Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

12.10.2011
środa

Feist dalej od środka

12 października 2011, środa,

Jeśli ktoś szukał lepszego albumu Feist, to może już nie znaleźć. Kanadyjkę odkrył dla świata przede wszystkim jej talent kompozytorki – pojedyncze ładne piosenki, świetne wejście w świat reklamy i do tego covery prezentowane przez innych wykonawców (James Blake, Bon Iver), ale żaden z jej dotychczasowych albumów nie rozłożył mnie na łopatki. Już prędzej pojedyncze piosenki. Wraz ze stałą kanadyjską grupą towarzyskiego wsparcia (nie ma Peaches, ale Mocky i Gonzales obecni) nagrała kolejny album pod okiem i uchem Valgeira Sigurdssona. I zaprosiła kolejnych muzyków, spośród których najłatwiej zauważyć saksofonistę Colina Stetsona – może dlatego, że oprócz grania stworzył całe aranżacje instrumentów dętych (które słychać od pierwszej minuty płyty, a potem tworzą rewelacyjny klimat m.in. w „Undiscovered First”).

Leslie Feist wita się klimatem bardziej folkowym niż dotąd w „The Bad in Each Other”. Słychać nawet klimat z jedynej płyty Bonniego „Prince’a” Billy’ego nagranej w Islandii. W podobnym klimacie utrzymany jest znakomity „Graveyard”. A i potem wątki folkowe przynoszą choćby partie skrzypiec. Cała reszta jest zresztą bardzo spójna, pozostaje blisko Cat Power i – momentami – Joan Wasser (sekcja rytmiczna). Głosowo wolę tamte dwie wokalistki, ale i ten aspekt „Metals” sprawia mi momentami dużo radości. Odhaczyłem (o tym niżej) na tym albumie ulubione nagrania, ale domyślam się, że jeszcze niejednego się dowiem o innych kompozycjach z potencjalnych coverów innych wykonawców. Siódemka z czystej oszczędności, bo ostatnio trochę szastałem punktami, ale do słuchania Feist pewnie i tak nikogo nie trzeba przesadnie zachęcać.

Polecam płytę Clams Casino, o której kilka słów tutaj. O kolejnych ciekawych nowościach już przy okazji kolejnych wrażeń z Unsoundu. Na bieżąco festiwalowe wydarzenia relacjonuje Niezal Codzienny. Zwracam też Waszą uwagę na nowe wydanie PopUp Music. Na pokładzie mają między innymi wywiad z Mataną Roberts i parę recenzji płyt (Kuedo!), na które ja dopiero czekam. Jak się doczekam, to i tutaj będzie.

FEIST „Metals”
Polydor 2011
7/10
Trzeba posłuchać:
„Graveyard”, „The Circle Married the Line”, „Bittersweet Melodies”, „Undiscovered First”.

How Come You Never Go There by Feist

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. pioseneczka z notki całkiem przyzwoita..!

  2. Panie Bartku, przepraszam za offtopa z góry:)
    Pisałem ostatnio podobną rzecz do Pańskiej „Sztuki remiksu”, zachęcam gorąco do zaglądnięcia 🙂
    magazyn 300tysięcy, pdf do sciągnięcia 🙂
    300tysiecy.pl
    pzdr!

  3. @Tomek –> Dziękuję. Zaraz sprawdzę. Pozdrowienia!

  4. Rzeczywiście, wątek literacki podobny – Burroughs nasuwa się automatycznie w tym wypadku, ale o OuLiPo nie pomyślałem. Fajny tekst, ciekawe pismo.

  5. Bardzo udany album jak dla mnie, choć nie tak cudny jak poprzedni. Niemniej Feist dalej mnie czaruje.

css.php