Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

21.11.2011
poniedziałek

Celine + The Machine

21 listopada 2011, poniedziałek,

Miałem problem z płytą „Lungs”, czyli z poprzednim albumem Florence + The Machine. Nie wiedziałem do końca, czy ją lubię, czy nie. A raczej: nie do końca potrafiłem nazwać to coś, co przeszkadzało mi ją pokochać tak jak się to udało wielu moim znajomym. Nowa płyta „Ceremonials” wybawiła mnie ostatecznie z tego problemu. Już wiem, że Florence jest nie dla mnie. Bo jest zbyt… wielka. I epatuje tą wielkością bez opamiętania.

Olśnienie w wypadku Florence przynosi dokładnie ten utwór, który tak bardzo w słowie wstępnym dołączonym do płyty wychwala dziennikarka Emma Forrest, czyli „Never Let Me Go”. To jest wycieczka w rejony Celine Dion, z Enyą w chórkach. To pop już nie tyle dużego kalibru, co po prostu bombastyczny i odstraszający. Dla mnie przynajmniej. Bo wierzę w to, że taką muzykę można lubić. Jednak przy granicach kiczu, jakie sam wyczuwam, „Never Let Me Go” oznacza przejście na ciemną stronę mocy. Nie pomaga ani instrumentalne tło, ani kompozycja Paula Epwortha, którego zdarzało mi się wychwalać, nawet w tym roku (szybko stał się specem od hymnowych, „dużych” utworów w popie, zaliczając w tym roku współautorstwo i produkcję „Rolling in the Deep” Adele), ale tu tkwił w fotelu producenta przy wszystkich utworach i prawie wszystkie napisał. I to słychać. Mnie podobają się najbardziej te fragmenty, z którymi miał najmniej do czynienia. Głosowy i producencki brak opamiętania – oto, co mnie gryzło u Florence Welch, poprzednio tylko fragmentarycznie, teraz po całości. Co było do udowodnienia.

Owszem, na „Ceremonials” są fragmenty różnej jakości. Florence częściej niż Celinę przypomina wciąż Annie Lennox. To pewnie z gruntu bardziej zaleta niż wada. Najgorsze jednak – i to dużo gorsze niż ten majaczący wariant Florence jako Celine Dion – jest to, że nie widzę za bardzo takich elementów, które miałyby kogoś zmusić do zakupu F+TM, gdy już ma na półce płyty Lennox.

FLORENCE + THE MACHINE „Ceremonials”
Island 2011
5/10
Trzeba posłuchać:
„No Light, No Light”, żeby się nie zrazić od początku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Może ten nie-ukochanie wynika z nie bycia dziewczyną:P ? F jest dziewczyńska i tyle 😛 No light, no light – wybitne!

  2. Wciąż wydaje mi się, że zachwyty nad Florence biorą się z jej muzycznego podobieństwa do niejakiej Martiki (o ile taką pamiętasz: http://en.wikipedia.org/wiki/Martika%27s_Kitchen). Tam też łatwo było chóralnie śpiewać refreny.

  3. Mam podobne odczucia, moją tolerancję dla tego typu ekspresji wyczerpuje te kilka utworów z Lungs (nie całość). Ceremonials jest już niestety totalnie niestrawna…Lucky me, nie dałam rady posłuchac na tyle, żeby mi Celine zamajaczyła w tle 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. …już wolę sobie posłuchac starej Stevie Nicks… :]

  6. „Lungs” owszem przypadła mi do gustu, łyknąłem w całości bez czkawki 😉 mimo, że daleko mi do noszenia spódnicy/sukienki 😉 nowej jeszcze nie słuchałem, ale recenzja i komentarze nie bardzo wprawiają mnie w ochotę. pop-papka się zrobiła?

    jeśli chodzi o dziewczyńskie płyty z tego roku, anonsowałem już tu i ówdzie trzy wydawnictwa okołogitarowe, które mnie do końca urzekły:

    The Jezabels – Prisoner (2011 MGM)
    Something Beginning With L – Beautiful Ground (2011 Armellodie)
    Spangle Call Lilli Line – Piano Lesson (2011 P-Vine)

    i kapitalnie wchodzi do głowy long:

    Taken By Cars – Dualist (2011 Party Bear)

    gdzie wokalistką jest kobieta, chociaż płyty nie zakwalifikowałbym jako do końca dziewczyńskiej 🙂

  7. Mam dokładnie ten sam problem z muzyką Florence – jest dla mnie zdecydowanie zbyt epicka, zęby mnie bolą od tych patetycznych, orkiestralnych podkładów. Choć na „Lungs” jest jedna sympatyczna piosenka – „Cosmic Love” – ale moja sympatia do niej wynika pewnie z nawiązań (rytmicznych i smyczkowych) do „Hounds of Love” Kate Bush :).

  8. Warto bylo strzepic pioro na pisanie o Florencji?
    Na ‚Lungs’ byla przynajmniej jedna dobra piosenka. Druga plyta to juz tylko fashion.
    Dualist to rzeczywiscie swietna plyta, bylo juz o tym w komentach u Bartka.
    A pro po dziewczynskiej muzy. Chcialbym zaproponowac womenband, zamiast girlsband. Srednia wieku okolo 40. Muza dosc eklektyczna.
    Wild Flag.

  9. A mi się bardziej podoba niż poprzednia, która była nudna. 3-4 kawałki faktycznie rażą zbytnią bombastycznością, ale reszta jest bardzo dobra w swoim przedziale. Ja lubię od czasu do czasu popowy album, gdzie wszystko jest wielkie. Z tą Celine Dion to przesada jak dla mnie, porównania do Lennox trafne. To też oczywiście kwestia gustu danego dziennikarza. Jedni z moich ulubionych (Rosen i Harvilla) chwalili płytę, a Rosen porównał zespół i ambicję muzyki do U2, dobrze argumentując. Ci panowie idą bardziej w stronę muzyki czarnej i dobrego popu, ty Bartku raczej skręcasz w inne klimaty 🙂 Mnie wygrała, że jest fanką Nicks, której jestem dozgonnym fanem z lat 75-87 z Maciem (i dwóch jej pierwszych solówek).

  10. Wypowiem się co do załączonej do tekstu piosenki:
    najbardziej mi to przypomina Marie Brennan (czy ktoś pamięta Clannad?)
    tak czy owak, jeśli cała płyta jest w takim klimacie, jak ten przykład, to jestem >na nie<. Czas dla takiej muzyki minął wraz z końcem lat 80-tych.

  11. @ vlad.palovy

    podoba mi się określenie „to już tylko FASHION” 🙂

    jeśli mi ufasz 😉 po „Dualiście”, przesłuchaj te trzy pozostałe longi. każdy trochę w innym stylu. The Jezabels w całości są niesamowici, z youtuba wybrałem headlinera albumu, który jest najbardziej przebojowy i najmniej skomplikowany. potem robi się coraz ciekawiej. zresztą wszystkie z tych płyt są „mocne” jako całość pod każdym względem twórczym. oczywiście w swojej kategorii.

    to słuchać nowej Florencji, czy odpuścić? bo u Bartka wychodzi: poklikać na majspejsie 🙂

  12. @sosnowski
    Jestem twoim wiernym fanem, zanim wpisalem sie u Bartka, zerknalem na te trzy tytuly na tubie. Szczerze? Nie mialem wiele czasu. Wiec nie wiem jeszcze. Ale pierwsze wrazenie to … dosc gleboko, na tyle, ze nie jestem pewien czy mam wystarczajaca ilosc czasu by eksplerowac te klimaty, probujac utrzymac reke na pulsie 😀 Poza tym, dosc trudno to znalezc, nie czuje sie na tyle dzielny by uzywac ‚ruskich serwerow’ i nie korzystam z torrent’ow. Z premedytacja wspomnialem tylko o TBC bo oni sa najbardziej ‚komercyjni’. Absolutnie, nie sluchac Florencji! Juz lepiej posluchac bartkowego THE AMAZING, ktorego oczywiscie nie znam. Skad On to wyjal:D Zawsze musi byc najlepszy. Pozdr

  13. Podbijam The Jezabels – Prisoner

    świetny zespół tylko szkoda, że tak mało znany 🙁

    Florentyna daje radę. Bez rewelacji, ale chyba kolejnego killera na miarę Dog Days nikt się nie spodziewał.
    Póki co warto posłuchać Shake It Out w wersji akustycznej 🙂

    http://www.youtube.com/watch?v=eMm2hp8RXnQ

  14. Nadęta i wykrzyczana… Słoiki mi z dżemem poodkręcała tym kościelnym buczeniem. Nuda.

  15. szkoda, że u mnie nie działa. zawsze mam problem z tymi słoikami.

  16. Uwielbiam muzykę Florence Welch, tak, to prawda, jest patetyczna i bardzo ekspresywna. Niedzisiejsza, bo tylko cnotki chodzą ubrane w długie suknie, dziś śpiewa się o imprezach, seksie i imprezach.

    Ale głos Florence jest jak dzwon, pojedyncze dźwięki, pozornie nie pasujące do siebie, kreują niesamowity klimat romantyzmu… To magia, każdy utwór jest przesączony głębokimi uczuciami, zawoalowanym szaleństwem i miłością. U mnie „Ceremonials” bije na głowę „Lungs”. Zupełnie.

    Zupełnie nie zgadzam się z recenzją. Nie rozumiem także ironicznych komentarzy powyżej. Mam do tego prawo.

css.php