festiwalu Jantar Jazz, 19.10/ to przede wszystkim saksofonista Mats Gustafsson, ktory tak wspolgra z Neneh Cherry r´n´b i punkowymi tendencjami wokalnymi. Te osiem sciezek sluch sie bez oddechu. Np.”Dream Baby Dream” zupelnie inny (bardziej uciszony) od „The Stooges Dirt” (ciezko olowiane jazzowe riffy i oczywwiscie jest Ornette Coleman kompozycja (przyjaciel ojczyma Neneh Cherry)…tak roznorodny cd. I duza zasluga freepunkjazzowej grupy The Thing. Neneh Cherry jakby powraca do poczatku i w tym sie czuje, chyba najlepiej.

    ————-z THE TALLEST MAN ON EARTH, czyli Kristianem Matssonem to inna historia. Bardzo przypomina Dylana, rowniez ze sposobu kontaktu z publicznoscia. To wokalista-gitarzysta, ktory czuje sie najlepiej live. Ciekawostka: zona Kristiana Amanda Bergman wystepuja pod pseudonimem artyst. Idiot Wind (chyba Panstwo wiecie juz skad ten alias?;) / Christian Matsson pochodzacy z regionu Dalarna, Szwecja (chyba najbardziej umuzykalniony zakatek geograficzny Skandynawii?) swoja kariere na dobre zaczal od albumu „Shallow Grave” (vide:Pitchfork) .Na pytanie o podobienstwo z Dylanem kategorycznie zaprzecza to podoboenstwo i powiada, ze zarowno on jak i Dylana nasladuja Roscoe Holcomba. Nowa plyta rozni sie nieco od pozostalych a mianowicie
    poprzednie nieco „statyczne” (glos+gitara) teraz wzbogaca o nowe instrumenty (bas, pianino, perkusja). Pierwsza sciezka „To Just Grow Away” tego dowodem i jakby inny kierunek, odchodzenie od dylanowskiego brzmienia. The Tallest Man On Earth jest nieslychanie popularny w USA, czesto grana w stacjach radiowych, np.na public service kanale National Public Radio „Tiny Desk Concerts” grany jest czesciej anizeli Adele. „He is swedish but he tastes like America”. O plycie mozna powiedziec tak: im wiecej sluchasz ja tym bardziej bedziesz ja lubil. „Reveletion blues” brzmi jak oryginal i jakby napisany wczoraj. Jednakowoz najbardziej mi zapadl w pamiec utwor tytulowy i akompaniamen na
    piano (!)

    ——————— te dwa albumy, wedlug mnie, zasluguja na 9/10

  9. @Kret –> Cieszę się, że jest Pan ciekaw opinii, bo już myślałem, że był Pan zainteresowany tylko faktem ściągnięcia/nieściągnięcia folii i chciał mi udowodnić niekompetencję.
    O tekstach nie będę się już wymądrzał (płyta została zresztą w szafce w redakcji), sposób ich interpretacji jest poprawny, w miarę prosty, i nie znalazłem w nim czegoś magnetycznego, ale też mnie nie razi – stąd jestem to wydawnictwo skłonny oceniać raczej jako średnie. Natomiast aranżacje w stylu estradowej mieszanki popu, soulu i jazzu mającej w Polsce od lat 90. fatalną tradycję są tak przesiąknięte gładkim banałem (szczególnie partie instrumentów dętych), że mimo świetnych nazwisk ja się w tym nie odnajduję i nie jestem w stanie słuchać.

    A co do papieskich klimatów, to proszę mnie poprawić, ale czy źle kojarzę Wawrzynowicza z „Missa Pacis”? Czy poświęcenie całej płyty myśli papieskiej nie daje wystarczającego kontekstu?

    @ozzy –>No właśnie te echa dawnych projektów Neneh Cherry trochę temperują mój entuzjazm. Wiem, że płyta ma swoich gorących fanów, dość długo już jej słucham i próbuję się zakochać, ale szaleńcza energia The Thing, którą znam z ich wcześniejszych wykonań różnych coverów tutaj się nie objawiła w pełni…

  10. Kto to powiedział „tam gdzie są płyty nie ma muzyki”?

  11. Do Ścielkica.
    Pytasz kto to powiedział „tam gdzie są płyty nie ma muzyki” ?

    Rzecz jasna,ten kto jest głuchy.
    Ponadto,aby uzyskać pełne spektrum brzmienia,nie wystarczy MP3.

  12. Podobno ludzka głowa waży 8 funtów. To prawie ćwierć tysiąca płyt.

    To Garbage jeszcze gra? Aż nabrałem ochoty, żeby przesłuchać jego… debiutancki album. Wiarę w zespół straciłem już parę lat po jego wydaniu.

  13. @Krasnal: albo jedna płyta w polskiej cenie.

css.php